Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Formuła E

Z FE do F1? Mitch Evans odnalazłby się w królowej motorsportu

W historii Formuły E nie znalazł się jeszcze kierowca, który świetnymi wynikami przekonałby do siebie decydentów w F1. Mitch Evans mógłby to zmienić i zerwać ze słynnym wśród sceptyków serii powiedzeniem, iż FE to tylko pole dla emerytowanych kierowców najwyższej kategorii wyścigowych.

Mitch Evans Dżakarta 2022
Fot. Adrian Atkinson / Twitter

Dotychczas bliski powyższego osiągnięcia był tylko Pierre Gasly – Francuz dwukrotnie zastępował w sezonie czwartym Sebastiena Buemiego, zobowiązanego do startów w WEC. Potencjał samochodu odblokował niezwykle szybko – pierwsze zawody ukończył siódmy, a do drugich przystępował z czwartego pola startowego. Czwarty pojawił się też na mecie, choć w ogniu walki z Nickiem Heidfeldem popełnił błąd i w ostatnim zakręcie uderzył w barierę energochłonną.

Kazus Gasly’ego wymaga jednak wyjaśnienia. Kierowca AlphaTauri od juniorskich lat należał do akademii Red Bulla, a przed swym debiutem pod koniec sezonu 2017 zdobył wicemistrzostwo Super Formuły. Jeździł w niej wybitnie, więc nawet dwa – skądinąd również znakomite – występy w FE miały raczej wydźwięk dobrego PR. Inaczej w przypadku Evansa – dla niego epizod z kategorii juniorskich ma już tylko wymiar przyjemnego wspomnienia.

Prawdziwy predator

Zacznijmy od metryki i statystyk. Nowozelandczyk jest relatywnie młodym kierowcą – ma 28 lat; rok więcej od Nycka de Vriesa i rok mniej niż Antonio Giovinazzi. Na swej drodze zdobył już niemal wszystkie wyścigowe skalpy, o jakich w swej sytuacji mógł marzyć – został wyścigowym królem ojczystej ziemi i GP3, zajął też drugie miejsce w maratonie Le Mans.

FormulaE 2014 Pekin

Stereotyp, jakoby FE była miejscem dla byłych zawodników z F1 ma swoje korzenie jeszcze w pierwszym sezonie. Wówczas w stawce  pojawiło się aż 18 byłych kierowców F1 | Fot. Mahindra Racing / Twitter

W CV brakuje mu tylko wielkiego sukcesu w GP2/F2, niemniej zaraz po opuszczeniu juniorskich mistrzostw wkroczył do FE i na przestrzeni lat stał się jej Stirlingiem Mossem – najlepszym zawodnikiem, który nie dopisał do swego portfolio mistrzostwa. Powody tegoż są znane i leżą głównie po stronie Jaguara – stajni, którą Nowozelandczyk reprezentuje od debiutu.

Evans zdobył dla niej gros osiągnięć – pierwsze punkty (Meksyk 2017), podium (Hongkong 2017), pole position (Zurych 2018), zwycięstwo (Rzym 2019). Tytuł wymykał się tymczasem dwukrotnie, i to w dwóch ostatnich sezonach. Jaguar prowadził się sinusoidalnie – niebywale szybki lub kompletnie niezdolny do walki, zmuszał do wyciskania siódmych potów.

ZOBACZ TAKŻE
Co Formuła E przygotowała w bolidzie 3. generacji? Mamy odpowiedź

Zaowocowały one passą błyskotliwych wyczynów, które trzymały Evansa w walce aż do samej mety sezonu. Seria trzecich miejsc z roku 2021 i cztery fenomenalne dominacje z kolejnej kampanii obróciły się jednak wniwecz. Podczas berlińskiego finału siódmego sezonu jego Jaguar nie ruszył z trzeciego pola startowego. Rok później – po awarii na ulicach Londynu – mógł liczyć tylko na cud, ale ten nie nadszedł. Nowozelandczyk musiał zadowolić się wicemistrzostwem.

Evans = nauka i doświadczenie

Zakrawa to na paradoks, ale był to pierwszy medal na koniec sezonu, jaki wywalczył w swej sześcioletniej historii startów w czempionacie. Dla kibiców zawodnika Jaguara nie było to zaskoczenie – Evans kilka lat temu robił dokładnie to samo, tyle że na mniejszą skalę. Na swych barkach dźwigał cały zespół, stawał na podium tam, gdzie nie powinien się znaleźć. Trzy wyścigi po debiucie dostarczył im czwarte miejsce we wspomnianym Meksyku.

Korzystał wtedy z wiedzy Nelsona Piqueta Jr, nowych struktur w zespole, dynamicznego rozwoju własnych umiejętności. Uczeń wkrótce przerósł mistrza – Evans cenił wkład Brazylijczyka, ale w ciągu dwóch sezonów najpierw go prześcignął, a potem zdeklasował. Piquet, zwolniony po sześciu wyścigach w roku 2019, miał punkt na koncie; Nowozelandczyk – 36.

Mitch Evans Rzym

Fot. The Formula / Twitter

Rokrocznie scenariusz się powtarzał. Przed Piquetem partnerem Evansa był jeszcze Adam Carroll – doświadczony zawodnik GT i ELMS. Po byłym mistrzu na pół sezonu przybył Alex Lynn, zastąpiony w kolejnym roku przez Jamesa Calado. Nie zmieniało się tylko jedno – Jaguar miotał się, próbując znaleźć Evansowi partnera, którego ten nie rozbiłby w puch. Dopiero Sam Bird zmienił reguły gry – wygrał wyścig, zdobył dwa następne podia i zakończył rywalizację z 86 punktami do 90 Evansa.

Jaguar zdobył wicemistrzostwo i wkraczał w sezon 2021/2022 z nowymi siłami. Bird nie stanowił jednak wsparcia, mocując się z nową elektryczną bestią, którą Evans prędko ujarzmił. Nowozelandczyk wykorzystał do tego szereg zdolności wypracowanych w toku kariery. Na pierwszy plan wysuwa się tu hamowanie, a konkretnie: niebywała wrażliwość w obu nogach – jak wyraził się menedżer techniczny Jaguara, Phil Charles.

ZOBACZ TAKŻE
"Emocjonalny rollercoaster" - jak Nick Cassidy okiełznał Envision

Pozwala ona Evansowi precyzyjnie obracać samochód na wejściu w zakręt i w jego środku, ustawiając maszynę idealnie na wyjście. Sporą zasługę mają w tym geny, udoskonalane latami jazdy na ojczystych obiektach. Bolid pozostaje pod kontrolą, na limicie przyczepności, co widać zwłaszcza w ciasnych zakrętach pod kątem prostym i nawrotach.

Zwarty zespół

Opanowanie tej umiejętności zajęło Nowozelandczykowi kilka lat i wiązało się z koniecznością dopasowania własnego stylu jazdy. – Możesz dostrzec, kiedy kierowca wkłada w coś swoje własne metody […]. Niektórzy bardziej operują kierownicą, inni manipulują przyspieszeniem i hamulcem – hamują z określoną siłą w określony sposób, odpuszczają, skręcają – opisywał Charles.

Evans należy do drugiego typu. Gdyby przenieść tę umiejętność na F1 – założywszy obowiązkowy okres przygotowań – zapewne prędko posiadłby kunszt wymagany do pracy z nowymi samochodami. Zwłaszcza, że wicemistrz świata podobno znakomicie komunikuje się z ekipą. – Kiedy korzystamy z nim z symulatora, zawsze czujemy, że pod koniec samochód jedzie szybciej. To coś, co widziałem również w F1 […]. Dobrzy kierowcy dzielą tę samą cechę: są świetni w opisywaniu tego, co dzieje się po inżynieryjnej stronie samochodu.

Evans potrafi korzystać z narzędzi, które Jaguar daje mu do dyspozycji, a poszczególne tryby jazdy, zmiany balansu i tym podobne narzędzia sprawdzają się też w walce koło w koło. Potwierdził to choćby w Seulu świetnym manewrem na prowadzącym Lucasie di Grassim. – Widać, że jest lepszy i lepszy. Decyzje, które podejmuje w trakcie wyścigu, są fantastyczne, a jego manewry wyprzedzania na pierwszym okrążeniu – świetne – chwali kierowcę menedżer.

Jaguar FE 2023

Evans związał się z Jaguarem na pierwszy sezon trzeciej generacji bolidów | Fot. Alexandre Khaldi / Twitter

Sięgnijmy też po inne źródła. Wyłączając przedstawicieli mediów, umiejętności Evansa opisują z uznaniem także rywale, w tym Vandoorne czy Antonio Felix da Costa. Portugalczyk wspomniany atak określił (z podziwem) mianem: szalony. Pewność siebie konieczną przy podobnych atakach Evans nabiera dzięki swej grupie operacyjnej. Należy do niej inżynier wyścigowy Josep Roca oraz inżynier ds. osiągów i danych, Cristina Manas Fernandez.

Do tego dochodzą James Barclay (szef stajni), Craig Wilson (dyrektor zarządzający) oraz Gary Ekerold (dyrektor sportowy). Zintegrowana i zbudowana na solidnych fundamentach ekipa, której personaliów można tylko pozazdrościć.

Evans i jego osobiste pragnienia

Pozostaje jeszcze pytanie, czy Evans sam chciałby znaleźć się w F1. Zawodnik Jaguara często komplementuje FE, stwierdzając np. że to najtrudniejsza seria na świecie. – Widzisz Antonio Giovinazziego i widzisz, że [FE] okazała się dla niego naprawdę trudna – w pierwszym wyścigu niemal go zdublowaliśmy. Wielu zawodników z F1, z którymi się ścigałem, pokonałem. To, że są w F1 nie oznacza, że są lepsi niż my.

Jeśli brzmi to jak oświadczenie, należy pamiętać, że F1 ma do zaoferowania znacznie więcej. Prestiż, nowe obiekty, zainteresowanie medialne, inny rodzaj wyzwania, czy nawet – czysto materialnie – większe pieniądze. Czy Evans zdołałby oprzeć się pokusie wielkiego świata, gdyby z wolnym fotelem zapukało do niego Alpine? W chwili odejścia Alonso z francuską stajnią kontaktowało się kilku kierowców serii, ale nie wiadomo, czy Evans był wśród nich.

Evans Meksyk 2020

Już w roku 2012 – kiedy Evans wygrał GP3 – Mark Webber określił kierowcę zza miedzy (przedstawionego po zwycięstwie w Meksyku w 2020 roku) wyjątkowym talentem | Fot. Mitch Evans / Twitter

Na ten moment całkowicie poświęca się Jaguarowi i cieszy wpływem, jaki elektryczna seria wywiera na drogowe samochody, również brytyjskiej marki. – Podczas poprzedniego sezonu [2019/2020 – przyp. red.] udało nam się zoptymalizować Jaguara I-Pace tak, by dostał dodatkowe 20% zasięgu. Usprawniliśmy po prostu oprogramowanie, nie ingerując w sprzęt mówił w 2021 roku.

ZOBACZ TAKŻE
PORÓWNANIE: Porsche Macan vs Alfa Romeo Stelvio vs Jaguar F-Pace

Przypomnijmy, że Brytyjczycy potwierdzili, że w roku 2025 chcą posiadać całkowicie elektryczną ofertę samochodów. Evans widzi w tym ogromny atut FE, co da się wyczuć w słowach: to więcej niż ściganie, my dosłownie testujemy technologie przyszłości dla czegoś, co zobaczymy na drodze w następnych latach. W następnych latach, kiedy – jeśli plan F1 nigdy nie wypali – Evans wciąż walczyć będzie o tytuł w elektrycznej serii.

Droga daleka

Nowozelandczykowi i całej stajni nie można zarzucić braku motywacji. Nawet po porażkach, briefingi w Jaguarze niczym się nie różnią. – Po Meksyku [zajął tam 19-te miejsce] nie było żadnej różnicy w porównaniu z konferencjami po dobrych wyścigach. Mieliśmy listę tego, co można było zrobić lepiej, co zrobiliśmy dobrze i co będziemy robić. To sekret ścigania: nie reagujesz nad wyraz, znasz swe metody, procesy – wspominał Charles.

Klęska batalii o tytuł nie zachwiała też jego personalną pewnością siebie. – Zespół nie żałuje niczego, ja też. Spróbowaliśmy i było naprawdę dobrze, ale brak stabilności nieco nas powstrzymał. W przeciągu roku byliśmy jedną z najsilniejszych ekip. Pracowaliśmy naprawdę ciężko, wielkie w tym zasługi wszystkich w zespole i w fabryce.

ZOBACZ TAKŻE
Formuła E: Szalone E-Prix Seulu dla Evansa | Analiza 1. wyścigu

Mistrzostwo to wisienka na torcie, na którą Evans otwarcie poluje. Nic dziwnego – jego ostatni złoty medal przypada na sezon 2012. Formuła E zdążyła zbudować sobie przez lata sporą renomę, ale do poziomu F1 wciąż sporo jej brakuje. Decydenci królowej sportów motorowych nie patrzą na FE łakomym okiem, więc Evans może liczyć tylko na siebie i swoją zgraną ekipę. Czy jeśli zdobędzie tytuł, F1 spojrzy na niego z większym zainteresowaniem? Wszak James Barclay już w 2017 roku mówił, iż bez cienia wątpliwości [Mitch – przyp. red.] ma talent, by znaleźć się w F1. Jego umiejętności z tamtej kampanii nie da się porównać z tymi, które posiadł dziś.

5/5 (liczba głosów: 1)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama