Connect with us

Czego szukasz?

IndyCar

Rozłąka z Formułą 1. Indianapolis 500 w latach 60.

W 1960 roku Indianapolis 500 po raz ostatni znalazł się w kalendarzu Formuły 1. Kolejna dekada w historii wyścigu była niemniej interesująca. Dziś przyjrzymy się, jak wyglądał wyścig Indianapolis 500 w latach 60.

Indy 500 1967 start Indianapolis 500 w latach 60.
Start wyścigu Indianapolis z 1967 roku - A.J. Foyt z numerem 14.

Wyścig Indianapolis 500 przetrwał dwie wojny światowe i kryzys gospodarczy. Zawodom niestraszny był nawet koniec organizowania mistrzostw przez American Automobile Association. Pewnym było, że wypadnięcie z kalendarza Formuły 1 nie osłabi prestiżu amerykańskiej legendy. Wydawać by się mogło, że Indianapolis 500 w latach 60. wręcz zyskał na znaczeniu w świecie motosportu przyciągając zagraniczne zespoły i kierowców. 

Indianapolis 500 w latach 60. Zwiastun nowej ery

Indianapolis 500 w latach 60. już bez udziału F1. W 1961 roku Indianapolis 500 nie znalazło się już w harmonogramie Formuły 1, jednak w żaden sposób nie ujęło to prestiżu tym zawodom. Sława wyścigu przyciągnęła Jacka Brabhama, który miał już wówczas na swoim koncie dwa mistrzowskie tytuły Formuły 1. Australijczyk przystąpił do rywalizacji w bolidzie Coopera wyposażonym w niewielki i lekki silnik Coverty-Climax o pojemności 2,7 l. W przeciwieństwie do rozwiązań stosowanych przez konkurencję jednostka napędowa została zamontowana centralnie, za fotelem kierowcy. Na prostych maszyna nie miała szans z pojazdami rywali napędzanymi przez 4,4-litrowe jednostki Offenhausera, jednak w zakrętach pojazd posiadał przewagę.

W kwalifikacjach Jack Brabham zapewnił sobie trzynaste pole startowe. Wyścig zapowiadał się znacznie lepiej. Australijczyk koncentrował się na spokojniej jeździe i oszczędzaniu ogumienia. Brabham próbował przejechać dystans zawodów wykonując zaledwie dwa pit stopy i przez długi czas podążał na trzecim miejscu. Degradacja opon była jednak na tyle duża, że konieczny był dodatkowy zjazd do alei serwisowej. Ostatecznie kierowca dojechał do mety na dziewiątym miejscu. Indy 500 wciąż należało do roadsterów z silnikiem z przodu. Ich dni były jednak policzone.

ZOBACZ TAKŻE
Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Kulisy ścigania w USA

Zażarta walka o zwycięstwo

W czasie, gdy Brabham spokojnym tempem pokonywał kolejne okrążenia owalu w Indianapolis, na czele stawki rozgrywał się zacięty pojedynek o zwycięstwo. Liderem był Eddie Sachs, tuż za nim podążał A.J. Foyt. Gdy Foyt zjechał na swój ostatni, planowany pit stop, maszyna tankująca nie zadziałała poprawnie. Kierowca nie otrzymał wystarczającej ilości paliwa, by ukończyć zmagania. Teksańczyk miał za to lżejszy bolid i szybko uporał się z Sachsem. Na 184. kółku musiał jednak zjechać na dotankowanie. Po powrocie na tor tracił 25 sekund do lidera wyścigu. Foyt próbował go dogonić, lecz strata była zbyt duża. Losy wyścigu wydawały się być przesądzone. Jednak w samej końcówce rywalizacji Sach przegrzał oponę w swoim bolidzie. Ze względów bezpieczeństwa zawodnik postanowił zjechać do alei serwisowej. Kierowca oddał prowadzenie na zaledwie trzy okrążenia przed metą, a A.J. Foyt odniósł swoje pierwsze w karierze zwycięstwo.

Tragiczny bilans zawodów

Wyścig z 1961 roku to nie tylko emocjonująca walka o zwycięstwo i debiut Jacka Brabhama. To także dwa tragiczne wypadki, które kosztowały życie dwóch osób. 12 maja podczas treningu zginął Tony Bettenhausen. Amerykanin testował pojazd Paulo Russo. Z powodu obluzowania się śruby przednia oś nie ustawiła się prawidłowo podczas hamowania. Amerykanin uderzył w wewnętrzną ścianę, przeleciał nad nią i dachował. Kierowca zginął na miejscu.

Podczas wyścigu zginął John Masariu, członek załogi strażackiej podczas Indy 500, a na co dzień dyrektor gimnazjum. Gdy wóz strażacki wyruszył gasić płonący pojazd Eddiego Johnsona, Masariu spadł z pojazdu, który chwilę później cofnął i go potrącił.

Indianapolis 500 w latach 60. Zmiana nawierzchni

Przed kolejną edycją Indy 500 obiekt przeszedł istotną przemianę. W październiku 1961 roku na prostej startowej, do tej pory pokrytej cegłą, wylano asfalt. Na pamiątkę pozostawiono oryginalną nawierzchnię na szerokim na 90 cm pasie na lini mety. Obiekt znany jako „Brickyard” (cegielnia) niektórzy zaczęli nazywać teraz „Brick of yard” (jard cegieł).

Nowa, bardziej przyczepna nawierzchnia miała istotny wpływ na osiągane przez zawodnikow rezultaty. Podczas kwalifikacji Parnelli Jones, jako pierwszy w historii, uzyskał średnią prędkość przekraczającą 150 mil/h (241 km/h). Amerykanin dysponował równie świetnym tempem w wyścigu, lecz awaria hamulców wykluczyła go z walki o zwycięstwo. Jones przekroczył linię mety dopiero na siódmym miejscu. Zwycięstwo odniósł natomiast Rodger Ward. Drugie miejsce zajął Len Sutton, trzeci był Eddie Sachs.

Kontrowersyjne zwycięstwo Jonesa

W 1963 roku jako pierwszy linię mety przekroczył Parnelli Jones. Kierowca zdołał powstrzymać ataki, ku uciesze zgromadzonej na trybunach publiczności, pochodzącego ze Szkocji Jima Clarka. Sukces ten wzbudził jednak spore kontrowersje, szczególnie w garażu Lotusa.

20 okrążeń przed metą wyścigu z bolidu Jonesa zaczął wyciekać olej. Kłeby dymu stawały się coraz wyraźniejsze, a ciecz wyciekała na nawierzchnię. Przypuszcza się, że rozlany olej spowodował poślizg Eddiego Sachsa na 189. okrążeniu (nazajutrz doszło nawet do bójki między Jonesem i Sachsem). Sędziowie rozważali wywieszenie Jonesowi czarnej flagi nakazującej zjazd do alei serwisowej. Właściciel zespołu, J.C. Agajanian twierdził jednak, że wyciek wkrótce ustanie, gdy poziom oleju spadnie poniżej pęknięcia. Ostatecznie, mimo sprzeczki z przedstawicielami innych ekip, sędziowie nie wywiesili Jonesowi czarnej flagi, a zawodnik bez problemu dowiózł pierwsze miejsce do mety.

Sędziowie argumentowali swoją decyzję tym, że do końca zmagania pozostawało niewiele okrążeń, a wyciek po czasie ustał. Colin Chapman twierdził, że gdyby na prowadzeniu znajdował się Clark, to sędziowie nie wahaliby się z użyciem czarnej flagi. Jednak mimo swych obiekcji, postanowił nie oprotestowywać wyników wyścigu.

Indianapolis 500 w latach 60. Tragedia na starcie wyścigu

Jedną z największych atrakcji wyścigu z 1964 roku był pojazd Sears-Allstate Special. bolid zaprojektowany przez Mickey’a Thompsona zaliczył swój debiut już rok wcześniej, tym razem otrzymał jednak nowe, aerodynamiczne nadwozie, okrywające wszystkie cztery koła. Dla lepszego wyważenia mieszczący 170 litrów benzyny zbiornik paliwa umieszczono po lewej stronie samochodu.

Pojazd dzięki opływowemu nadwoziu miał uzyskiwać lepsze rezultaty na prostych, jednakże podczas pierwszych testów okazało się, że ma także jeden, bardzo poważny mankament. Bolid był wyjątkowo niestabilny w zakrętach. Jeden z kierowców zespołu, Masten Gregory, postanowił nawet wycofać się ze startu w Indy 500 po wypadku w treningu. Dwaj inni zawodnicy – Dave MacDonald oraz Eddie Johnson wywalczyli w kwalifikacjach odpowiednio 14. i 24. lokatę startową.

Sears-Allstate Special zaskakiwał aerodynamicznym nadwoziem

Zdjęcie archiwalne / Sears-Allstate Special zaskakiwał aerodynamicznym nadwoziem

MacDonald zaliczył świetny początek wyścigu i już na pierwszym okrążeniu wyprzedził co najmniej pięciu rywali. Jednak już na kolejnym kółku stracił panowanie nad maszyną. Bolid wpadł w poślizg w czwartym zakręcie, uderzył w ścianę po zewnętrznej stronie toru i stanął w płomieniach. Wrak powrócił na linię wyścigową powodując karambol z udziałem siedmiu zawodników. Wkrótce w bolid MacDonalda uderzył Eddie Sachs doprowadzając do drugiej eksplozji.

Eddie Sachs zginął na miejscu, a Dave MacDonald z poważnymi oparzeniami został zabrany do szpitala, gdzie zmarł jeszcze tego samego dnia. Czwarty zakręt zalany był płonącą benzyną, przez co organizatorzy byli zmuszeni przerwać zawody.

Indianapolis 500 w latach 60. Ostatnie zwycięstwo roadstera

Mimo tragedii rywalizację kontynuowano zaraz po uprzątnięciu toru. Wśród faworytów do zwycięstwa znajdował się Team Lotus, który rok wcześniej, za sprawą Jima Clarka, zajął drugie miejsce. Szkot wywalczył w tym roku pole position i przewodził stawce przez 14. okrążeń. Niestety miękka mieszanka Dunlopa, która była doskonałym wyborem na kwalifikacje, słabo radziła sobie na dystansie wyścigu. W bolidzie Jima Clarka pojawiły się wibracje, które doprowadziły do awarii zawieszenia na 47. okrążeniu. W drugiej połowie wyścigu podobne problemy wyeliminowały jego zespołowego kolegę, Dana Gurney’a.

Niesamowite tempo prezentował Bobby Marshman. Amerykanin wydawał się zmierzać po pewne zwycięstwo, wypracowując sobie przewagę ponad 90 sekund nad rywalami i to już w pierwszej ćwiartce wyścigu. Kierowcy nie było jednak dane ujrzeć flagi w czarno-białą szachownicę. Skrzynia biegów w jego bolidzie poddała się po przejechaniu zaledwie 39. okrążeń. Kolejnym pechowcem był Parnelli Jones, który wycofał się z wyścigu po pożarze w alei serwisowej.

W tym czasie na prowadzenie wysunął się A.J. Foyt, który przewodził stawce przez 146. okrążeń. Amerykanin podczas całego wyścigu ani razu nie zmienił opon. Dla Teksańczyka było to drugie w karierze zwycięstwo w Indy 500.

Upragniony triumf Lotusa

Epoka roadsterów z silnikiem umieszczonym z przodu powoli dobiegała końca. W 1965 roku na starcie wyścigu pojawiło się aż 27 samochodów z silnikiem umieszczonym z tyłu. Faworytem wśród nich był rzecz jasna Lotus, który zdążył już udowodnić w poprzednich edycjach, że może walczyć o zwycięstwo.

ZOBACZ TAKŻE
Historia startów Lotusa w IndyCar: Zielone Indianapolis | Część I

W kwalifikacjach Jim Clark był drugi. W walce o pole position pokonał go A.J. Foyt za kierownicą zeszłorocznego modelu Lotusa. W wyścigu górą był jednak Clark, a Foyt, z powodu awarii skrzyni biegów nie dotarł nawet do mety wyścigu. Rywalizacja została całkowicie zdominowana przez Lotusa. Jim Clark przewodził stawce przez 190 z 200 okrążeń. Pozostałe dziesięć kółek należało do Foyta. Wśród wiwatów publiczności era roadsterów dobiegła końca. Od tego dnia nieprzerwanie po dziś dzień owal w Indianapolis należy do bolidów z silnikiem umieszczonym za kierowcą.

Indianapolis 500 w latach 60. Graham Hill w drodze po potrójną koronę

W 1966 roku wyścig rozpoczął się sporym karambolem już na samym starcie. Billy Foster omal nie wpadł w bolid Gordona Johncocka. Próbując uniknąć zderzenia stracił panowanie nad samochodem i zajechał drogę jadącym za nim zawodnikom, którzy zaczęli wpadać to na niego, to na siebie nawzajem. Po torze sunęły rozbite wraki, a w powietrzu latały oderwane koła i części bolidów. W wypadku uczestniczyło łącznie szesnastu kierowców, a jedenastu z nich zakończyło w tamtym momencie swój udział w wyścigu. Na szczęście tylko jeden zawodnik odniósł obrażenia, z resztą całkowicie niegroźne – A.J. Foyt ewakuując się z miejsca wypadku skaleczył dłoń, gdy przeskakiwał przez siatkę. Zawodnik został opatrzony w szpitalu na torze i mógł kontynuować udział w wyścigu, który został wznowiony po półtora godzinnej przerwie.

Jim Clark z pewnością zamierzał powtórzyć ubiegłoroczny sukces, jednakże tym razem musiał uznać wyższość swojego rodaka, Grahama Hilla. Brytyjczyk przewodząc stawce przez zaledwie 10 okrążeń wywalczył swoje pierwsze i zarazem jedyne zwycięstwo w Indianapolis. Kierowca miał już wówczas na koncie triumf w Grand Prix Monako, a w 1972 roku wygrał 24-godzinny wyścig w Le Mans zdobywając potrójną koronę sportów motorowych. Do dziś pozostaje jedynym kierowcą, który wygrał trzy najważniejsze wyścigi samochodowe na świecie.

Niezasłużony triumf?

Wokół zwycięstwa Hilla na Indianapolis pojawiły się co prawda pewne wątpliwości. Ekipa Lotusa była przekonana, że Clark przewodzi stawce mając niemal okrążenie przewagi nad Hillem. Szkot co prawda dwukrotnie obrócił się w trakcie zmagań i zjechał do swoich mechaników na oględziny pojazdu. Jednakże zespół nie zauważył, by kierowca utracił w tym czasie pozycję na rzecz Hilla. Niektórzy podejrzewają, że jedno z okrążeń Clarka zostało zapisane na konto Ala Unsera, korzystającego z bardzo podobnego malowania. Amerykanin odpadł z wyścigu na 161. okrążeniu i wówczas to miało dojść do pomyłki. Co ciekawe Graham Hill sam przyznał, że był nieco zaskoczony wieścią o zwycięstwie.

Team Lotus miał zatem pewne wątpliwości, jednak nie był pewien, czy są one słuszne. Dlatego też ekipa nie złożyła protestu, a oficjalnym zwycięzcą wyścigu pozostał Graham Hill.

Niektórzy twierdzą, że prawowitym triumfatorem wyścigu wcale nie był Hill ani nawet Clark, a Gordon Johncock. Amerykanin został sklasyfikowany w wyścigu dopiero na czwartym miejscu. Jednakże kierowca uczestniczył w karambolu na starcie wyścigu i zjechał do swoich mechaników na wymianę przedniego skrzydła, gdy wywieszono czerwoną flagę. W związku z tym Johncock przystępował do wznowienia wyścigu z alei serwisowej. Okrążenie wyjazdowe nie zostało jednak wliczone przez sędziów do przejechanego przez Johncocka dystansu, w związku z czym już na samym początku kierowca miał jedno kółko straty.

Indianapolis 500 w latach 60. Rewolucyjny Paxton Turbocar

Rok później uwagę wszystkich odwiedzających Indianapolis Motor Speedway przykuł jeden samochód – Paxton Turbocar. Pojazd ten nie był napędzany tradycyjnym silnikiem tłokowym, lecz 550-konną turbiną gazową. Rozwiązanie to umożliwiło rezygnację ze skrzyni biegów i sprzęgła. Napęd przekazywany był przez system Fergussona na wszystkie cztery koła. Konstruktorzy wyposażyli maszynę także w hamulec aerodynamiczny, który został jednak zdelegalizowany przez organizatorów przed startem wyścigu.

Paxton Tubrocar jechał po pewne zwycięstwo, lecz awaria uniemożliwiła ukończenie wyścigu

Zdjęcie archiwalne / Paxton Turbocar był znacznie szybszy od konstrukcji rywali

Za sterami bolidu zasiadł Parnelli Jones, który zajął w kwalifikacjach szóste miejsce. Wszyscy na paddocku wiedzieli jednak, że wystawiany przez Andy’ego Granatelliego Paxton Turbocar jest murowanym faworytem, a im pozostaje walka o drugie miejsce. Jones wyprzedził czterech kierowców już w pierwszym zakręcie, a w drugim wyszedł na prowadzenie i zaczął oddalać się od rywali.

Na 18. okrążeniu wywieszono czerwono flagę z powodu opadów deszczu. Pogoda nie poprawiła się przez całe popołudnie i wznowienie wyścigu nastąpiło dopiero nazajutrz. Parnelli Jones przystępował do restartu z pierwszego pola i szybko zaczął budować przewagę. Paxton Turbocar kompletnie zdominował zawody, a pozostali kierowcy nie mieli szans na włączenie się do walki o zwycięstwo. Jednakże na cztery okrążenia przed końcem zawodów w samochodzie Jonesa doszło do awarii łożyska transmisyjnego, przekazującego moc z turbiny na koła. Parnelli Jones musiał wycofać się z wyścigu oddając niemal pewne zwycięstwo. Na pierwsze miejsce wysunął się A.J. Foyt. Na ostatniej prostej Amerykanin natrafił jeszcze na karambol z udziałem czterech samochodów. Kierowca zręcznie jednak ominął rozbite maszyny i sięgnął po trzecie w karierze zwycięstwo na Indy.

Następca Paxtona – Lotus 56

Mimo ograniczeń nałożonych na turbiny gazowe Andy Granatelli nie porzucił tego rozwiązania. Amerykanin zaangażował się w projekt Lotusa, który zamierzał wystawić trzy bolidy w barwach STP. Maszyny otrzymały taką samą turbinę gazową, jaka znajdowała się w Paxtonie Turbocarze. Podobnie, jak w poprzedniku, zrezygnowano ze sprzęgła i skrzyni biegów, a napęd przekazywany był na wszystkie cztery koła.

Początkowo Lotus zamierzał wystawić do wyścigu Jima Clarka, Grahama Hilla oraz kierowcę z USA. Niestety, miesiąc przed Indy 500 Clark zginął w wypadku podczas wyścigu Formuły 2 na torze Hockenheim. Jego zastępcą został Mike Spence. Brytyjczyk poniósł jednak śmierć podczas treningu do Indy 500. Zawodnik uderzył w ścianę w pierwszym zakręcie, został uderzony oderwanym kołem w głowę i zmarł kilka godzin później w szpitalu. Ostatecznie bolidy Lotusa poprowadzili Graham Hill, Art Pollard i Joe Leonard.

W kwalifikacjach dwa pierwsze miejsca zajęły Lotusy (Pollard i Hill), a obok nich na starcie ustawił się Bobby Unser. W pierwszej fazie wyścigu kierowcy Lotusa musieli uznać wyższość starszego z braci Unserów. Sytuacja zmieniła się dopiero w czasie ostatniej tury pit stopów. Podczas wizyty w alei serwisowej w samochodzie Bobby’ego Unsera zablokowała się skrzynia biegów. Kierowca nie mógł zredukować przełożeń, pit stop kosztował go wiele cennych sekund, a w efekcie utratę prowadzenia.

Na pierwsze miejsce wysunął się Art Pollard. Amerykanin przewodził stawce, gdy na 191. okrążeniu przeprowadzono ostatni restart wyścigu. Wówczas w jego samochodzie doszło do awarii wałka napędzającego pompę paliwa. Na tym samym kółku problem ten dopadł także drugi samochód, prowadzony przez Joe’a Leonarda. Bobby Unser stracił swoich najgroźniejszych rywali i pomknął po pierwsze zwycięstwo w Indianapolis, a żaden z Lotusów nie ujrzał nawet linii mety (na 110. okrążeniu z bolidu Grahama Hilla odpadło koło i kierowca uderzył w ścianę).

Indianapolis 500 w latach 60. Triumf Andrettiego

W 1969 roku Mario Andretti miał już na swoim koncie dwa mistrzowskie tytuły serii IndyCar, w jego dorobku wciąż jednak brakowało najważniejszego – triumfu w Indianapolis 500. Jednakże pochodzący z Włoch Amerykanin dysponował tym razem Lotusem 64 i był jednym z faworytów do zwycięstwa w wyścigu. Sytuacja diametralnie zmieniła się podczas jednego z treningów. Andretti rozbił wówczas swój bolid i doznał poparzeń twarzy. Obrażenia nie były poważne i kierowca był w stanie wystartować w wyścigu, jednakże musiał poszukać zastępczego pojazdu. Amerykanin zdołał zapewnić sobie start za kierownicą Brawner Hawka.

Zmiana bolidu nie przeszkodziła Andrettiemu w osiąganiu imponujących rezultatów. W kwalifikacjach pokonał go jedynie A.J. Foyt. Niewiele jednak brakowało, by po pole position sięgnął Jigger Sirois. Pierwszy dzień czasówki zakłóciły opady deszczu, a tor otwarto dopiero po godzinie 16. Debiutujący w Indy 500 Sirois jako pierwszy opuścił aleję serwisową. Zawodnik prezentował dosyć słabe tempo i po trzech kółkach ekipa nakazała mu przerwanie próby i zjazd do alei serwisowej. Kilka minut później nad tor powrócił opady deszczu uniemożliwiając innym zawodnikim wyjazd na tor. Nazajutrz deszcz nie ustępował i drugi dzień czasówki również nie doszedł do skutku.

Tempo Siroisa podczas pierwszych trzech okrążeń nie było imponujące, lecz wystarczające, by zakwalifikować się do wyścigu. W zaleźności od intepretacji przepisów, mógł on nawet zostać ustawiony na pole position. Podczas kolejnych prób jego rezultaty były jeszcze gorsze i ostatecznie kierowca nie znalazł się na polach startowych.

Mario triumf Indianapolis 500 w 1969

Fot. f1-grandprix.com / Andretti wygrał Indy 500 w 1969 roku.

W pierwszej połowie wyścigu zdobywca pole position, A.J. Foyt toczył zacięty pojedynek z Mario Andrettim. Teksańczyk stracił jednak sporo czasu w alei serwisowej z powodu problemów technicznych, a Andretti niezagrożony pomknął po swój jedyny triumf na Indy. Andy Grantelli, po niepowodzeniach konstrukcji z turbiną gazową, mógł w końcu świętować zwycięstwo sponsorowanego przez siebie samochodu, co uczcił sowitym całusem wymierzonym w policzek Andrettiego.

ZOBACZ TAKŻE
Mario Andretti - urodzony po to, aby się ścigać | Legendy motorsportu

Deszczowi pechowcy

W 1970 roku deszcz ponownie był głównym bohaterem czasówki. Ze względu na niekorzystną aurę tor został zamknięty po przejeździe siedemnastu zawodników. Czekający w kolejce Lloyd Ruby, Gary Bettenhausen oraz Peter Revson nie mogli rozpocząć swojej próby kwalifikacyjnej i pozostali pozbawieni szansy na walkę o pole position. Sytuacja ta zmusiła organizatorów zawodów do zmiany przepisów dotyczących kwalifikacji. Od kolejnego roku każdy kierowca miał zagwarantowany przynajmniej jeden przejazd w sesji decydującej o pole position, nawet jeśli oznaczało to przedłużenie jej o kolejne dni.

Do grona pechowców z pewnością można zaliczyć również Tony’ego Adamowicza. Amerykanin urodzony w rodzinie Polskich imigrantów zdołał co prawda wyjechać na tor, lecz podczas jego pierwszego okrążenia omyłkowo włączono żółte światła. Zawodnik zwolnił, lecz po chwili światła zgasły, a kierowca kontynuował swoją próbę. Jego rezultat nie był jednak najlepszy i nie gwarantował mu pozycji na starcie wyścigu. Mimo kolejnych prób podejmowanych w następnych sesjach Adamowicz nie zdołał zakwalifikować się do Indy 500.

Dominacja Ala Unsera Sr.

Deszcz powrócił na Indianapolis w dniu wyścigu i opóźnił nieco rozpoczęcie rywalizacji. Start przesunięto o 25 minut. Kolejne opóźnienia wywołał Jim Malloy. Kierowca na okrążeniu rozgrzewkowym uderzył w ścianę uszkadzając swój bolid. Jego samochód przejechał następnie w poprzek toru nieomal uderzając w pojazdy rywali. Procedura startowa została zatrzymana na czas uprzątnięcia toru.

Na szczęscie w końcu udało się rozpocząć rywalizację. Wyścig został zdominowany przez Ala Unsera Sr. Kierowca przewodził stawce przez 190 z 200 okrążeń. Jego przewaga nad drugim Markiem Donohue wyniosła 32,1 sekundy. Imponującą jazdą popisał się także Lloyd Ruby. Amerykanin rozpoczynał zmagania z 25. pozycji, lecz po przejechaniu 28. kółek był już piąty. Podczas tury pit stopów wysunął się nawet na prowadzenie, później jednak jego sytuację skomplikowały problemy techniczne. Zawodnikowi nakazano zjazd do alei serwisowej z powodu wydobywającego się z pojazdu dymu. Ostatecznie pojazd uległ awarii i Lloyd Ruby musiał wycofać z wyścigu po przejechaniu 54. okrążeń.

Dalsze losy

Era bolidów z turbiną gazową, które według słów Andy’ego Granatelliego miały być przyszłością wyścigów samochodowych, zakończyła się wraz ze zmianą przepisów. USAC zakazała tego rodzaju silników wraz z końcem sezonu 1968. Maszyny wyposażone w silniki tłokowe straciły groźnego konkurenta, a branża motoryzacyjna mogła odetchnąć z ulgą.

Lotus dostosował model 56 do regulaminu Formuły 1 wystawiając go w trzech Grand Prix. Pojazd okazał się być bardzo konkurencyjny na mokrym torze, jednak w suchych warunkach sporo tracił do mniej paliwożernych maszyn rywali. Jedyna szansa na dobra wynik pojawiła się podczas deszczowego Grand Prix Holandii, jednak prowadzący bolid David Walkner zakończył swój udział w wyścigu wypadając z toru.

W 1972 roku Graham Hill, dzieląc samochód z Henry’m Pescarolo, wygrał 24-godzinny wyścig w Le Mans. Brytyjczyk został wówczas pierwszym i po dziś dzień jedynym kierowcą, który zdobył potrójną koronę sportów motorowych. Hill założył również własny zespół Formuły 1. Niestety 29 listopada 1975 roku Graham Hill zginął w katastrofie awionetki, którą pilotował wracając z testów na torze Paul Ricard. Nikt z sześciu osób znajdujących się na pokładzie nie przeżył wypadku.

Mario Andretti odniósł w swojej karierze szereg sukcesów. W 1978 został mistrzem świata Formuły 1, a w 1969 i 1984 r. dorzucił do swojej kolekcji dwa kolejne tytuły mistrza IndyCar. Jednakże mimo licznych prób nigdy już nie wygrał w Indianapolis. To już historia na oddzielny artykuł. Na tym kończymy historię „Indianapolis 500 w latach 60.”.

5/5 (liczba głosów: 1)
Reklama