Znajdź nas w social media

Czego szukasz?

Formuła E

Weekend pod znakiem Jaguara | Podsumowanie E-Prix Monako

Jaguar nie zdominował może wszystkich sesji treningowych i kwalifikacji przed E-Prix Monako, ale w samym wyścigu był już bezbłędny. Dla Brytyjczyków to drugie zwycięstwo w tym sezonie i dopiero drugi dublet w ośmioletniej historii ekipy. Za kulisami wokół weekendu w Monako działo się jednak więcej – nie tylko ściganiem sport wszak żyje.

Jaguar Monako
Fot. Jeff Dodds / X

Mitch Evans trzykrotnie z rzędu stał dotąd na podium E-Prix Monako – dwa razy na drugim miejscu, raz na trzecim. Tak można było powiedzieć o jego dorobku jeszcze 27 kwietnia; dziś Nowozelandczyk triumf na legendarnym torze ma już na swoim koncie. I to w równej mierze osiągnięcie jego samego, jak i Nicka Cassidy’ego oraz całego Jaguara.

Ostra rywalizacja w nawrocie

Jak większość zawodów sportowych wysokiej rangi na terenie Monako, także kolejne E-Prix swoją obecnością uświetnił książę Albert II. Wyjąwszy przedstawiciela panującej rodziny, na polach startowych pojawiła się śmietanka oficjeli światowego motorsportu – na czele z Mohammedem Benem Sulayemem i wszystkimi decydentami FE, czyli tercetem Alejandro Agag-Alberto Longo-Jeff Dodds.

Uroczyste odegranie hymnu zapowiedziało planowaną na 29 okrążeń rywalizację. Najlepiej do niej przygotowany wydawał się być Pascal Wehrlein, zdobywca pole position, który to w finale czasówki pokonał Stoffela Vandoorne’a. Za nimi cały drugi rząd okupowały Jaguary – oba po błędach w kwalifikacjach. Evans przeciął szykanę Nouvelle, Cassidy musnął barierę na wyjściu z szykany basenowej.

ZOBACZ TAKŻE
Trzech samurajów, czyli Japończycy w Formule E

Kosztowało ich to pierwszy rząd, ale nie szansę na triumf. Porsche, choć dysponowało przewagą metrów, to przewidywało, iż w nieco chłodniejszych warunkach panujących wówczas w Monako ich pakiet nie będzie już działał tak skutecznie. Z początku Wehrlein pozycję jednak utrzymywał, a jedyna zmiana w czołowej czwórce dotyczyła Evansa, który znalazł się przed Cassidym.

Za nimi, dość niespodziewanie, usadowił się Max Günther, który po zewnętrznej Sainte Devote przebił się na starcie o trzy pozycje. Za jego plecami szalał z kolei Jean-Eric Vergne, a dalsze tasowanie się w czołówce nastąpiło już na trzecim kółku, gdy Wehrlein powziął pierwszy tryb ataku i spadł na 4. miejsce.

Akcja ta, pozornie daleka od sensacyjnej, okazała się jedną z tych kluczowych, które ułożyły kolejność stawki na mecie. Niemiec spadł bowiem za oba Jaguary i Vandoorne’a. Na razie jednakże ciekawiej prezentowały się poczynania kierowców z drugiej części dziesiątki, zwłaszcza Sérgia Sette Camary. Brazylijczyk ruszał z 11. pola i dzielnie się przebijał, ale swój wysiłek prędko zmarnował. Zbyt mocno skusił go bowiem nawrót pod hotelem.

Plan Jaguara

Camara, dojrzawszy kilka metrów miejsca między szczytem wirażu a Sébastienem Buemim, bez wahania wbił się po wewnętrznej. Jak można się domyślić, manewr się nie powiódł. Brazylijczyk przestrzelił hamowanie, wepchnął Buemiego w bandę, a jadący po zewnętrznej António Félix da Costa został zmuszony do awaryjnego hamowania. Portugalczykowi się to oczywiście nie spodobało.

– Sergio postanowił, że wjedziemy we trzech w nawrót. To nie ma szans się udać, niezależnie od okoliczności. Prawie wjechał na Seba, a ja nie miałem, gdzie się podziać. Nie przeprosił nas za to, nawet nie zrozumiał, że to on popełnił błąd – irytował się da Costa. Straceńcza akcja Brazylijczyka spowodowała, że spadł na 19. lokatę.

Buemi Monaco

Sébastien Buemi jest jedynym kierowcą FE, który zwyciężał w Monako dwa razy. Szwajcar dokonał tego w roku 2015 i 2017 | Fot. Envision Racing / X

Szczęśliwie dla niego, tuż po tym incydencie w barierę za zakrętem Tabac wjechał Edoardo Mortara. W bolidzie Szwajcara zawiodły hamulce. Na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, i tylko nieliczni dostrzegli w tym zamieszaniu, że ruszający z pozycji 15. i 18. Oliver Rowland oraz Jake Dennis znaleźli się nagle na punktowanych lokatach.

Oni jednak o zwycięstwo nie walczyli, a tymczasem wyjazd SC wyznaczył trzeci z istotnych momentów dla Jaguara. Pascal Wehrlein, poinstruowany przez swoich inżynierów, zupełnie niepotrzebnie oddał czwartą pozycję Vergne’owi. Porsche sądziło, że Niemiec nielegalnie minął Francuza po wywieszeniu żółtych flag, i nie chciało narażać lidera na karę czasową. Ostrożność okazała się zbyteczna i kosztowna – pozostawiony samemu sobie za dwoma duetami Jaguara i Penske Wehrlein musiał liczyć na cud, by wygrać.

ZOBACZ TAKŻE
FE: Wehrlein szczęśliwym zwycięzcą | Podsumowanie E-Prix Misano

Do tego nie doszło. Po wznowieniu rywalizacji Jaguar zaczął rozgrywać zawody strategicznie. Evans naciskał na Vandoorne’a, który to przejechał przez bramki aktywacji dodatkowej energii i spadł jeszcze za Cassidy’ego. Oznaczało to, że Nowozelandczyk ruszył do przodu wyrabiać ponad 2-sekundową przewagę, a Cassidy blokował całą resztę czołówki, kupując mu czas.

Zatłoczony środek stawki

Gra zespołowa powiodła się znakomicie. Po kilku kółkach Evans i Cassidy zamienili się lokatami, tym razem to pierwszy z kierowców stajni wspierał drugiego. To samo powtórzyli w drugiej połowie wyścigu i w tej kolejności, tj. Evans, a za nim Cassidy – dojechali do mety. Rozdzielić ich próbował najpierw Vergne, później Vandoorne. Wszystkie ataki spaliły na panewce.

– Myślę, że straciliśmy szansę na zwycięstwo w chwili, gdy drugi raz korzystałem z trybu ataku. Niewiele brakowało, a wjechałbym pomiędzy Jaguary. Gdyby nam się to udało, zapewne wyścig ułożyłby się inaczej, mielibyśmy realną szansę na triumf. Jednak kiedy obaj [kierowcy Jaguara – przyp. red.] wskoczyli przede mnie, zaczęły się gierki, tworzenie buforów, mogli korzystać ze swoich trybów bez utraty pozycji – tłumaczył Belg.

O ile w czołówce trwało status quo, o tyle w walce o dalsze punktowane lokaty działo się wiele. Emocje zapewniał jak zawsze ambitny Günther, walczący z kierowcami Nissana, a pod koniec wyprzedzający Dana Ticktuma. Maserati miało potencjał nawet na 6. miejsce, ale dział strategiczny nie popisał się rozeznaniem w sytuacji. Niemiec swoją dodatkową moc trzymał prawie do końca zawodów, co wobec samochodów bezpieczeństwa (drugi był efektem kolizji Jake’a Hughesa z Nico Müllerem) oznaczało konieczność twardej walki na łokcie i utraty sekund w zbitej stawce.

Na okrążeniu 20. różnica pomiędzy liderem a osiemnastym Jehanem Daruvalą wynosiła wszakże 9 sekund. Więcej tracili tylko Robin Frijns, Jake Dennis i wspomniany Camara. Frijns i Dennis spadli tak nisko z powodu innego zderzenia, w wyniku którego przednie skrzydło bolidu Brytyjczyka wpadło pod jego koła i zmusiło kierowcę do wizyty w boksach.

Wszelkie powyższe incydenty pozwoliły kilku innym kierowcom na spektakularne powroty. Norman Nato jechał w końcówce drugiej dziesiątki, a na linii mety zajął 10. pozycję. Da Costa miał na tyle dobre tempo, że powrócił na szóste miejsce i ambitnie bronił się przed Oliverem Rowlandem. Ostatecznie bez powodzenia, niemniej 6 punktów można poczytywać za niewielki sukces.

Dłuższa przygoda Wielkiego Kota

Mitch Evans wygrał tedy jedenasty wyścig w swojej karierze w FE – i trudno znaleźć w historii dyscypliny przykład bardziej efektywnej pracy zespołowej. Nick Cassidy z premedytacją nie naciskał na rodaka, nawet przez radio tłumacząc ekipie, że jego zdaniem korzystniej będzie przywieźć bezproblemowy dublet. Po zawodach żartobliwie stwierdzał, iż dostanie nagrodę „kierowcy zespołowego roku”.

– To był fantastyczny wyścig pod względem strategii. Ilość informacji, jaka przepływała w trakcie zawodów, była prawie że bezprecedensowa. Cały zespół zachowywał doskonałą czujność. Kierowcy dogadywali się praktycznie telepatycznie. Niesamowicie imponujący występ ze strony całej ekipy – dodał z kolei szef ekipy, James Barclay.

Dla Evansa triumf ma podwójne znaczenie – niecały tydzień przed E-Prix zmarł jego wieloletni mentor i patron sir Colin Giltrap. A w kontekście Jaguara, zwycięstwo nie mogło przytrafić się w bardziej korzystnym momencie. Przed weekendem brytyjski koncern, czyli oficjalnie Jaguar Land Rover, potwierdził swoje zaangażowanie w Gen4 Formuły E. Mowa naturalnie o nowej generacji bolidów, przewidzianych do debiutu na sezon 2027. Oznacza to, że Jaguar, jako producent, obecny będzie w FE co najmniej do 2030 roku.

Wcześniej serię czeka oczywiście Gen3 Evo – ewolucja modelu Gen3, którą prezentował już David Coulthard (patrz niżej). Z kolei Jaguar inwestuje spore fundusze w rozwój technologii elektrycznych. Do sezonu 2026 na rynek wejdzie sześć nowych modeli marek Range Rover, Defender i Discovery. Co więcej, koncern przeznaczył 15 miliardów funtów na ograniczenie śladu przemysłowego ich produkcji, a sam zespól FE otrzymał niedawno nową siedzibę w Kidlington.

– Jaguar zawsze powtarzał, że prawdziwym powodem zaangażowania w FE było powiedzeniu światu, że będziemy produkować swój pierwszy model EV – Jaguar I-Pace. Jak również znalezienie sobie niszy w motorsporcie, który jest prawdziwym stanowiskiem pomiarowym dla technologii […]. Te wzrosty, te poprawki w aspekcie kontroli nad oprogramowaniem, to jak możesz je potem przełożyć na samochód z napędem 4×4 – to wszystko ma znaczenie dla przyszłości EV – dopowiadał Barclay.

Debiut w cieniu, ale udany

Reasumując, Brytyjczycy są zadowoleni z możliwości zapewnianych przez FE, a ich rachunek zysków i strat ze startu w mistrzostwach nieodmiennie pozostaje dodatni. Dodatnio – wracając do materii E-Prix Monako – zawody potraktuje też na pewno Penske (najlepszy rezultat od E-Prix Hajdarabadu 2023), Porsche i Nissan. A także niespodziewany debiutant, czyli Taylor Barnard.

Brytyjczyk, znany ze startów w ADAC F4, F3 i obecnie F2, zaprezentował się w Monako godnie. Do bolidu wskoczył na 20 minut przed startem drugiej sesji treningowej po tym, jak w kraksie w pierwszej sesji rękę uszkodził sobie Sam Bird. W wyścigu zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwano. Z nikim (i niczym) się nie zderzył, energii nie marnował, dojechał do mety 15.

Taylor Barnard FE

Fot. NEOM McLaren FE / X

Miejsce to zamieniło się następnie w 14. lokatę za sprawą kary dla zespołowego partnera, Jake’a Hughesa. – Nie ma nic, co mogłoby cię przysposobić mentalnie i fizycznie na taką okazję. Zostałem rzucony na głęboką wodę. Nie miałem zbyt wiele czasu, aby o tym wszystkim myśleć, i to chyba nawet mi pomogło. Plan był taki, aby uniknąć kłopotów […]. Z okrążenia na okrążenie czułem, że jeździ mi się wygodniej, nabieram pewności siebie, lepiej operuję samochodem – opowiadał.

Barnard, jako 19-latek, został najmłodszym w historii kierowcą, który wystartował w zawodach FE. Być może pojawi się w padoku również za dwa tygodnie w Berlinie. Tam, z racji na kolizję terminarza między FE a WEC, staniemy się świadkami istnego zalewu nowych kierowców.

ZOBACZ TAKŻE
Kalendarz Formuły E 2024. Rozkład 10. sezonu

W Mahindrze Nycka de Vriesa zastąpi Jordan King (wieloletni kierowca rezerwowy). Duet Envision – Frijns i Buemi – też będzie nieobecny; na ich miejsca wskoczą 25-letni Joel Eriksson (odjechał 8 E-Prix dla Penske w sezonie 2020/2021) i Paul Aron z Formuły 2. Dla ABT Cupry ponownie wystartuje zaś Kelvin van der Linde, zastępując Nico Müllera. Połowa sezonu za nami, teraz zaczynają się schody.

\
Reklama