Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Byk zza oceanu. José Froilán González | Legendy motorsportu

Niewielu było w latach 50-tych zawodników tak rozpoznawalnych na europejskich torach jak José Froilán González. Argentyńczyk spędził na Starym Kontynencie ledwie kilka lat, ale wystarczyło to, by zapracował sobie na wielką renomę i nieśmiertelność w sportowych kronikach. Oto skrócona historia jego zawsze meandrujących losów.

González Ferrari
Fot. Scuderia Ferrari / X

Dwóch było wielkich argentyńskich kierowców początków historii Formuły 1. Jednego, pięciokrotnego mistrza świata, herosa Senny, zna cały świat. Drugi przez dekady zszedł na dalszy plan, choć osiągnięcia też ma niebagatelne. Jako pierwszy w dziejach wygrał wyścig królowej motorsportu dla Ferrari, jako pierwszy reprezentant swego kraju zatriumfował w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. W tym roku mija 10 lat od śmierci José Froilána Gonzáleza.

Kierowca z żyłką inżyniera

Losy wyścigowej kariery Argentyńczyka mają u swych początków nieco wspólnego z dziejami Nelsona Piqueta Sr. Brazylijczyk pierwsze zawody odjeżdżał pod pseudonimem, motywowany awersją rodziny do ścigania. González podobnie – choć tu niechęć familii miała swe głębsze uzasadnienie. W roku 1940 w  wypadku drogowym zginął wujek młodego José.

Dorastający przyszły kierowca nie mógł jednak obyć się bez rywalizacji. Sześć lat po pożegnaniu członka rodziny wystartował w debiutanckich zawodach na piaszczystym torze, mając za silnik czterocylindrowego Chevroleta upakowanego w samodzielnie zbudowane nadwozie. Zawody te wygrał, co rychło położyło kres skuteczności stosowania przezeń nom de guerre. Prawdziwe miano 23-letniego wówczas zawodnika lotem błyskawicy rozeszło się po jego rodzinnym miasteczku Arrecifes.

ZOBACZ TAKŻE
Rząd Argentyny zdesperowany, aby ich wielki talent dostał się do F1. "Zrobimy wszystko, aby mu pomóc"

Sukcesy nie zmieniły nastawienia ojca Gonzáleza, lecz ten nie miał żadnego wpływu na decyzje syna. W kolejnym roku José Froilan wystartował w kilkudziesięciu wyścigach na terenie kraju, odnosząc 15 czy 16 wiktorii (sam nie pamiętał dokładnej liczby). W przerwach od jazdy szlifował zaś w warsztacie kolejne maszyny.

Najpierw prowadził Forda, a po dwóch latach – w roku 1949 – kupił ikoniczne Maserati 4CL, które Giuseppe Farina przywiózł na jeden z wyścigów w Argentynie. – Żeby je nabyć, musiałem sprzedać mój samochód, Chevroleta Coupe, dwie ciężarówki i jeszcze pożyczyć trochę pieniędzy – wspominał González, ale transakcji nie żałował. Maserati sprawowało się fantastycznie, jeszcze w tym samym roku zawodnik ruszył nim do ulicznego wyścigu w Buenos Aires. Przegrał tylko ze światowej klasy asami: Albertem Ascarim, Juanem Manuelem Fangiem, Luigim Villoresim oraz mniej znanym rodakiem, Benedictem Camposem.

González z biletem do Europy

Niedługo potem włoska maszyna uległa pożarowi, ale na szkody obojętny nie pozostał argentyński automobilklub. Związek pożyczył Gonzálezowi identyczny „bolid”, którym to José Froilán zawstydzał rywali na kolejnych krajowych zawodach. Działacze, dostrzegłszy świetne wyniki i ogromny talent jeźdźca, zaproponowali mu, by na sezon 1950 dołączył do obsady Equipo Argentino, rodzimej stajni startującej w Europie pod nazwą Scuderia Achille Varzi.

González Ferrari 3

Fot. Scuderia Ferrari / X

Za oceanem González spotkał swego wieloletniego przyjaciela, Juana Manuela Fangia. Starszy czempion miał zresztą udział w przekonaniu rodaka do wyjazdu z ojczyzny. W późniejszych miesiącach obaj mieli wielokrotnie mierzyć się na różnorakich torach Starego Kontynentu, w tym podczas GP F1. Debiut 27-letniego Gonzáleza w rodzącej się królowej przypadł na Monako.

Argentyńczyk miał do swej dyspozycji doskonale znane Maserati, tym razem w wersji 4CLT. Zakwalifikował się nim na 3. pozycji, lecz wybitną inauguracją długo się nie nacieszył. Ówczesny monakijski tor także wiódł wzdłuż wybrzeża portowego, ale nie był w żaden sposób zabezpieczony. Już na pierwszym kółku w zakręcie Tabac na tor wdarła się fala, która wyeliminowała z gry 9 kierowców.

González co prawda karambol ominął, jednak zaraz potem rozbił się i dodatkowo nabawił oparzeń. Europa zafundowała mu surową lekcję. W wyścigach niezaliczanych do czempionatu przeplatał szczęście z pechem. Zajął 3. lokatę w Angoulême, wycofał się na Le Mans, wskoczył na podium na Albi, ale już weekend później jego Maserati znów zapaliło się podczas pit-stopu na Zandvoort.

ZOBACZ TAKŻE
Archie Scott Brown - pierwszy niepełnosprawny kierowca | Legendy motorsportu

Do Argentyny wracał z pucharami, poranionymi od kraks plecami, ale i asem w rękawie. – Już w 1950 roku miałem dobre relacje z fabryką Ferrari, chodziliśmy do niej po części dla maszyn wystawianych przez Equipo Argentino – stwierdzał. A gdy w lutym kolejnego roku na oczach 100 tys. osób pokonał Fangia i jego kolegów z Mercedesa w międzynarodowych zawodach w Buenos Aires, relacje te pozwoliły mu wznowić europejską karierę.

Najważniejszy dzień w życiu

W czasie słynnego i diabelnie niebezpiecznego Mille Miglia nogę złamał Dorino Serafini. Enzo Ferrari, jego szef, skontaktował się z Gonzalezem i złożył mu propozycję nie do odrzucenia – start w GP Francji. Argentyńczyk przystał na ofertę i z miejsca stanął na 2. stopniu podium, choć maszynę dzielił z Ascarim. Dopiero po zawodach dyrektor zespołu zaproponował, by przejął samochód Serafiniego do końca sezonu.

– Przygotowaliśmy kontrakt. Szczerze mówiąc, nie wiedziałem nawet, co jest w nim napisane. Zapytałem więc Ferrariego: <<czy wszyscy kierowcy są ubezpieczeni?>>. Odparł, że tak, więc powiedziałem: <<świetnie, zatem podpisuję>> – opowiadał González. Dwa tygodnie po ściganiu Reims spłacił zaufanie sternika w całości, poprzez triumf na Silverstone przełamując dominację Alfy Romeo.

Ferrari wydawało się skrojone pod brytyjski tor. Przyznawał to również lider rywali Rączego Konika, Fangio, który na kilka dni przed zawodami zabrał Gonzáleza na przejażdżkę po obiekcie i tam podzielił się z nim spostrzeżeniami. – Bolidy Ferrari lepiej adaptowały się do Silverstone niż Alfy, choć te ostatnie miały mocniejsze silniki – dodawał José Froilán.

Przyszły mistrz nie poddał się jednak łatwo. Od połowy zawodów gra o zwycięstwo toczyła się już tylko między argentyńskim duetem, a kluczem stało się zarządzanie ilością paliwa, co González doskonale opanował.

ZOBACZ TAKŻE
Najstarsi mistrzowie świata F1. Alonso i Hamilton z szansami na Top 5

Wiedziałem, że [Fangio – przyp. red.] będzie musiał stanąć i zatankować wcześniej ode mnie. Moi mechanicy cały czas mnie ostrzegali, machając rurką od paliwa, że mam być ostrożnym, by mi się nie skończyło. Ale ja miałem go całkiem sporo, nie jechałem nawet na rezerwie. Kiedy się zatrzymałem, dodali tylko jakieś 20 litrów – opowiadał zwycięzca. Linię mety przekroczył z ponad 50-sekundową przewagą nad rywalami.   

González. Jedyny w swoim rodzaju

Kierowca skupił na sobie uwagę całego środowiska. Pal licho dynamiczne wejście do klasyfikacji na 4. miejsce – liczyły się emocje. Argentyńczyk nie zdążył wysiąść z samochodu, a już posypała się nań kaskada uścisków. Chwilę potem nikomu nieznany nastolatek o imieniu Jackie Stewart poprosił go o autograf. – Miał chyba 11 czy 12 lat. Mówił, że nigdy go nie wyrzucił ­– śmiał się potem zawodnik.

Najbardziej wzruszony pokazem siły był jednak Enzo Ferrari. Commandatore zaprosił Gonzáleza do gabinetu i wręczył mu złoty zegarek z logo marki. Podpisane przez kierowcę zdjęcie umieścił zaś za biurkiem i nieustannie dopytywał się o szczegóły wyścigu. Po sezonie nalegał też, żeby José Froilán umowę przedłużył, ale Argentyńczyk za namową Fangia dołączył do niego w Maserati. Alfa Romeo wycofała się wszak z wyścigów.

 

– Nie chciałem opuszczać Ferrari, a Ferrari chciał, żebym został. Maserati zaoferowało jednak wyższą stawkę, a w tamtych czasach pieniądze były bardzo istotne – tłumaczył. Swą decyzję przypłacił jednak prawie całkowitą rezygnacją ze startów w F1, Maserati wystawiło go bowiem tylko do Grand Prix Włoch, gdzie zajął 2. miejsce. O regularne dochody dbał poprzez starty dla BRM w wyścigach niezaliczanych do mistrzostw. Brytyjczycy zaoferowali jemu i Fangio 1000 dolarów za rok testów w krnąbrnej maszynie napędzanej silnikiem V16.

Samochód był ciężki, niesterowny, pożerał opony i cierpiał na mnóstwo problemów mechanicznych. Byk z Pampy, jak na Gonzáleza mówili europejscy kibice, nie bał się jednak wyzwań. I w najtrudniejszym do opanowania samochodzie już z daleka odznaczał się wyjątkowym stylem jazdy, pozycją z szeroko wysuniętymi łokciami i charakterystyczną posturą. Jego rodacy przezywali go El Cabezón (tłusta głowa), ale krępy fizys Argentyńczyka nie miał związku z jego jakoby kiepską kondycją. – To były solidne mięśnie, wierzcie mi – opisywał go Stirling Moss.

Deszcz niestraszny

Tymi samymi mięśniami González opanowywał Ferrari 375 Plus, potężny samochód uzbrojony w niemal 5-litrowy silnik, którym ścigał się w pojedynczych GP sezonu 1954. Argentyńczyk określił ów okres jako swój najlepszy rok, bowiem wygrywał praktycznie wszystko. Jego łupem padły w Bordeaux, na Bari, również sponsorowany przez Daily Express wyścig na Silverstone. Tam właśnie zasiadł za kierownicą wspomnianego 375 Plus.

ZOBACZ TAKŻE
Pierwsze 24h Le Mans. Jak to się zaczęło? | Historia motorsportu

– Oglądaliśmy ówczesne Mille Miglia; nawet w rękach Umberta Maglioliego wielkie Ferrari wydawało się trudnym samochodem do okiełznania w deszczu. Na Silverstone przywieziono je dla kogoś innego, ale nie mogli sobie z nim poradzić. Byłem na torze i poprosili mnie, bym spróbował. Trudny samochód, ale kiedy wystawili go do zawodów, a drugi kierowca nie kwapił się do jazdy, wziąłem go dla siebie. Położyliśmy dwa worki z piaskiem na tylnej osi, by polepszyć sterowność – opowiadał.

Tę samą maszynę przyszło mu prowadzić podczas Le Mans. González ścierał się tam ze wszystkimi możliwymi przeciwnościami: deszczem (padało przez 16-17 godzin), Jaguarami (zwłaszcza duetem Duncan Hamilton/Tony Rolt), nawet własną ekipą. – Maurice Trintignant [drugi kierowca – przyp. red.] mówił: <<Jedź, znasz lepiej ten bolid>>. I w końcu musiałem jeździć przez jakieś 15 godzin, prawie nie spałem i prawie nic nie jadłem – relacjonował.

GP Wielkiej Brytanii 1953

Od lewej: Alberto Ascari, José Froilán González, Mike Hawthorn oraz Juan Manuel Fangio przed GP Wielkiej Brytanii 1953 |Fot. Planet F1 / X

Pod sam koniec zawodów Ferrari zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Na pół godziny przed finiszem Argentyńczyk zjechał na ostatni pit-stop, ale silnik nie chciał się odpalić przez zamoczony zapłon. Zespołowi naprawa usterki zajęła siedem minut. González ruszył jak szalony i finalnie wygrał, ale z przewagą mniej niż 4 kilometrów nad Jaguarem. Unikatowe dla swego kraju osiągnięcie dopiero w 2021 roku powtórzył José María Lopez. Argentyńczyk zwyciężył w klasie Hypercar w tercecie z Kamuim Kobayashim oraz Mikem Conwayem.

González w skrajnych emocjach

González płynął na fali sukcesu. Na równi z jednostkowymi wyścigami po raz kolejny walczył o tytuł wicemistrzowski w Formule 1. W poprzednim sezonie po pierwszych pięciu rundach (nie licząc Indy 500) wywalczył 13,5 punktu, zdobywając trzy trzecie miejsca w rodzimej Argentynie, Holandii oraz Francji. Szansę na laur zabrała mu tylko kraksa na Monsanto, przedwcześnie kończąca rok.

Tym razem miało być inaczej. Byk z Pampy ponownie okazał się bezkonkurencyjny w czasie GP Wielkiej Brytanii i umacniał się na drugim miejscu w tabeli. Do momentu przyjazdu na Nürburgring jego kariera układała się wyśmienicie. W Niemczech jednak, podczas kwalifikacji, śmierć poniósł jego rodak i kolega, Onofré Marimón, co zachwiało Gonzálezem.

Le Mans 2021

José María Lopez, Mike Conway oraz Kamui Kobayashi | Fot. Mark Whitelegge / X

– Wtedy każdy z nas miał jakieś 50% szans na przeżycie zawodów. Na torach takich ja Nürburgring nie było żadnych zabezpieczeń. Marimón wyleciał z toru, uderzył w drzewa i było po wszystkim. Na torze byli jego rodzice i moi rodzice. Koszmar – wspominał kierowca. Nazajutrz nawet przez chwilę prowadził, ale przybity presją oddał bolid Mike’owi Hawthorne’owi i finiszował drugi.

Argentyńczyk stracił radość z rywalizacji. Rodzina coraz mocniej naciskała na to, by zrezygnował ze ścigania. Do końca roku dojechał, dwa razy stanął na podium, tytuł wicemistrza odebrał, ale potem odszedł z Ferrari. Na domiar złego, znów obolały. Pod sam koniec roku na torze Dundrod stracił panowanie nad samochodem, obrócił się i wypadł z maszyny, ponownie uszkadzając plecy.

Na szczęśliwej emeryturze

Od tego czasu Byk z Pampy odjechał jeszcze tylko 5 wyścigów zaliczanych do mistrzostw F1, z czego 4 w Argentynie. Na pojedynczy wyjazd do Europy skusił go Tony Vandervell, szef Vanwalla, lecz dla późniejszych czempionów wśród konstruktorów były to pierwsze kroki. González zakwalifikował się na swym uwielbianym Silverstone w drugim rzędzie, ale gdy tylko wrzucił drugi bieg, złamała się jedna z półosi bolidu.

Vandervell usiłował przekonać go, by został jego etatowym kierowcą, ale González ani myślał dalej ryzykować za oceanem. Wrócił do Argentyny i poświęcił się sprzedaży samochodów, okazjonalnie startując w lokalnych zawodach. Z sukcesami – w latach 1959-1960 zostawał mistrzem dość prestiżowej Formuły Libre, południowoamerykańskich mistrzostw znanych z dopuszczania do rywalizacji maszyn złożonych np. z różnych nadwozi i silników. Do swego Ferrari Argentyńczyk włożył Chevroleta V8 z 350 końmi mechanicznymi mocy.

Onofre Marimon

Onofré Marimón, przyjaciel Gonzáleza | Fot. Matt Bishop / X

O Formule 1 zapomniał, lecz ona nie zapomniała o nim. Za swoje zasługi otrzymał model 625 prosto od Enza Ferrariego. W 2002 roku został przez firmę Shell zaproszony na GP Włoch na Monzy. Marka świętowała w ten sposób setny triumf w partnerstwie z Rączymi Konikami, który to podczas poprzedniego GP Belgii zapewnił Michael Schumacher. Dziewięć lat później, by uczcić 60-tą rocznicę pierwszego zwycięstwa, bolid Gonzáleza poprowadził na Silverstone Fernando Alonso.

Argentyńczyk miał już wtedy 88 lat, ale nadal pozostawał aktywny. Do końca życia odsyłał wysyłane mu kartki z prośbami o autografy i pojawiał się na niektórych zawodach. Zmarł w spokoju 15 czerwca 2013 roku, pozostawiając godne dziedzictwo. Pomijając liczne triumfy poza F1, w samej królowej motorsportu wystartował w 26 wyścigach, wygrał 2 z nich, zdobył kolejne 13 podiów, 3 pole position i 6 najszybszych okrążeń. Salve.

5/5 (liczba głosów: 1)
Reklama