Connect with us

Czego szukasz?

Fascynacje

Ferrari Roma Mansory – idealna baza pod safety cara

Kilka miesięcy po debiucie zmodyfikowanego Astona Martina DBX, Mansory wzięło na warsztat najbardziej „astonopodobne” Ferrari w historii. Przez niektórych za to podobieństwo krytykowane, przez innych uwielbiane z powodu eleganckich linii, Ferrari Roma po obszernej kuracji tuningującej wygląda… inaczej. Nadal za to budzi pewne skojarzenia.

Ferrari Roma
Fot. Mansory

Zanim omówimy, czym charakteryzuje się Ferrari Roma Mansory, zastanówmy się wszyscy, czy już gdzieś nie widzieliśmy tego frontu. Podpowiedź – chodzi o również włoskie i również określane jako sportowe auto. Silnik z przodu, napęd na tył, czarne akcenty, charakterystyczne rozmieszczenie reflektorów i grilla… Wszystko się zgadza.

Abarth 124 Spider

Fot. Fiat / Abarth

Dobra, żarty na bok, przynajmniej na chwilę

Na temat Mansory w przypadku zdecydowanej większości ich projektów można mieć dwa zdania. Można ich kochać i podziwiać za odwagę, albo nienawidzić, po cichu powstrzymując wymioty przed ekranami swoich komputerów. Ferrari Roma w ich wydaniu odrobinę zmienia tę sytuację, ponieważ nie jest to aż tak kontrowersyjna modyfikacja, jak to zazwyczaj bywało. W ramach odmiany od czarnego włókna węglowego i „piano blacka” szeroko stosowanego chociażby w przywołanym wcześniej Astonie Martinie DBX, niemiecki tuner skorzystał z coraz popularniejszego kutego karbonu, znanego między innymi z przeróbek konkurencyjnego Manharta.

ZOBACZ TAKŻE
Manhart MHX6 700 WB - kiedy "zwykłe" X6 M Competition to za mało
widok z przodu

Fot. Mansory

Jeśli chodzi o elementy zewnętrzne, Mansory jak zwykle postawiło na rozbudowane zderzaki i mocno zaakcentowane progi. Z przodu wita nas nisko osadzony splitter, powiększone wloty powietrza i dodatkowe nakładki po bokach zderzaka. Na masce pojawił się czarny motyw, przypominający ten z zeszłorocznego Ferrari 812 Competizione. O ile same błotniki nie zostały zmodyfikowane i poszerzone, to na bokach Romy mamy trzy poważne zmiany. Pierwsza to oczywiście czarne, kute felgi, mierzące odpowiednio 21 cali z przodu i 22 cale na tylnej osi. Pozostałe to niezwykle agresywne, żebrowane, karbonowe nakładki na lusterkach oraz wykonane z tego samego materiału skrzela sięgające niemal połowy drzwi.

ZOBACZ TAKŻE
Ferrari 812 Competizione oficjalnie pokazane. Stylowy pogromca Lambo
Ferrari Roma Mansory

Fot. Mansory

Ferrari Roma Mansory – nadal podobny do Aston Martina Vantage?

W tylnej części kontynuowany jest motyw agresywnych cięć i szerokiego zastosowania kutego włókna węglowego. Zaczynając od dołu, mamy wydatny dyfuzor z centralnie umieszczonym światłem stopu. Po jego bokach znajdują się cztery okrągłe, nacinane końcówki wydechów, otoczone większą ilością lotek, płetw i kolejnymi połaciami karbonu. Modyfikacje nie kończą się tutaj – powyżej dodano dwupoziomową „lotkę”, przechodzącą przez całą szerokość auta. Zwieńczeniem jest modyfikacja aktywnego spojlera znanego z seryjnej Romy oraz usunięcie wszystkich logotypów Ferrari z samochodu.

spojlery

Fot. Mansory

Co zmieniło się we wnętrzu i pod maską?

W kabinie stosunkowo niewiele. Oczywiście dopasowano kolor materiałów wykończeniowych do nadwozia oraz usunięto logo na kierownicy. Jedno na szczęście się uchowało, to na szczycie konsoli centralnej – w razie gdyby ktoś zapomniał czym jedzie. Tym samym we wnętrzu mamy wszystkie trzy logotypy – Mansory na kierownicy, Ferrari nad ekranem oraz Roma przed kolanami pasażera. Zakres zmian mechanicznych jest równie niewielki. Nowe oprogramowanie oraz wydech pozwoliły zwiększyć moc i moment obrotowy z odpowiednio 620 KM i 760 Nm do całkiem sympatycznych 700 KM i 865 Nm. Dzięki tej zmianie obiecywane przez tunera osiągi plasują się na poziomie przyspieszenia w 3,1 sekundy do setki (o 0,3 s szybciej niż w seryjnej Romie), a jeśli mamy dość miejsca, to rozpędzanie możemy zakończyć na 332 km/h.

wnętrze Mansory Roma

Fot. Mansory

Na koniec drugie skojarzenie ze wstępu – agresywny wygląd i zakres zmian przypomina nieco aktualnie używane przez Bernda Mayländera samochody, czyli Safety Cary jeżdżące podczas wyścigów F1. Podejrzewamy, że żaden z fanów królowej sportów motorowych nie miałby nic przeciwko temu, aby od kolejnego sezonu pojawił się trzeci komplet pojazdów wsparcia w postaci odpowiednio zmodyfikowanego Ferrari Roma oraz nadchodzącego SUV-a Purosangue w roli samochodu medycznego.

ZOBACZ TAKŻE
Nowe Safety Cary i Medical Cary w F1. Poznaj bliżej sportowe Mercedesy

5/5 (liczba głosów: 2)
\
Reklama