Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Gilles Villeneuve: Szatan za kierownicą | Legendy motorsportu

Gilles Villeneuve, mimo iż nigdy nie został mistrzem świata, z pewnością zapisał się w annałach historii Formuły 1. Opowiemy wam o kierowcy, który z całą pewnością zasłużył na miano legendy, ze względu na nietuzinkowy styl jazdy.

Gilles Villeneuve Ferrari legendy motorsportu
Fot. Skeptic_J / Twitter

Gilles Villeneuve i jego pasja

Gilles Villeneuve już jako dziecko interesował się samochodami i motoryzacją. Uwielbiał bawić się wyścigówkami, koparkami i ciężarówkami. Młody Kanadyjczyk ponadto już wtedy wykazywał swoją wielką wolę walki. Mimo wielu upadków sam dzielnie trenował jazdę na rowerze bez bocznych kółek. Ponadto młody mieszkaniec prowincji Quebec lubił aktywnie spędzać czas. Jednak największą frajdę sprawiała mu jazda samochodem, na jaką pozwalał mu jego ojciec. Gilles pierwszy raz poprowadził auto w wieku dziewięciu lat.  Prawdopodobnie tamten dzień zadecydował o tym, iż Kanadyjczyk zostanie kierowcą wyścigowym.

Gilles Villeneuve na czele

Fo. Classic Formula 1 / Villeneuve jeszcze nie wie, iż za kilka lat będzie kierowcą Ferrari

Najpierw jednak za cel obrał sobie zdanie prawa jazdy. Villeneuve jednego dnia tak nakręcił się, że bez pytania wziął Pontiaca jego ojca. Młodzieńcza brawura oraz złe warunki sprawiły, że mknący z prędkością ponad 160 km/h, Kanadyjczyk doszczętnie rozbił pojazd, uderzając w słup telegraficzny. Na jego szczęście nic mu się nie stało i w ulewnym deszczu wracał kilka kilometrów do domu, by powiedzieć co właśnie zrobił. Rodzinie został zatem do podróżowania tylko stare MGA, które wcześniej zakupił bohater artykułu.

Już mając prawo jazdy Gilles Villeneuve dostawał mandat za mandatem. Ponadto po raz kolejny zaliczył groźny wypadek. Jadąc do swojej dziewczyny zaczął ścigać się z jednym z kierowców. Gdy na drogę weszło stado krów przyszły zawodnik Formuły 1, nie miał innego wejścia jak wjechanie do rowu. Skończyło się na potrzebie założenia ponad osiemdziesięciu szwów na głowie.

Podbój wyścigów skuterów śnieżnych i samochodowych

Rosyjscy kierowcy wyścigowi zazwyczaj świetnie radzą sobie w deszczu. Wynika to z faktu, iż reprezentanci „Spornej” rywalizują w wyścigach na lodzie. Nieco podobną drogą poszedł Villeneuve, który rywalizował w wyścigach skuterów śnieżnych. W tych zawodach reprezentant Kraju Klonowego Liścia spisywał się świetnie. Chociażby w  1974 r. został mistrzem świata w tej kategorii. Zdobyte doświadczenie ze śniegu przenosił na tory wyścigowe, gdzie również brylował. Rok później po tym jak został czempionem na śniegu, wygrał swój pierwszy wyścig w Formule Atlantic w strugach deszczu.

ZOBACZ TAKŻE
Formuła 5000 - prawdziwa historia

Jakby tego było mało, firma w barwach której wywalczył ten tytuł sponsorowała go. W 1976 r. James Hunt postanowił wystartować gościnnie w kilku wyścigach za oceanem. Brytyjczyk mimo swojej klasy musiał ustąpić palmę pierwszeństwa na rzecz Kanadyjczyka. Kierowcą natychmiast zainteresował się zespół zespół bohatera „Rush”, czyli McLaren. W ten oto sposób Villeneuve wkroczył do świata Formuły 1. W sezonie 1977 stajnia z Woking postanowiła dać mu szansę w trzech wyścigach. Co prawda przybysz z Ameryki Północnej nie zdołał wywalczyć żadnego punktu, lecz zainteresowały się nim inne zespoły.

„Pamiętasz warunek o kierowcy z Północnej Ameryki?”

Enzo Ferrari na sezon 1978 szukał kierowcy, który zapewni zarówno sukces wynikowy, jak i marketingowy. Wizjoner z Maranello w szczególności obrał za cel zatrudnienie kierowcy z Ameryki Północej, by tam zwiększyć sprzedaż swoich maszyn. Włoch negocjował kontrakt z Mario Andrettim. Na wypadek fiaska rozmów opcją rezerwową był co prawda reprezentant nie tego kontynentu, lecz obiecujący Australijczyk Alan Jones. Amerykanin został jednak zwerbowany przez Colina Chapmana, aby w sezonie 1978 reprezentować barwy Lotusa.

ZOBACZ TAKŻE
Porażki rodziny Andretti w Indianapolis 500. Czy Marco przełamie klątwę?

Jones pewny swego zadzwonił się do Maranello. Jak się okazało Enzo Ferrari miał dla niego nowinę. Włoch bowiem zakontraktował dość sensacyjnie Villeneuve’a. Reprezentant Kraju Kangurów jednak zdołał pozyskać posadę i zakontraktował go Williams.

GP Kanady 1978: Pierwsza wiktoria

Wyścig w Montrealu kończył sezon 1978. Jesienna sceneria dodała uroku wyścigowi. W wielu zakrętach leżały liście, a ponadto pobocza były zalane wodą. W kwalifikacjach dopingowany przez wielu kibiców kierowca Ferrari, w kwalifikacjach zajął znakomite trzecie. Na starcie został wyprzedzony przez Alana Jonesa, lecz Kanadyjczyk zdołał odbić pozycję. Podczas gdy takie gwiazdy jak Niki Lauda czy Emerson Fittipaldi wypadały toru, tak kierowca włoskiej Scuderii mknął pewnie przed siebie. Przed sobą miał tylko Schecktera oraz Jariera. Było wiadome, iż Villeneuve zrobi wszystko by ich dopaść.

Tak też się stało. Kanadyjczyk ograł kierowcę z RPA w nawrocie, gdzie w 2007 r. potężny wypadek miał Robert Kubica. Z kolei Francuz Jarier został wyeliminowany przez problemy z ciśnieniem oleju. W tej sytuacji tylko awaria samochodu mogła zabrać w pełni zasłużoną wiktorie. Tak się nie stało i reprezentant Kraju Klonowego Liścia wprawił w ekstazę publiczność.

Mimo wielu wątpliwości Enzo Ferrari postanowił zachować swojego podopiecznego. Co prawda wizjoner z Maranello ganiał go za częste zniszczenia bolidów, lecz bardzo lubił Villeneuve’a, który przypominał mu tragicznie zmarłego syna Dino.

Gilles Villeneuve i sezon 1979

Na sezon 1979 do Kanadyjczyka dołączył Jody Scheckter. Niespodziewanie początek sezonu należał do ekipy Ligier. Jednak już podczas wyścigu w RPA, Ferrari pokazało pazur. Zawody na torze Kyalami dzięki lepszej strategii wygrał Villeneuve. Zawodnik poszedł za ciosem i zwyciężył w Long Beach. Potem nastała trzywyścigowa posucha, lecz we Francji wraz z Rene Arnouxem dał show jakich mało. Zawodnicy w samej końcówce raz po raz wyprzedzali się. Górą z pojedynku wyszedł Gilles Villeneuve.

W dalszej części sezonu Villeneuve ponownie rozzłościł Ferrariego. Podczas wyścigu w Holandii wskutek przebicia opony, Kanadyjczyk wypadł z toru. Nie robiąc sobie nic z tego, na pełnym gazie pokonał okrążenie toru na trzech kołach kompletnie niszcząc lewe tylne zawieszenie. Sytuacja choć była komiczna i dowodziła brawurę zawodnika, w zasadzie przekreśliła jego szansę na tytuł. Na Monzie kierowca z Kraju Klonowego Liścia zachował się honorowo i nie wyprzedził Schecktera, dzięki czemu ten został mistrzem.

ZOBACZ TAKŻE
Monza 1979, czyli wspaniała walka kierowców Scuderii Ferrari o tytuł

Gilles Villeneuve ostatecznie został wicemistrzem świata i zapowiadało się, że jego czas jeszcze nadejdzie.

Jarama 1981, czyli ostatnia wygrana Kanadyjczyka

Sezon 1980 był katastrofą. Zarówno Villeneuve jak i Scheckter nie zdołali stanąć na podium. Jednak po wielkiej mobilizacji w Maranello sezon 1981 był o wiele lepszy. Kanadyjczyk wygrał wyścigi w Monako i Hiszpanii. Na torze Jarama kierowca Ferrari w kwalifikacjach zajął siódme miejsce. Biorąc pod uwagę charakterystykę obiektu, na którym wyprzedzanie było jeszcze trudniejsze niż w Księstwie Hazardu. Po atomowym starcie Kanadyjczyk awansował na trzecie miejsce, Następnie śmiałym manewrem minął Carlosa Reutemanna.

Kilka okrążeń później jadący daleko z przodu, Alan Jones popełnił błąd i wypadł z trasy. W ten oto sposób Gilles Villeneuve wysunął się na prowadzenie, którego nie oddał do mety. Co prawda zaciekle gonili go Laffite, Watson, Reutemann oraz de Angelis, lecz dzięki charakterystyce toru oraz własnym umiejętnościom to on zwyciężył. Jak pokazał czas, była to ostatnia wiktoria w życiu Villeneuve’a. Ponadto do tej pory pory jest ostatnim kierowcą, który zwyciężył na torze pod Madrytem w ramach zmagań Formuły 1.

Jarama 1981 podium

Fot. Twitter / Podium wyścigu Jarama 1981

Nie tak miało być…

Ferrari na 1982 rok zbudowało naprawdę szybki samochód. Pokazał to chociażby drugi weekend wyścigowy sezonu w Brazylii. Podczas naznaczonego skandalami wyścigu na torze Jacarepagua, Villeneuve aż do momentu wypadnięcia z toru walczył na równi z Brabhamami i Williamsami, które wyraźnie nagięły przepisy. Warto dodać, iż za kombinacje dotyczące minimalnej wagi bolidów, oba zespoły zostały zdyskwalifikowane z wyników wyścigów.

ZOBACZ TAKŻE
Niki Lauda - talent i ciężka praca aż do perfekcji | Legendy motorsportu

Na torze Imola w wyniku konfliktu na linii FISA-FOCA, do rywalizacji stanęło ledwie kilka zespołów. Po awarii Rene Arnouxa, kierowcy Ferrari zostali poproszeni, aby dojechali do mety w kolejności w jakiej jadą. Drugi Pironi nie zastosował się do polecenia i zaczęła się walka o pierwsze miejsce. Górą z pojedynku wyszedł Francuz. Wściekły Kanadyjczyk obiecał sobie, że nigdy więcej nie odezwie się do Pironiego tak też się stało.

Podczas kwalifikacji do GP Belgii, Gilles Villeneuve chciał udowodnić, kto jest numerem jeden w zespole. Podczas okrążenia pomiarowego uderzył w tył auta Jochena Massa. Ferrari zostało momentalnie wystrzelone w górę, z kolei kierowca wyleciał z bolidu po czym z impetem wpadł w siatki. Mimo natychmiastowej pomocy Kanadyjczyk zmarł. Enzo Ferrari tak wypowiedział się o zdarzeniu.

Podczas tego wypadku, Gilles wyleciał w powietrze na chwilę, która się nie kończyła. Był jak mały ptak ze złamanym skrzydłem…

Gilles Villeneuve i Enzo Ferrari

Wizjoner z Maranello bardzo lubił Kanadyjczyka. Traktował go wręcz jak syna i bardzo przeżył jego śmierć. Ponadto po cichu liczył, iż jeżeli syn Gillesa, Jacques, zostanie kierowcą wyścigowym, będzie reprezentował barwy jego zespołu. Ferrari niestety nie dożył debiutu Kanadyjczyka w Formule 1. Więź między Ferrarim a Villeneuvem stała się jednym z wątków filmu pt. „Ferrari”.

Gilles Villeneuve i Enzo Ferrari

Fot, Klatka z filmu Ferrari / Gilles Villeneuve i Enzo Ferrari rozmawiają o rodzinie

Jak zatem widać, mimo że Kanadyjczyk nie został mistrzem świata z pewnością zapisał się w annałach sportów motorowych.

5/5 (liczba głosów: 9)
\
Reklama