Connect with us

Czego szukasz?

IndyCar

IndyCar: Scott Dixon wygrał w Gateway. Palou jeszcze bez tytułu

Ostatni tegoroczny weekend IndyCar na ovalu stanął pod znakiem trudnej pogody. Na szczęście udało się przeprowadzić zawody, które dostarczyły nam wielu emocji. Dodatkowo nadal nie znamy jeszcze nazwiska tegorocznego mistrza IndyCar. Wyścig padł łupem Scotta Dixona, a podium uzupełnili Pato O’Ward i David Malukas.

Dixon prowadzi przed Josefem Newgardenem
Fot. Karl Zemlin / IndyCar

Scott Dixon jest w gazie na koniec sezonu!

Nowozelandczyk znów popisał się świetną formą w tym sezonie. Dixon po karze przesunięcia o dziewięć miejsc na starcie, za skorzystanie z nadprogramowej jednostki napędowej, znów miał sporo roboty przed sobą. Start z szesnastego pola mógł zakończyć jego wyścig już na starcie. Taki los spotkał chociażby Benjamina Pedersena, który po kontakcie z Edem Carpenterem wypadł w wyścigu na pierwszym okrążeniu. I takie sytuacje okazały się być zbawieniem dla Dixona. On oraz jego zespół zdecydowali się w niedzielę na bardzo nietypową strategię polegającą na odbyciu aż dwóch pit stopów mniej względem rywali.

Trzy zjazdy przy innych kierowcach odbywających pięć tankowań brzmią absolutnie nierealnie. Jednak w sytuacji, w której mieliśmy kilka neutralizacji, a dodatkowo Dixon kilkukrotnie oszczędzał paliwo jadąc w cieniu aerodynamicznym rywala to okazało się być możliwe. Kierowca Chip Ganassi Racing ponownie pokazał, że start z dalszej pozycji nie jest dla niego kłopotem. Dzięki temu sześciokrotny mistrz IndyCar odniósł swoje pięćdziesiąte piąte zwycięstwo w karierze. Najważniejsze jednak jest to, że zachował on matematyczne szanse na walkę o tytuł z Alexem Palou do GP Portland.

ZOBACZ TAKŻE
Scott Dixon - sześciokrotny mistrz IndyCar | Legendy motorsportu

O’Ward i Malukas zabłysnęli przy rywalach popełniających błędy

Ci dwaj kierowcy mogą być zadowoleni ze swoich występów w Gateway. Już kwalifikacje rozgrywane w niedzielę na kilka godzin przed startem były dla nich udane. O’Ward był trzeci, a Malukas szósty. Dodatkowo ich tempo też było równe i czyste. Jednak trudno byłoby im stanąć na podium, gdyby nie problemy Team Penske. Josef Newgarden rozbił się w końcówce po błędzie na prowadzeniu. Zaś Scott McLaughlin musiał nadrabiać pozycje po zdobyciu pole position, które po założeniu nadprogramowego silnika stało się dziesiątą lokatą na starcie. Z kolei Will Power mógł powalczyć o zwycięstwo, ale wszystko legło w gruzach w drugiej połowie zawodów. Gdy Australijczyk zjechał na postój na 189. okrążeniu, to niestety wyjechał on potem w tłoku. Zeszłoroczny mistrz IndyCar nie zdołał potem odrobić straconych pozycji i dowiózł dziewiąte miejsce, za Felixem Rosenqvistem.

 

Szalony weekend, który stał nawet pod znakiem zapytania 

Pogoda była najważniejszym tematem piątku i soboty. Sowite opady deszczu znacząco wpłynęły na harmonogram weekendu. Przez to wolny trening oraz trening służący do nagumowania toru musiano przenieść na godziny wieczorne w USA. Natomiast kwalifikacje rozegrano zaledwie pięć godzin przed startem wyścigu.

W tym wszystkim trzeba jeszcze wspomnieć o zajściu, jakie miało miejsce w treningu. Otóż Marcus Ericsson wpadł na Willa Powera, który tuż przed nim stracił kontrolę nad samochodem. Na szczęście tej dwójce nic się nie stało. Jednakże samochód Szweda należało odbudować od zera. Problem polegał na tym, że Chip Ganassi Racing przygotowało zapasowe podwozie, ale z oklejeniem głównego sponsora Alexa Palou. Tym samym Ericsson musiał ścigać się w barwach American Legion, zamiast reprezentować barwy Husky Chocolatte. Jedyne, co odróżniało samochody Hiszpana i Szweda względem siebie to numer startowy Ericssona, który musiano prowizorycznie nakleić na górny pałąk i boczne płaty tylnego skrzydła.

Klasyfikacja generalna po rundzie w Gateway: Scott Dixon ma jeszcze szansę na tytuł

Josef Newgarden rozbijając swój samochód w niedzielę, oficjalnie pożegnał się z szansami na tegoroczne mistrzostwo. Natomiast Scott Dixon po wygraniu dwóch ostatnich wyścigów przy dwóch siódmych miejscach z rzędu w wykonaniu Palou, nadal ma matematyczne szanse. Obecnie traci on do Hiszpana siedemdziesiąt cztery punkty. To oznacza, że w Portland musi on odrobić kolejne minimum dwadzieścia „oczek”, aby utrzymać się w grze o tytuł do rundy w Laguna Seca. Jednak jeśli Palou ukończy GP Portland na podium to automatycznie zostanie on tegorocznym czempionem amerykańskiej serii. Jeśli chodzi o dalsze pozycje to Pato O’Ward finiszując na drugim miejscu wskoczył teraz na czwarte miejsce w punktacji. Pełną tabelę znajdziecie w osobnym wpisie, do którego link zamieściliśmy poniżej.

ZOBACZ TAKŻE
Klasyfikacja generalna IndyCar 2023. Sprawdź aktualną sytuację

Następna runda: GP Portland

Za nami już ostatni ovalny tor w tegorocznym kalendarzu IndyCar. Teraz na dwa ostatnie wyścigi sezonu zespoły przenoszą się na obiekty drogowe. Już w ten weekend, 1-3 września, kierowcy zmierzą się w przedostatniej rundzie sezonu, a więc GP Portland. W trakcie niedzielnej rywalizacji wszystkie oczy będą zwrócone na zespół Chip Ganassi Racing. Alex Palou może w ten weekend zapewnić sobie drugi tytuł w IndyCar. Hiszpan jednak musi w tym celu utrzymać za sobą Scotta Dixona. Nowozelandczyk jeszcze posiada matematyczne szanse na siódmy tytuł.

ZOBACZ TAKŻE
Kalendarz IndyCar 2023. Miejsca, rodzaje torów i daty

Wyniki wyścigu Bommarito Automotive Group 500 w IndyCar 2023

Alex Palou jeszcze nie może cieszyć się z mistrzostwa w sezonie 2023 IndyCar

Fot. IndyCar

\
Reklama