Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Jeden z głównych sponsorów F1 na skraju bankructwa. Koniec ze sprintami?

O krachu na rynko kryptowalut głośno jest co najmniej od kilku tygodni. Bezpośrednio dotyka to także Formuły 1, której jednym z głównych sponsorów jest Crypto.com. Serwis adage.com dokładnie opisał sytuację spółki, która delikatnie mówiąc nie jest najlepsza. Wiodący gracz rynku kryptowalut wkrótce może bowiem zostać tylko wspomnieniem.

crypto com sponsor f1
Fot. Red Bull Pool Content

O krachu na rynku kryptowalut jest głośno

W tym roku świat boryka się z wyjątkowo wysoką inflacją. Odbiło się to również na rynkach finansowych, ponieważ większość banków centralnych zasadniczo zmieniła politykę monetarną, co w dużym uproszczeniu sprawiło, że pieniądz stał się droższy. W związku z tym inwestorzy wycofują się w szczególności z ryzykownych inwestycji. Dlatego też np. Tesla straciła w tym roku ponad 40% swojej wartości, mimo że w jej funkcjonowaniu nie zaszły istotne zmiany. O tym jak wpłynęło to na jej właściciela, niech świadczy fakt, jakie głupoty wypisuje ostatnio na Twitterze w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę. 

Są też aktywa jeszcze bardziej ryzykowne, na przykład kryptowaluty, które w tym roku doświadczyły naprawdę gwałtownego spadku. Taki Bitcoin stracił prawie 60 proc. swojej wartości w samym 2022 roku. W listopadzie ubiegłego roku sprzedawano go nawet za prawie 69 tys. dolarów, podczas gdy obecnie można go kupić za niecałe 20 000 USD. To około 71-procentowy spadek, a według analityków to nie koniec. Rynki wciąż są bowiem w zastoju i kolejny 50-procentowy spadek jest całkiem możliwy w przypadku Bitcoina, a jeszcze większy w alternatywnych kryptowalutach.

Kiedy – i jeśli w ogóle – nastąpi zmiana, nikt tak naprawdę nie wie. Oczekuje się, że sytuacja na rynkach uspokoi się, gdy banki centralne, zwłaszcza Fed, powrócą do bardziej ekspansywnej polityki. Może to jednak potrwać lata.

ZOBACZ TAKŻE
Kierowcy F1 2023. Kto będzie jeździł w nowym sezonie?

Crypto.com nie jest wyjątkiem

Po tym przydługim wstępie przejdźmy do meritum tekstu. Jednym z głównych sponsorów Formuły 1 jest Crypto.com, którego logo jest bardzo zauważalne. Spółka była sponsorem tytularnym tegorocznego weekendu wyścigowego GP Miami, a rok temu gruchnęła wiadomość, że to ona stoi za twardą pozycją władz F1 w kontekście tzw. sprintów kwalifikacyjnych. A konkretnie jej pieniądze, bowiem umowa sponsorska na ten rodzaj aktywności kierowców opiewała podobno na 100 milionów dolarów. 

Od kilku miesięcy Bitcoin, podobnie jak inne kryptowaluty, zaczął naprawdę dramatycznie spadać. Rzecz jasna wywarło to ogromny wpływ na Crypto.com, które obecnie balansuje na krawędzi bankructwa. Były też drastyczne zwolnienia i inne środki oszczędnościowe.

Osoby sceptycznie nastawione do kryptowalut jako takich prawdopodobnie nie są zdziwione, wielu od dawna pytało skąd firma bierze pieniądze na takie inwestycje. W gruncie rzeczy marka jest przecież „tylko” pośrednikiem w handlu wirtualnymi pieniędzmi. W promocji postawiła na agresywną ekspansję i ekstremalne koszty marketingowe, o czym świadczy powyższa kwota czy też sponsoring Ligi Mistrzów UEFA, który do najtańszych nie należy. Crypto.com zaczęło sponsorować dużą liczbę drużyn sportowych i wydarzeń, szybko stając się międzynarodowym graczem z ponad 50 milionami klientów. 

Co to oznacza dla Formuły 1?

Pracowałem z wieloma ambitnymi klientami, ale Crypto.com jest prawdopodobnie najbardziej ambitnym, z jakim kiedykolwiek pracowałem” – powiedział dla serwisu adage.com jeden z specjalistów od reklamy. Crypto.com zaczął zwalniać pracowników już w czerwcu z powodu obaw egzystencjalnych. Podczas gdy początkowo zaplanowano zwolnienie 5% pracowników z 4000 osób, tak naprawdę pracę straciły już dwa tysiące osób. Pierwsze zwolnienia dotknęły działy marketingu i kreatywny, czego można się było spodziewać. Jeśli rynek kryptowalut się nie uspokoi, można spodziewać się kolejnych cięć. 

Z punktu widzenia fanów Formuły 1 ta informacja może tak naprawdę… być pozytywna. To właśnie m.in. pieniądze Crypto.com stały za miłością władz F1 do sprintów kwalifikacyjnych. Po ewentualnym upadku tej spółki władze być może zmienią swoje podejście do nielubianych przez kibiców sobotnich sprintów. Przypomnijmy, że w 2023 roku zaplanowano sześć takich wydarzeń, ale jeszcze nie określono dokładnie miejsc. 

\
Reklama