Connect with us

Czego szukasz?

Testy nowych samochodów

TEST | VW T-Cross Style 1.0 TSI 110 DSG – mały SUV za spore pieniądze

W najbliższym czasie przeczytacie na naszych łamach testy dwóch aut z tego samego segmentu, kosztujących dokładnie tyle samo, ale wykonanych według skrajnie różnych przepisów. Pierwszym z nich jest VW T-Cross z litrowym turbobenzyniakiem – praktyczny, pudełkowaty mikro-SUV. Jakie pozostawił wrażenie po przejechaniu 1100 km? Jak spisał się podczas tygodniowego testu? I czy jest wart polecenia?

VW T-Cross

VW T-Cross to najmniejszy z grona crossoverów i SUV-ów niemieckiej marki. Liczy ono już 8 modeli i to tylko na polskim rynku – w USA czy w Chinach jest ich zdecydowanie więcej. Zaprezentowany w 2018 roku model jest technicznym bliźniakiem Seata Arony. Podobnie jak on (oraz ich nieco większy kuzyn spod znaku Skody) należy do najbardziej przestronnych modeli w klasie. Pod koniec 2021 roku Volkswagen wprowadził na rynek nieco bardziej „płaskiego”, bardziej sportowo wyglądającego brata. Mowa oczywiście o modelu Taigo, również opartym na architekturze MQB A0 – mającym jednak dużo więcej wspólnego z Polo niż T-Crossem.

ZOBACZ TAKŻE
Nowy VW Taigo - T-Cross coupe czy nadmuchane Polo?

VW T-Cross

Fot. Piotr Orpel

Wewnętrzna rywalizacja

Lista crossoverów segmentu B u Volkswagena nie kończy się tutaj. Mamy też opartego na skróconej płycie poprzedniego Golfa T-Roca. Ma on o niecałe 4 cm większy rozstaw osi i jest dłuższy o zaledwie 11 centymetrów. Dokładne wymiary dzisiejszego bohatera to 4108 mm długości, 1760 mm szerokości oraz 1584 mm wysokości. Przestronność modeli (z racji bardziej pudełkowatego nadwozia T-Crossa) jest na identycznym, bardzo dobrym poziomie. T-Cross może się pochwalić większym bagażnikiem – 455 litrów – dodatkowo regulowanym za pomocą przesuwnej kanapy. T-Roc jest jednak pozycjonowany wyżej, co doskonale widać po dostępnych wersjach silnikowych. W jego przypadku, możemy z salonu wyjechać nawet 300-konnym potworkiem (odmiana R). Opisywany tutaj VW T-Cross kończy na połowie tej mocy. Oba te samochody łączy za to zastosowanie przerażająco twardych, ale świetnie spasowanych plastików we wnętrzu.

wnętrze

Fot. Piotr Orpel

VW T-Cross Style – plastikowo, ale bez trzasków

Kiedy już przestałem bawić się w dziennikarza i spróbowałem wcielić się w potencjalnego nabywcę T-Crossa, zdecydowanie zyskał on w moich oczach. Tak, plastiki na desce i drzwiach są twarde, ale fotele za to bardzo wygodne – nawet jeśli w tej wersji pozbawione były regulacji lędźwiowej. Multimedia użyte w tym crossoverze są pół generacji starsze niż w nowych Volkswagenach – I BARDZO DOBRZE. Nie wieszają się, działają bardzo szybko i dają wiele możliwości konfiguracji wraz z ekranem wirtualnych zegarów. Android Auto jest bezprzewodowy i bezbłędnie trzyma połączenie, dodatkowo wskazania z Google Maps są pokazywane pomiędzy zegarami. Jedyną wadą jest brak podgrzewanej kierownicy nawet w opcji – podobnie jak w Nissanie Juku, jest to dla mnie niewybaczalne. Klimatyzacja za to ma jeszcze analogowe sterowanie z pokrętłami i przyciskami. Jeśli zdecydowaliście się już na zakup T-Crossa, to bierzcie go od razu, nie czekajcie na nadchodzący lifting, wnętrze zmieni się w nim jedynie na gorsze.

ZOBACZ TAKŻE
Crossover segmentu B - alternatywa dla auta miejskiego | 12 propozycji

VW T-Cross zegary

Fot. Piotr Orpel

Paleta jednostek napędowych Volkswagena T-Crossa jest taka sama, jak w przypadku hiszpańskiego odpowiednika czy wspomnianego Taigo. Zaczynamy od 1.0 TSI w trzech wariantach – 95 KM z pięciobiegowym manualem, 110 KM ze skrzynią o sześciu przełożeniach lub 110 KM ze skrzynią automatyczną DSG, która ma już 7 biegów. Gamę wieńczy jednostka 1.5 TSI o mocy 150 koni mechanicznych, łączona zawsze z automatem.

Równie mocny co… Golf GTI

Oczywiście mowa o ulubionym w świecie dziennikarzy odwołaniu. Przy każdym aucie Volkswagena o mocy 110 KM należy wspomnieć o tym, że pierwszy Golf GTI z 1976 roku miał dokładnie taką samą moc. Taka niepisana reguła. Wiecie już zatem, że testowany egzemplarz wyposażony był w optymalny moim zdaniem, środkowy wariant, czyli 110-konną odmianę litrowego benzyniaka. Moc przekazywana była na przednie koła za pomocą przekładni automatycznej DSG. Silnik ma dużo werwy, a jako że jest to jednostka trzycylindrowa, to ma bardzo zadziorny dźwięk i charakter. Nie liczcie natomiast na porażające osiągi – auto jest dynamiczne, da się nim wyprzedzać, ale ponad 11 sekund do setki stawia go na przegranej pozycji podczas dłuższych wyścigów spod świateł.

przód

Fot. Piotr Orpel

Sympatyczny, ale niedopracowany

Z trzycylindrowej konstrukcji silnika wynika też kilka wad – główną jest poziom wibracji. Na biegu jałowym, zwłaszcza na zimno, niemiłosiernie trzęsie samochodem. W połączeniu z potwornie długo kręcącym rozrusznikiem mamy idealnego kandydata do stałego wyłączenia systemu Start-Stop. Jest to jedyne auto którym jeździłem w ciągu ostatnich kilku lat, w którym zaczynałem jazdę od dezaktywacji tego układu. Volkswagen najwyraźniej został nieco w tyle w kwestii jego dopracowania. Świetnym pomysłem, naprawiającym ten problem, wydaje się być hybrydyzacja tego silnika – połączenie 95-konnej odmiany z małym elektrykiem pozostaje niestety w sferze marzeń.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Cupra Formentor e-Hybrid - plug-in doprawiony tabasco

VW T-Cross jest całkiem niezłym towarzyszem zarówno w mieście, jak i w trasie. Podczas walki z warszawską oraz poznańską dżunglą doceniłem jego zwrotność i niezłe przyspieszenie przy niskich prędkościach. Czasami problemy sprawiała skrzynia DSG – trzeba się nauczyć z nią współpracować, aby cieszyć się płynną jazdą. Wyraźnym problemem jest tutaj zestrojenie jej z silnikiem – nie miałem problemów z przeciąganiem biegów ani podczas jazdy hybrydami opartymi na 1.4 TSI, ani przy benzyniaku 1.5. Sposób zmiany przełożeń mocno gryzie się z krzywą momentu obrotowego – silnik traci wigor powyżej 4500 obrotów, a DSG w trybie sportowym ciągnie go na jednym biegu aż do 6000 obrotów na minutę. Efektem jest potworny hałas… i gorsze przyspieszenie niż podczas spokojnego naciskania na pedał gazu.

bagażnik

Fot. Piotr Orpel

VW T-Cross – ile frajdy, a ile komfortu?

Balans między powyższymi jest zachowany w typowy dla Volkswagena sposób. Jest dość sztywno, ale jednocześnie nie ma problemu z tłumieniem większych dziur czy progów zwalniających. Układ kierowniczy jest dość bezpośredni, a hamulce liniowe i skuteczne. Na zadziwiająco dobrym poziomie stoi wyciszenie szumów powietrza, nieco gorzej jest z hałasami dochodzącymi z nadkoli. Sama pozycja kierowcy jest również komfortowa, między innymi za sprawą regulowanego w dwóch płaszczyznach podłokietnika. Bardzo płynnie i niemal bezbłędnie działa aktywny tempomat, z kolei używanie asystenta świateł drogowych nie ma najmniejszego sensu. O ile same lampy są bardzo dobre, to do prawidłowego działania HBA potrzebne są lampy matrycowe, np. takie jak w Nissanie Qashqaiu. 

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Nissan Qashqai Tekna+ 1.3 DIG-T 6MT - druga rewolucja

Pozornie niedrogi

Najniższa kwota, za jaką możemy nabyć T-Crossa, to 85390 złotych (stan na 19 stycznia 2022). Do niedawna dostępna była zubożona odmiana nazywająca się po prostu T-Cross, obecnie cennik startuje od wersji Life. Powyższa cena dotyczy oczywiście odmiany 95-konnej z pięciobiegowym manualem. Jeśli zależy Wam przynajmniej na sześciobiegowej skrzyni, musimy wybrać taki silnik, jak w testowanym egzemplarzu. Taki wybór wiążę się z ceną co najmniej 87090 złotych – przy tak małej dopłacie wybór słabszej jednostki nie ma najmniejszego sensu. Dopłata do skrzyni DSG to 8600 złotych, a do testowanej wersji Style kolejne 9000 zł. Cennikowo zatem widoczny na zdjęciach egzemplarz startuje obecnie od 104290 zł.

tył crossovera

Fot. Piotr Orpel

Krótka lista wyposażenia, długa lista opcji

Nie jest to oczywiście kwota wystarczająca dla tego egzemplarza. Dodatkowej opłaty wymagają:

  • pakiet stylistyczny Black z 18-calowymi alufelgami „Koln” – 3130 zł
  • Lakier „Energetic Orange” – 2240 zł
  • pakiet Komfort (czujnik deszczu, dwustrefowa klimatyzacja, cyfrowe zegary) – 3050 zł
  • pakiet Business (alarm, czujniki parkowania p/t, pakiet zimowy) – 3810 zł

Doliczyć do tego musimy jeszcze kamerę cofania, nawigację, asystentów jazdy, aktywny tempomat, wybór profilu jazdy, bezkluczykowy dostęp, obsługę głosową, monitorowanie martwego pola w lusterkach… Po zaznaczeniu tych wszystkich opcji w konfiguratorze kończymy z kwotą 129840 zł za nadal 110-konnego T-Crossa. Zmiana na silnik 1.5 TSI kosztuje 5000 zł ekstra.

Pochwalić można za to… niskie spalanie

Pocieszające może być to, że nie musimy zbyt często odwiedzać stacji benzynowych. Trasa Warszawa – Konin – Poznań z trójką osób na pokładzie dała wynik 6,9 litra/100 km, spokojna jazda poza miastem pozwala zbliżyć się do 6 litrów, a cały (rozgrywający się w sporej mierze w mieście) test zakończyłem z wynikiem 7,3 litra na setkę.

VW T-Cross

Fot. Piotr Orpel

Podsumowanie: VW T-Cross Style 1.0 TSI DSG

Volkswagen T-Cross
  • Stylistyka
  • Przestronność
  • Jakość materiałów
  • Wyposażenie
  • Multimedia
  • Komfort użytkowania
  • Przyjemność z jazdy
  • Silnik i napęd
  • Skrzynia biegów
  • Ekonomia i ekologia
  • Bezpieczeństwo
  • Cena w stosunku do jakości
4

Podsumowanie

Volkswagen T-Cross jest zarazem jednym z najmniejszych, jak i najbardziej przestronnych przedstawicieli segmentu miejskich crossoverów. Oparty na płycie podłogowej Polo model jest świetną alternatywą nawet dla aut kompaktowych, zwłaszcza jeśli potencjalny nabywca preferuje wysoką pozycję za kierownicą. Jest to auto godne polecenia, ale niestety nie jest pozbawione wad.

Największe z nich to przeciętne materiały we wnętrzu, źle zestrojona z silnikiem skrzynia i dość wysoka cena (w momencie publikacji artykułu nieco ratowana przez rabat wynoszący 3000 zł). VW T-Cross broni się za to precyzją prowadzenia, ergonomią wnętrza i świetnymi możliwościami transportowymi, zwłaszcza jak na mierzące 411 cm auto. Dlatego też w końcowej ocenie zasłużyło na „czwórkę”.

3.8/5 (liczba głosów: 12)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama