Antonio Felix da Costa zdominował kwalifikacje
Antonio Felix da Costa wypadł znakomicie w kwalifikacjach, pokonał o niecałe pół sekundy aż trzech rywali. Kolejno za kierowcą DS Techeetah uplasowali się Buemi, Lynn i de Vries. Ten drugi zwłaszcza zaskoczył i to dość pozytywnie, oczywiście kibicom do głowy mogły przyjść wspomnienia z jego debiutu w Nowym Jorku w 2017 roku. Szwajcar z Nissana prowadził po przejeździe grup kwalifikacyjnych. Czarno-złoty bolid jednak pokazał swój pazur i mistrz z sezonu 2015/16 nie miał szans. Brakło niewiele, ale jednak w tak wyrównanym sporcie każda tysięczna część sekundy się liczy.
– Wszyscy są teraz bardzo blisko i widzieliśmy to w treningu kiedy to 15 aut dzieliło zaledwie pół sekundy. Po prostu cieszę się tym i dobrze się bawię. Chcę podziękować wszystkim zaangażowanym w ten niesamowity zespół za połączenie tego wszystkiego w całość. Jestem naprawdę podekscytowany możliwością ponownego ścigania się i wszyscy chcemy stworzyć dobre show. Ścigamy się ostro, ale między nami, kierowcami, jest dużo szacunku – podsumował lider klasyfikacji generalnej mistrzostw ABB FIA Formula E.
Bardzo skomplikowała się sytuacja Alexa Simsa. Wystartuje on z ostatniego pola w wyniku zmiany akumulatora w jego samochodzie tuż przed sesją treningową.
Problemy Guenthera i Lynna
Podobnie jak i wczoraj, tak i dziś wszyscy chwilę ciszy poświęcili tuż przed startem. Gdy zgasły światła rozbrzmiał dźwięk dwudziestu czterech elektrycznych bolidów. Obyło się bez incydentów, a zacieśnienie stawki pomogło de Vriesowi z Mercedesa przebić się do czołowej trójki. Po kilku minutach przypomniano Simsowi o odbyciu kary przejazdu przez aleję serwisową. Wszystko to z racji niemożności przesunięcia go na starcie o zadaną ilość pozycji. W międzyczasie walkę stoczyli obaj kierowcy z Holandii. Wygrał ten pojedynek wczorajszy pechowiec – Robin Frijns z Virgina.
Jak już mowa o tych co mało szczęścia mają to Maximilian Guenther uszkodził bolid BMW i Andretti. Konieczny był zjazd do boksu celem wymiany skrzydła i przedniego lewego koła. Spadł tym samym na ostatnią pozycję. Tak też obaj kierowcy z czołówki klasyfikacji generalnej zamykali stawkę. Dyrekcja wyścigu zarządziła żółtą flagę na długości całego toru ponieważ kawałek z bolidu Niemca pozostawał w niebezpiecznym miejscu.
Długo nie cieszyli się zawodnicy ściganiem. Ponownie fragment któregoś z bolidów leżał tam gdzie element Guenthera. W momencie przywrócenia rywalizacji do normalnego toku zaczął tracić Alex Lynn. Kierowca Mahindry dość szybko spadł na ósmą pozycję. 28 minut do końca regularnego czasu wyścigu kierowcy na pozycjach od trzeciej do szóstej korzystali z trybu ataku. Widać postawili sobie za cel ściganie da Costy i Buemiego.
Nyck de Vries i niecodzienne zachowanie
Chwalony wcześniej Nyck de Vries nagle zaczął jechać wolno i w końcu zatrzymał swojego Mercedesa. Co piękne to Holender sam zaczął spychać bolid z linii wyścigowej by nie psuć rywalizacji kolegom. Coś czego normalnie nie ogląda się w sportach motorowych. Jednak regulamin zabrania opuszczania auta bez zgody dyrekcji wyścigu. Bez wątpienia kierowca Mercedesa zapisze się tym czynem w historii elektrycznej serii. 20 minut do końca na zegarze wybiło podczas gdy w czołowej trójce mieliśmy da Costę, Buemiego i di Grassiego. Co za wspaniała walka była w drodze do zakrętu nr 2. Bird chciał wyprzedzić Rowlanda z Nissana i prawdopodobnie wtedy swoją szansę upatrzył Stoffel Vandoorne. Wyprzedził on obu kierowców dojeżdżając jako trzeci koło w koło do tego miejsca na torze.
Nie próżnowano w walce o najniższy stopień podium. Robin Frijns chciał się zreflektować po nieudanym wczorajszym wyścigu i naciskał na kierowcę Audi. Lucas di Grassi tanio skóry nie zamierzał sprzedać.
Zaciekła walka o trzecie miejsce
Mając 12 minut do końca (plus jedno okrążenie) na zegarze rozległ się komunikat „No more rear tyres”. Nie zwiastowało to dobrze dla dwukrotnego mistrza ABB FIA Formula E istotnie skoro Jean-Eric Vergne zgłasza taki problem to musi być poważnie. O podium nadal zaciekle walczyli Frijns z di Grassim, mieli jednak towarzystwo. Za ich plecami już blisko był Stoffel Vandoorne. Do grona pechowców dołączył Maximilian Guenther, prawdopodobnie uszkodzenia nie pozwoliły na ukończenie ostatniego w tym sezonie wyścigu w kierunku przeciwnym niż zwykle. Wracając do tematu byłego kierowcy Scuderii Toro Rosso to niewątpliwie przez jego problemy dogonili go Edoardo Mortara z Venturi i Andre Lotterer (Porsche). Obaj zawodnicy wyprzedzili bez większych problemów najprawdopodobniej ustępującego już mistrza Formuły E.
Heartbreak for @nyckdevries who retires from the race after a strong start #BerlinEPrix #SeasonSixFinale pic.twitter.com/3vv0EnAnHF
— ABB Formula E (@FIAFormulaE) August 6, 2020
Anotnio Felix da Costa jechał spokojnie po kolejne z rzędu zwycięstwo i nikt nie mógł mu zagrozić. Do ostatnich sekund była walka o trzecie miejsce, która jeszcze bardziej interesowała realizatora. Do poprzedniego grona dołączył Sam Bird naciskający Belga. Wywarcie takiej presji miało pomóc jego koledze z zespołu. Mógł on skupić się na walce z di Grassim. Niestety brakło mu na to czasu.
Antonio Felix da Costa po raz trzeci z rzędu
Jako pierwszy linię mety przekroczył po raz kolejny z rzędu były junior Red Bulla. Jest on na prostej w kierunku zdobycia tytułu. Antonio Felix da Costa może zapisać się jako ostatni mistrz ABB FIA Formula E przed przyznaniem rangi mistrzostw świata. I tym razem uderzył w znacznik, przy którym miał zaparkować swoje auto. Wywołało to śmiech Jacka Nichollsa i Dario Franchittiego. Pewnie zrobił to specjalnie, nie złośliwie jednak. Nie bądźcie źli, ten kierowca tak ma. Tym razem za przekroczenie użycia energii zdyskwalifikowany Jerome d’Ambrosio. Szkoda go, ale i tak punktów za ten wyścig by nie zdobył.
Pełne wyniki możecie sprawdzić tutaj. Teraz czeka nas dzień przerwy i wracamy z tradycyjnym, dobrze znanym torem.