Nasze profile w mediach społecznościowych

IndyCar

Znamy kalendarz IndyCar na 2021 rok. Co nas czeka?

Władze IndyCar ogłosiły nowy harmonogram na sezon 2021. W kalendarzu znajduje się kilka nowości i niespodzianek. Czy nowy harmonogram zapewni nam jeszcze bardziej ekscytujące ściganie? Które tory pojawią się, a które wypadną z kalendarza? W jakim kierunku zmierza seria IndyCar? Postaramy się wam odpowiedzieć na te pytania.

Opublikowano

w dniu

Start Texas 2020 IndyCar
Fot. IndyCar / Start wyścigu Genesys 300 w Teksasie

Władze IndyCar zmodyfikowały kalendarz na sezon. W porównaniu do pierwotnego harmonogramu na tegoroczny sezon (tego sprzed wybuchu pandemii) zaszło kilka zmian. Sezon miał rozpocząć się 7 marca na ulicznym torze w St Petersburgu. Z powodu obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa także wyścig w Long Beach został przesunięty. Inaugurująca zazwyczaj sezon IndyCar runda na ulicach St. Petersburga została przesunięta na 25 kwietnia, a zmagania otworzą zaplanowane na 18 kwietnia zawody na Barber Motorsports Park. Niestety tak się nie stało i fani zmuszeni są czekać do 18 kwietnia na wyścig na obiekcie Barber Motorsports Park. Kierowców czeka 17 rund. Czy zmiany wprowadzone w kalendarzu spodobają się fanom IndyCar?

 

kalendarz indycar 2021

Niestety COTA wypada z kalendarza IndyCar

Circuit of the Americas został otwarty w 2012 roku. Obiekt powstał z myślą o Grand Prix Formuły 1. Nowoczesny tor zaprojektowany przez Hermanna Tilke szybko zadomowił się także w wielu innych seriach wyścigowych. W 2019 roku swoją pierwszą wizytę złożyło na nim IndyCar. Wymagający technicznie obiekt zapewnił nam ciekawą rywalizację.

O ile dla fanów Formuły 1 wyścig o Grand Prix Stanów Zjednoczonych może kojarzyć się po prostu z kolejnym “Tilkedromem”, o tyle w serii IndyCar był on ciekawym urozmaiceniem. W końcu to jedyny tor autorstwa niemieckiego architekta, po którym ścigała się amerykańska seria bolidów jednomiejscowych. Posiada on bardzo szybkie łuki, długie proste i ciasne zakręty. Mieszanka ta stwarza spore wyzwanie przed inżynierami, którzy muszą jak najlepiej dostosować bolid do trudów wyścigu. Ciekawe było także podejście władz serii do limitów toru… a właściwie ich brak. Kierowcy obierali czasem zupełnie inną linię jazdy, niż ich koledzy z Formuły 1 wykorzystując maksymalnie asfaltowe pobocza.

Dallara COTA IndyCar 2019 debiut

Fot. Dallara / Debiut IndyCar na COTA w 2019 roku

Wyścig z 2019 roku wygrał Colton Herta, a zawody spełniły oczekiwania fanów IndyCar. Kolejna edycja zawodów, zaplanowana na 2020 roku została niestety odwołana z powodu pandemii koronawirusa. Niestety tor w ogóle nie znalazł się w kalendarzu serii na 2021 rok, co uważam za dużą stratę dla całych mistrzostw. W zamian obiekt ugości kierowców rywalizujących w NASCAR Cup Series. Będzie to debiut pucharowej serii NASCAR na tym torze. Liczba torów drogowych w kalendarzu NASCAR zwiększy się z 3 do 6.

ZOBACZ TAKŻE
IndyCar: Poznaj bliżej świat amerykańskiej formuły

Owal w Teksasie x2: Czy czeka nas wspaniałe widowisko?

Texas Motor Speedway był moim ulubionym owalem w serii IndyCar. Choć może nie powinienem tego mówić w przypadku mistrzostw, które powstały wokół wyścigu Indianapolis 500. Jednakże 1,5 milowy obiekt o zakrętach nachylonych pod kątem ponad 20 stopni jest najbardziej szalonym torem w kalendarzu. Dodatkowym utrudnieniem jest podwójnie załamana prosta startowa. Kierowcy potrafią jechać tam przy prędkości 350 km/h w dwóch, a czasem nawet w trzech rzędach. Obiekt ten poddaje zawodników niezwykle intensywnym obciążeniom.

Aby przetrwać wyścig w Teksasie, potrzeba doskonałego zmysłu orientacji w otoczeniu, refleksu i odwagi. A także świetnej kondycji fizycznej. Czasem jednak nawet najlepsze przygotowanie nie wystarczy. Wyścig CART z 2001 roku na torze w Teksasie musiał został odwołany, gdyż kierowcy doświadczali objawów choroby przeciążeniowej już po kilkunastu okrążeniach. Obecne bolidy nie osiągają aż tak dużych prędkości, dzięki czemu ściganie się na tym torze jest w ogóle możliwe.

texas mclaren 2020 indycar

Fot. IndyCar / Nowa mieszanka położona w zakrętach uniemożliwiła zawodnikom walkę o pozycję

Niestety, przed zeszłorocznym sezonem dokonano poważnej modyfikacji toru Texas Motor Speedway. Na potrzeby wyścigów NASCAR, na zewnętrznej części zakrętów położono specjalną mieszankę, która miała zapewnić większą przyczepność i możliwość jazdy w zakrętach w dwóch rzędach. Efekt był jednak zupełnie inny. Nowy asfalt był zupełnie pozbawiony przyczepności. Niewielu zawodników odważyło się w ogóle wyjeżdżać na nową nawierzchnię. Ci, którzy to uczynili, często wpadali w poślizg i kończyli swój udział w wyścigu na barierze.

Kierowcy byli praktycznie pozbawieni szans na walkę o pozycje. Czy sytuacja poprawi się wraz z czasem, gdy nowy asfalt wypuści już wszystkie zawarte w nim substancje i się nagumuje? Tego dowiemy się już w tym roku. Jednak po tegorocznym wyścigu mam pewne obawy co do przebiegu rywalizacji na torze Texas Motor Speedway. Zamiast drugiego wyścigu na tym torze wolałbym obejrzeć zawody na którymś z bliźniaczych obiektów – Charlotte lub Atlanta.

ZOBACZ TAKŻE
Trudny debiut obiektu Texas Motor Speedway

Debiut Nashville w IndyCar: Czekamy z niecierpliwością

Jedyną nowością w kalendarzu 2021 będzie uliczny tor w Nashville. Miasto to dobrze jest już znane fanom IndyCar. Niecałe 50 km od centrum znajduje się betonowy owal Nashville Superspeedway. Obiekt ma 1,333 mili (2,145 km) długości i zakręty nachylone pod kątem 14 stopni. Tor gościł serię IndyCar w latach 2001-2008. Jego rekordzistą pod względem zwycięstw jest Scott Dixon, który triumfował w trzech ostatnich edycjach tego wyścigu. W 2011 tor zamknięto, lecz w przyszłym roku ponownie ma zostać otwarty. Obiekt znalazł się w harmonogramie pucharowej serii NASCAR na 2021 rok.

Music City GP Nashville

Seria IndyCar nie ma jednak w planach powrotu na ten owal. Kierowcy będą rywalizować na pętli o długości 3,492 km zlokalizowanej w centrum miasta. Zawodnicy będą ścigali się w pobliżu Nissan Stadium, gdzie trenuje drużyna Tennessee Titans uczestnicząca w rozgrywkach NHL. Kierowców czeka także przejazd przez Most Pamięci Weteranów Wojny w Korei. Przejazd po moście w obydwu kierunkach może stać się jednym z najbardziej ikonicznych obrazów tegorocznego sezonu.

Obiekt zaprojektowany przez Tony’ego Cotmana składa się w dużej mierze z wolnych, ciasnych zakrętów. Jednakże bliskość barier sprawi, że będzie to z pewnością wymagający sprawdzian dla sportowców. Zawody Music City Grand Prix będą szóstym wyścigiem na torze drogowym. Kierowcy zmierzą się ze sobą także na ulicach St. Petersburga, Long Beach, Detroit (podwójna runda) i Toronto. Po raz pierwszy od 2013 w harmonogramie pojawia się nowy tor uliczny. Jednakże debiutujący wówczas wyścig na ulicach Sau Paulo stracił swoje miejsce po zaledwie czterech edycjach.

Drugi wyścig IndyCar w Indianapolis – czy to dobry pomysł?

Historia toru Indianapolis sięga 1909 roku. Dwa lata później rozegrano pierwszy, 500-milowy wyścig na tym torze. Z czasem zawody zyskiwały coraz większy prestiż i sławę. W latach 50. impreza stanowiła rundę Mistrzostw Świata Formuły 1. Wyścig nie cieszył się jednak dużą popularnością wśród rywalizujących w Europie kierowców i jedynie nieliczni decydowali się na podróż za ocean i spędzenie całego miesiąca na amerykańskiej ziemi. Po 1960 roku wyścig utracił swoje miejsce w kalendarzu F1.

W 2000 roku Formuła 1 powróciła na tor Indianapolis. Tym razem jednak kierowcy ścigali się na drogowej pętli wykorzystującej jednak także pierwszy zakręt oraz prostą startową owalu. Grand Prix Stanów Zjednoczonych na Indianapolis rozgrywano do 2007 roku. W 2014 bolidy jednomiejscowe powróciły na drogową pętlę Indy. Obiekt został jednak nieco zmodyfikowany. Niektóre zakręty zacieśniono, a przeciwległa prosta została wydłużona. Największą zmianą było jednak dodanie szykany na ostatnim zakręcie stanowiącym jednocześnie pierwszy zakręt owalu.

start Harvest GP 1 2020 IndyCar

Fot. Indycar,com / W tym roku odbyły się aż trzy wyścigi na drogowej pętli Indianapolis

Jak spisuje się nowa konfiguracja?

Po modernizacji, tor stracił swój wyjątkowy charakter. Największą stratą był oczywiście nachylony pod kątem 9 stopni ostatni zakręt. Zabrakło także ciekawej, bardzo wolnej sekcji zakrętów 9-10. Mimo to sama idea wyścigu poprzedzającego Indy 500, rozgrywanego na pętli drogowej była doskonałym pomysłem. Zawody stanowią ciekawy wstęp do dwutygodniowych przygotowań przed najważniejszym wyścigiem w Stanach Zjednoczonych. Co prawda rywalizacja na tej wersji toru ma zazwyczaj dosyć spokojny przebieg, jednak zawody w doskonały sposób pozwalają odczuć atmosferę zbliżającego się wielkiego, motorsportowego święta.

W przyszłym sezonie kierowcy będą dwukrotnie ścigali się na drogowej pętli Indianapolis. W maju tradycyjnie odbędzie się wyścig poprzedzający Indy 500. Kierowcy IndyCar powrócą na ten obiekt także w sierpniu. Czy powrót na Indianapolis na drugi wyścig na tej samej konfiguracji jest dobrym pomysłem? Z pewnością ciekawszym rozwiązaniem byłoby dodanie kolejnego toru do harmonogramu. Wiele ciekawych, lubianych przez kierowców i kibiców obiektów wypadło na przestrzeni lat z kalendarza IndyCar.

Wszyscy na pewno z wielką radością przyjęli by wieść o powrocie serii na Watkins Glen, Sonomę czy Cleveland. Jednakże każdy gospodarz wyścigu IndyCar musi zapłacić wpisowe w wysokości 1 mln dolarów. W niepewnych czasach epidemii drugi wyścig w Indianapolis może być jedynym sposobem na zapełnienie harmonogramu i przeprowadzenie siedemnastu wyścigów.

ZOBACZ TAKŻE
Newgarden i Power najlepsi w Harvest GP. Penske nie odpuszcza | Analiza

Iowa i Richmond wypadają z kalendarza: Wielka strata dla IndyCar

Tor w Iowa zadebiutował w IndyCar w 2007 roku. Od tego czasu nieprzerwanie gościł bolidy jednomiejscowe, a w tym roku rozegrano na nim podwójną rundę. Owal o długości 0,875 mili (1,4 km) posiada zakręty o progresywnym nachyleniu, co ma sprzyjać wyprzedzaniu. Niestety, z powodów finansowych obiekt nie znalazł się w tegorocznym harmonogramie.

Podobny los spotkał 0,75 milowy (1,21 km) owal w Richmond. Obiekt gościł IndyCar w latach 2001-2009. Tor znalazł się w pierwotnym harmonogramie na zeszłoroczny sezon. Z powodu epidemii koronawirusa i związanej z nią niepewnej sytuacji zawodu odwołano. Niestety, powrót toru nie tylko został odroczony, ale może w ogóle do niego nie dojść.

Iowa II start

Fot. IndyCar / w tym roku, z powodu pandemii koronawirusa zdecydowano się rozegrać podwójną rundę na torze Iowa

Czy seria IndyCar traci swój charakter?

W ostatnich latach seria IndyCar skupia się na torach drogowych, a wiele owali utraciło swoje miejsce w kalendarzu. Odwrót od ścigania na owalach nastąpił po części za sprawą kilku groźnych wypadków. W 2011 roku podczas wyścigu w Las Vegas zginął Dan Wheldon. Dwa lata później pożegnaliśmy natomiast byłego kierowcę F1, Justina Wilsona, który został uderzony w głowę częścią innego bolidu podczas rundy na torze Pocono. W 2018 roku na tym samym torze poważny wypadek miał Robert Wickens.

Młody Kanadyjczyk doznał uszkodzenia rdzenia kręgowego i wciąż przechodzi rehabilitację próbując odzyskać pełne panowanie nad nogami. Dodatkowo, podczas wielu wyścigów trybuny świeciły pustkami, a kibice woleli oglądać zawody NASCAR. Dlatego też w tym roku zobaczymy zaledwie cztery wyścigi na owalach. Dla porównania, 10 lat wcześniej było ich dokładnie dwa razy więcej.

ZOBACZ TAKŻE
Dan Wheldon i jego ostatnia wiktoria w życiu. Indy 500 w 2011 roku

W 2015 roku odbył się ostatni wyścig IndyCar na Fontanie. Seria utraciła reaktywowaną zaledwie trzy lata wcześniej Potrójną Koronę. Po sezonie 2018 mistrzostwa pożegnały się z torem Phoenix. Rok później bolidy jednomiejscowe po raz ostatni ścigały się na wyjątkowym owalu w Pocono. W obecnej czasach, gdy seria traci z roku na rok kolejne owale, każdy tego typu obiekt jest niezwykle cenny. Dlatego też wypadnięcie z harmonogramu Iowa i Richmond jest bardzo złą wiadomością.

Mistrzostwa IndyCar tracąc kolejne owale zaczynają coraz bardziej przypominają dawne mistrzostwa Champ Car z początku tego stulecia. Seria ta rywalizowała wówczas niemalże jedynie na drogach drogowych. Powstały pod koniec lat 90. jej główny rywal – Indy Racing League, organizował początkowo wyścigi jedynie na owalach, dodając w późniejszym okresie pojedyncze tory drogowe.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt IV - IRL

Obydwie serie współistniały przez ponad dekadę, jednakże z czasem pozycja IRL zaczęła się umacniać, a zespoły opuszczały Champ Car. W ten sposób w 2008 roku doszło do upadku mistrzostw, które zostały wchłonięte przez IndyCar (w 2003 roku mistrzostwa IRL zmieniły nazwę). Należy jednak zaznaczyć, że IRL od początku miało znaczącą przewagę nad Champ Car – to właśnie do nich należał wyścig Indianapolis 500.

Podsumowanie

Kalendarz IndyCar 2021 okazał się pewnym rozczarowaniem. Szczególnie rzuca się w oczy niewielka liczba torów owalnych. Seria utraciła także całkiem dobry wyścig na COTA. “Na pocieszenie” otrzymaliśmy nowy tor uliczny w Nashville. Jednakże z powodu wypadnięcia owali w Iowa i Richmond oraz modernizacji toru w Teksasie projekt tegorocznego kalendarza wydaje się być mniej ekscytujący od zeszłorocznego.

Trzeba jednak uwzględnić trudne czasy, z jakimi zmaga się obecnie cały świat. Z powodu pandemii wiele obiektów znalazło się w trudnej sytuacji finansowej i nie może sobie pozwolić na goszczenie serii IndyCar. Nie można także wykluczać, że wraz z rozwojem sytuacji epidemicznej w Stanach Zjednoczonych, w trakcie całego sezonu może dojść jeszcze do wielu zmian w harmonogramie. Najważniejsze jednak, że pomimo panującej pandemii koronawirusa wyścigowe bolidy ponownie wyjadą na tory wyścigowe, a kierowcy powalczą o kolejny tytuł mistrza IndyCar.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama