Connect with us

Czego szukasz?

Formuła E

FE: Strateg Cassidy z triumfem | Analiza 2. E-Prix Ad-Dirijji

Pod koniec zawodów wydawało się, że czekają nas wielkie przetasowania. Czołową dziewiątkę kierowców dzieliło wszak ledwie 5 sekund. Finalnie do żadnych zmian nie doszło, a na czele utrzymał się Nick Cassidy. Nowozelandczyk odniósł 6. zwycięstwo w karierze w elektrycznych mistrzostwach, pokonując Robina Frijnsa oraz Olivera Rowlanda.

Cassidy Ad-Dirijja
Fot. Jaguar TCS Racing / X

Arabia Saudyjska, jeśli chodzi o poziom spektaklu (nie tylko sportowego), nie zawodzi nigdy. Promotorzy tamtejszego E-Prix rokrocznie zapraszają gwiazdy sceny muzycznej i celebrytów (w tym roku pojawił się m.in. aktor Adrien Brody) i organizują coraz to ciekawsze pokazy z udziałem dronów. Tym razem, wyjąwszy flagę kraju czy „odliczanie”, gra świateł na nocnym niebie utworzyła obraz całego toru, zgodnie z nitką którego poruszały się inne drony, rozświetlając linię wyścigową. Szkoda jedynie, że podobnych fajerwerków nie było w rywalizacji koło w koło, choć o nudzie też mówić nie można.

Najlepszy zawodnik: Nick Cassidy

Nowozelandczyk robi wszystko, aby po tytule wicemistrza wpisać na swoje konto mistrzostwo. Oczywiście 3. runda sezonu to jeszcze za wcześnie, by uważać go za faworyta, ale pretendentem jest z pewnością. Cassidy ruszał z 3. pola startowego i nie oszczędzał tempa po to, by minąć Frijnsa i Rowlanda, gdy ci sięgną po tryby ataku. Strategia ta zdała egzamin, jeździec Jaguara szybko wskoczył na czoło stawki i kontrolował tempo. Na nic się zdały próby Holendra i jego wychylanie się zza linii wyścigowej, celem nastraszenia Cassidy’ego. Lider zwycięstwo dowiózł i ma co celebrować. To jego trzecie podium w tym sezonie, obejmuje prowadzenie w klasyfikacji kierowców, dodatkowo okrasił wiktorią swój 50. wyścig w karierze w FE.

ZOBACZ TAKŻE
Ulice czy tory stałe? Pytania o przyszłość Formuły E

Ale Frijns i Rowland też spisali się świetnie. Holender na taki rezultat czekał cały poprzedni rok. Na początku zawodów właściwie nie wystartował, ale dosłownie wystrzelił spod świateł. Natychmiast zjechał do wewnętrznej i wcisnął się przed Rowlanda, po czym w ciągu jednego ledwie kółka wyrobił sobie przewagę uniemożliwiającą jakąkolwiek kontrę ze strony Brytyjczyka. Od tej pory liczyła się strategia, którą Envision zaplanowało solidnie. Nie na tyle, by zaskoczyć Jaguara, ale wystarczająco, aby ze spokojem dowieźć do mety 18 punktów.

Oliver Rowland musiał zatem zadowolić się 3. lokatą. Próbował jeszcze pod koniec nakładać na Frijnsa presję, pokazywał się mu w lusterkach, ale Holender zbyt dobrze zarządzał dostępną ilością energii. Niemniej, wyczyn Rowlanda zapisuje się wysoko na liście dotychczasowych niespodzianek. To on wszak w kapitalnym stylu wygrał kwalifikacje, a poza tym utrzymał niespecjalnie efektywnego Nissana na podium. Gdyby Daniel Ricciardo stanął na jego miejscu, zapewne z przyjemnością wyrzekłby słynne słowa: redemption day. Przypomnijmy wszak, że Rowland pół poprzedniego sezonu opuścił, gdy rozwiązał współpracę z fatalnie spisującą się Mahindrą.

Najlepszy zespół: Nissan

Decydenci ekipy w czerwono-białym malowaniu byli chyba tak zaskoczeni swoim tempem, że aż poprosili Olivera Rowlanda, by nie marnował 3. pozycji na jakiś szaleńczy manewr. Uwzględniając wyniki z zeszłego roku, takie nastawienie było uzasadnione. Nissan jechał na znakomitym 3. i 6. miejscu (tam lokował się Sacha Fenestraz), czyhając tylko na błędy rywali w wąskich, wijących się zakrętach Ad-Dirijji. Ci ich nie popełnili, co jednak skali rezultatu ekipy nie umniejsza.

Tuż za nimi wyścig ukończyło DS Penske. Cichy bohater wczorajszych zawodów, Jean-Eric Vergne, uległ tym razem swemu koledze ze stajni Stoffelowi Vandoorne’owi. Belg odjechał fantastyczne 36 okrążeń, cały czas trzymając się okolic podium, na koniec wytrzymując presję ze strony Fenestraza. Vergne zrobił to samo, tyle że z Maxem Güntherem. Niemiec regularnie usiłował znaleźć lukę w pancerzu Francuza, ale ani jednej nie odszukał. Potwierdziło się prawidło znane w FE od lat: jeśli chcesz jakiejś pozycji obronić, to tylko z Vergne’em.

Największe zaskoczenie: Jehan Daruvala

Hindus przeżywał do tej pory wydarzenia typowe dla kariery debiutanta. Dwa wyścigi, ani jednej szansy na punkty, raczej spokojne zbieranie doświadczenia i unikanie zanadto bliskich interakcji z murem czy rywalami. Maximilian Günther miażdżył go w kwalifikacjach, ale podczas niedzielnej czasówki nagle stracił przewagę. Okrążenie Niemca było niezłe, lecz nie wystarczyło na awans do ćwierćfinałów. Czas Daruvali (pomógł mu fakt, że Buemi się rozbił i wywieszono czerwoną flagę) za to wystarczył. I choć Hindus nie dał rady Rowlandowi, wykręcił najlepsze kółko spośród przegranych i startował ze znakomitej, 5. pozycji.

ZOBACZ TAKŻE
Analizy, modele i testy | Tajniki symulatorów Formuły E

W wyścigu radził sobie nieźle. Co prawda na pierwszy kółku zaskoczył go Jake Hughes, lecz Hindus nie wpuścił przed siebie nikogo innego i trzymał się dość blisko Brytyjczyka. Z biegiem okrążeń niewielka strata znacznie się powiększyła i Hindus wpasował się w rolę Jarna Trullego: lidera pociągu samochodów. W miarę jak kolejni kierowcy używali swoich trybów ataku, tempo Daruvali nie wystarczyło, by utrzymać się w czołowej dziesiątce (wyścigu nawet nie ukończył z powodu awarii hamulców), lecz już sam wynik kwalifikacyjny stanowi oznakę wyczekiwanego progresu.

Największe rozczarowanie: Dotychczasowi liderzy

Wehrlein, Evans, Dennis – wszyscy będą pragnęli jak najszybciej zapomnieć o sobotnich zawodach na peryferiach Rijadu. Najwyżej spośród nich uplasował się Niemiec, lecz długotrwałe siedzenie w pociągu prowadzonym przez Sergio Sette Camarę (którego ERT zbyt szybko zużywało energię, skazując go na opadanie jak kamień w wodę) wydatnie ograniczyło ich możliwości. Gdy po 15. kółku Wehrlein nadal był 10., stało się jasne, że o ile nie dojdzie do potężnej kraksy, na czołową piątkę liderzy nie mają co liczyć. Niemiec wykrzesał z siebie trochę magii i dojechał 7., reszta tak dobrze się nie spisała.

Także ich ekipy nieszczególnie się popisały. Ani Jaguar, ani Andretti wydawały się nie mieć pomysłu, jak przepchnąć Evansa i Dennisa do przodu na torze, gdzie wyprzedzanie sprawia wielkie trudności. Dobrą zagrywką popisało się tylko Maserati. Kiedy Daruvala zaczął tracić pozycje, zespół polecił mu przepuścić Maxa Günthera. Dzięki temu Niemiec wyrobił sobie odpowiednią przewagę, by po wzięciu trybu ataku bezpiecznie powrócić przed Nowozelandczyka oraz Brytyjczyka. Ten pierwszy pod koniec zawodów zupełnie osłabł i nie zdobył nawet punktu. Dennis próbował jeszcze zaatakować kierowcę Maserati, ale bez animuszu i werwy. Dziesiąta pozycja nie może go zadowolić.

Cassidy na szczycie

Nowozelandczyk rozegrał dzisiejsze zawody po prostu wybitnie. Pierwsze miejsce zapewnia mu 25 oczek, co składa się na łączny dorobek 56 punktów. Za nim, ale z większą stratą, plasuje się Pascal Wehrlein. Niemiec ma na koncie 38 punktów i otwiera długą listę jeźdźców pragnących ataku na medalowe pozycje. Jean-Eric Vergne ma 33 punkty, 30 posiada Jake Dennis, po 20 leży na kontach Mitcha Evansa oraz Maximiliana Günthera.

ZOBACZ TAKŻE
Klasyfikacja generalna Formuły E 2024. Sprawdź, jak wygląda

Jaguar odjeżdża w klasyfikacji ekip. Brytyjczycy dobili do 76 punktów, a ponieważ reszta ekip poświęciła się walce między sobą, drugie DS Penske dysponuje ledwie 47. Za nimi lokuje się Andretti oraz Porsche (po 39 i 38), a piątkę zamyka Envision Racing z 37 punktami.

Oczekiwanie na przełom

Po trzech wyścigach w ciągu trzech tygodni, w Formule E czeka nas wyciszenie. Kolejny wyścig, na ulicach Sao Paulo w Brazylii, odbędzie się dopiero w marcu. Naturalnie nie ma mowy o żadnej przerwie: w swych fabrykach zespoły będą pracować tak intensywnie jak zawsze, z nadzieją, że rywalizacja w Kraju Kawy przyniesie im same sukcesy.

ZOBACZ TAKŻE
Kalendarz Formuły E 2024. Rozkład 10. sezonu

Czy można liczyć na zmianę układu sił? To akurat wątpliwe – przykłady z poprzedniego roku pokazują, że pojedyncze mierne zawody (jak w przypadku Porsche w Arabii) nie oznaczają kompletnej utraty potencjału zespołu i producenta. Zapewne w grze o triumf znów będzie zatem Envision, Jaguar, Porsche i Andretti, choć FE zawsze potrafi zaskoczyć. Któż by się spodziewał, że Maserati pokaże się w zeszłym roku z tak doskonałej strony w Dżakarcie? Sao Paulo też może stać się areną sensacji.

Wyniki 2. E-Prix Ad-Dirijji, 3. rundy sezonu 2023/2024 Formuły E

Wyniki 1 E-Prix Ad-Dirijja

Fot. Formula E

Wyniki 2 E-Prix Ad-Dirijja

Fot. Formula E

Wyniki 3 E-Prix Ad-Dirijja

Fot. Ibidem

Krótka powtórka z pierwszego E-Prix

Oba wyścigi w Ad-Dirijji zaoferowały nieco emocji, choć wydaje się, że storpedowały je też decyzje FIA. To federacja wyznacza bowiem limity energii na zawody. Tu w obu przypadkach kierowcy nie byli zmuszeni szczególnie jej oszczędzać. Już komentatorzy w angielskim studiu zauważyli, że prognozowane są dwa wyścigi na pełnym „gazie” od startu do mety. Wiele się nie pomylili. Dlatego też tak istotne stały się pozycje wywalczone w kwalifikacjach. Wczoraj najlepszy z nich użytek zrobili Dennis oraz Cassidy. Świetnie zaprezentował się też Jean-Eric Vergne, przez długi czas odpierający awanse konkurentów, oraz Sam Bird, który przedarł się z 9. lokaty na 4.

Niestety tego rodzaju wspinaczka była ewenementem. Większość kierowców ukończyła zawody albo 1-2 pozycję wyżej, albo 1-2 niżej niż wynikało to z ich miejsca startowego. Sensację sprawił jedynie Sergio Sette Camara. Brazylijczyk ukończył czasówkę na czwartej lokacie i jak lew walczył o każde punkty. Dowiózł ich dwa, ostatkiem sił, z przewagą ledwie 3 dziesiątych sekundy nad Robinem Frijnsem.

Reklama