Co już wiedzieliśmy?
Po szczegółowe omówienie dotychczasowego stanu rzeczy zapraszamy do środowego artykułu, w którym wytłumaczyliśmy całe tło sytuacji. W telegraficznym skrócie – podczas rozgrzewki do Grand Prix of Long Beach wyszło na jaw, że Penske używało nielegalnego oprogramowania bolidów. Dzięki temu kierowcy byli w stanie korzystać z systemu push-to-pass podczas startów i restartów, co jest w IndyCar zakazane. Przewaga ta została wykorzystana podczas Grand Prix of St. Petersburg. W ramach sankcji, Josef Newgarden oraz Scott McLaughlin zostali zdyskwalifikowani z tego wyścigu, a Will Power stracił 10 punktów w klasyfikacji kierowców.
Argumentacja Penske
Od samego początku zespół zarzeka się, że ich działania nie były celowe. Rzekomą przyczynę sytuacji podano w oświadczeniu zamieszczonym w mediach społecznościowych. Po zakończeniu zeszłego sezonu inżynierzy zainstalowali w bolidach specjalne oprogramowanie pod testy silników hybrydowych, o którym następnie zapomnieli. Przez zawartą w tym systemie linię kodu, kierowcy mieli w St. Petersburgu dostęp do tzw. „P2P”, kiedy inni nie. Dopiero w zeszłą niedzielę, na parę godzin przed startem drugiej rundy mistrzostw, zespół zorientował się o swoim błędzie. Wtedy to oficjele IndyCar zauważyli, że push-to-pass w autach Penske jest aktywne, choć oni sami jeszcze nie uruchomili tej opcji.
Kiedy informacja ta pojawiła się w mediach, od razu ruszyły spekulacje wśród dziennikarzy oraz fanów. Skoro kierowcy nie wiedzieli, że ich push-to-pass może zostać aktywowany podczas restartów, to czemu go używali? Tym zagadnieniem nie musi się jednak przejmować Will Power. Choć w bolidzie Australijczyka znalazło się nieprawidłowe oprogramowanie, tak ani razu nie wykorzystał go w celu uzyskania nielegalnej przewagi. Z tego powodu 2-krotny mistrz IndyCar został ukarany zdecydowanie lżej od partnerów zespołowych.
— Will Power (@12WillPower) April 25, 2024
Scott McLaughlin musiał natomiast znaleźć sobie dobre wytłumaczenie, co można powiedzieć, że mu się udało. W swoim osobistym oświadczeniu Nowozelandczyk wspomniał, że faktycznie użył push-to-pass w nielegalny sposób, ale tylko raz. Wydarzyło się to na wyjściu z zakrętu nr 9, gdzie kierowca Penske naciskał przycisk na kierownicy przez 1.9 sekundy.
– To jest typowe miejsce do używania [push-to-pass] w trakcie wyścigu – wytłumaczyła legenda australijskich Supercars. – Wcisnąłem guzik z przyzwyczajenia. Nie wyprzedziłem dzięki temu żadnego samochodu, ani nie zyskałem na tym czasu. Dane, do których dostęp ma IndyCar, potwierdzają tę informację. O ile akceptuję karę, tak chcę zaznaczyć, że nie uzyskałem jakiejkolwiek przewagi nad moimi przeciwnikami.
— Scott McLaughlin (@smclaughlin93) April 25, 2024
Co na to szefostwo?
Swojego zespołu broni też rzecz jasna Tim Cindric, prezydent Team Penske. W rozmowie z mediami przedstawił on dane z sezonu 2023. Inżynierzy naliczyli aż 29 przypadków, kiedy Newgarden nacisnął przycisk od P2P, podczas gdy system ten był nieaktywny. Power dokonał tego 12 razy, a McLaughlin 7 razy. Cindric nie potrafił jednak konkretnie wytłumaczyć, czemu jego zawodnicy to robili. Wspomniał natomiast, że na kierownicy Newgardena nigdy nie wyświetla się informacja o dostępności push-to-pass, co jest jego osobistą preferencją.
– Ludzie, którzy nie chcą nam wierzyć, i tak nam nie uwierzą. Zaufajcie mi jednak – gdyby Roger lub ja wiedział, że ktoś w naszym zespole próbuje oszukiwać, to już byście znali ich nazwiska. Dlaczego mielibyśmy coś takiego zrobić celowo, skoro to Roger jest właścicielem tej serii? Dajcie spokój. To coś tak oczywistego do wykrycia – powiedział Cindric.
Jak natomiast sprawę skomentował Roger Penske, założyciel zespołu oraz aktualny szef IndyCar? Otóż zaskakująco krótko: To jest bardzo rozczarowujące. Jest mi wstyd.
Newgarden pod szczególnym ostrzałem
Jako jedyny zawodnik Penske, personalnego oświadczenia w tej sprawie nie wydał Josef Newgarden, co fani dość mocno skrytykowali w mediach społecznościowych. Zeszłoroczny zwycięzca Indianapolis 500 znajduje się w największych tarapatach. Na drodze do swojego zwycięstwa w St. Petersburgu aż 3 razy, przez łącznie 9 sekund, użył on push-to-pass w sposób niedozwolony. Tego nie da się wytłumaczyć odruchowością jak w przypadku McLaughlina. Podczas piątkowej konferencji prasowej, którą sam z resztą zorganizował, przedstawił zatem zupełnie inną narrację:
– To naprawdę ważne, aby spojrzeć na fakty. Nie ma wątpliwości, że złamaliśmy zasady w St. Petersburgu. […] W samochodzie siedzi tylko jedna osoba, więc odpowiedzialność za korzystanie z push-to-pass spoczywa bezpośrednio na mnie. To moja odpowiedzialność, aby znać zasady i przepisy. W tym sensie okropnie zawiodłem mój zespół, jest to kompletna porażka z mojej strony. To demoralizujące pod wieloma względami i nic, co mogę powiedzieć, nie zmienia faktu tego, co się stało. Możecie nazywać mnie każdym możliwym epitetem. Możecie nazwać mnie niekompetentnym, idiotą, dupkiem, głupim, czy jakkolwiek inaczej chcecie. Ale nie jestem kłamcą. Nie wyjechałem z St. Pete myśląc, że coś komuś wcisnęliśmy – oświadczył.

Fot. Josef Newgarden (Twitter)
Newgarden wypowiadał te słowa w sposób bardzo emocjonalny. W trakcie swojego wywodu wspomniał nawet, że nie mógł w nocy spać, gdyż stresował się dzisiejszą konferencją prasowej. Emocje czuć również w drugiej części wypowiedzi.
„Szalona” teoria Newgardena
– Wiem, dlaczego to się stało… i nie sądzę, że jest to bardzo wiarygodne. W jakiś sposób, zespół #2 sam siebie przekonał, że doszło do zmiany zasad restartów, konkretnie w obszarze push-to-pass. I mówisz, 'No jak to możliwe? To się nigdy wcześniej nie zdarzyło’. Zostało to jednak wprowadzone na rundę w Thermal. To był jedyny raz w historii, kiedy mieliśmy rzeczywistą, legalną zmianę systemu push-to-pass, gdzie można go było używać na restarcie. Mieliśmy wokół tego sporą dyskusję. W jakiś sposób naprawdę uwierzyliśmy oraz przekonaliśmy siebie samych, że w St. Pete też można go [P2P] użyć od razu po restarcie. Najbardziej szalona część historii to problem z oprogramowaniem. Nikt o tym nie wiedział, co jeszcze bardziej utwierdziło nas w wierze – ocenił Amerykanin.
– Potem zaliczasz St. Pete, zaliczasz Thermal, gdzie to jest faktyczna zmiana i wszyscy z niej korzystają, a potem jedziesz do Long Beach i to wciąż jest w samochodzie. Wówczas nadal wierzyłem, że zmiana regulaminu jest realna. Spróbowałem zrobić dokładnie to samo [co w St. Petersburgu], prowadząc wyścig w Long Beach. Nawet nacisnąłem przycisk. Powiadomiłem przez radio zespół i powiedziałem: 'Hej, chłopaki, P2P nie działa poprawnie’. Nie wiem, jak lub dlaczego ktoś o zdrowym rozsądku by to zrobił. Nawet gdy próbuję opowiedzieć tę historię z powrotem, nie sądzę, że którykolwiek z nas wierzyłby, że będzie ona wiarygodna dla kogoś, ale to prawda – zakończył Newgarden.
Argumentacja Newgardena nie jest sprzeczna z resztą zespołu, ale na pewno szuka on innych wytłumaczeń. Warto też zauważyć, że Newgarden przyjął zarzuty oszukiwania znacznie bardziej do serca i ewidentnie go cała sprawa zabolała. Niektórzy mogą to nawet interpretować jako robienie z siebie ofiary. To czy kierowca IndyCar ma pomiędzy wyścigami czas na lekcje aktorskie jest jednak wątpliwe.
Bezlitośni rywale
Sytuacja ta spotkała się z wylewem krytyki na Penske. Ich rywale nie akceptują argumentacji w postaci „pomyłki”. Jeden z szefów ekip, który nie chciał ujawniać swojej tożsamości: Oświadczenie, które wydał Cindric, to czyste kłamstwa i wszyscy o tym wiedzą. Dla zespołów, które to czytają, to po prostu nie do wiary. Jeśli powtarzasz kłamstwo wystarczająco wiele razy, nie czyni go to prawdą.

Fot. Team Penske (Twitter)
W padoku znalazł się jeszcze jeden anonim, który przytoczył bardzo ciekawe oraz trafiające w samo sedno argumenty:
– Nie mam nic przeciwko przesuwaniu granic. Przesuwasz granicę do maksimum, ale to jest tak rażące, że czuję się wręcz obrażony. Myślą, że jesteśmy głupi? Jak mogą nam wmawiać, że facet od silnika nie wie, że coś takiego się dzieje? To największe [wulgaryzm], jakie kiedykolwiek słyszałem. To cholernie [wulgaryzmy] – dodał.
– Kierowcy nie będą się wypowiadać do piątku, co pozostawia istotne pytanie: jak oni tego nie poczuli? I jak niektórzy z najlepszych inżynierów w branży nie zauważyli przynajmniej kilku anomalii w danych? I jak mogło się to zdarzyć nie tylko raz, ale dwa razy, i nadal być jedną, wielką, przypadkową gafą? – uzupełnił.
Jako jeden z niewielu, na autorski komentarz zdecydował się Chip Ganassi: Od lat podziwiam Rogera, zarówno na torze jak i poza nim, więc dzisiejsze wieści są dla mnie bardzo rozczarowujące. To jest skaza na jego zespole, organizacji oraz serii. Jestem zawiedzony jako właściciel zespołu oraz uczestnik tych mistrzostw.
Jeden z artykułów na temat tej sprawy w bardzo ciekawy sposób skomentował na Twitterze (tudzież X) Zak Brown:
How does that saying go…”I was born at night…but not last night”
— Zak Brown (@ZBrownCEO) April 26, 2024
Na najbardziej surową krytykę, uderzającą prosto w Newgardena, zdecydował się Colton Herta: Nie. To bzdura. To nieprawda. Gdyby tak naprawdę myślał, dlaczego nie nacisnął przycisku [od push-to-pass] na starcie? Nacisnął go tylko podczas restartu. Myślałbyś, że gdy wszystkie auta są najbardziej zbite, wtedy by to zrobił. On kłamie.
Wstępne wnioski
Padok IndyCar idzie na wojnę z Penske i nie da się temu zaprzeczyć. Szefowie zespołów oraz kierowcy są absolutnie wściekli oraz zupełnie nie wierzą w tłumaczenia ich rywali. Czy odbije się to agresywniejszym traktowaniem zawodników Penske na torze? Niemal z pewnością nie. Zespołowi, którego główna persona jest też szefem całej serii, nie pomoże jednak taka skaza na wizerunku oraz kompletny brak zaufania od pozostałych w padoku. Jedyne, co wydaje się ratować sytuację, to w pełni sprawiedliwa, surowa kara dla Penske, która przekreśla wszelkie sugestie o faworyzowaniu tej ekipy.
Niestety, wciąż można uznać to za ciąg dalszy niefortunnej, pełnej porażek, passy IndyCar pod właścicielstwem Penske Entertainment. Ta afera, jedna z największych we współczesnej historii mistrzostw, zaboli serię szczególnie mocno, bo od samego środka. To z pewnością nie koniec sprawy, która może ciągnąć się tygodniami oraz mieć okropne skutki dla IndyCar.