Nasze profile w mediach społecznościowych

IndyCar

Gonzalo Rodriguez: Bohater narodowy Urugwaju | Legendy motorsportu

Zawodnik ten miał być piątym kierowcą z Urugwaju, który dostanie się do Formuły 1. Gdy był już stosunkowo blisko zrealizowania swego celu, zginął w wypadku podczas treningu w serii CART. Oto historia bohatera narodowego Urugwaju, czyli Gonzalo Rodrigueza.

Opublikowano

w dniu

Gonzalo Rodriguez
Fot. F1 in 2000s

Gonzalo Rodriguez i jego początki

Urugwajczyk za młodu uwielbiał zarówno jednoślady i samochody. Jak wspomina jego kuzyn Ignacio Garcia, obydwoje często urządzali sobie wycieczki rowerowe. Kuzynostwo także urządzało sobie wszelkiego rodzaju wyścigi, niejednokrotnie dostając wykłady od matki Rodrigueza za niszczenie trawnika. Garcia wyznał, iż rywalizację jego z „Gonchim”, jak na niego mówili znajomi, przerywali dopiero wtedy kiedy ich buggy nie nadawało się już do jazdy. Nic innego nie mogło ich powstrzymać. Gonzalo Rodriguez w szczególności podziwiał swojego ojca, który się ścigał w lokalnych wyścigach. 

W tamtym czasie urugwajskie prawo zabraniało rywalizacji w kartingu osobom poniżej 16. roku życia. Rodzina kierowcy poprosiła o specjalne pozwolenie, aby „Gonchi” mógł rozpocząć swoją karierę. Prośba to została spełniona. Na początek traktował wyścigi jako hobby, lecz z czasem stał się bardziej poważny. Chciał po prostu zostać kierowcą doskonałym. W czasie jednego z wyścigów doszło do ciekawej sytuacji. Rodriguez bowiem omal nie zaspał na wyścig, w ostatniej chwili docierając na tor. Urugwajczyk w kwalifikacjach uplasował się w ogonie stawki, lecz dzięki niesamowicie odważnej jeździe zdołał wygrać wyścig.

Gonzalo Rodriguez karting

Fot. Juan

Przenosiny do Europy

W 1991 roku Gonzal Rodriguez zdominował krajowe podwórko. Nikt w kraju nie miał na niego mocnych. Po poważnej rozmowie z ojcem postanowił rzucić szkołę, aby kontynuować karierę. Marzeniem kierowcy urodzonego w Montevideo była Formuła 1. Aby móc zrealizować swój cel, kierowca musiał opuścić swoją ojczyznę. Zostawił swoich przyjaciół, dziewczynę, a rodzina nie zawsze mogła sobie pozwolić, aby dopingować swojego krewnego podczas jego startów w Europie.

W 1992 roku 20-latek trafił do Hiszpanii i już na dzień dobry został wicemistrzem serii Campeonato Marlboro Formula Ford. W kolejnym sezonie już w Hiszpańskiej Formule Renault po raz kolejny zaskoczył wielu. Urugwajczyk bowiem w klasyfikacji kierowców na koniec sezonu zajął znakomite trzecie miejsce. Po tych sukcesach postanowił udać się do Wielkiej Brytanii, aby rywalizować tam w Brytyjskiej Formule Renault. Przybyszem z Urugwaju zaopiekował się tam Jok Clark, który przygarnął go pod swój dach. 

Syn Clarka – Stuart – powiedział, iż dostał wtedy starszego brata. Młody Brytyjczyk podobnie jak jego wielki idol chciał zostać kierowcą wyścigowym. „Gonchi” pomagał mu w początku jego kariery, dając cenne wskazówki. Pierwszy rok na Wyspach Brytyjskich był bardzo udany dla Urugwajczyka. Kierowca z kraju ze stolicą w Montevideo bowiem zakończył sezon 1994 na trzeciej pozycji. Dał się wtedy poznać jako niezwykle odważny zawodnik. Podczas jednego z wyścigów próbował szalonym manewrem po zewnętrznej wyprzedzić Davida Hendersona. Manewr by się udał, lecz w pewnym momencie bolid Urugwajczyka został podbity na krawężniku i doszło do kolizji. Dla obu był to koniec wyścigu.

Gonzalo Rodriguez i Brytyjska Formuła 3

W sezonie 1995 Urugwajczyk zadebiutował w Brytyjskiej Formule 3. Jackie Stewart i Alain Prost podkreślali, iż poziom tej serii jest znacznie wyższy od Formuły 3000. Podczas piątego wyścigu sezonu Gonzalo Rodriguez zakwalifikował się do wyścigu na torze Donington Park na drugiej pozycji tuż za Helio Castronevesem. Tuż po starcie między Latynosami doszło do wspaniałej walki, z której zwycięsko wyszedł Brazylijczyk. „Gonchi” z kolei w dalszej części wyścigu stracił miejsce na rzecz Warrena Hughesa, lecz zdołał po raz pierwszy w swojej karierze stanąć na podium w tej serii. 

W czasie wyścigu na Silverstone Urugwajczyk wyprzedzał rywala za rywalem. Jechał kosmicznym tempem i w efekcie wygrał wyścig. Niestety nie nacieszył się zbyt długo z wygranej, gdyż zdyskwalifikowano go. Rodriguez zachował się jednak jak na sportowca przystało niemal natychmiast po ogłoszeniu decyzji oddał puchar za zwycięstwo Gualterowi Sallesowi. Na koniec sezonu „Gonchi” został sklasyfikowany na 12. pozycji z dorobkiem 42 punktów. Warto dodać, iż partnerem z zespołu przybysza z Ameryki Południowej był sam Christian Horner. 

ZOBACZ TAKŻE
Emerson Fittipaldi: Pół Polak mistrzem świata F1 | Legendy motorsportu

W listopadzie 1995 roku kierowca z kraju ze stolicą w Montevideo wystartował w prestiżowym GP Makau Formuły 3. Rodriguez zajął 12. miejsce. 

W kierunku Formuły 3000

Po kolejnym roku spędzonym w Wielkiej Brytanii, Urugwajczyk postanowił przenieść się do Formuły 3000. W sezonie 1997 kierowca z Montevideo nie brał udziału we wszystkich rundach. Na sezon 1998 Rodriguez znalazł idealny dla siebie zespół. Była nią belgijska ekipa Astromega, którą reprezentował z Argentyńczykiem Gastonem Mazzacane. Decyzja o dołączeniu do tego zespołu była strzałem w dziesiątkę. „Gonchi” bowiem regularnie był w stanie walczyć o najwyższe cele. Podczas drugiej rundy sezonu rozgrywanej na torze Imola, bohater artykułu popisał się atomowym startem z drugiego pola startowego i już po kilku metrach objął prowadzenie w wyścigu. Jak się okazało kierowca zespołu Astromega popełnił falstart i musiał odbyć karę 10 sekund stop&go. Nie załamał się tym jednak i po szalonej pogoni wpadł na metę jako trzeci. Było to jego pierwsze podium na tym poziomie.

Gonzalo Rodriguez 1998

Fot. F1 in 2000s / Twitter

Na kolejny finisz w czołowej trójce, nie musiał czekać długo. 4 tygodnie po rywalizacji w Imoli Urugwajczyk zajął drugie miejsce w Monako. Uległ tylko Nickowi Heidfeldowi. 

ZOBACZ TAKŻE
Nick Heidfeld - solidność to nie wszystko | Zmarnowane talenty F1

Gonzalo Rodriguez i jego wyścig życia

Czas na wyścig na legendarnym torze Spa-Francorchamps. Z racji, iż była to domowa runda zespołu, każdy liczył na dobry wynik. Rodriguez właśnie wtedy zaprosił swoją siostrę, aby mogła dopingować go na żywo. „Gonchi” w kwalifikacjach uplasował się na szóstej pozycji. Jeszcze przed pierwszym zakrętem zdołał awansować o jedną lokatę. Następnie po tym jak Nick Heidfeld przejechał stosunkowo wolno sekcję Eau Rouge/Raidillon blokując przy tym Soheila Ayari, znalazł się na trzeciej pozycji. Kolejny na celowniku do wyprzedzenia przez bohatera artykułu był Tomas Enge. Również i z nim poradził sobie Urugwajczyk. Przed nim został już tylko Juan Pablo Montoya. Urugwajczyk wywierał na nim z okrążenia na okrążenie coraz większą presję.

ZOBACZ TAKŻE
Juan Pablo Montoya - szybki Kolumbijczyk | Zmarnowane talenty F1

Montoya w końcu nie wytrzymał i popełnił błąd w zakręcie Les Combes. Tym oto sposobem Gonzalo Rodriguez wysunął się na prowadzenie w wyścigu. Następnie z okrążenia na okrążenie powiększał przewagę nad swoim rywalem. Był po prostu w innej lidze i tym samym w pełni zasłużenie wygrał swój pierwszy wyścig w Formule 3000. Wygrana ta nadeszła w odpowiednim momencie, bowiem po drugim miejscu wywalczonym w Księstwie Hazardu aż 3-krotnie nie punktował. Na podium doszło do kuriozalnej sytuacji. 

Organizatorzy wyścigu nie spodziewali się, iż kierowca z Urugwaju będzie w stanie wygrać wyścig. W efekcie nie mieli przygotowanej zarówno flagi jak i hymnu tego kraju. Zawodnicy weszli na podium dopiero wtedy, kiedy rozwiązano ten problem. „Gonchi” powiem powiedział, iż dopóki nie zorganizują brakujących elementów to on nie wejdzie na podium. 

Belgia 1998 F3000

Klatka z filmu „Gonchi”

Rodriguez zdołał podczas kampanii zwyciężyć jeszcze raz. Miało to miejsce w czasie wyścigu na torze Nurburgring. Urugwajczyk wtedy po raz kolejny popisał się atomowym startem mijając przy tym Montoyę. Na koniec sezonu kierowca z Montevideo zajął trzecie miejsce z dorobkiem 33 punktów. Co ciekawe po sezonie doszło do komicznej sytuacji. Sędziowie bowiem wręczyli mu specjalną czapkę w ramach nagrody za zgarnięcie najwięcej kar stop&go w czasie sezonu. W tamtym momencie cała sala wybuchła śmiechem. 

Sezon 1999 w Formule 3000

Wyścig w Monako Formuły 3000 był drugą rundą sezonu 1999. Kierowca zespołu Astromega ruszał do niego z drugiej pozycji. Pomimo jego dobrego startu, Nick Heidfeld zdołał utrzymać pozycję lidera. Niemiec popełnił jednak kosztowny błąd kilka okrążeń później, kiedy to tuż koło kasyna zahaczył mocno o bandę. W efekcie kierowca z Monchenglandbach znacząco zwolnił. Wykorzystał to „Gonchi” jak i kilku innych rywali. Urugwajczyk nie oddał prowadzenia do końca wyścigu i wygrał zmagania w Księstwie Hazardu. Został tym samym liderem mistrzostw.

Monako 1999 Formula 3000

Fot. Jose Luis Magnone

W Hiszpanii Rodriguez po raz kolejny stanął na podium zajmując drugie miejsce. 3 kolejne wyścigi nie były jednak już tak udane, bowiem nie zapunktował w nich. Złą passę przerwał w Niemczech, gdzie zajął czwarte miejsce. Na Węgrzech z kolei po raz trzeci w sezonie stanął na podium zajmując drugie miejsce. W klasyfikacji kierowców w tamtym momencie zajmował drugie miejsce, lecz już bez szans na mistrzostwo. Nick Heidfeld bowiem wypracował sobie na tyle bezpieczną przewagę, iż nie musiał się już nikogo obawiać. Do końca sezonu pozostała jeszcze jedna runda w Nurburgu. Przed nią „Gonchi” miał jednak zaplanowany start w USA.

Gonzalo Rodriguez i seria CART

W sezonie 1999 Urugwajczyk zadebiutował w serii CART podczas wyścigu w Detroit. Stało się to możliwe dzięki Mikke van Hollowi, który dobrze znał Rogera Penske – właściciela legendarnego zespołu w serii IndyCar. To właśnie w barwach zespołu Penske swoje największe triumfy w CART święcił Emerson Fittipaldi, a Ayrton Senna przetestował bolid tej amerykańskiej serii wyścigowej. Jak Rodriguez przyznał, był to najważniejszy moment w jego dotychczasowej karierze.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt III - CART: Seria, która próbowała dorównać F1

W kwalifikacjach kierowca zajął 16. miejsce. Każdy jednak wiedział, iż jego czas nadejdzie. Start kierowcy w wyścigu CART odbił się szerokim echem w jego ojczyźnie. Miliony Urugwajczyków śledziło poczynania swojego bohatera narodowego. Komentator urugwajskiej telewizji co chwila z radością wykrzykiwał: Do boju Gonchi, do boju Urugwaj!. 

CART 1999 Detroit

Fot. History of IndyCar

Zawodnik z Montevideo nie zawiódł i zajął 12. pozycję gwarantującą punkt. Dojrzała jazda zawodnika zachwyciła wielu obserwatorów. Nawet sam Roger Penske nie spodziewał się, iż jego tymczasowy kierowca zdoła zapunktować. Urugwajczykiem natychmiast zainteresowały się inne zespoły. Na sezon 2000 „Gonchi” podpisał kontrakt z zespołem Patrick Racing. Liczył, iż starty w USA przybliżą go do celu jakim wciąż była Formuła 1. Zanim jednak to się stało, 12 września 1999 roku miał wystartować po raz kolejny w barwach ekipy Penske. Tym razem na torze Laguna Seca.

Tragedia, która wstrząsnęła motorsportem

11 września 1999 roku. Ta data na zawsze zapisała się jako czarna karta zarówno amerykańskiego jak i urugwajskiego motorsportu. Gonzalo Rodriguez od początku weekendu zmagał się z wielkimi problemami. Już na pierwszych testach miał problem z pedałem gazu, który blokował się. Urugwajczyk w efekcie zaliczył potężny obrót, lecz nie rozbił maszyny.

Podczas kolejnego treningu nie miał już tyle szczęścia. W bolidzie kierowcy z Montevideo doszło do uszkodzenia, przegrzanego już i tak układu hamulcowego. Rodriguez przy prędkości ponad 200 km/h wyleciał z toru tuż przed szykaną „The Corkscrew”. Siła uderzenia była tak wielka, że bolid przeleciał nad ogrodzeniem spadając do góry podłogą maszyny. W tamtym momencie kierowca już nie żył. „Gonchi” doznał bowiem poważnych obrażeń głowy na skutek uderzenia w bandę. Jego śmierć ogłosił doktor Steve Olvey. 

Z wielkiego święta CART nic nie zostało. Walka Juana Pablo Montoyi z Daro Franchittim o tytuł mistrza już się nie liczyła. Każdy przeżywał śmierć jednego z najsympatyczniejszych kierowców w padoku. W Urugwaju zapadła żałoba. Tłumy Urugwajczyków towarzyszyły kierowcy w jego ostatniej drodze. Dla nich był więcej niż zwykłym kierowcą. Był on bowiem bohaterem narodowym, kimś na kogo czekała cała jego ojczyzna. W klasyfikacji Formuły 3000 pośmiertnie zajął trzecie miejsce w klasyfikacji kierowców. Aby kontynuować pamięć o zawodniku założono fundację imienia Gonzalo Rodrigueza.

Jak rywale wspominają „Gonchiego”? 

Na torze Urugwajczyk dał się we znaki wielu rywalom, lecz prywatnie był niezwykle sympatyczną osobą. 4-krotny zwycięzca wyścigu Indianapolis 500 – Helio Castroneves, wspominał, iż w czasie wyścigu na torze Silverstone w ramach Brytyjskiej Formuły 3 w 1995 roku, Rodriguez po prostu fruwał po torze. Juan Pablo Montoya z kolei wyznał, iż Urugwajczyk był jedną z niewielu osób, z którą nawiązał bliższą relację. A to wszystko dlatego, iż obaj znali język hiszpański. Christian Horner, który w 1995 roku był partnerem z zespołu Gonchiego, zwracał uwagę, iż ten zawsze wprowadzał luźną atmosferę. 

Gonzalo Rodriguez: Podsumowanie historii postaci

„Gonchi” choć nigdy nie dożył szansy pokazania się w Formule 1, to został zapamiętany jako niezwykły kierowca. Nie bał się ryzykować, jeździł szybko i co najważniejsze skutecznie. W lipcu 2013 r. magazyn Autosport wymienił Rodrígueza jako jednego z 50 najlepszych kierowców, którzy nigdy nie ścigali się w Formule 1. Pod uwagę brana była siła psychiczna i fizyczna oraz umiejętności wyścigowe. W 2014 roku powstał film dokumentalny „Gonchi”, w którym przybliżona została sylwetka Rodrigueza. W produkcji wystąpili tacy zawodnicy jak Juan Pablo Montoya, Christian Horner, Mark Webber czy nieżyjący już Justin Wilson. 

 

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama