Odejście Ocona: kontraktowe rozgrywki
Ogłoszenie o rychłej zamianie Francuza na młodego Australijczyka nadeszło tuż po zakończeniu weekendu w Katarze – a mówiło się o nim już w trakcie rywalizacji na Bliskim Wschodzie. Najłatwiejszą interpretacją tegoż faktu byłoby uznanie, że zespół zwyczajnie zmęczył się mizerną formą Francuza i jego ciągłym narzekaniem na samochód. W myśl tej wersji wydarzeń, zapewnienie szansy debiutantowi byłoby najbardziej efektywne. Zwłaszcza, że Doohan będzie w przyszłym sezonie kierowcą etatowym Alpine.
Tyle że to wnioski pochopne. Ocon w istocie od czasu GP USA w Austin krytykował stajnię za stan bolidu (jego zdaniem otrzymywał słabszy sprzęt od zespołowego partnera, Pierre’a Gasly’ego), a jeden wyścig dla Doohana w istocie brzmi jak dobry test przed przyszłoroczną walką w środku stawki. Ale najważniejsze znaczenie ma tu argument dotyczący Haasa.
Wszak już od lipca wiadomo, że to Amerykanie będą nowymi pracodawcami Francuza. Od tego też czasu Alpine zastanawiało się, jak elegancko rozwiązać sprawę współpracy z Oconem. Formalnie jego umowa wygasa bowiem dopiero wraz z końcem tego roku kalendarzowego. Mówił o tym szef stajni Oliver Oakes, a w całą sprawę zaangażowany był też, mówiąc ogólnikowo, Mercedes, menedżer Ocona.
– Po pierwsze istnieje zobowiązane kontraktowe pomiędzy Estebanem i nami a Alpine w kontekście pracy kierowcy […]. A jeśli zgodzimy się, że jest lepsze rozwiązanie, korzystne z punktu widzenia przyszłości, pozwalające Estebanowi przygotować się do pracy w Haasie, i jeśli to rozwiązanie zależne jest od jego jazdy w Abu Zabi – to o tym dyskutowaliśmy dzisiaj i będziemy o tym dyskutować jutro – opowiadał w Katarze szef Mercedesa, Toto Wolff.

Fot. Alpine Media Pool
Wcześniejsze zwolnienie Ocona było więc dyskutowane między zespołami i samo Alpine przyznaje po czasie, że dojście do porozumienia było prawdopodobne. Przepisy F1 są wszak tak skonstruowane, że gdyby Ocon wystartował w Abu Zabi w barwach Francuzów, nie mógłby wziąć udziału w tradycyjnych posezonowych, wtorkowych testach w samochodzie Haasa.
Wspólny interes
Podmienienie Ocona na Doohana zlikwidowało ten problem. Francuz będzie miał tydzień przerwy od walki koło w koło, ale za to już 10 grudnia wsiądzie do maszyny VF-24. To rozwiązanie unikatowe w skali tego sezonu.
Podobnej możliwości nie otrzymał od Mercedesa np. Lewis Hamilton. Brytyjczyk przejdzie niebawem do Ferrari, ale nie poprowadzi najnowocześniejszego samochodu Rączego Konika podczas oficjalnych sesji F1 – jego wcześniejsze oddzielenie do Srebrnych Strzał blokują zobowiązania komercyjne. W Alpine nie było to kłopotem.
– Można powiedzieć, że to [forma Ocona oraz jego narzekania na bolid – przyp. red.] miało wpływ na decyzję. Ale większą rolę odgrywa kwestia naturalnej ewolucji. On i tak przenosi się do nowej ekipy, czy zatem obu stronom pasuje nieco wcześniejsze rozstanie? […] Można też przecież powiedzieć, że korzystnym jest wciągniecie Jacka do ekipy już teraz. Tak żeby popracował z mechanikami i pozbył się tremy zanim pojedziemy do Australii – tłumaczył całą sprawę Oliver Oakes.
Dla Francuzów przeszkody w całym tym wielodniowym „ambarasie” nie stanowił nawet potencjalny konflikt interesów – innymi słowy, to że Ocon mógłby chcieć pomóc Haasowi. Obie ekipy toczą zażarty bój o szóste miejsce w klasyfikacji konstruktorów; przed weekendem w Katarze Amerykanie dysponowali jednym punktem przewagi. Ale Ocon nie zamierzał uciekać się do brudnych sztuczek.
– To trochę dziwne, ale uważam, że trzeba okazać szacunek ludziom, z którymi pracowało się przez tyle lat. Jestem tak samo zmotywowany jak wtedy, kiedy dołączyłem do ekipy w 2020 roku. To minimum tego, co mogę zrobić. Pojadę najlepiej, jak potrafię. Niezależnie od maszyny postaram się ustawić tak wysoko na gridzie, na ile mnie będzie stać – wyjaśniał przed GP Kataru. Na koniec to los spłatał wszystkim figla. Już w pierwszym zakręcie Francuz został niechcący wyeliminowany z wyścigu przez…Nico Hülkenberga.
Odejście Ocona: miłe złego początki
Z tej perspektywy wydawałoby się, że sprawa została załatwiona polubownie. Ale zdanie samego Ocona jest nieco inne. Patrząc na oświadczenie Francuza (opublikowane przed weekendem w Abu Zabi), zamierzał on pożegnać się z ekipą na torze. Przygotował nawet specjalny, okolicznościowy kask. – Przepraszam, że nie będę w stanie zobaczyć się z wami osobiście i pożegnać się właściwie. Jak wiecie, planem było zawsze przejechanie ostatniego weekendu i osobiste podziękowanie wam w tym tygodniu. Liczyłem na to. To nie miało tak się skończyć – napisał.
Decyzja o odsunięciu go od składu była więc wyłącznym werdyktem kierownictwa zespołu. I wydaje się, że kooperacja Ocona z ojczystą stajnią dobiegła końca…przynajmniej na razie. W ciągu 5 sezonów Francuz wystartował dla Renault/Alpine w 106 wyścigach. Odniósł jeden triumf (Węgry 2021), trzy kolejne razy stał na podium (2. miejsce na Sakhirze 2020, 3. miejsce w Monako 2023 i 2. w Sao Paulo 2024), jeszcze 53-krotnie meldował się w czołowej dziesiątce, ale poza podium.

Fot. Alpine Media Pool
Sama natura współpracy oczywiście zmieniała się w czasie. Gdy Ocon dołączał do Renault w roku 2020, miał 23 lata i wciąż był młodym, bardzo perspektywicznym zawodnikiem. Pokazywał już swój niebagatelny talent w Force Indii/Racing Point w latach 2017-2018. Niestety dla niego, drugi fotel w Renault zajmował Daniel Ricciardo. A do jego poziomu Ocon, po roku spędzonym na rezerwie w Mercedesie, nie mógł dobić.
Australijczyk zaliczał ostatnie miesiące naprawdę imponującej formy, dwukrotnie wciągając Renault na podium. Ocon, jak wyżej zaznaczono, zrobił to raz, ale w toku całego pandemicznego sezonu przegrał z Ricciardo wyraźnie – 119 do 62 w punktach. Nabrał jednak wystarczającej wprawy, by kolejnemu partnerowi – Fernando Alonso – postawić poprzeczkę znacznie wyżej.
Mariaż Francuza z Hiszpanem z początku uchodził za idylliczny. Alonso cieszył się powrotem do rywalizacji w bolidzie, który gwarantował mu realny potencjał. Regularnie kręcił kapitalne rezultaty i wykonywał spektakularne akcje – jak choćby 12-okrążeniowa obrona przed Lewisem Hamiltonem na Węgrzech, gdy Ocon wygrywał. Panowie dogadywali się bez większych trudności.
Ostra batalia
Do czasu. Sezon później obaj kierowcy coraz częściej następowali sobie na odcisk. Zaczęło się od pasjonującej, ale kompletnie niepotrzebnej walki w Dżuddzie, gdzie prawie wcisnęli się nawzajem w mur. Skończyło się zaś na rywalizacji w sprincie w Sao Paulo, kiedy to Alonso nabił się na tylne koło Ocona i połamał przednie skrzydło. – Myślę, że dzięki…naszemu przyjacielowi…straciłem skrzydło – raportował przez radio.
Za kolizję obaj zawodnicy otrzymali reprymendę od ówczesnego szefa Alpine, Laurenta Rossiego. W międzyczasie Alonso nie hamował się w krytyce stajni, która nie poczyniła postępu względem poprzedniego roku. Do tego coraz mocniej skupiał się na przenosinach do Astona Martina. Dalsza kohabitacja z Oconem nie była Hiszpanowi na rękę.
– Jednym z powodów całej transferowej szopki i tego, dlaczego nie chciał podpisać nowej umowy, był Ocon i problemy, które powodował – sugerował Jack Aitken, wtedy kierowca rezerwowy Williamsa, częsty bywalec padoku. Niemniej nie tylko po stronie kierowców leżała wina. Alpine nie wiedziało, jak zarządzać transferami.
– Wynikało to również z zarządzania, myślę, że próbowali go [Alonso – przyp. red.] wykiwać i w zasadzie trzymać go, żeby zagrzewał miejsce dla Piastriego, czego nie chciał i czuł, że wciąż jest w swoim <<prime>>, z czym trudno byłoby się nie zgodzić – dodawał Aitken. Później i sam Ocon nie pozostawał Alonso dłużny. Stwierdzał, że wykonywał 98% pracy dla zespołu, bo to on jeździł na wydarzenia sponsorskie i kręcił okrążenia w symulatorze.

Kiedy w roku 2023 Hiszpan i Francuz zderzyli się w kwalifikacjach do sprintu w Sao Paulo, Alonso nazwał Ocona niedojrzałym | Fot. Alpine Media Pool
Wzajemną niechęć napędzał zapewne fakt, że pod kątem osiągnięć Francuz i Hiszpan byli do siebie zbliżeni. W pierwszym roku to Alonso pokonał Ocona punktowo, ale w drugim było już odwrotnie. Na dystansie kwalifikacji spisywali się właściwie identycznie. Największa różnica dotyczyła stylu jazdy – Alonso był agresywny i efektowny, Ocon preferował natomiast stabilność i skuteczność kosztem torowych emocji.
Odejście Ocona: problematyczna końcówka
Stabilny był też Francuz w roku 2023, kiedy w Alpine dołączył do niego Pierre Gasly. Skonstruowanie narodowego duetu, ale złożonego z kierowców z poważnymi personalnymi zaszłościami, wyglądało z zewnątrz na dobrowolne wejście na minę. Tym bardziej zaskakujące jest więc, że to z Alonso Ocon walczył ostrzej niż z Gaslym. Choć relacji dwóch Francuzów nie można rzecz jasna nazwać miłością – było to raczej szorstkie koleżeństwo.
Niemniej, przez wszystkie 5 lat Ocon dał swej stajni sporo przyjemnych chwil. Pomijając podia, wielokrotnie kończył wyścigi na niższych lokatach, ale spisywał się przy tym naprawdę wybornie. Piąte miejsce w Belgii w roku 2020, 4. w Brazylii sezon później, 5. w Austrii w kolejnym roku, wreszcie kapitalna obrona przed Lewisem Hamiltonem na Suzuce, również w sezonie 2022.
Dopiero w tym roku, gdy Alpine spadło na koniec stawki, Ocon zgasł. Punktował tylko pięciokrotnie, i wyjąwszy Sao Paulo nigdzie nie zajmował wyższego miejsca niż 9. Druga lokata w Brazylii stanowiła zresztą zbieg szczęśliwych okoliczności, choć kunsztu jazdy w zmieniających się warunkach nie można było 28-latkowi odmówić. Ogółem jednak Ocon plasuje się dopiero 14. w tabeli kierowców. To najgorszy wynik od roku 2016, kiedy inaugurował swoją karierę w F1 i odjechał 9 wyścigów w beznadziejnym Manorze.
Kilka scysji też się po drodze zdarzyło. W Kanadzie Ocon przepuścił Gasly’ego na 68. z 70 kółek, by ten zaatakował Daniela Ricciardo. Gasly nie dał rady pokonać Australijczyka, ale 9. pozycji koledze nie oddał. Zespół tłumaczył się z afery, stwierdzając, że Ocon miał kłopoty z zarządzaniem energią, a poza tym Nico Hülkenberg znajdował się zbyt blisko duetu Alpine, by ryzykować utratę podwójnych punktów poprzez raptowną zamianę pozycji.
Rozstanie po kryzysie
– Zawsze respektowałem instrukcje, jakie mi dawano, nigdy nie stawałem okoniem w takich sprawach. Dzisiaj zrobiłem swoje, ale zespół nie, i to bardzo smutne – wyjaśniał Ocon. Gasly z kolei za wszelką cenę chciał uniknąć robienia sensacji z decyzji inżynierów. – Sądzę, że dla ekipy to był bardzo, bardzo dobry dzień, i to powinna być najważniejsza informacja. To pierwszy raz w tym roku, gdy oba samochody zapunktowały – opowiadał.

Fot. Alpine Media Pool
Pod koniec roku, jak wyjaśniliśmy, Ocon zaczął narzekać, iż Alpine nie zapewnia mu tego samego sprzętu, co Gasly’emu. Zespół sugestie te zbywał, i faktycznie większych różnic nie można się było między bolidami dopatrzyć. W Katarze jedynie przednie skrzydło Gasly miał w nowszej specyfikacji. Ale tę sprawę można tłumaczyć faktem, że przez cały sezon to właśnie on był liderem Alpine.
Teraz dla Francuza nie ma już w stajni miejsca. Na jego miejsce wskoczy młodszy o 7 wiosen Jack Doohan, a w kolejce za nim stoją też Paul Aron (dopiero co ogłoszony rezerwowym) oraz, potencjalnie, Franco Colapinto. Flavio Briatore, pełniący funkcję doradcy wykonawczego u Francuzów, nigdy nie patyczkował się z podopiecznymi; prędzej czy później zmiany można się spodziewać. Ocon będzie obserwował to wszystko z boku, z (bezpiecznej?) pozycji w Haasie.