Connect with us

Da Costa zwycięzcą pierwszego wyścigu w Berlinie | Analiza

Antonio Felix da Costa z DS Techeetah wygrywa pełen dramaturgii pierwszy wyścig w Berlinie. Niesamowity pech mistrza serii, a kolegi z zespołu Portugalczyka. Końcówka rywalizacji na lotnisku Tempelhof przebiegała pod dyktandem walki nie tylko między sobą, ale i z… pustymi bateriami. Więcej o pełnym emocji ePrix poniżej.

Opublikowano

w dniu

da Costa Berlin 2020
Fot. ABB FIA Formula E

Antonio Felix da Costa najpierw zdobył PP

Da Costa wywalczył pole position, podobnie jak w Marakeszu. Jego czas w kwalifikacjach jest o 0,322s lepszy niż najbliższego rywala, którym okazał się Jean-Eric Vergne. Obaj jeżdżą w tym samym zespole, a jest nim DS Techeetah. Francuz po raz pierwszy w tym sezonie wystąpił w Super Pole, odzyskał tempo kwalifikacyjne, którego (jak sam przyznawał) brakowało mu w pierwszych pięciu rundach tego sezonu.

Panujący mistrz rzucił wyzwanie z wynikiem 1:07.121. Musiał jednak pogodzić się z tym iż to lider klasyfikacji generalnej wystartuje przed nim. Antonio Felix da Costa jako jedyny zszedł z czasem poniżej 1 minuty i 7 sekund. Wyglądał na opanowanego i piekielnie szybkiego przez całe kwalifikacje. To była zła wieść dla jego rywali, pomimo niechlujnie wyglądającego ostatniego sektora. Dodał tym samym trzy punkty do klasyfikacji jeszcze przed startem wyścigu.

ZOBACZ TAKŻE
ePrix Marrakeszu: Przebudzenie DS Techeetah. Cassidy najlepszy na testach | PODSUMOWANIE

Niesamowity pech Frijnsa

Wszyscy  przed startem wyścigu uczcili minutą ciszy pamięć pracownika obsługi, który zmarł podczas budowy toru na Tempelhof oraz ofiary koronawirusa. Nie zapomniano o tym, by nawiązać do solidarności z ofiarami wszelkiej dyskryminacji.

Po zgaśnięciu świateł ruszyły wszystkie 24 auta. Atomowym startem Lotterer przebił się swoim Porsche na trzecią pozycję, czując na plecach oddech Buemiego. Kary nałożone na Jamesa Calado nie pozwoliły mu walczyć o czołowe lokaty. Po dziesięciu minutach zmagań prowadził da Costa przed Vergne’em i Lottererem.

Następnie obserwowaliśmy Buemiego z Nissana i de Vriesa, który jeździ w Formule E w ekipie Mercedesa. Niestety nie było tak spokojnie dla wszystkich. Robin Frijns uszkodził poważnie swojego Virgina za wyjściu jednego z zakrętów. Nie zdołał jednak dojechać do alei serwisowej. Zatrzymał się poza linią wyścigową, ale mimo to wywołał wyjazd SC –  BMW i8 Roadster – który prowadzi Bruno Correia.

Po restarcie Nyck de Vries wyprzedził dwukrotnego zwycięzcę ePrix Berlina – Sebastiena Buemiego. Szwajcar chciał nadrobić straty korzystając z trybu ataku, ale… nieprawidłowo przejechał przez ową część toru i nie zdołał aktywować dodatkowej mocy. Stracił nie tylko czas, ale i pozycję. Błąd rywala wykorzystał Sam Bird. Chwilę później ten sam pech dopadł trzeciego w wyścigu Andre Lotterera.

Pięknym zagraniem strategicznym był jednoczesny zjazd w strefę ataku obu kierowców DS Techeetah. Kolizja Robina Frijnsa ze ścianą nie przeszła bez echa. 19 minut do końca wyścigu sędziowie ogłosili, iż oczywiście przyjrzą się roli Maxa Guenthera w tym całym zamieszaniu. Z powtórek wyglądało jakoby kierowca BMW i Andretti zajechał drogę Holendrowi.

Spóźnione hamowanie do zakrętu nr 1 nie służy utrzymaniu pozycji. Obecny mistrz GP2 przyblokował koła i skorzystał na tym Niemiec Andre Lotterer.

Felipe, coś Ty narobił?

Niespełna kwadrans przed finiszem ujrzeliśmy zagrożenie na torze, był to Felipe Massa, który przyblokował koła i uderzył w bandę. Poproszony został przez dyrekcję wyścigu o wycofanie bolidu i dotarcie do bezpiecznego miejsca w celu usunięcia auta. Tłumaczył to kompletnie zniszczonym przednim skrzydłem i niemożnością użycia biegu wstecznego dlatego po krótkiej chwili zadecydowano o żółtej fladze na długości całego toru. Miało to umożliwić zabranie uszkodzonego auta Venturi. Pozostawienie go było niebezpieczne w kontekście dalszej rywalizacji.

Da Costa po raz drugi korzystając z trybu ataku wyjechał wprost pod bok Vergne’a. Francuz na pewno był w szoku iż kolega zespołowy tak postąpił. Jeszcze większe zdziwienie sprawił manewr wyprzedzania przeprowadzony przez kierowcę Virgina. Można było się domyślić iż to jakieś problemy techniczne i podobnie jak Bird, swój manewr na dwukrotnym mistrzu Formuły E podobnie jak Brytyjczyk przeprowadzili Lotterer i de Vries. Bedąc w kanapce Mercedesa nie musiał długo czekać… Vandoorne poszedł w ślady poprzedników.

ZOBACZ TAKŻE
Felipe Massa: Bycie młodym kierowcą w Ferrari jest trudne

Da Costa i reszta vs puste baterie

Tuż przed końcem wyścigu obrócił się  Mitch Evans. Na szczęście nikt nie uderzył w Jaguara pretendenta do tytułu mistrza. Znowu zamieszany był w to najmłodszy kierowca w stawce. Walka jest bardzo zacięta i godna polecenia nawet kibicom pałających antypatią do elektryków. Na ostatnim okrążeniu mieliśmy sporo walki, a czołówce… kończyła się energia w akumulatorach. Da Costa obronił prowadzenie przed Porsche, w którym rywalizował Andre Lotterer, a na najniższym stopniu podium uplasował się przyszłoroczny kierowca Jaguara – Sam Bird.

Pełne wyniki

Każdy wycisnął 100% ze swoich bolidów. Co niektórym brakło “prądu”… oprócz Muellera i Sette Camary można było zauważyć, że JEV wycofał się na ostatnim okrążeniu. Przy jego nazwisku widniało 0,0% energii. Szalona końcówka pokazała jedno – bezsprzecznie Formuła E nie jest nudna. Emocje trwają od samego początku do końca. Antonio Felix Da Costa umocnił swoją pozycję w klasyfikacji generalnej. Jednak musi dawać z siebie wszystko by odebrać koronę koledze z zespołu.

Tuż po wyścigu karę otrzymał Maximilian Guenther. Nie dotyczy ona co prawda kolizji z Frijnsem, ale jest bardziej dotkliwa. Niemiec zużył za dużo prądu i oczywiście regulamin mówi jasno: dyskwalifikacja. Ten sam los spotkał debiutanta, Sergio Sette Camara również został wykluczony z wyników wyścigu. Kary czasowe zostały przyznane dwóm kierowcom. Daniel Abt dostał +5s za zbyt szybką jazdę podczas żółtej flagi. Drugim z nich był Edoardo Mortara z Venturi. Jemu to karę przejazdu przez aleję serwisową za spowodowanie kolizji zamieniono na 18s doliczonego czasu. Przed nami jeszcze aż pięć rund i wszystko może się wydarzyć.

Emocji nie zabraknie

Drugi z sześciu wyścigów w Berlinie już jutro. O 14:15 kwalifikacje, a o 19:00 wyścig. Ściganie również odbędzie się na tej samej konfiguracji toru, podobnie jak i dziś w tym samym kierunku pojedzie 24 kierowców.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama