Connect with us

Czego szukasz?

WEC i 24h Le Mans

Toyota wygrała szalone 6h Imola WEC. Klęska strategiczna Ferrari

6h Imola w WEC zapowiadało się na wielkie święto Ferrari. Niestety zmienne warunki zweryfikowały ich optymistyczne podejście, które mogło przyczynić się do klęski w wyścigu. Wyścig wygrała Toyota przed duetem Porsche, ale nie było to takie zwycięstwo, jakie znamy z poprzednich lat. Robert Kubica wygrał dziś z #83 w klasyfikacji załóg prywatnych. Natomiast BMW wygrało w LMGT3, a Valentino Rossi stanął na podium przed własnymi kibicami.

Toyota pokonała strategicznie Ferrari i Porsche w 6h Imola WEC
Fot. Toyota Gazoo Racing WEC

Toyota wykorzystała spryt i doświadczenie

Japoński producent pokazał dziś znacznie lepsze osiągi względem rundy w Katarze. Jednym z kluczy do sukcesu było przetrwanie startu. Tam sporo działo się w środku stawki za Toyotami przez kolizję aut Alpine, Peugeota i BMW. Na szczęście Toyoty były przed nimi, więc nie ucierpiały w tym zdarzeniu. W początkowej fazie wyścigu  Mike Conway w #7 atakował pierwszą piątkę i najważniejsze było utrzymanie się za liderami. Natomiast Buemi w #8 pierwsze dwie godziny spędził za tylnym skrzydłem #20 BMW na ósmej pozycji. Sytuacja tych dwóch załóg uległa zmianie w drugiej godzinie, gdy obydwa auta zyskały na karze dla #83 Roberta Kubicy. Jednak #8 nadal musiała uporać się z BMW i ta sztuka udała się pod koniec drugiej godziny.

 


 

Deszcz namieszał w drugiej połowie 6h Imola

Kolejnym kluczem do sukcesu była środkowa faza rywalizacji. W trzeciej godzinie #7 z Nyckiem de Vriesem podkręciła tempo i zaczęła dobierać się do fabrycznych Ferrari. Dość długo ta załoga toczyła boje z #50 i dopiero przy jednym z pit stopów udało się przeskoczyć Ferrari. Po półmetku zaczęło padać, co wywołało błędy rywali i wirtualną neutralizację oraz wyjazd pełnoprawnego samochodu bezpieczeństwa na tor. To w połączeniu z udanym przeskoczeniem Andre Lotterera w #6 Porsche przyniosło prowadzenie wobec zjazdów Ferrari.

 


 

Jednakże zaraz po powrocie do ścigania czerwone Hypercary Ferrari znalazły się za plecami #7. Na tym etapie wyścigu na torze padał deszcz, ale Hypercary jeszcze korzystały z opon na suchą nawierzchnię i w takiej sytuacji Toyota radziła sobie zdecydowanie gorzej względem #50 i #51. Dlatego zdecydowano się na ściągnięcie #7 i #8 do boksów i założenie opon deszczowych. To był klucz do zwycięstwa okupiony ryzykiem. Ferrari pozostały na torze i początkowo na slickach nawet uciekały mimo problemów w trzecim sektorze. Jednak niedługo potem 499P musiały zjechać do boksów.

ZOBACZ TAKŻE
Czterokrotny mistrz świata Formuły 1 w WEC? Sebastian Vettel przetestuje Porsche 963

Toyota pokazała, że nie obijała się przez poprzednie lata

W tamtym momencie Kobayashi w #7 zaczął budować przewagę, która urosła do blisko dwudziestu sekund. W przedostatniej godzinie tor zaczął przesychać i na mecie przedostatniej godziny obydwa auta zjechały po opony typu slick. Ostatnia godzina dla #7 to była już kwestia zarządzania przewagą. Natomiast #8 w przedostatniej godzinie zaczęła czuć oddech #20 BMW na swoich plecach, kilka godzin po tym, jak to auto uporało się z niemieckim prototypem. Jednak chwilę po wyjeździe z boksów to auto na chwilę wylądowało poza torem i tym samym straciło podium. Natomiast #7 początkowo wyglądała na pewną zwycięstwa, ale niedługo potem okazało się, że w aucie może być za mało paliwa i Japończyk musiał zwolnić. To sprawiło, że Kevin Estre szybko zredukował stratę dwudziestu sekund i Francuz w końcówce siedział Toyocie na ogonie. Ostateczne jednak Toyota obroniła zwycięstwo. Mike Conway, Kamui Kobayashi i Nyck de Vries wygrali pierwszy raz w tym sezonie.

Porsche pokonało Ferrari, ale musiało uznać wyższość Toyoty

Dziś zdecydowanie było widać różnicę pomiędzy fabrycznymi załogami Penske, a prywatnymi zespołami Joty i Protona. Te pierwsze samochody od początku radziły sobie bardzo dobrze jadąc za tercetem Ferrari. Jednak już w pierwszej godzinie dały znać o sobie obydwie załogi Toyoty. Zasadniczo do połowy wyścigu Penske oraz Toyoty walczyły ze sobą jak równy z równym, choć w pewnym momencie to japońskie załogi zaczęły zyskiwać. Ważnym momentem w ich wyścigu był moment, w którym de Vries w #7 przeskoczył Lotterera w #6. Dalej wyścig #5 i #6 sprowadzał się już do walki z Toyotą, ale raczej w formie korespondencyjnej.

Podwójne podium Porsche Penske w 6h Imola

Fot. Porsche Motorsport

Ferrari zaryzykowały zostawiając wszystkie trzy samochody na slickach na mokrym torze dłużej niż Toyoty i Porsche. Dlatego niemiecki producent miał dziś dość otwartą drogę do walki o podium. Dziś znów mocniejszą załogą była #6, którą Kevin Estre dowiózł na drugiej lokacie. Choć trzeba przyznać, że zespół nie oddał zwycięstwa bez walki. Estre zredukował dwadzieścia sekund straty do Kobayashiego i na ostatnich okrążeniach próbował go atakować. Niestety te próby spełzły na niczym. Sprawę zwycięstwa utrudniło dodatkowe pięć sekund kary za złamanie procedury FCY, którą nałożono w ostatnich trzydziestu minutach.

ZOBACZ TAKŻE
Czym są Hypercary, GTP, LMH i LMDh? Wiele skrótów, jedna przyszłość

Prywatne 963 zwiedzały pobocza

Sam początek dla tych aut był spokojny, choć niekoniecznie pozytywny. Na starcie te trzy auta uniknęły kłopotów. Niestety im dalej w las tym gorzej. W połowie wyścigu zaczęły się błędy, które kończyły się wyjazdami poza tor, które skutkowały neutralizacjami. Absolutny rekord w tej materii wyśrubowało #99 Proton Competition. Andlauer, Jani i Tincknell na takich przygodach stracili ponad dziesięć okrążeń do liderów. Spośród tej trójki tylko Jota #38 zameldowała się w punktach na dziesiątej pozycji

BMW ze światełkiem w tunelu

Już na starcie z walki wypadła załoga #15, której samochód doznał ogromnych uszkodzeń. W takiej sytuacji walka o punkty nie miała nawet sensu. Dlatego zdecydowano się wypuścić samochód z powrotem na tor w celu zbierania danych na kolejne wyścigi oraz w celu pomocy przy strategii i doborze opon na deszczową część zawodów. To było bardzo ważne dla #20, która w pierwszych dwóch godzinach utrzymywała za sobą Toyotę #8. W środkowej części załoga #20 raczej trzymała się w środku stawki, ale samochód ten wrócił do walki w czołówce, gdy na torze pojawił się deszcz. Wtedy #20 zjechała w podobnym momencie, co #7 Toyota, co wywindowało samochód do czołowej czwórki.

Pomocne było też ryzyko, jakie podjęło Ferrari z pozostaniem na slickach. Dzięki temu Sheldon van der Linde mógł nawet atakować Brendona Hartleya walczącego o podium. Niestety na drodze do finiszu w czołowej trójce stanął błąd zawodnika z RPA, który kosztował go kilka sekund. To sprawiło, że Fuoco w #50 Ferrari go przeskoczył. Zaś chwilę wcześniej straconą pozycję odzyskał od niego Hartley. Ostatecznie szósta lokata za duetem Toyoty, Porsche i jednym Ferrari to świetny rezultat dla załogi. Cięższe auto wymuszone wytycznymi BoP bardzo tu pomogło i WRT wraz z BMW świetnie z tego skorzystało.

ZOBACZ TAKŻE
Max, zapomnij o Mercedesie. WEC jest miejscem dla ciebie

Ferrari miało wszystko pod kontrolą i zaryzykowało wszystko

Początek nie mógł być lepszy. Po pierwszym zakręcie mieliśmy na czele #50 przed #51 i #83. I taki stan rzeczy utrzymywał się do początku drugiej godziny. Niestety to byłoby na tyle z fantastycznych wieści. Najpierw Robert Kubica dostał karę przejazdu przez aleję serwisową za złamanie procedury wirtualnej neutralizacji. To zepchnęło załogę #83 na koniec punktowanej dziesiątki. Podczas, gdy Polak zabrał się za odrabianie strat, fabryczne samochody dalej uciekały rywalom na prowadzeniu, ale nad torem pojawiły się ciemne chmury. Te zgodnie z oczekiwaniami przyniosły deszcz, który zaczął padać w czwartej godzinie. Wtedy też trwała neutralizacja, po której wszystkie trzy Ferrari znalazły się w jednej grupie. Na czele były Toyoty i Porsche, a za nimi fabryczne Ferrari, do których doszło prywatne 499P AF Corse.

Robert Kubica w Ferrari #83 wygrał 6h Imola wśród załóg prywatnych

Fot. Ferrari Hypercar

Strategia grande, nie uderzyć w bandę

I tu Ferrari zdecydowało się na coś kontrowersyjnego. Podczas, gdy Toyota i Porsche zdecydowały się delikatnie rozdzielić strategie, Ferrari pozostawiło wszystkie swoje samochody na torze. Okazało się, że zastosowanie takiej strategii wobec wszystkich trzech aut było błędem. Cała trójka początkowo uciekała rywalom, którzy zjechali po deszczówki, ale niedługo potem #50, #51 i #83 musiały zjechać po deszczowe opony. Gdyby któreś z tych trzech aut zjechało wcześniej to być może któreś z nich byłoby bliżej Toyoty, a tak Ferrari zaryzykowało stawiając wszystko na jedną kartę i takie podejście absolutnie się nie opłaciło.

Wobec tego należało ratować wyścig, jak się dało. Szczęście uśmiechnęło się do ekipy z Maranello w ostatniej godzinie po błędach #8 czy #20 BMW. To w połączeniu z prędkością, jaką pokazał Fuoco w ostatniej godzinie zaowocowało finiszem na czwartej pozycji. Rzutem na taśmę udało się pokonać #8 Hartleya po błędzie Nowozelandczyka, ale w takiej sytuacji nic więcej nie udało się wywalczyć. Wszystko popsuła dziś strategią i być może nadmierna pewność siebie. Siódme i ósme miejsce wywalczyły #51 i #83, które w ostatniej godzinie toczyły kontaktowe boje między sobą.

Co działo się w dalszej części stawki?

Warto też wspomnieć, co działo się u innych producentów. Cadillac większość wyścigu spędził na końcu stawki. Tempo na suchym torze nie zachwycało. Najważniejsze jednak okazała się dla tej załogi druga połowa wyścigu, gdy zaczęło padać. V-Series.R bardzo dobrze radziło sobie w takich warunkach, bo #2 zdecydowanie zaczęła zyskiwać względem rywali. Zaczęło się od dogonienia zawodników z pogranicza pierwszej i drugiej dziesiątki. Natomiast w ostatnich dwóch godzinach Lynn i Bamber wprowadzili samochód do pierwszej dziesiątki. Po drodze Bamber zaliczył kontakt z Jensonem Buttonem. Ostatecznie udało się zdobyć punkcik za dziesiąte miejsce. Niedaleko za nim, jak cień podążało dziś Lamborghini, które uniknęło awarii, ale niestety zakończyło się to brakiem punktów.

Podobnie było w Alpine. #36 spowodowała na starcie kolizję z Peugeotem i BMW. Uszkodzenia z tej kolizji oraz kara za jej spowodowanie pozbawiły #36 szans na punkty. Natomiast #35 brakowało dziś tempa oraz szczęścia do żwirowych poboczy. Prawdopodobnie nie pomógł w tym wszystkim też Balance of Performance. Ich rodzimy rywal zaliczył dziś trudne popołudnie ze zmodyfikowaną wersją 9X8. #94 też szybko wypadła z walki o punkty. Natomiast #93 zaliczyła anonimowy wyścig w drodze po dwa punkty. Jedyne, co działo się w tej załodze to awaria skrzyni biegów w pierwszych trzydziestu minutach, którą udało się naprawić restartem systemu podczas jazdy. Więcej się działo w obozie Isotty Franschini, która co jakiś czas wypadała z toru, szczególnie w pierwszej połowie zmagań. Z dobrych wieści dla tej załogi trzeba wyróżnić to, że auto dojechało do mety.

BMW pokonało Porsche w LMGT3

W klasie GT pierwsza połowa wyglądała bardzo korzystnie dla #92 Porsche, które pewnie prowadziło w wyścigu. Jednak wszystko zmieniło się w drugiej połowie wyścigu, gdy do głosu doszły samochody BMW. WRT wykonało kapitalną pracę z obydwoma samochodami M4 GT3, które przejechały czysty wyścig dowożąc dublet. Dziś #31 w składzie Darren Leung, Sean Gelael i Augusto Farfus pokonało Ahmada Al Harthyego, Valentino Rossiego i Maxime Martine’a. Trzecie miejsce wywalczyło Porsche #92, które triumfowało w Katarze. Wyścigu nie ukończył Ford #88 załogi Proton Competition, który jak inne Mustangi w IMSA, zmaga się z kiepskim mocowaniem elementów nadwozia, które obluzowują się po jakiejś kolizji. Natomiast wcześniej z wyścigu po awarii po starcie odpadło #85 Iron Dames.

Dublet BMW w 6h Imola WEC

Fot. BMW Motorsport

Za trzy tygonie 6h Spa – ostatnia próba przed 24h Le Mans 2024

Za dwa tygodnie ELMS wróci do walki w 4h Le Castellet. Zaś tydzień później, bo w sobotę jedenastego maja odbędzie się 6h Spa. Dzisiejsze 6h Imola pod kątem pogodowym było dobrą próbą przed Spa, które w maju również lubi zaskoczyć pogodowo. To będzie ostatnia próba wyścigowa przed 24h Le Mans.

Wyniki 6h Imola 2024 WEC

Toyota i BMW wygrywają 6h Imola WEC 2024

Fot. Alkamel WEC

Reklama