Nasze profile w mediach społecznościowych

Motorsport

Mario Andretti – urodzony po to, aby się ścigać | Legendy motorsportu

Dziś, 28 lutego, swoje 81. urodziny obchodzi Mario Andretti. Amerykanin jest prawdziwą legendą sportów motorowych. Zdobywał tytuły w Formule 1 oraz IndyCar, świętował swoje triumfy w wielu prestiżowych wyścigach samochodowych. Ścigał się w każdej wolnej chwili zasiadając za kierownicą przeróżnych maszyn. Jest prawdziwym entuzjastą motorsportu i osobą, którą powinien znać każdy fan sportów motorowych.

Opublikowano

w dniu

Mario Andretti i pierwszy triumf Indy 500
Fot. Mario Andretti / Twitter

Mario Andretti osiągnął już taki wiek, że tradycyjne urodzinowe “100 lat” brzmi, jak życzenie rychłej śmierci. Mimo to, Amerykanin cały czas pozostaje w doskonałej formie i ciągle angażuje się w świecie motosportu. Jego nigdy niezaspokojony głód ścigania pozwolił mu wygrać wiele prestiżowych zawodów i zapewnić sobie wyjątkowe miejsce w historii motosportu. Dziś prześledzimy karierę jednego z najbardziej wszechstronnych kierowców wyścigowych, czyli Mario Gabriele Andrettiego.

Dzieciństwo

Mario oraz jego brat bliźniak – Aldo, urodzili się 28 lutego 1940 roku jako dzieci Riny oraz Alvise Andrettich. Ich ojciec był właścicielem gospodarstwa rolnego o powierzchni 2 300 akrów. Rodzina mieszkała w niewielkiej wsi Montona (obecnie Motovum) w Istrii wchodzącej w skład królestwa Włoch. Pod koniec II wojny światowej region ten został zaanektowany przez Jugosławię. Wkrótce rodzina Andrettich utraciła swoje ziemie przejęte przez komunistyczny rząd.

W 1948 roku familia postanowiła wrócić do Włoch i udała się do Udine, a po tygodniu została osiedlona w obozie dla uchodźców w Lucce otrzymując zakwaterowanie w starym klasztorze. Warunki życia nie były zbyt luksusowe. W dużym pokoju, przedzielonym jedynie rozwieszonymi kocami zamieszkało razem dziesięć rodzin.

4

Fot. Mario Andretti / Twitter

Bracia Andretti od najmłodszych lat fascynowali się motorsportem. W wieku 5 lat ścigali się ręcznie wykonanymi drewnianymi samochodzikami po stromych ulicach rodzinnego miasta. Później znaleźli pracę w garażu, gdzie parkowali samochody. Mario Andretti opisuje te doświadczenia w swojej książce What’s It Like Out There: – Gdy po raz pierwszy odpaliłem samochód, poczułem, jak silnik drży i koło ożywa w moich dłoniach, byłem uzależniony. To uczucie, którego nie potrafię opisać. Wciąż tego doznaję, gdy wsiadam do samochodu wyścigowego.

Miłość do motorsportu podsyciła dodatkowo wyprawa na GP Włoch w 1954 roku. Bracia byli także widzami Mile Miglia. Trasa słynnego, włoskiego wyścigu biegła wówczas w pobliżu ich rodzinnej miejscowości.

Emigracja do USA otworzyła drzwi do kariery

Wkrótce w życiu całej rodziny zaszły kolejne poważne zmiany. Ojciec Andrettiego planował wyemigrować z rodziną do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkał jego szwagier. Po trzech latach starań rodzina Andrettich uzyskała wizę do USA. W 1955 roku, nie znając jeszcze języka angielskiego, udali się w rejs do Stanów Zjednoczonych. Podczas trwającej dziewięć dni podróży, myśli 15-letniego Mario cały czas krążyły wokół zawodów Mille Miglia oraz Grand Prix Włoch na torze Monza.

Początki kariery

W 1956 roku rodzina zamieszkała w Nazareth w Pensylvanii. Aldo i Mario Andretti kilka dni po przeprowadzce odkryli w okolicy półmilowy, szutrowy owal Nazareth Speedway. Bracia postanowili wykorzystać tą niesamowitą okazję, by zadebiutować w motosporcie.

Wspólnie kupili na złomowisku Hudsona Commodore z 1948 roku i przygotowali go do startów w klasie Limited Sportsman Class. Cały projekt opłacili z własnych pieniędzy, zarobionych podczas pracy w garażu wujka.

1948 bracia Andretti

Fot. Drivercontact

O tym, który z nich pierwszy wystartuje w wyścigu, zadecydował rzut monetą. Los uśmiechnął się wówczas do Aldo. Promotor nie chciał jednak dopuścić do startu dziewiętnastolatków bez doświadczenia. Dlatego też bracia przekonali go, że startowali już we Włoszech w Formule Junior. Niewielkie kłamstwo utorowało im drogę do motosportu.

Debiut Aldo przebiegł doskonale, kierowca doszedł do finału i odniósł w nim zwycięstwo. Bracia zmieniali się za kierownicą maszyny co wyścig, a po czterech pierwszych zawodach każdy z nich miał na koncie po dwa zwycięstwa.

Niestety, pod koniec sezonu Aldo miał poważny wypadek. Kierowca próbował wyprzedzić mistrza toru, Freddy’ego Adamsa po zewnętrznej lecz zahaczając prawym przodem o barierkę i dachował. Kierowca zapadł w śpiączkę. Mario zadzwonił do rodziców i powiedział, że wspólnie oglądali wyścig i Aldo spadł z paki ciężarówki. Następnego ranka rozbity samochód przywieziono do Nazareth, a po mieście rozeszła się wieść, że Aldo nie żyje. Ojciec był wściekły na swoich synów i nie rozmawiał z nimi przez kilka miesięcy.

W 1961 roku Mario Andretti rozpoczął starty w kategorii Midget Cars, w której spędził trzy kolejne lata. Początkowo rywalizował w klasie Three Quarter Midget Racing Association, gdzie ścigano się pojazdami w skali 3/4. Później przesiadł się do pełnowymiarowych maszyn. W 1963 roku wziął udział w ponad stu wyścigach. Wyjątkowo udany dzień zaliczył w trakcie święta pracy – Amerykanin wygrał wyścig w Flemington w New Jersey, a następnie udał się do Hatfield w Pennsylvanii, dorzucając do swojego dorobku dwa zwycięstwa

Kolejnym krokiem w jego wyścigowej karierze były starty w klasie Sprint Cars w United Racing Club (URC). Andretti nie był jednak w stanie zapewnić sobie pełnego programu startów w tej serii. Amerykanin gotów był wykorzystać każdą okazję do ścigania się. Czasem jego wysiłki były bezskuteczne, jak podczas zawodów w Mechanicsburg w Pennsylvanii, na które przybył z Kanady, lecz nie zdołał znaleźć fotela na start. Jednakże jego determinacja była kluczem do sukcesu i zawodnik zakończył sezon na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej.

W kolejnym roku Andretti zdołał zapewnić sobie starty w pełnym sezonie mistrzostw kategorii Sprint Cars organizowanych przez USAC. Amerykanin odniósł wówczas zwycięstwo w prestiżowym wyścigu Joe James-Pat O’Connor Memorial na torze Salem Speedway w Indianie.

Debiut w IndyCar

Andretti prezentował doskonałą formę w wyścigach Sprint Cars i szef jego ekipy, Rufus Gray, postanowił pomóc mu awansować do IndyCar. Kierowca otrzymał miejsce w ekipie Douga Stearly’a na wyścig na New Jersey State Fairgrounds, który odbył się 19 kwietnia 1964 roku. Andretti zajął w kwalifikacjach szesnaste miejsce, a do mety dojechał na jedenastej pozycji.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt II - USAC

Zawodnik kontynuował sezon w ekipie Dean Van Lines Racing Division, a jego najlepszym wynikiem było trzecie miejsce wywalczone na torze w Milwaukee. Mario Andretti zakończył sezon na 11. miejscu w tabeli zdobywając 530 punktów. Mimo posady w IndyCar kierowca cały czas chętnie uczestniczył w wolnym czasie w wyścigach Sprint Cars.

Mistrzowski sezon 1965

W 1965 roku Mario Andretti zaliczył swój pierwszy start w Indianapolis 500. Kierowca otrzymał do dyspozycji bolid Brawner Hawk z silnikiem Forda V8 umieszczonym z tyłu. Zawodnik wywalczył za jego kierownicą czwarte pole startowe, a rywalizację ukończył na trzecim miejscu zdobywając jednocześnie tytuł debiutanta roku.

Poczynania Amerykanina wywarły wówczas spore wrażenie na Colinie Chapmanie, który przybył ze swoją ekipą powalczyć o zwycięstwo w wyścigu. Brytyjczyk dał Andrettiemu swój numer telefonu, dodając, by ten do niego zadzwonił, gdy będzie gotowy na Formułę 1.

ZOBACZ TAKŻE
Historia startów Lotusa w IndyCar: Zielone Indianapolis | Część I

Amerykanin postanowił póki co skoncentrować się na startach w IndyCar, gdzie zdobyte rok wcześniej doświadczenie i doskonała maszyna zaowocowały jednym z najlepszych sezonów w jego karierze. Kierowca wygrał wyścig Hoosier Grand Prix na Indianapolis Raceway Park odnosząc swój pierwszy triumf w Indy Car.

Andretti wykazał się w tamtym sezonie niebywałą regularnością kończąc 10 z 18 rund w czołowej trójce. Amerykanin zdobył 3110 punktów – o 610 więcej od A.J. Foyta – i mimo zaledwie jednego zwycięstwa na koncie – zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł. W wieku 25 lat Andretti został najmłodszym triumfatorem mistrzostw IndyCar w historii.

Mario Andretti z drugim tytułem

Nikogo nie powinno dziwić, że po mistrzowskim sezonie 1965 wielu widziało w Andrettim faworyta do kolejnego tytułu. Amerykanin już na starcie zmagań udowodnił, że stawiane wobec niego oczekiwania nie są zbyt wygórowane. Podczas dwóch pierwszych rund zdobył pole position, choć na pierwszy triumf musiał poczekać aż do dziewiątego rundy sezonu na torze Lucas Oil Raceway.

Wówczas to rozpoczęła się niezwykła passa Andrettiego. Kierowca wygrał kolejną rundę na Longhorne, obydwa wyścigi na kanadyjskim torze Mont-Tremblant, zawody w Milwaukee, na Indiana State Fairgrounds oraz Phoenix. Powiększył również swój dorobek o kolejne dwa pole position.

W klasyfikacji generalnej zdobył łącznie 3070 punktów, dzięki czemu sięgnął po drugi tytuł mistrzowski pokonując o 640 oczek Jima McElreatha.

Wyścigi długodystansowe

Przygoda Mario Andrettiego z wyścigami długodystansowymi rozpoczęła się w 1965 roku. Wówczas to kierowca wziął udział w zawodach Bridgehampton 500km za kierownicą Ferrari 275 P. Rok później zawodnik stanął na starcie legendarnych zmagań w Le Mans, musiał jednak wycofać się z powodu problemów technicznych.

W 1967 roku, wspólnie z Bruce’m McLarenem, wygrał 12-godzinną rywalizację na torze Sebring prowadząc Forda GT40. Start w Le Mans znowu jednak zakończył się niepowodzeniem. Podczas pit stopu jeden z mechaników omyłkowo założył odwrotnie przedni klocek hamulcowy. Błąd doprowadził do zablokowania hamulców przed zakrętem Esses. Kierowca wypadł na pobocze przy 240 km/h i uderzył w wał ziemny. Rozbity samochód powrócił na tor i został uderzony przez dwa inne pojazdy. Andretti złamał w wypadku trzy żebra, szczęśliwie uniknął jednak poważniejszych obrażeń.

Mario Andretti zwycięzcą Daytony 500

Mario Andretti kochał wyścigi samochodowe i ścigał się, kiedy tylko mógł, rywalizując w najróżniejszych seriach wyścigowych. Startował w mistrzostwach IndyCar, w zawodach długodystansowych, zmaganiach NASCAR, a nawet w wyścigach na 1/4 mili.

W 1967 roku odniósł swoje jedyne zwycięstwo w pucharowej serii NASCAR. Co jednak istotne, triumf miał miejsce podczas najbardziej prestiżowej rundy sezonu, a zarazem jednego z najważniejszych wyścigów w Stanach Zjednoczonych – Daytony 500. Mario Andretti wywalczył w wyścigu kwalifikacyjnym szóste miejsce, co oznaczało dla niego start z dwunastego miejsca (przed Daytoną 500 odbywają się dwa wyścigi kwalifikacyjne, jeden decyduje kolejności na parzystych polach startowych, drugi na nieparzystych).

ZOBACZ TAKŻE
Daytona International Speedway: Poznaj bliżej historię toru

Andretti szybko jednak przebił się do przodu i awansował na pierwsze miejsce. Kierowca przewodził stawce przez 112 okrążeń i odniósł zwycięstwo pokonując dystans zawodów ze średnią prędkością 236,454 km/h. Jak później przyznał, jego triumf nie spotkał się z dużym uznaniem w środowisku NASCAR.

Ford Andrettiego

Fot. Mario Andretti / Twitter

Ci faceci nie lubili, kiedy ktoś z bolidów jednomiejscowych przychodził i pokonywał ich. Następnego dnia gazeta napisała: Południe opłakuje zwycięstwo Andrettiego.

Mario Andretti o włos od kolejnego tytułu w IndyCar

W kolejnym sezonie IndyCar, Andretti musiał pogodzić się z porażką. Kierowca wygrał aż osiem wyścigów i do ostatniej eliminacji liczył się w walce o mistrzowski tytuł. Liderem punktacji był A.J. Foyt, który jednak nie ukończył wyścigu. Mimo to Andretti potrzebował zwycięstwa, by przeskoczyć go w klasyfikacji generalnej. Amerykanin zdołał wywalczyć jednak zaledwie drugie miejsce.

ZOBACZ TAKŻE
A.J. Foyt - mistrz wszechstronnej jazdy | Legendy motosportu

Następny sezon również nie przyniósł upragnionego tytułu. Andretti odniósł cztery triumfy i do Riverside przybył jako lider klasyfikacji generalnej. Drugi w tabeli Bobby Unser miał tylko matematyczne szanse na tytuł. Sytuacja zmieniła się diametralnie na 59. okrążeniu wyścigu. W samochodzie Andrettiego zawiódł silnik, a kierowca musiał wycofać się z rywalizacji. Andretti mógł teraz tylko obserwować, jak niemal pewny tytuł mistrzowski wymyka mu się z rąk. Bobby Unser ukończył zmagania na drugim miejscu, co stanowiło dla niego minimum pozwalające awansować na pierwsze miejsce w tabeli.

Droga do F1

Trzy lata po spotkaniu z Chapmanem Mario Andretti sięgnął po słuchawkę i wykręcił jego numer telefonu. Chapman postanowił wystawić dla Amerykanina trzeci bolid podczas GP Włoch oraz GP Stanów Zjednoczonych. Ze względu na charakterystykę Monzy, pozbawionej wówczas szykan, bardzo istotnym czynnikiem była jazda w tunelu aerodynamicznym za poprzedzającym zawodnikiem. Andretti namówił zatem na start swojego przyjaciela, Bobby’ego Unsera, licząc na wzajemną pomoc.

Amerykanów czekał napięty grafik. W czwartek odbywały się treningi na Monzy, w piątek i sobotę kwalifikacje, a w niedzielę wyścig. W ten sam weekend, w sobotę rozgrywany był wyścig IndyCar na torze Indianapolis State Fairgrounds.

Po piątkowych kwalifikacjach zawodnicy wsiedli w samolot i udali się w podróż do USA, gdzie pojechali wyścig Hoosier 100. Andretti zajął w nim drugą pozycję, Unser natomiast nie ukończył rywalizacji. W niedzielę rano wrócili do Włoch, a dzięki brawurowej jeździe Andrettiego za kierownicą wypożyczonego samochodu obydwaj dotarli na czas mimo dużych korków w Mediolanie.

Pierwsze schody

Starania pochodzącego z Montony zawodnika za kierownicą rodzinnego Fiata 124 spełzły jednak na niczym. Organizatorzy zawodów powołali się na przepis, który zabrania kierowcom udziału w innych wyścigach na 24 godziny przed startem Grand Prix. Mimo że obydwaj Amerykanie omówili tą kwestię wcześniej i otrzymali zgodę na udział w obydwu imprezach, zostali wykluczeni z udziału w GP Włoch. Podejrzewa się, że na zmianę decyzji wpłynęła znakomita forma Andrettiego w treningach i kwalifikacjach, który zaczął być postrzegany jako zagrożenie dla kierowców Ferrari.

Mario Andretti: Debiut w F1

Debiut Mario Andrettiego, a także Bobby’ego Unsera przesunął się zatem na Grand Prix Stanów Zjednoczonych rozgrywane na torze Watkins Glen.

– Wszyscy zakładali, że to mój domowy tor. Ale nigdy w życiu tam nie byłem! USAC nie używało go. Więc uczyłem się toru i Formuły 1 – powiedział Amerykanin po debiucie. Nauka nie zajęła mu jednak wiele czasu i kierowca sięgnął po pole position. Andretti został co prawda wyprzedzony na pierwszym okrążeniu przez Jackie Stewarta, lecz utrzymywał się cały czas blisko Szkota jednocześnie zostawiając w tyle resztę stawki.

zdravko 1968 USA GP F1 Lotus 49B

Fot. Zdravko / Twitter

Szanse na dobry wynik zaprzepaścił jednak dodatkowy pit stop, który został wymuszony obluzowaniem się przedniego skrzydła. To był dopiero początek kłopotów Andrettiego. W jego bolidzie zawiodło sprzęgło i kierowca ostatecznie w ogóle nie dotarł do mety. Colin Chapman był jednak pod wrażeniem jego jazdy i zaproponował mu kontrakt na pełen sezon w Formule 1. Amerykanin nie chciał jednak rezygnować ze startów w IndyCar i odrzucił ofertę Lotusa.

1969: Mario Andretti triumfatorem Indianapolis 500

Głównym celem Andrettiego pozostawał triumf w Indy 500. Jednakże wiele wskazywało na to, że trudno będzie osiągnąć ten cel w 1969 roku. Kierowca rozbił się w treningu i poparzył twarz. Jego Lotus 64 został poważnie uszkodzony i zawodnik musiał przygotować do startu Brawner Hawka. Maszyna spisywała się jednak doskonale i kierowca wywalczył drugie pole startowe, przegrywając czasówkę jedynie z A.J. Foytem.

Na początku rywalizacji Andretti rzucił Foytowi wyzwanie, potem musiał jednak nieco zwolnić ze względu na przegrzewający się silnik. Na 99. okrążeniu przewodzący stawce Foyt zjechał do alei serwisowej z powodu awarii kolektora, gdzie spędził 20 minut. Andretti objął wówczas prowadzenie i zdominował drugą połowę rywalizacji.

Mario Andretti i Andy Granatelli Indy 500 1969 IMS Museum

Fot. IMS Museum / Mario Andretti i Andy Granatelli po Indy 500 w 1969 roku

Kierowca musiał co prawda zmagać się z przegrzewającym się silnikiem, sporym zmartwieniem był także niski poziom oleju w skrzyni biegów. Mimo tych problemów po 3 godzinach, 11 minutach 14,71 sekundach Andretti wjechał na linię mety ustanawiając jednocześnie nowy rekord średniej prędkości w wyścigu. Drugi na mecie Dan Gurney miał 2 minuty 13,03 sekundy straty (czołowej czwórce pozwolono przejechać pełen dystans wyścigu).

Mario Andretti z trzecim tytułem IndyCar

Po triumfie w Indianapolis Andretti nie zwalniał tempa i zdominował cały sezon 1969. Kierowca odniósł w nim imponującą liczbę dziewięciu zwycięstw. Wśród nich znalazł się słynny wyścig górski Pikes Peak, który wówczas wliczał się do klasyfikacji generalnej IndyCar. Kierowca triumfował także w Nazareth, dwukrotnie w Trenton, w Springfield, Kent oraz na zakończenie sezonu na Riverside. W klasyfikacji generalnej zdobył 5025 punktów i zapewnił sobie trzeci tytuł mistrzowski IndyCar. Drugi w punktacji Al Unser stracił do niego aż 2395 punktów.

ZOBACZ TAKŻE
Al Unser - z futbolu do IndyCar | Legendy motorsportu

Pierwsze sukcesy w Formule 1

Mimo że Andretti odrzucił ofertę Chapmana, by skupić się na IndyCar, to jednak pojawiał się sporadycznie w wyścigach Formuły 1. W 1970 roku podczas GP Hiszpanii na torze Jarama wywalczył swoje pierwsze podium. Amerykanin reprezentujący zespół STP Corporation przekroczył wówczas linię mety na trzecim miejscu.

Rok później Amerykanin dołączył do ekipy Ferrari zastępując tragicznie zmarłego Ignazio Giuntiego. Podczas inaugurującej sezon rundy w RPA kierowca odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Formule 1. Andretti przekroczył linię mety z przewagą 20-sekund nad Jackie’m Stewartem i ustanowił przy okazji najszybszy czas okrążenia.

Mario Andretti Ferrari 312B Kyalami F1 1971

Fot. Jacques Alain / Twitter

Kierowca wygrał również niezaliczany do klasyfikacji generalnej Questor Grand Prix. W wyścigu na Ontario Motor Speedway w Kalifornii rywalizowały ze sobą ekipy Formuły 1 i amerykańskiej Formuły 5000. Zawody składały z dwóch biegów, które padły łupem Andrettiego.

Mario Andretti z kolejnymi zwycięstwami w wyścigach długodystansowych

W sezonie 1970, rok przed wspomnianym wyżej triumfem w Formule 1, Andretti odniósł swoje drugie zwycięstwo w 12-godzinnym wyścigu na torze Sebring. Kierowca bronił tym razem barw Ferrari dzieląc maszynę z Ignazio Guntim i Nino Vacarellą.

Dwa lata później, wspólnie z Jacky’m Ickxem, po raz trzeci w karierze triumfował w 12h Sebring. Załoga wygrała również zmagania na torze Daytona. Wyścig trwał co prawda zaledwie 6 godzin, a powodem czterokrotnego skrócenia dystansu był kryzys energetyczny.

Mario Andretti powrócił do Lotusa

Podczas pojedynczych rund sezonu 1971 oraz 1972 Andretti reprezentował ekipę Ferrari odnosząc w tym czasie jedno zwycięstwo. W 1973 roku ani razu nie stawił się starcie wyścigu Grand Prix powracając rok później w barwach zespołu prowadzonego przez Parnelliego Jonesa.

Ekipa zaliczyła swój debiut podczas dwóch ostatnich rund sezonu 1974. Rok później zespół wziął już udział w pełnym sezonie wystawiając jeden bolid dla Mario Andrettiego. Ze względu na kolizję terminów z wyścigami IndyCar, Amerykanin odpuścił zawody w Belgii i Holandii. Najlepszym wynikiem Andrettiego w tamtym sezonie było czwarte miejsce w GP Szwecji.

W 1976 roku zespół wystartował jedynie w dwóch wyścigach, po czym wycofał się z Formuły 1, by skupić swoją uwagę na IndyCar. Mario Andretti dowiedział się o planach swojego zespołu z ust dziennikarza, Chrisa Economakiego, już na polach startowych, tuż przed rozpoczęciem wyścigu na Long Beach. Nazajutrz, podczas śniadania Andretti spotkał Colina Chapmana, który zaoferował mu powrót do swojej ekipy. Co prawda, Lotus znajdował się wówczas w poważnym kryzysie, a zawody na Long Beach były kompletną katastrofą. Andretti wierzył jednak, że ekipa jest w stanie powrócić do czołówki i od kolejnej rundy zasiadał już za kierownicą bolidu pomalowanego w czarno-złote barwy Johnny Player Special.

Pierwszy sezon w nowej ekipie

Bolid Lotusa okazał się być nerwowy i nieprzewidywalny. Do tego często ulegał awarii. Andretti potrafił jednak wykrzesać z maszyny maksimum osiągów, a dzięki swojemu talentowi i doświadczeniu wywalczył trzecie miejsce podczas Grand Prix Holandii oraz Kanady. Najbardziej udanym wyścigiem Amerykanina było jednak kończące sezon Grand Prix Japonii. W kwalifikacjach na torze Fuji najlepszy czas należał właśnie do Andrettiego. Nazajutrz, podczas odbywającej się w strugach deszczu rywalizacji Amerykanin przekuł pierwsze pole startowe w pierwsze miejsce na mecie. Było to świetne zwieńczenie trudnego dla ekipy Lotus sezonu.

Odejście ekipy Parnelliego Jonesa z Formuły 1 wpłynęło również na program Andrettiego w IndyCar. Kierowca nie krył żalu do szefa swojej ekipy za nieujawnienie swoich planów i zerwał z nim kontrakt ze skutkiem natychmiastowym. Jednocześnie podpisał umowę z prowadzącym konkurencyjną stajnię Rogerem Penske. Kierowca skupiał się wówczas na Formule 1 i zaliczył zaledwie cztery wyścigi IndyCar, a jego najlepszym wynikiem było trzecie miejsce na owalu w Phoenix.

Mocny sezon

Sezon 1977 był dużo lepszy w wykonaniu Lotusa. Bolid pozwalał na walkę o zwycięstwa, jednakże awaryjna jednostka napędowa Coswortha często uniemożliwiała kierowcom dotarcie do mety.

Andretti zaliczył tamtego roku doskonały występ przed własną publicznością na ulicznym torze w Long Beach. Kierowca stoczył walkę z Nikim Laudą (który zblokował koła w trakcie pojedynku i stracił szanse na zwycięstwo) oraz Jodym Scheckterem. Afrykaner prowadził w wyścigu, lecz pod koniec rywalizacji dopadły go problemy z oponami i na trzy okrążenia przed metą, przy aplauzie Amerykańskiej publiczności, został wyprzedzony przez Mario Andrettiego.

ZOBACZ TAKŻE
Jody Scheckter, czyli magik z RPA | Legendy motorsportu

Dla reprezentanta Lotusa był to pierwszy z czterech triumfów w tamtym sezonie. Kierowca wygrał również zawody w Hiszpanii, Francji (gdzie po starcie z pole position spadł na czwarte miejsce, lecz odrabiał stracone lokaty i na ostatnim okrążeniu pokonał Johna Watsona) oraz we Włoszech. Andretti miał również spore szanse na triumf w Kanadzie. Amerykanin zdominował rywalizację, lecz trzy okrążenia przed metą zawiódł silnik w jego samochodzie. Kierowca nie ukończył łącznie siedmiu z siedemnastu wyścigów w tamtym sezonie.

W klasyfikacji generalnej Andretti uplasował się na trzeciej pozycji tracąc 25 punktów do ówczesnego mistrza, Nikiego Laudy. Dla wszystkich stało się jasne, że gdy otrzyma mniej awaryjny bolid, będzie w stanie powalczyć o mistrzowski tytuł.

Mistrzostwo w cieniu tragedii

Lotus rozpoczął rok 1978 z używanym w poprzednim sezonie modelem 78, w którym Mario Andretti odniósł zwycięstwo w inaugurującym sezon GP Argentyny. Za kierownicą tego bolidu Amerykanin jeszcze dwukrotnie wspiął się na podium – podczas brazylijskiej rundy na torze Jacarepaguá był trzeci, a na Long Beach drugi.

Podczas szóstej rundy zmagań, Grand Prix Belgii, zadebiutował nowy bolid – Lotus 79. Andretti szybko przystosował się do nowej maszyny, i zarówno w Belgii jak i podczas kolejnego wyścigu w Hiszpanii wywalczył pole position i wygrał zawody.

W Szwecji szczęśliwa passa została przerwana przez awarię silnika. Andretti powetował sobie tą stratę wygrywając wyścig na Paul Ricard, na Brands Hatch jednostka napędowa ponownie nie sprostała trudom wyścigu, a na Hockenheim znowu wygrał.

ZOBACZ TAKŻE
Hockenheimring - obiekt odarty z duszy | Tory Formuły 1

Na Österreichringu Andretti odpadł już na pierwszym okrążeniu po kolizji z Carlosem Reutemannem. Wyścig wygrał wówczas jego partner z ekipy – Ronnie Peterson po raz drugi w sezonie stając na najwyższym stopniu podium.

Na torze Zandvoort Andretti odniósł swoje szóste w sezonie zwycięstwo. Amerykanin przybył na Monzę jako lider klasyfikacji generalnej, A jedynym zagrożeniem dla niego był Ronnie Peterson.

lotus79

Fot. DeviantArt / Lotus 79 rozpoczął szaloną erę efektu przypowierzchniowego w sportach motorowych. Na zdjęciu Colin Chapman, Mario Andretti oraz Ronnie Peterson

Wyścig na Monzy

Już na starcie wyścigu o Grand Prix Włoch doszło do potężnego karambolu, w którym uczestniczył Peterson. Szwed doznał licznych złamań nóg i wiele wskazywało na to, że nie pojawi się już w wyścigowym bolidzie do końca sezonu. Andretti ukończył zmagania na pierwszym miejscu, lecz otrzymał karę za falstart, która zepchnęła go na szóstą pozycję.

Nazajutrz Amerykanin udał się do szpitala odwiedzić swojego kolegę. Tam dotarły do niego tragiczne wieści. W nocy szpik kostny ze złamanych kości przedostał się do krwioobiegu i spowodował zator. Ronnie Peterson zmarł w szpitalu w wieku 34 lat. Mario Andretti mając przed sobą jeszcze dwa wyścigi do końca sezonu został mistrzem świata. Upragniony tytuł zdobył jednak w tragicznych okolicznościach.

– Miałem wielu kolegów z zespołu, ale nie wszyscy z nich byli moimi prawdziwymi przyjaciółmi – wspominał swojego zespołowego partnera Andretti. – Ronnie był wyjątkowego rodzaju. Ciężko pracowaliśmy i bawiliśmy się. Spotykaliśmy się z naszymi rodzinami, on zostawał w moim domu, ja w jego domu. Mieliśmy zabawę. On miał wspaniałą kontrolę nad samochodem. Umiał opiekować się maszyną, przezwyciężać jej braki. Prawdziwy talent – tak wspominał wówczas przyjaciela Mario Andretti.

W trakcie całego sezonu Andretti wygrał sześć wyścigów, dziewięć razy ruszał z pole position. W klasyfikacji generalnej zdobył 64 punkty i został drugim, a zarazem ostatnim mistrzem ze Stanów Zjednoczonych.

Kolejne lata w F1

W 1979 roku Mario Andretti przystępował do zmagań jako faworyt i obrońca tytułu, jednakże Amerykanin musiał szybko skonfrontować swoje marzenia z brutalną rzeczywistością.

Nowy model – Lotus 80 – odstawał od pojazdów konkurencji, a co więcej, rzadko w ogóle dojeżdżał do mety. Andretti za jego kierownicą zdołał wywalczyć zaledwie jedno podium. W połowie sezonu Lotus powrócił do poprzedniego modelu, który nie był jednak już w stanie nawiązać walki z nieustannie rozwijanymi konstrukcjami rywali. Andretti zdobył zaledwie 14 punktów i uplasował się na 12. miejscu w klasyfikacji generalnej. Przygotowany na sezon 1980 Lotus 81 wypadł jeszcze gorzej na tle konkurencji. Andretti zdobył zaledwie jeden punkt podczas kończącego sezon wyścigu o Grand Prix Stanów Zjednoczonych na Watkins Glen.

W kolejnym roku Mario Andretti przeszedł do ekipy Alfa Romeo. Włoski zespół nie spełnił jednak oczekiwań mistrza świata, a przygotowany przez włoską stajnię samochód był wyjątkowo trudny w prowadzeniu. Sezon rozpoczął się co prawda dosyć obiecująco. Andretti wywalczył czwarte miejsce na Long Beach, później jednak nie zdobył już żadnego punktu. Wobec braku sukcesów postanowił opuścić Formułę 1.

Samochód był absurdalny, naprawdę prymitywny, zawieszenie zupełnie nie działało. To było przełączanie przełącznika bez żadnego rodzaju wyczucia…. To spowodowało, że opuszczenie Formuły 1 było dużo łatwiejsze, niż mogłoby być.

Indianapolis 500 w 1981 roku: Bobby Unser czy Mario Andretti?

Łączenie startów w Formule 1 oraz IndyCar było trudnym zadaniem, wymagającym częstych podróży międzykontynentalnych. Czasem Andretti musiał rezygnować z udziału w niektórych sesjach z powodu kolizji terminów. Tak było również w 1981 roku, za czasów startów w Alfie Romeo (Formuła 1) i Patrick Racing (IndyCar).

Mario Andretti planował wówczas udział w kwalifikacjach do Indianapolis 500, w następny weekend miał udać się do Belgii na Grand Prix Formuły 1, by powrócić kolejnego tygodnia na wyścig na owalu w stanie Indiana. Plany te pokrzyżowała jednak pogoda. Kwalifikacje do Indy zostały przesunięte o tydzień, przez co Andretti nie mógł wziąć w nich udziału. Bolid zakwalifikował mu Wally Dallenbach, jednak ze względu na zmianę kierowcy Andrettiego czekał start z końca stawki.

Mario Andretti Indy 500 win 1981 Donald Mascola

Fot. Donald Mascola / Mario Andretti przed odebraniem mu triumfu w Indianapolis 500 w 1981 r.

W wyścigu Amerykanin przebijał się szybko do przodu i podczas restartu na 138. okrążeniu przewodził stawce przed Bobby’m Unserem. W trakcie pit stopów w czasie neutralizacji na 149. kółku, Unser, dzięki sprawniejszej pracy mechaników, objął prowadzenie.

Najistotniejsze wydarzenie wyścigu miało jednak miejsce podczas wyjazdu z alei serwisowej. Wówczas Bobby Unser wyprzedził dziewięć bolidów podążających za samochodem bezpieczeństwa. Mario Andretti także minął jednego lub dwóch rywali. Wydarzenie to umknęło uwadze sędziów, a Unser dojechał pierwszy do linii mety i wygrał Indy 500.

1981: Kontrowersjom nie było końca…

W nocy po wyścigu sędziowie przeanalizowali nagrania i zdecydowali się ukarać Unsera odjęciem jednego okrążenie. Zwycięzcą ogłoszono drugiego na mecie Andrettiego. Zespół Penske (dla którego jeździł Bobby Unser) złożył protest, który został odrzucony. Sprawa trafiła do Organu Apelacyjnego USAC, który ostatecznie 9 października przywrócił zwycięstwo Unserowi w zamian nakładając na niego grzywnę w wysokości 40 000 dolarów. Andretti musiał pogodzić się z drugim miejscem. Amerykanin czuł duże rozczarowanie w związku z utratą triumfu na Indy i postanowił zatrzymać pamiątkowy pierścień otrzymany za zwycięstwo. Bliskie relacje z Unserem uległy załamaniu i dawni koledzy przez wiele lat nie odzywali się do siebie.

Pożegnanie w barwach Ferrari

Mimo zakończenia kariery w Formule 1, Mario Andretti ponownie pojawił się na polach startowych już w kolejnym sezonie, zastępując w wyścigu na Long Beach kontuzjowanego Carlosa Reutemanna. Amerykanin rozbił jednak swoją maszynę i nie ukończył rywalizacji. Andretti powrócił do wyścigowego kokpitu na dwie ostatnie rundy sezonu. Kierowca zastępował w Ferrari kontuzjowanego na Hockenheimringu Didiera Pironiego. Francuz doznał wówczas poważnych obrażeń nóg.

Mario Andretti doskonale wypełnił powierzone mu zadanie. W kwalifikacjach na Monzy wywalczył swoje ostatnie w karierze pole position. Wyścig co prawda padł łupem René Arnoux z Renault, Andretti zdołał jednak stanąć na podium, dojeżdżając za swoim zespołowym partnerem, Patrickiem Tambayem. Ostatni wyścig nie był już tak udany. Andretti musiał wycofać się po przejechaniu 26 okrążeń toru Caesars Palace z powodu awarii zawieszenia.

Czwarty tytuł mistrzowski

W 1984 roku do rywalizującej w serii CART ekipy Newman/Haas Racing dołączył Nigiel Bennett – inżynier wyścigowy Andrettiego za czasów jego startów dla Lotusa w Formule 1. Współpraca okazała się być niezwykle owocna. Mario Andretti wygrał wyścigi w Long Beach, Meadowlands, dwie rundy w Michigan, zawody na torze Road America oraz Mid-Ohio. Na podium pojawił się jeszcze dwukrotnie, podczas kończących sezon wyścigów na Lagunie Sece i Caesars Palace. Osiem razy rozpoczynał wyścigi z pierwszego pola. W klasyfikacji generalnej zdobył 176 punktów i z przewagą 14 oczek nad Tomem Snevą wywalczył swój czwarty tytuł mistrzowski.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt III - CART

Kolejne przegrane. Czy to już klątwa?

Jednym z największych pragnień Andrettiego było odniesienie kolejnego zwycięstwa w Indianapolis. Jednakże los przestał sprzyjać Amerykaninowi i kierowca często nie ze swojej winy tracił kolejne okazje. Jak chociażby w 1982 roku, gdy startował z drugiego rzędu, lecz odpadł już na okrążeniu formującym uczestnicząc w karambolu wywołanym przez Kevina Coogana.

IndyCar - Indianapolis 500 - History in Indy

Fot. History in Indy / Twitter

Wyjątkowo mocny występ Andretti zaliczył w 1984 roku. Kierowca rozpoczął zmagania z czwartego pola, lecz szybko przebił się na drugą lokatę, a na szesnastym kółku objął prowadzenie. W połowie dystansu zajmujący drugie miejsce Danny Sullivan przyśpieszył i na 120. okrążeniu przypuścił atak na lidera wyścigu. Andretti trzymał jednak swój tor jazdy, a Sullivan musiał zjechać poza żółtą linię w pierwszym zakręcie. Jego bolid wykonał obrót o 360 stopni, szczęśliwie jednak w nic nie uderzył, a kierowca nie zgasił silnika i mógł kontynuować jazdę. Wywołana jego piruetem neutralizacja pozwoliła mu odzyskać stracony do Andrettiego dystans i na 140 kółku przypuścił kolejny, tym razem udany atak. Andretti dał z siebie wszystko, by powrócić na pierwsze miejsce, lecz ostatecznie minął linię mety 2,477 sekundy za Sullivanem.

 

Kompletna dominacja w 1987 roku

Kolejna szansa na końcowy triumf pojawiła się w 1987 roku. Andretti prezentował wówczas doskonałe tempo już od początku treningów będąc najszybszy w niemal każdej sesji na torze Indianapolis. Kierowca bez problemu sięgnął po pole position, uzyskując średnią prędkość 346,637 km/h. W ostatnim treningu przed wyścigiem uzyskał rezultat lepszy aż o 6,4 km/h lepszy od wyniku drugiego w tabeli Ricky’ego Mearsa.

ZOBACZ TAKŻE
Porażki rodziny Andretti w Indianapolis 500. Czy Marco przełamie klątwę?

Podczas startu wyścigu Andretti utrzymał prowadzenie i zaczął oddalać się od rywali. Pierwszą lokatę tracił jedynie na czas pit stopów. Dwadzieścia pięć okrążeń przed końcem wyścigu miał już okrążenie przewagi nad drugim Roberto Guerrero. Wówczas zespół polecił mu zwolnić w celu oszczędzania silnika. Jednakże jazda na niższych obrotach doprowadziła do nierównomiernej pracy turbiny i pęknięcia sprężyny zaworu.

1987 Indianapolis 500, Mario Andretti, Bobby Rahal & Rick Mears. - Andrew

Fot. Andrew / Twitter

Zawodnik zjechał do alei serwisowej, lecz mimo usilnych starań mechaników nie udało się wyeliminować usterki. Prowadzący przez 170 okrążeń kierowca nie ujrzał nawet flagi w czarno-białą szachownicę. Po raz kolejny Andretti stracił szansę na końcowy triumf. Co więcej, zarówno jego syn, jak i wnuk ani razu nie wygrali Indy 500, kilkukrotnie przegrywając zawody na ostatnich okrążeniach. Na paddocku zaczęto nawet mówić o klątwie rodziny Andrettich.

Dzień Ojca

Ciasne finisze kojarzą się przede wszystkim z owalami, ale równie zacięte pojedynki zdarzają się także na torach drogowych. W 1986 roku Mario Andretti wygrał wyścig na torze Portland z przewagą zaledwie 0,07 sekundy. Kierowca na ostatnich metrach wyprzedził swojego syna, któremu skończyło się paliwo. Andretti mógł świętować Dzień Ojca swoją 46. wizytą na Victory Line.

 

Ostatnie zwycięstwo

W 1993 roku na owalu w Phoenix Mario Andretti odniósł swoje ostatnie zwycięstwo w IndyCar przerywając trwającą od 5 lat posuchę. Kierowca miał wówczas 53 lata i 34 dni i stał się najstarszym triumfatorem wyścigu tej serii. Został także pierwszym kierowcą w historii, który wygrywał wyścigi IndyCar na przestrzeni czterech dekad.

The Arriverdi Tour

W 1994 roku Mario Andretti przystąpił do pożegnalnego sezonu w IndyCar. Kierowca zatytułował swój ostatni rok startów jako “The Arriverdi Tour”. W trakcie 16 wyścigów Amerykanin wywalczył jedno miejsce na podium (trzecia pozycja na Surfers Paradise) i z dorobkiem 45 punktów uplasował się na 14. miejscu w klasyfikacji generalnej.

Mario Andretti ponownie w Le Mans

Mario Andretti uwielbiał wyścigi samochodowe pod każdą postacią i z chęcią stawał na starcie 24-godzinnej rywalizacji w Le Mans, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. W 1983 roku wywalczył nawet trzecie miejsce dzieląc Porsche 956 ze swoim synem, Michaelem, oraz Francuzem, Philippem Alliotem. Celem było jednak zwycięstwo.

ZOBACZ TAKŻE
Circuit de la Sarthe - ojczyzna motorsportu. Przewodnik po torze Le Mans

Gdy Amerykanin przeszedł na sportową emeryturę, postanowił skupić na Francuskim klasyku. W 1995 roku dołączył do ekipy Courage Compétition. Zmiennikami Amerykanina byli dwaj Francuzi – Bob Wollek i Éric Hélary. O końcowym wyniku zespołu przesądził błąd Andrettiego w zakrętach Porsche. Kierowca wpadł w poślizg na mokrym torze i uderzył tyłem w barierę. Naprawa uszkodzeń zajęła pół godziny, podczas których ekipa straciła sześć okrążeń. Kierowcy zabrali się później za odrabianie strat, lecz zdołali przebić się tylko na drugą lokatę tracąc jedno kółko do zwycięskiego McLarena.

Le Mans

Fot. Mario Andretti / Twitter

Andretti pojawił się w Le Mans również w 1996 i 1997 roku, a swój ostatni start zaliczył w 2000 roku, w wieku 60 lat. Jadąc wówczas wspólnie z Davidem Brabhamem i Janem Magnussenem ukończył rywalizację na 15. miejscu.

2003: Mario Andretti wrócił do bolidu i wzniósł się w powietrze

W 2003 roku Mario Andretti od kilku lat cieszył się już emeryturą, lecz wówczas jego syn poprosił go o przysługę. Kierowca prowadzonej przez Michaela Andrettiego ekipy, Tony Kannan, doznał kontuzji w wypadku na torze Motegi. Mario miał być w gotowości, by zakwalifikować samochód Brazylijczyka do Indy 500, gdyby zawodnik nie był jeszcze w pełni sprawny.

Andretti zaprezentował obiecujące tempo w treningach mimo dłuższej przerwy od jazdy bolidem. Niestety, podczas jednej z sesji najechał na fragment z rozbitego wcześniej bolidu Kenny’ego Bräcka. Element dostał się pod przednie skrzydło i podbił maszynę Andrettiego. Pojazd przy prędkości 320 km/h wzbił się w powietrzę, wykonał kilka salt w powietrzu i wpadł w siatkę, po czym wylądował na torze.

 

Kierowca nie odniósł żadnych obrażeń, jednak po przemyśleniu całego incydentu postanowił zrezygnować z dalszych jazd. Tony Kannan szczęśliwie doszedł do siebie na czas kwalifikacji i zajął w wyścigu trzecie miejsce.

Rodzina

Mario Andretti miał wspomnianego już wcześniej brata bliźniaka, z którym na zmianę ścigał się Hudsonem Commodore w amerykańskich wyścigach. Aldo nie zdążył jednak dorównać swojemu bratu, a jego kariera została przerwana przez wypadek na torze Des Moines w Iowa w 1969 roku. Kierowca złamał wówczas 14 kości i postanowił zakończyć swoją przygodę z motosportem. Amerykanin zmarł 30 grudnia 2020 roku w wieku 80 lat. Bliźniacy mieli także starszą siostrę, Annę Marię.

W 1961 roku Mario Andretti wziął ślub z Dee Ann, pochodzącą z Nazarethu nauczycielką angielskiego, którą poznał po przybyciu do Stanów ucząc się nowego języka. Niestety, w 2018 roku Dee Ann zmarła na zawał serca.

Para doczekała się dwóch synów – Michaela i Jeffa. Bracia podążyli ścieżką wytyczoną przez ich ojca. Michael dotarł nawet do Formuły 1, choć był to niezbyt udany epizod w jego karierze. Zawodnik dużo lepiej radził sobie w IndyCar zostając mistrzem w 1991 roku, a obecnie swoją uwagę skupia na prowadzeniu ekipy wyścigowej Andretti Autosport. Natomiast Jeff Andretti, mimo tytułu debiutanta roku, nie osiągnął dużych sukcesów w motosporcie.

Obecnie na torach wyścigowych rywalizuje już trzecie pokolenie Andrettich. Wnuk Mario, Marco Andretti, wygrał w swojej karierze dwie rundy IndyCar, a w tym sezonie zamierza skoncentrować się na wyścigach długodystansowych.

Synowie Aldo Andrettiego – Adam oraz John, także rywalizowali na torach wyścigowych. John niestety zmarł w zeszłym roku z powodu nowotworu w wieku 56 lat. Jego syn, Jarret, również kultywował rodzinne, motorsportowe tradycje, choć do tej pory brał udział jedynie w pojedynczych wyścigach.

Mario Andretti: Życie prywatne

Mario Andretti podczas swojej kariery zarobił imponującą sumę pieniędzy, którą wykorzystał do rozwoju kilku własnych przedsięwzięć. Były kierowca wyścigowy jest wiceprezesem winnicy Andretti Winery w Napa Valley w Kalifornii. Posiada także sieć stacji benzynowych, myjnie samochodowe, firmę sprzedającą produkty do mycia samochodu, własną linię ubrań, kawiarnio-czytelnię, prowadzi także tor kartingowy.

Andretti był w zeszłym roku stałym gościem padoku i kierowcą dwumiejscowego bolidu IndyCar, którym woził specjalnych gości po torze tuż przed rozpoczęciem wyścigu. Niestety, maszyny tej nie ujrzymy już w tym roku ze względu na ograniczenie sportowego programu Hondy. Mario

Mario Andretti symulator

Fot. Mario Andretti / Twitter

Andretti w wolnych chwilach jeździ na nartach wodnych, gra w tenisa i lata lekkim samolotem. Amerykanin próbował nawet swoich sił w simracingu. Podczas pandemii koronawirusa wziął udział w zawodach The Race Legends Trophy na torze Indianapolis, lecz za sprawą incydentów zajął 25 i 19. miejsce.

Podsumowanie

Mario Andretti jest prawdziwym pasjonatem motorsportu w każdej jego postaci i trudno byłoby znaleźć kategorię, w której się nie ścigał. Amerykanin osiągał liczne sukcesy w wielu międzynarodowych imprezach. Nigdy nie mógł usiedzieć na miejscu, nie odstraszały go dalekie podróże i długie godziny spędzane na pokładach samolotów. Kierowca był stałym gościem na pokładach Concorde’ów, lecz od latania bardziej fascynowały go samochody.

W odnoszeniu sukcesów pomagał mu nie tylko wrodzony talent, ale i wiedza z zakresu mechaniki, którą zdobywał w młodości pracując w warsztacie. Zawodnik dużą uwagę przykładał doborowi właściwych ustawień skupiając się na kluczowych zakrętach na danym obiekcie. Często wykorzystywał swoje doświadczenie z innych serii wyścigowych stosując nieznane inżynierom rozwiązania.

Mimo podeszłego wieku Andretti wciąż tryska energią i entuzjazmem. Po dziś dzień stanowi w Stanach Zjednoczonych symbol szybkości i jest jednym z najsłynniejszych kierowców wyścigowych w swoim kraju. Pochodzący z Włoch zawodnik cieszy się także sporym szacunkiem wśród Tifosi. Legenda Andrettiego okrążyła z resztą cały świat. Amerykanin ciężko na nią zapracował i w pełni na nią zasłużył.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama