Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Czy F1 powinna ścigać się w Arabii Saudyjskiej? | Felieton

Omawiamy i komentujemy piątkowe wydarzenia związane z kontrowersyjnym weekendem Grand Prix Arabii Saudyjskiej. Poruszamy także temat konsekwencji, które mogą czekać sport w najbliższym czasie w związku z zaistniałą sytuacją.

GP Arabii Saudyjskiej Ferrari atak rakietowy
Fot. Scuderia Ferrari

Arabia Saudyjska – miejsce, które od zawsze wzbudzało kontrowersje

Pomysły organizacji wyścigu o Grand Prix Arabii Saudyjskiej czy Abu Zabi od lat wzbudzały wiele negatywnych emocji. Głównym argumentem przeciw obecności mistrzostw świata w tych miejscach była i jest chociażby sytuacja związana z nierespektowaniem praw człowieka przez lokalne władze. Do nich zalicza się między innymi napiętnowanie osób odmiennej orientacji czy nierówne traktowanie ze względu na płeć. Dodatkowo w tym regionie od kilku lat trwa wojna pomiędzy wspomnianą Arabią Saudyjską, Katarem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a tzw. Ruchem Huti.

Wspomniany konflikt wynika między innymi z przyczyn religijnych, ale także z powodów ekonomicznych. Na terenie tych krajów znajdują się ogromne ilości złoży ropy naftowej, którą stosuje się głównie przy produkcji benzyny. Posiadanie tego surowca jest istotne z punktu widzenia gospodarki praktycznie każdego kraju na świecie. Dlatego możliwość posiadania kontroli nad złożami w tym regionie jest wysoce pożądana przez tamtejsze kraje. Sytuację zaostrza także wojna Rosji z Ukrainą, która przyczyniła się do wzrostu wartości wspomnianej substancji.

ZOBACZ TAKŻE
Tiffany Cromwell - kim jest dziewczyna kierowcy F1, Valtteriego Bottasa?

Jak to wpłynęło na Formułę 1?

Gdy w piątek w okolicach 15:45 czasu polskiego w pobliżu toru Corniche uderzyła rakieta należąca do wspomnianej grupy Huti to spodziewano się zdecydowanej i natychmiastowej reakcji ze strony władz sportu. Jednakże zamiast tego weekend kontynuowano i pół godziny po zakończeniu pierwszej sesji treningowej na torze rozegrano kwalifikacje F2. Następnie w okolicach 18:00 czasu polskiego, odbyło się pierwsze spotkanie Liberty Media z FIA oraz szefami zespołów i kierowcami. Wówczas oczekiwano decyzji o odwołaniu dalszej części weekendu, ale tak się nie stało. Zamiast tego, kwadrans później ruszył drugi trening. Wtedy też wydano oświadczenie o tym, że weekend będzie kontynuowany zgodnie z harmonogramem. Wtedy też wydawało się, że sprawę można uznać za zakończoną pomimo realnego zagrożenia dla zdrowia uczestników weekendu Grand Prix.

Jednakże w okolicach 20:30 czasu polskiego doszło do drugiego spotkania, które potrwało około godziny. Wtedy wydawało się, że może nastąpić zmiana decyzji i może dość do zakończenia wydarzenia. Jednak mimo, że w tym samym czasie doszło do kolejnego ataku rakietowego, wszystkie strony wspólnie podtrzymały decyzję o kontynuacji weekendu. Dodatkowo zapewniono, że lokalne władze przedsięwzięły dodatkowe środki bezpieczeństwa, aby uniknąć sytuacji, w której Formuła 1 mogłaby znaleźć się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ze strony wspomnianego Ruchu Huti.

ZOBACZ TAKŻE
Sobotnie wyścigi sprinterskie już w 2021 roku? F1 rozważa taką możliwość

Promień nadziei na zmianę

Gdy w okolicach 22:00 czasu polskiego ogłaszano, że GP Arabii Saudyjskiej nie zostanie odwołane, to w tym samym czasie trwało też spotkanie Stowarzyszenia Kierowców Grand Prix (GPDA). Wtedy wydawało się, że zawodnicy mogą zbojkotować samo wydarzenie poprzez odmówienie dalszego udziału w nim. Jednak niedługo potem do spotkania dołączyli przedstawiciele promotorów Formuły 1 oraz FIA. Ci mieli rozmawiać z zawodnikami do późnych godzin nocnych odnośnie potencjalnego strajku zawodników.

Nie znamy dokładnych ustaleń oraz informacji, jakie mieli nawzajem przedstawić wspomniani oficjele oraz kierowcy. Jednakże z ustaleń BBC wynika, że kierowcy mieli otrzymać zdecydowane ultimatum od promotora samego wyścigu. Ten ma posiadać zapisy w kontrakcie, które mają zobowiązywać zawodników do udziału w wyścigu niezależnie od okoliczności. Dodatkowo zawodnicy mieli usłyszeć, że w razie sprzeciwu mogą oni napotkać na problemy z opuszczeniem kraju, co zostało później zdementowane przez dziennikarza w osobie Chrisa Medlanda. Wobec tego, kierowcy mieli wspólnie zgodzić się na start w niedzielnym wyścigu. O tym poinformowali zaś w komunikacie GPDA wydanym przez Alexa Wurza, który znajduje się poniżej.

 

Dlaczego nie odwołano wyścigu?

To bardzo proste i oczywiste pytanie, na które odpowiedź jest już zdecydowanie mniej oczywista, ale do tego wrócimy za chwilę. Pierwszym pytaniem, jakie należałoby zadać jest to, dlaczego w ogóle F1 czy MotoGP goszczą w takim miejscach. Nie od dziś wiadomo, że ta część świata nie należy do najbezpieczniejszych, a dodatkowo występują tu też poważne pogwałcenia podstawowych praw człowieka. Tu ważnym kontrargumentem są wpływy finansowe, jakie oferują promotorzy wyścigów w tych krajach za zorganizowanie tu wyścigu. Nie znamy dokładnych kwot, ale według szacunków mają one zdecydowanie przewyższać pieniądze, które mają oferować organizatorzy większości wyścigów w Europie. Dodatkowo F1 czy MotoGP starają się wyperswadować pewne zmiany na przykład w zakresie poszanowania praw kobiet. Na ile jest to skuteczne? Tego nie jesteśmy w stanie ocenić. Jednakże każda, nawet najmilejsza poprawa w tym zakresie ma znaczenie.

Wróćmy jednak jeszcze do tematu wojny. Wydawałoby się, że odwołanie rundy jest najbardziej sensowną opcją, mimo że w tym przypadku to nie Arabia Saudyjska była agresorem. Tu problemem jest głównie potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa uczestników weekendu Grand Prix. Patrząc na to w taki sposób odwołanie wyścigu wydaje się być proste i logiczne. Jednakże należy spojrzeć na to, co w tym sporcie jest najważniejsze, czyli na pieniądze. Zespoły w razie odwołania weekendu otrzymają zdecydowanie mniej pieniędzy, co ma znaczenie w kontekście finansów całego sportu, na czele z limitami budżetowymi. Dodajmy też do tego wspomniane zapisy w umowie pomiędzy F1 a promotorem tej rundy, których dokładnego brzmienia nie znamy. Jednakże jeśli faktycznie organizator może zmusić zespoły do startu nawet w obliczu zagrożenia atakiem rakietowym to może się okazać, że nie było innego wyjścia. F1 najprawdopodobniej znalazła się w niewoli, do której sama się doprowadziła podpisując taką umowę.

ZOBACZ TAKŻE
Vettel do Astona Martina jednak za Strolla? Jest komentarz Kanadyjczyka

Jak posprzątać rozlane mleko?

Niezależnie od okoliczności, winę ponosi Liberty Media, które podpisało umowę z organizatorem wyścigu, będąc świadome sytuacji na Bliskim Wschodzie. Czy F1 może wyjść z twarzą  tej sytuacji? I tak i nie. Ta seria już od lat posiada łatkę serii, którą interesują zyski komercyjne niezależnie od konsekwencji i trudno będzie się jej pozbyć po takim wydarzeniu. To raczej nie sprawi, aby zespoły oraz sama seria zaczęły tracić sponsorów czy kibiców. Jednakże może się to przyczynić do tego, że potencjalnie nowi sponsorzy będą ostrożniej podchodzić do nawiązywania nowych współprac.

Jak F1 może naprawić to, co się stało już po samym wyścigu? Jedynym logicznym rozwiązaniem wydaje się być rozwiązanie umowy z organizatorami wyścigu oraz Aramco, tak jak zrobiono to niedawno temu w przypadku Grand Prix Rosji. Brak takiej reakcji ze strony Liberty Media niezależnie od treści umów z promotorem wyścigu mógłby sprawić, że sport zyskałby łatkę hipokrytów. Jednakże pamiętajmy, że niezależnie od intencji Formuły 1, na drodze mogą stanąć wspomniane postanowienia w umowach. Niestety to raczej nie będzie interesować opinii publicznej. Na ten moment Formuła 1 wybrała tzw. „dialog”. Jakie przyniesie on efekty? Zobaczymy w przyszłości.

 

5/5 (liczba głosów: 1)
\
Reklama