Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Będzie rekord? | Zapowiedź GP Włoch, MotoGP i IndyCar

W ten weekend każdy kibic motorsportu znajdzie coś dla siebie. We Włoszech o podtrzymanie dominacji i rekord liczby triumfów z rzędu powalczy Max Verstappen, a w Hiszpanii Pecco Bagnaia spróbuje powiększyć przewagę nad resztą stawki. Natomiast Alex Palou w IndyCar spróbuje w końcu przypieczętować tytuł w IndyCar.

Max Verstappen w drodze po dziesiątą wygraną z rzędu
Fot. Red Bull Content Pool

Festiwal draftowania w świątyni prędkości

Jeśli mielibyśmy najkrócej opisać tor Monza to wspomnielibyśmy o tym, że jest on serią długich prostych przedzielonych szykanami. Prędkość maksymalna oraz niski opór to absolutny klucz do sukcesu. W tym celu zespoły przywożą pakiety generujące najmniej oporu, jak to możliwe. Jednocześnie nie należy deprecjonować wartości trakcji na wyjściach z zakrętów czy też stabilności na hamowaniu.

Jednak oprócz tych aspektów ważna jest też możliwość uzyskiwania wysokich prędkości. Tutaj walka o pozycje nieraz będzie rozstrzygać się na prostej, także przy użyciu systemu DRS. Główna prosta, a także prosta między zakrętem Lesmo 2 a Variante Ascari to najlepsze miejsca do ataku. Jeśli chodzi o start to pierwsza szykana na tym torze jest jak La Source na Spa. To oznacza, że nie wszyscy mogą ukończyć pierwsze okrążenie ze sprawnym samochodem.

ZOBACZ TAKŻE
500 Miglia di Monza - prawdziwa historia włoskiego owalu

Ciekawe mogą być też kwalifikacje. Będziemy mogli wielokrotnie zobaczyć, jak dany zawodnik jedzie wolno po torze przed ostatnim zakrętem, aby złapać się w cieniu aerodynamicznym za innym zawodnikiem. Niewykluczone, że w Q3 zobaczymy powtórkę z tego, co miało miejsce na tym obiekcie w 2019 roku. Jeśli chodzi o pogodę to ta na niedzielę nie wygląda ciekawie. Tym samym w kwalifikacjach powinniśmy zobaczyć oponę miękką czyli C5. Zaś w wyścigu większość kierowców prawdopodobnie skusi się na użycie mieszanek C3 i C4, a więc odpowiednio twardej i pośredniej.

Fot. Scuderia Ferrari

Max Verstappen po raz dziesiąty z rzędu?

Głównym tematem weekendu będzie to czy Max Verstappen pobije rekord dziewięciu zwycięstw z rzędu Sebastiana Vettela z 2013 roku. Na Zandvoort Holender zrównał się z Niemcem, a w ten weekend będzie on miał szansę go przebić. Oczywiście nawet mimo doskonałej dyspozycji lidera mistrzostw świata i jego zespołu nie możemy być pewni pobicia tego rekordu. Jednak na papierze trudno będzie nam znaleźć rywala dla tej kombinacji. Red Bull jest tak bardzo pewny swego, że już teraz zamknął on rozwój tegorocznej konstrukcji na rzecz RB20.

Dodatkowo Verstappen powalczy o przełamanie serii. Mianowicie od 2020 roku na torze Monza wyścigów nie kończą triumfatorzy zawodów z roku poprzedniego. I tak Charles Leclerc po zwycięstwie w 2019 roku nie osiągnął mety w 2020 roku. Podobny los podzielili Pierre Gasly w 2021 i Daniel Ricciardo w 2022 roku. Aktualny lider mistrzostw świata kierowców może przerwać tę serię w niedzielę.

Ciekawe znów będzie to, gdzie odnajdzie się Sergio Perez. Meksykanin nie najlepiej wszedł w drugą połowę przegrywając kwalifikacje różnicą 1.3 sekundy w stosunku do swojego partnera zespołowego. Dodatkowo taka różnica dała mu miejsce dopiero w czwartym rzędzie w niedzielę. Zaś w samym wyścigu popełnił on dwa fatalne błędy, które pobawiły go podium, a przyniosły mu czwarte miejsce. Perez musi się poprawić, ponieważ takimi rezultatami może nie utrzymać się w zespole mimo kontraktu na 2024 rok.

ZOBACZ TAKŻE
Kto potencjalnie może zastąpić Sergio Pereza? Opcji jest kilka

Mercedes faworytem do miana najlepszego z pozostałych?

Za nimi znów trudno powiedzieć, kto może być na drugim miejscu w stawce. Wygląda na to, że w tej grupie mamy Astona Martina, McLaren i Mercedes. „Zieloni” zdecydowanie poprawili się po wprowadzeniu poprawek na Zandvoort, ale pamiętajmy, że dobre tempo w Holandii nie musi mieć przełożenia na inne tory. Chociażby problemy z oporem generowanym przez ich bolid mogą pozbawić Fernando Alonso szans na zwycięstwo. Podobne problemy miał w przeszłości McLaren. Czy pakiet, jakim dysponuje McL60 pozwoli im pokonać tę słabość? Przekonamy się w trakcie weekendu. Wygląda na to, że faworytem spośród tej trójki może być Mercedes, pod warunkiem, że ten uporał się już z porpoisingiem, jaki pojawił się w W14 podczas rundy na Spa.

Wygląda na to, że Ferrari będzie musiało obserwować te trzy zespoły „z tylnego siedzenia”. Oczywiście nie można całkowicie wykluczyć ich z walki o podium, ale ich teoretyczne szanse na walkę w czołówce nie wyglądają najlepiej. Cóż, wolniejsze Ferrari oznacza, że tifosi będą mogli lepiej się przyjrzeć żółtym wstawkom, jakie pojawią się na ich bolidach w ten weekend. Ferrari poprzez częściową modyfikację malowania chce w ten weekend świętować tegoroczną wygraną w 24h Le Mans z prototypem 499P.

Fot. Scuderia Ferrari

Dalej w stawce może być ciekawie

Alpine nie musiałoby się obawiać problemów w walce o punkty, gdyby nie to, że w stawce mamy taki zespół, jak Williams. Ekipa z Grove pokazała już w tym roku pazur na torach premiujących prędkość na prostych, lub też w zmiennych warunkach pogodowych. Jeśli tylko nie okaże się, że ich prędkość na prostych uzyskiwana jest kosztem stabilności na hamowaniu to Alex Albon i Logan Sargeant mogą być groźni. To znaczy Albon na pewno będzie w walce o Q3, a w niedzielę można oczekiwać go w drugiej piątce. Nieco dalej może być jego partner zespołowy. Pytanie tylko, jak daleko? Amerykanin musi w końcu wywalczyć punkty, aby zaakcentować czymś swój pobyt w F1. Jeśli nie tu, to gdzie?

Zobaczymy też, jak w ten weekend spisze się Liam Lawson. Nowozelandczyk zastępuje Daniela Ricciardo po tym, jak Australijczyk złamał kości nadgarstka w wyniku wypadku w treningach na Zandvoort. Obecnie wygląda na to, że Lawson może wystartować też w GP Singapuru. Dla niego to ogromna szansa na zdobycie doświadczenia, a także na udowodnienie swojej wartości w kontekście walki o fotel wyścigowy na 2024 rok. Zobaczymy, co wywalczy on w sobotę i niedzielę i jak wypadnie on na tle Tsunody.

Kolejne tajne dyrektywy

Czym byłaby F1 bez tajnych dokumentów oraz ugód? Z pewnością byłaby ona prostsza do śledzenia i zrozumienia, ale wówczas świat byłby zbyt piękny. Przechodząc jednak do tematu to wracamy do tematu elastycznych skrzydeł. Otóż podczas GP Holandii zespoły otrzymały dyrektywę techniczną o nazwie TD018, która wejdzie w życie od GP Singapuru.

Ta ma podobno ograniczyć możliwość uginania się skrzydeł w kilku obszarach, w których zespoły miały celowo projektować je w taki sposób, aby owe elementy uginały się w pożądany sposób w zakrętach w celu uzyskania korzyści w postaci lepszych osiągów. To ma być niezgodne z artykułem 3.2.2 regulacji technicznych. On głosi, że każdy element samochodu oddziałowujący na jego osiągi musi być odpowiednio zabezpieczony tak, aby tworzył on stałą powierzchnię w każdej sytuacji.

Jeśli dobrze rozumiemy źródło tej informacji, jakim jest serwis Autosport to zespoły muszą dostarczyć do FIA rysunki, z przekrojem demonstrujące to, jak dany element jest przymocowany. FIA wymaga tego, aby elementy przedniego skrzydła były przymocowane do nosa, a elementy tylnego skrzydła do pylonów je podtrzymujących oraz do struktury zderzeniowej tak, aby wypełnić zapis artykułu 3.2.2.

W teorii zespoły muszą dostarczyć takie rysunki do 8 września. Jednak w praktyce działanie tej dyrektywy poznamy dopiero podczas GP Singapuru w dniach od 15 do 17 września. Jak widać, FIA obrała radykalnie inne podejście względem tego, co miało miejsce w przeszłości.

Dawniej, gdy federacja miała podejrzenia odnośnie naginania przepisów w tej sprawie to zwykle zaostrzano testy elastyczności skrzydeł poprzez zwiększenie obciążenia nakładanego na te elementy podczas testów statycznych. Jednak kilka lat temu ciało sankcjonujące F1 zrozumiało, że testy statyczne nie mają sensu, ponieważ nie oddają one zachowania skrzydeł w sytuacji, w której bolid porusza się po torze. Niewątpliwie będzie to głośny temat weekendu, więc w padoku będzie się mówiło nie tylko o rekordach Maxa Verstappena.

MotoGP wraca do Hiszpanii, ale nie do Aragonii

Motorland Aragon w tym roku nie gości w kalendarzu Motocyklowych Mistrzostw Świata. Dorna zdecydowała się na wprowadzenie rotacji rund na półwyspie iberyjskim w celu zwolnienia miejsca dla innych torów. I tak dzięki temu mamy teraz GP Katalonii na początku września zamiast czerwca. Zaś jesienią dzięki absencji GP Aragonii, w serii zadebiutuje nam GP Indii.

Wróćmy jednak do Hiszpanii. Tam stawka MotoGP zmierzy się na znanym i lubianym przez motocyklistów obiekcie Circuit Barcelona-Catalunya. Długie zakręty to coś, co w przeszłości dawało Yamasze przewagę na torze. Teraz jednak będzie dla nich przekleństwem. Na czele powinniśmy oglądać Ducati, ale nie bez towarzystwa. Bowiem na ten tor zęby ostrzy sobie także Aprilia. Producent z Noale w ostatnich latach dobrze sobie tu radził, choć Aleix Espargaro nie stał tu jeszcze na podium. Jednak to jest historia, której Hiszpan się trochę wstydzi z prozaicznego powodu, jakim było zagapienie się rok temu przy liczeniu okrążeń.

Biorąc jednak pod uwagę historyczne wyniki tego duetu, można spodziewać po nich się dobrej formy. Kolejnym dobrym znakiem jest też to, że Aprilia poprawiła się pod katem startów względem tego, co miało miejsce w pierwszej połowie sezonu.

Kto powstrzyma Ducati?

Nie mniej jednak nadal można być pewnym tego, że Pecco Bagnaia będzie na czele. Pytanie tylko, czy i kto mu zagrozi. Jeśli nie Espargaro i Vinales to może Binder na KTM-ie, lub Bezzecchi i Martin na prywatnych Ducati?

W sumie KTM może tu walczyć o wygraną, którą dwa lata temu na tym obiekcie dał im Miguel Oliveira. Pamiętajmy jednak, że pokonanie Ducati będzie tu bardzo trudne. Dodatkowym czynnikiem jest też to, że pogoda na torze, na którym ostatniej zimy przebudowano pobocza może nie rozpieszczać. Obecnie zapowiadany jest deszcz na całą sobotę i całą niedzielę, a szanse opadów oscylują od 75 do 85 procent.

Dodatkowo teraz ścigamy się na koniec lata. To w kontekście wiatru czy temperatury asfaltu na suchym torze też nie jest bez znaczenia. Niby ten sam wyścig, co roku. Jednakże mnogość zmiennych może sporo tu zmienić.

Sezon transferowy w szczycie

W Austrii swój związek z KTM-em przedłużył Brad Binder. Natomiast krótko po zakończeniu zmagań na Red Bull Ring, swoje odejście z Pramac Racing i rodziny Ducati ogłosił Johann Zarco. Francuz już zapewnił sobie kontrakt na 2024 rok w zespole LCR Honda. Co ciekawe, Zarco zdradził, że Ducati chciało przenieść go do Gresiniego, co było jednym z powodów tego transferu.

Nie wiemy jednak jeszcze, czy towarzyszyć mu będzie Taka Nakagami czy jednak Ai Ogura. Z drugiej strony wiemy już oficjalnie, że w VR46 Racing Team zostaje Marco Bezzechi. To oznacza, że fotel w Pramac Racing u boku Jorge Martina może przejąć Franco Morbidelli. Z kolei serwis GP One sugeruje, że Repsol Honda może stracić jednego zawodnika i nie jest nim Marc Marquez. Otóż Joan Mir podobno miał się zaoferować zespołowi Gresini Racing. Wówczas od partnerowania Marcowi Marquezowi mistrz świata z 2020 roku przeszedłby do partnerowania Alexowi, a więc bratu Marca.

Natomiast fotel wyścigowy w Repsolu mógłby otrzymać Iker Lecuona. Ciekawe czy Mir zaoferował się tylko Gresiniemu czy może istnieje też szansa wskoczenia na prywatne Desmosedici GP24 Pramac Racing? Tak tylko sobie głośno myślę…

ZOBACZ TAKŻE
IndyCar: Powrót Estończyka do ścigania stał się faktem

Przenieśmy się za ocean

IndyCar jest już na finiszu sezonu 2023 i wszystko wskazuje na to, że mistrzem zostanie Alex Palou. Jednak najpierw trzeba wypełnić formalności. Te mówią jasno, że Alex potrzebuje podium do automatycznego zapewnienia sobie mistrzostwa. Jeśli byłby on czwarty, lub niżej to wówczas powinien on patrzeć na to, co wywalczy Scott Dixon. Nowozelandczyk traci do Hiszpana siedemdziesiąt cztery punkty. To oznacza, że Palou musi wyjechać z Portland z przewagą minimum pięćdziesięciu pięciu „oczek”, aby już w niedzielę móc cieszyć się z mistrzostwa. Czy to mu się uda? Trudno powiedzieć.

Fot. Chip Ganassi Racing

Widać wyraźnie, że Dixon obecnie jest w mega formie. Dwa ostatnie wyścigi na torze drogowym i ovalu padły jego łupem mimo startów spoza czołowej piętnastki. Zaś Palou w tych dwóch wyścigach mimo lepszych pozycji w kwalifikacjach dwukrotnie finiszował siódmy. Oczywiście pamiętajmy, też, że start do GP Portland z racji obecności szykany na początku okrążenia rządzi się swoimi prawami. Dlatego też należy się spodziewać zamieszania na starcie, które może zaważyć o losach tytułu na koniec.

ZOBACZ TAKŻE
Co się działo do tej pory w NASCAR 2023? Sporo niespodzianek

Mówiąc o ściganiu w USA trzeba wspomnieć jeszcze o NASCAR. Pucharowa seria zakończyła właśnie sezon zasadniczy. Jego mistrzem został Martin Truex Jr. Teraz jednak zabawa zaczyna się na nowo za sprawą fazy Play Off. Już w ten weekend kierowcy, w tym szesnastka, która zakwalifikowała się do walki o tytuł, zmierzy się w jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu, jakim jest Southern 500. Od teraz kierowcy walczący o tytuł muszą walczyć o tytuł wiedząc, że najmniejszy błąd, lub kolizja, mogą negatywnie odbić się na ich szansach na ostateczny triumf na koniec sezonu. Najbliższe dziesięć wyścigów będzie emocjonujące nie tylko dla kierowców i zespołów, ale przede wszystkim dla kibiców!

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama