Connect with us

Czego szukasz?

Formuła E

Święto na Dalekim Wschodzie | Podsumowanie E-Prix Tokio

Na E-Prix na japońskiej ziemi elektryczne mistrzostwa czekały latami. Teraz, gdy emocje już opadły, można przyjrzeć mu się z dystansu. Pojedynek o zwycięstwo rozgrzał bodaj wszystkich kibiców, ilość inicjatyw, jakie przy okazji E-Prix wprowadzono w życie, budzi respekt. Ale nie zmienia to faktu, że wyścig w Tokio będzie pamiętany raczej z powodu swej wyjątkowości, a nie fenomenalnego ścigania koło w koło.

Maserati MSG 2
Fot. Maserati MSG Racing / X

Formuła E po raz pierwszy w historii ścigała się w Japonii ­– i to od razu w jej stolicy. Tokio, największa metropolia świata (licząc z aglomeracją zamieszkuje ją 39 milionów ludzi) przyjęła elektryczne bolidy po latach dyskusji, negocjacji i planowania nitki toru, ułożonej ostatecznie przez firmę Hermanna Tilke wokół lokalnego centrum ekspozycyjnego. Wszystko zostało zorganizowane w atmosferze wielkiej celebry – a jak było naprawdę?

Tokio show

Japończycy nie oszczędzali na niczym, jak i zresztą Formuła E. Seria wykorzystała wizytę w kosmopolitycznym mieście do promowania szeregu aktywności i dalszego budowania kapitału marketingowego. Po raz kolejny uruchomiono program FIA Girls on Track (zajęcia dla 60 dziewcząt, m.in. z zakresu planowania kariery). Ekspertów z branży energetycznej i motoryzacyjnej oraz decydentów politycznych zaproszono zaś na panele dyskusyjne.

Więcej – FE przywiozła własny system recyklingu zużytych w trakcie weekendu dóbr, a wespół ze sponsorem, firmą Allianz, stworzyła 4 stacje darmowej dystrybucji wody dla kibiców. Sto osób zrzeszonych w szkołach Ariake Union Neighbourhood Association zostało zaproszonych na wizytę w alei serwisowej i skorzystanie z symulatora wyścigowego. Pojawiły się też gwiazdy.

Po padoku krążyli Takuma Sato i Yuki Tsunoda – obaj serią zafascynowani. Ale FE nie byłaby sobą, gdyby nie nawiązała do imponującej tradycji wyścigów ulicznych na japońskiej ziemi. Grupa artystów z Liberty Walk zaprojektowała okazjonalne malowanie dla bolidu Gen3, nakręcono też specjalny film promocyjny. Film z udziałem części kierowców, ikonicznych maszyn (Nissana Skyline i Hondy NSX) oraz Sunga Kanga.

Nazwisko to świetnie znane jest fanom serii Szybcy i wściekli. Amerykański aktor koreańskiego pochodzenia po raz pierwszy wystąpił w niej właśnie w trzeciej części, osadzonej w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni, o symbolicznym tytule Tokio Drift. – Myślę, że to idealna kombinacja. Postmodernistyczne miasto w rodzaju Tokio i postmodernistyczny motorsport – Formuła E. Nie ma lepszej lokalizacji dla FE, która patrzy przecież tylko w przyszłość – chwalił E-Prix.

Tokijska lalka - Formula E

Tradycyjna japońska lalka z jednym pomalowanym okiem, przyozdobiona insygniami Formuły E | Fot. ABB FIA Formula E World Championship / X

Uśmiechów nie szczędzili też politycy. Obecność burmistrzyni miasta, Yuriko Koike, prywatnie mocno wspierającej pomysł elektrycznego ścigania w Tokio, nikogo nie zdziwiła. Większą niespodzianką był przyjazd pancernej limuzyny premiera kraju, Fumio Kishidy. Zjawił się on na oficjalnej prezentacji przed odśpiewaniem hymnu i startem wyścigu. Dyrektor zarządzający FE, Jeff Dodds, wręcz ostentacyjnie ściskał mu prawicę i wielokrotnie powtarzał: thank you, thank you.

Kwestia strategii

Sensacyjne wyniki kwalifikacji przyniosły dwa oczywiste wnioski. Po pierwsze – Sergio Sette Camara nie utrzyma rewelacyjnego czwartego pola startowego. Po drugie – kierowcy Porsche i Andretti spróbują zrobić wszystko, aby walka o zwycięstwo nie rozegrała się pomiędzy Oliverem Rowlandem, Maximilianem Güntherem oraz Edoardo Mortarą.

Pierwsze okazało się prawdą, drugie tylko połowicznie. Camara bronił się bowiem heroicznie, tocząc nierówne boje z Wehrleinem, da Costą i Robinem Frijnsem, ale efektywność jego ERT nie pozwalała na długotrwałe dotrzymywanie kroku czołówce. Brazylijczyk i tak odjechał doskonałe zawody, finiszując na 11. pozycji. Zamieniła się ona później w jeden punkcik po dyskwalifikacji Mortary (o czym później).

Wehrlein Japonia

Fot. ABB FIA Formula E World Championship / X

O ile jednak z ERT faworyci uporali się prędko, o tyle na bezpośrednią walkę o podium liczyć nie mogli. Tor w Tokio, rozciągnięty na 2,5 kilometra, ale pełen wąskich zakrętów, nie ułatwiał wyprzedzania. Większość manewrów dokonywała się przed zakrętem nr 1, ewentualnie pod koniec okrążenia. Podyktowane były głównie różnymi strategiami gospodarowania energią.

Chcieliśmy zabezpieczyć nasze tyły. Zauważyliśmy, że z biegiem wyścigu ilość czasu traconego na przejechanie po bramkach trybu ataku zwiększała się. Musieliśmy zwracać na to uwagę. Na początku, gdy mieliśmy wokół siebie wolniejsze samochody, nie chcieliśmy chociażby utknąć za ERT [Sergio Sette Camary – przyp. red.], które by nas blokowało – mówił Roger Griffiths, szef amerykańskiej stajni.

ZOBACZ TAKŻE
Pogoń za rozpoznawalnością | Formula E i jej wizerunek

Ani Jake Dennis, ani Pascal Wehrlein, ani Antonio Felix da Costa – żaden z nich, choć trzymali się w odległości ledwie 2 sekund od prowadzącej trójki, nie mógł więc przeprowadzić skutecznego manewru. Obie ekipy próbowały co prawda taktycznego spowalniania rywali, by skorzystać z trybów ataku bez utraty pozycji (polegało to na tym, że Wehrlein przejeżdżał przez bramki zapewniające dodatkową moc, a da Costa lekko zwalniał, wstrzymując konkurencję), lecz i to nie przyniosło efektu.

Walka dwóch nieobliczalnych

Do miana bohaterów zawodów urośli tedy Günther i Rowland. Mortara, trzymający się tuż obok Niemca przez połowę wyścigu, pod koniec musiał spasować. Co gorsza dla niego, z racji na to, że nie mógł liczyć na wsparcie swego zespołowego partnera, spadł jeszcze na 5. miejsce. Tam też zawody ukończył, do czasu aż sędziowie dopatrzyli się w jego bolidzie nadmiarowego zużycia mocy.

ZOBACZ TAKŻE
E-Prix Sao Paulo: Bird wygrał sensacyjny wyścig! | Analiza

Maserati zaś wstępnie zakładało, iż Günther – jako że ruszał z 2. miejsca – zaczai się na skrzyni biegów Rowlanda i cierpliwie poczeka, aż ten będzie zmuszony odpuścić, by oszczędzać moc. Już po pierwszym zakręcie plan okazał się nieaktualny. Mortara lepiej ruszył z nagumowanego trzeciego pola i przedzielił brytyjsko-niemiecki duet.

– Musieliśmy podejść do tego wyścigu trochę inaczej, oszczędzać na początkowym etapie, ale jednocześnie przebić się o jedną czy dwie pozycję. Miałem naprawdę dobre tempo, a Oliver oszczędzał mnóstwo mocy w wijących się sekcjach toru – już post factum mówił Günther. Ze Szwajcarem poradził sobie ryzykownym atakiem przed ciasną sekwencją zakrętów 16-17-18. Dopiero wtedy zyskał nieco przestrzeni do przemyślenia kolejnych ruchów.

Nissan FE Tokio

Fot. Formula E

Problem Maserati polegał jednak na tym, że Rowland był w doskonałej formie. Dopingowany przez setki fanów Nissana, zbudowanymi dwoma podiami z rzędu, stanowił jeżdżącą barierę. Do tego stopnia, że Maserati nie miało innego wyjścia, jak czekać na rozwój sytuacji. – Zaczęliśmy grę: grę w cierpliwe oczekiwanie i adaptację do sytuacji. W końcu jednak musieliśmy podjąć decyzję. Albo bronimy podium, albo ryzykujemy i atakujemy Rowlanda – mówił Cyril Blais, inżynier Niemca.

Przełom nastąpił, gdy Mitch Evans uderzył w tył bolidu Frijnsa, a sędziowie zarządzili wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Po jego zjeździe Mortara, Porsche oraz Andretti nie stanowili już zagrożenia. Günther wreszcie znalazł sposób na Brytyjczyka, wymijając go na podjeździe do zakrętu nr 10 na 22. z 33 okrążeń.

Siedem dziesiątych różnicy

Atak był nietypowy – wcześniej Günther bezskutecznie usiłował minąć Brytyjczyka w innych sekcjach toru – jednak wynikał bardziej z problemów samego kierowcy Nissana, niż z kolosalnej przewagi Maserati. Rowlanda mogło zaskoczyć jedynie tempo, z jakim rywal się oddalił. – W tamtej chwili pomyślałem, że jeśli spróbuje, prawdopodobnie go przepuszczę. Jechał agresywnie, a ja nie miałem alternatywy: różnica prędkości była potężna – dopowiadał zawodnik.

Günther, zgodnie z sugestiami ekipy, podkręcił obroty do maksimum. Odskoczył od Rowlanda na ponad sekundę – w sam raz, by po wykorzystaniu drugiego trybu ataku zachować fotel lidera. Od tamtej pory Niemiec gospodarował mocą, choć patrzeć w lusterka musiał nieustannie. Nie mógł pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji, zwłaszcza w miejscu, gdzie sam wcześniej Rowlanda wyprzedził.

ZOBACZ TAKŻE
Ulice czy tory stałe? Pytania o przyszłość Formuły E

Brytyjczyk w szybkim lewym łuku nr 9 był niezwykle szybki, a z każdym kolejnym kółkiem śmielej na Günthera naciskał. Gdy Mortara bronił się przed da Costą oraz Dennisem, Rowland zaczął szukać sobie miejsca to po wewnętrznej, to po zewnętrznej. Ostatni, decydujący atak przypuścił na 35. kółku, tuż przed metą. (Z powodu wyjazdu SC doliczono dwa okrążenia do pierwotnej ich liczby).

Wiedziałem, że nie objadę go po szerokiej zakrętu nr 15. Próbowałem raczej wymusić na nim, aby zużywał energię, ale on wcale nie zużywał jej tak wiele. Zastanawiałem się, czy dam radę go zaskoczyć, bo na podjeździe do zakrętu nr 16 poruszał się wolno. Myślałem, że może nie zauważy mnie w porę. Zbliżyłem się mocno, wcisnąłem skrzydło po wewnętrznej i nawet bałem się trochę, że mnie nie zauważył, a nie chciałem spowodować wielkiej kraksy na ostatnim kółku – dopowiadał.

Mieszane odczucia

Günther jednak nie zaspał i przytomnie przyspieszył przed strefą hamowania. Nie pomylił się też w sekwencji kilku ostatnich łuków i dowiózł 5. triumf w karierze, zapewne najbardziej imponujący. Wobec fatalnego wyniku Envision (Buemi poza dziesiątką), 26 punktów przezeń zdobyte wystarczyło, aby Maserati wskoczyło na 7. miejsce wśród ekip. Monakijczycy mają niewielką stratę do McLarena.

Entuzjastyczne emocje dzielił z Niemcem też Rowland. Brytyjczyk nie krył się z tym, że oczywiście liczył na wiktorię, ale – patrząc obiektywnie – nie może na swój start sezonu narzekać. Po 1,5 roku marazmu w Mahindrze, sam fakt, że trzykrotnie z rzędu stanął na podium w barwach wcale nie najszybszego Nissana, to scenariusz wręcz idylliczny.

Maserati MSG Tokio

Fot. Maserati MSG Racing / X

Kto natomiast wyjechał z Tokio zasmucony (i sfrustrowany)? Fatalne kwalifikacje zaliczył Jaguar, odjeżdżający swój setny wyścig w historii startów w FE. Ostatecznie tylko dzięki szczęściu Nick Cassidy załapał się na 8. miejsce. Porsche nie wykorzystało potencjału, choć sporą część straty w klasyfikacji generalnej do Brytyjczyków nadrobiło (patrz niżej). Zupełnie przeciętnie prezentowało się DS Penske. Jak zwykle w tym sezonie, bezbarwne zawody odjechali Nyck de Vries, Jehan Daruvala oraz Dan Ticktum.

ZOBACZ TAKŻE
Klasyfikacja generalna Formuły E 2024. Sprawdź, jak wygląda

Imprezę zakończyła huczna celebra na podium zorganizowanym wewnątrz hali konferencyjnej wspomnianego centrum ekspozycji. Günther, Rowland i Jake Dennis odebrali puchary, odegrano hymny Niemiec i Monako, otworzono szampany. Organizacyjnie E-Prix wypadło znakomicie. Gorzej było ze ściganiem per se, które nijak nie mogło równać się ze spektaklem zaoferowanym przez Sao Paulo. Wizyty w Tokio nikt żałować nie będzie, ale kto wie, czy nie pojawią się propozycje, by na przyszłość nitkę toru nieco przebudować.

Reklama