Connect with us

Czego szukasz?

F3

Ponownie tylko połowa sukcesu w Premie | Podsumowanie sezonu F3 2022

Prema to zespół, który od kilku lat jest głównym kandydatem do walki o najwyższe cele w Formule 3. Nie inaczej było w sezonie 2022. Włoska ekipa walczyła o odzyskanie mistrzostwa zespołów, jednocześnie broniąc tytułu kierowców. Podobnie jak rok temu, zadanie zostało wykonane tylko w połowie. Tym razem jednak udało się triumfować w klasyfikacji zespołowej, tracąc jednak pierwsze miejsce w „generalce” kierowców. Oto podsumowanie sezonu Premy, mistrzów tegorocznej kampanii Formuły 3.

Prema mistrzostwo F3 podsumowanie
Fot. Prema Racing / Twitter

Wysokie oczekiwania

Przed sezonem 2022 od Premy oczekiwano bardzo wiele. Skład ekipy wyglądał na papierze bardzo dobrze: kierowca akademii Ferrari, Arthur Leclerc, obiecujący junior Red Bulla, Jak Crawford, oraz debiutant Oliver Bearman. Każdy z tych kierowców wyglądał od początku na zdolnych do walki o tytuł. Najwięcej oczekiwano po Leclercu, brat Charlesa jechał swój drugi sezon w F3, a już w debiutanckim pokazał szybkość. Brakowało mu jednak regularności i spokoju. Crawford dostał szansę w lepszym zespole i także miał włączyć się do walki o mistrzostwo w swoim drugim sezonie w serii. Olivier Bearman był oczywiście bardzo głośnym nazwiskiem, ze względu na genialne wyniki we Włoskiej i Niemieckiej F4. Jednak Brytyjczyk miał lekką taryfę ulgową ze względu na fakt, że debiutował w serii. Prema była więc gotowa do walki o najwyższą pulę.

Oliver Bearman. Jak utarł nosa kolegom?

Jak się okazało, najlepszym kierowcom Premy okazał się ten, od którego oczekiwano najmniej. Oliver Bearman od samego początku sezonu pokazywał niesamowitą formę. Niewiele brakowało, a wygrałby już w swoim premierowym wyścigu. Brytyjczyk jako pierwszy zobaczył flagę w szachownicę, jednak kara za łamanie limitów toru zepchnęła go na 2. miejsce. Blisko wygranej było też w drugiej rundzie. W wyścigu głównym kierowca Premy prowadził, ale nie zadbał o swoje opony, a po karze za kolizję w końcówce wypadł poza czołową dziesiątkę. Bearman od początku był piekielnie szybki, brakowało mu jednak doświadczenia. W następnych rundach Brytyjczyk regularnie punktował, kilkukrotnie stając podium. To utrzymywało go w walce o tytuł. Bearman jeszcze w ostatnim wyścigu sezonu walczył o mistrzostwo F3, jadąc genialne dwa wyścigi na torze Monza. Niestety dla niego, nie wystarczyło i musiał uznać wyższość Martinsa i Maloneya. Bearman zajął trzecie miejsce, wyprzedzając obu swoich kolegów z Premy, co było nie lada niespodzianką.

Najlepsze momenty: Wygrana w Belgii i weekend we Włoszech

Bearman mimo naprawdę dobrego sezonu musiał długo czekać na wygraną. Ta nadeszła dopiero w przedostatniej rundzie sezonu, podczas sprintu w Belgii. Brytyjczyk po starcie z 5. miejsca awansował już na pierwszym okrążeniu na drugą pozycję, a na następnym kółku zajął pozycję lidera, której nie oddał do samego końca. Było to dla niego zarówno pierwsze, jak i ostatnie zwycięstwo w sezonie. Jednak nie oznacza to końca dobrych wyników kierowcy Premy. Świetną formę zaprezentował także w ostatniej rundzie sezonu. Na Monzy w sprincie przebił się z siódmej pozycji na drugą, po drodze wykonując genialny manewr, podczas którego wyprzedził dwóch kierowców w jednym zakręcie. Także w wyścigu głównym Bearman pokazał klasę. Do samego końca walczył o wygraną, napierając na prowadzącego Maloneya. Gdyby nie czerwona flaga i brak restartu, Brytyjczyk mógł wygrać tamten wyścig, a może i nawet zgarnąć mistrzostwo kierowców.

 


 

Najgorsze momenty: Imola i Zandvoort

Jeśli mielibyśmy wskazać dwa weekendy, które kosztowały Bearmana tytuł, na pewno byłyby to wyścigi na Imoli i Zandvoort. We Włoszech po dobrych kwalifikacjach w sprincie popełnił błąd na początku, wyrzucając siebie z walki o punkty. Wyścig główny przebiegał wzorowo. Po dużym zamieszaniu z oponami przez pierwsze okrążenia to Brytyjczyk prowadził z dość wyraźną przewagą. Okazało się to jednak niepotrzebne, bo w ten sposób kompletnie zużył opony, nie mając szans w końcówce wyścigu. Koniec końców w walce o P3 zderzył się w ostatnim zakręcie z Saucym, eliminując go z wyścigu, i dostał dwadzieścia sekund kary. W Holandii także nie poszło, ale tutaj głównym czynnikiem był pech. Brytyjczyk nie zdołał ukończyć swojego najlepszego okrążenia, bo kilka sekund przed przecięciem linii mety wywieszono czerwoną flagę. Start z ledwie 14. pozycji na torze gdzie ciężko o wyprzedzanie, skończył się dwoma wyścigami bez żadnej zdobyczy. Mimo tych dwóch weekendów sezon Bearmana należy uznać za udany.

ZOBACZ TAKŻE
F3: Wielki junior Alpine górą | Podsumowanie sezonu 2022

Arthur Leclerc – wciąż nieokiełznany

O ile Bearman mógł być zadowolony ze swojego sezonu, o tyle Arhur Leclerc na pewno nie zaliczy go do udanych. Monakijczyk był faworytem mistrzostw, a jego zadaniem było przede wszystkim ustabilizowanie formy i nie mieszanie się w kłopoty. Jednak zdecydowanie nie udało mu się tych oczekiwań spełnić. Młodszy z braci Leclerc wciąż pokazywał czasem niezłe tempo, ale nie zawsze potrafił walczyć o najwyższe pozycje, a poza tym, a może nawet przede wszystkim, dalej popełniał masę błędów, szczególnie przy walkach koło w koło, podczas których jego rywale drżeli o stan swojego samochodu po pojedynku. Poza tym kierowca Premy bardzo często kończył kwalifikacje na niskich pozycjach. Pod tym względem jest przeciwieństwem starszego brata, a złożenie pojedynczego kółka cały sezon stanowiło dla niego ogromny problem. Dość powiedzieć, że w czołowej dziesiątce zakwalifikował się zaledwie 4 razy.

ZOBACZ TAKŻE
Arthur Leclerc nie zrezygnował z marzeń o F1. Czy wkrótce dołączy do brata?

Najlepsze momenty: Bahrajn i Silverstone

Pierwszy weekend sezon był dla Arthura Leclerca słodko-gorzki. Zaczęło się słabo, bowiem po słabych kwalifikacjach startował z 13. miejsca do obu wyścigów. Jednak dwa razy przeprowadził niesamowite szarże przez stawkę. W wyścigu głównym dało mu to piąte miejsce, za to w wyścigu głównym przebił się na drugą pozycję. Tyle walki nie potrzebował w Wielkiej Brytanii. Na Silverstone zajął drugie miejsce w sesji kwalifikacyjnej, ulegając O’Sullivanowi o 27 tysięcznych sekundy. To, czego nie udało się zrobić w kwalifikacjach, zrobił w wyścigu. Leclerc szybko awansował na prowadzenie, na którym przejechał prawie cały wyścig, dowożąc pierwsze zwycięstwo w Formule 3. Jak się okazało, ostatnie, bowiem triumf na Silverstone był nie tylko ostatnią wygraną Leclerca, ale też ostatnim wyścigiem ukończonym na podium.

Najgorsze momenty: Kolizje w Barcelonie i na Hungaroringu

Dwa wyścigi, w których Arthur Leclerc zdecydowanie przesadził w walce koło w koło. Monakijczyk jest znany z bardzo ostrej jazdy, często na granicy wypadków i kolizji. Podczas wyścigu głównego w Hiszpanii zdołał dwa razy przekroczyć przepisy, otrzymując dwukrotnie pięciosekundowe kary. Pierwszy incydent na początku wyścigu wyeliminował z wyścigu Davida Vidalesa, zaś Arthur Leclerc pojechał dalej bez większych problemów. Drugą karę otrzymał za agresywną obronę przeciw Juanowi Manuelowi Correi, którego wypchnął na trawę na prostej startowej. Kary nie zabrały mu punktów, bowiem i tak skończył jedenasty, ale nie zostawiło to najlepszej wizytówki młodszemu z braci Leclercków. Jednak jeszcze gorzej dał się zapamiętać kibicom na Węgrzech. Arthur Leclerc na ostatnim okrążeniu zaatakował w trzecim sektorze swojego partnera z zespołu, Jacka Crawforda. Zrobił to jednak na tyle nieudolnie, że zderzył się z Amerykaninem, rujnując obu wyścig i tracąc kilka ważnych punktów.

 


Jak Crawford – sporo pecha i brak tempa

Najgorszym z całej trójki kierowców Premy okazał się Jak Crawford. Patrząc na przestrzeni całego sezonu nie jest to wielka niespodzianka. Crawford po prostu kilkukrotnie nie był w stanie dotrzymać tempa najlepszym. Zazwyczaj Crawford kręcił się w okolicach czołowej dziesiątki, ale zdarzyło mu się też nawet stanąć pięć razy na podium. Junior Red Bulla wygrał jeden wyścig sprinterski, ale poza tym bywało różnie. Zdarzało mu się kończyć wyścigi poza punktowaną dziesiątką, ale wielokrotnie nie była to jego wina. Jednak Amerykanin ma też trochę winy po swojej stronie, gdyż czasem po prostu nie był na tyle szybki by walczyć o najwyższe miejsca. Crawford był w tym roku dosyć cichym kierowcom, tj. solidnie i regularnie punktował, ale brakowało mu efektownych występów. Taka rzemieślnicza praca dała mu 7. miejsce w klasyfikacji generalnej.

ZOBACZ TAKŻE
Byli kierowcy akademii Red Bulla. Jak obecnie wygląda ich sytuacja?

Najlepsze momenty: Imola i sprint w Austrii

Całościowo najlepszym weekendem dla Amerykańskiego kierowca zdecydowanie była Imola. We Włoszech udało mu się wykorzystać wszystkie sprzyjające okoliczności i dwa razy stanąć na podium. Był to chyba najbardziej szalony weekend całego sezonu, ale Crawford trzymał się z dala od kłopotów, co zaprocentowało szczególnie w głównym wyścigu, gdzie zajął drugie miejsce. Szczęścia nie potrzebował w sprincie na Red Bull Ringu. Tam pojechał genialnie i po starcie z trzeciego pola zgarnął zwycięstwo. Najlepszym podsumowaniem tego wyścigu jest manewr wyprzedzania po zewnętrznej w zakrętach 6 i 7, który dał mu prowadzenie wyścigu. Nie oddał go do samego końca, notując pierwsze zwycięstwo w F3. Podobnie jak w przypadku Leclerca, ostatnie w sezonie, ale Amerykaninowi przynajmniej udało się jeszcze stanąć na podium.

Najgorsze momenty: Belgia i pechowe kolizje

Zdecydowanie najgorszym momentem dla Crawforda były kwalifikacje w Belgii. Na mokrym torze obrócił swoją Premę w środkowym sektorze, ale to dopiero początek. Potem popełnił bowiem absurdalnie głupi błąd. Próbując wrócić na tor nie zmieścił się w zakręcie i zakopał się w żwirze, przez co musiał zakończyć kwalifikacje.

 


Poza tym Crawford unikał większych błędów albo bardzo nieudanych weekendów, ale nie uniknął innych kierowców. W Austrii został uderzony w końcówce podczas restartu, tracąc tym samym kilka punktów. Kolejne punkty kosztowała go wyżej wspomniana kolizja z Arthurem Leclerckiem, w której także nie on był winowajcą. Te dwa incydenty nie zmieniają jednak sytuacji Crawforda, bowiem także bez nich nie byłby dużo wyżej w klasyfikacji kierowców.

Podsumowanie

Koniec końców wyniki trójki kierowców dały Premie pewny tytuł mistrzowski wśród zespołów. Czy był to ich szczyt możliwości i oczekiwań? Na pewno nie, włoska ekipa mogła liczyć na więcej. Trzy wygrane wyścigi to nie najlepszy bilans jak na tak utytułowany zespół, a pozycje kierowców w klasyfikacji generalnej pozostawiają trochę do życzenia. Jednak w Premie nie mogą też narzekać na rok 2022 w Formule 3. Udało się odzyskać tytuł najlepszego zespołu, a to było dla nich najważniejsze. Jedno kosztem drugiego, w przyszłym sezonie włosi będą celować ponownie w oba tytuły, na co oczywiście mają niemałe szansę.

 


 

Oceń nasz artykuł!
\
Reklama