Dla serii juniorskich najniższych kategorii przetrwanie to rzecz najważniejsza. Historia pełna jest ambitnych projektów, które po kilku lub kilkunastu latach upadały, gdy ogień obecny przy ich zakładaniu nagle się wypalał. Hiszpanie jak na razie nie muszą martwić się podzieleniem ich losu – ich rodzima F4 ma się dobrze, a sezon 2022 – choć zdominowany przez jednego kierowcę – tylko to potwierdził.
Nowe maszyny Tatuus T-021 spisały się znakomicie; nowy partner w postaci akademii talentów Richard Mille (słynnego producenta zegarków) dał jej powiew świeżości; nowi kierowcy zapewnili wiele znakomitych pojedynków torowych. Siódmy rok rywalizacji wysoko zawiesił poprzeczkę, zbliżając hiszpańską serię do jej włoskiego odpowiednika.
Spójrzmy na podstawowe statystyki. W 7 rundach (21 wyścigach, z czego 6 poza Hiszpanią) udział wzięło 40 kierowców regularnych i 9 gościnnych, a wśród nich 3 kobiety. Dwie największe ekipy – Campos oraz MP Motorsport – wprowadziły tylu kierowców, że musiały podzielić się na dwie mniejsze stajnie, gdyż regulamin wymaga, by jeden konstruktor nie zapewniał więcej niż 4 samochodów na jedne zawody.
I wbrew znanemu porzekadłu, nie były to kolejne mistrzostwa Holendrów. Choć MP doskonale rozpoczęło sezon, to już kilku rundach oczywistym stało się, że inżynierowie Camposa stworzyli wespół z kierowcami bardziej efektywny kolektyw i to oni dyktować będą warunki. Przyjrzyjmy się głębiej przebiegowi tegorocznych rozgrywek.
Algarve niejednoznaczne
Pierwsze symptomy ułożenia się stawki otrzymaliśmy jeszcze zanim zgasły czerwone światła na starcie do pierwszego wyścigu. Podczas testów znakomicie spisywał się duet Nikola Tsolov-Tymoteusz Kucharczyk, a ich rywalizacja zwiastowała nie tylko pasjonujące pojedynki indywidualne, ale też znakomitą batalię dwóch stajni: Camposa i MP.
Polak swój fotel w drugim z zespołów otrzymał nie tylko z racji na wyśmienite rezultaty kartingowe. Za jego miejsce zapłaciła wspomniana akademia Richard Mille, gdyż w zorganizowanych przezeń specjalnych testach Ślązak wypadał zdecydowanie najlepiej. Skory udowodnić talent, od początku mocno naciskał na Bułgara. W pierwszych kwalifikacjach na portugalskim Algarve przegrał z nim jedynie o 0,2 sekundy.
Wyścig mógł ułożyć się jeszcze korzystniej. Tsolov z powodu problemów ze sprzęgłem bardzo wolno ruszył z pól, lecz zniszczone utrzymywaniem wysokiego tempa opony skazały Polaka na porażkę z Hugh Barterem oraz Tasanapolem Inthraphuvasakiem. Taj, którego nazwisko śmiało służyć może za łamaniec językowy, wypadał w Portugalii znakomicie. Jego łupem padły też kolejne kwalifikacje i drugi wyścig, gdzie Tsolov znów napotkał ogromne problemy.

Fot. Tymek Kucharczyk / Facebook
Kucharczyk toczył tymczasem batalię z Barterem, ale po karze za naruszenie limitów toru spadł za młodego Filipa Jenicia. Serb spisał się wyśmienicie, podobnie jak Miron Pingasov, który przedarł się z 22. na 8. miejsce. Szastam nazwiskami nie bez przyczyny – charakterystyczną cechą każdej F4 jest obecność kilku znakomitych jeźdźców (dla nas będą to Tsolov, Barter oraz Kucharczyk) oraz otaczającej ich szerokiej grupy tych, którzy w czołówce pojawiają się okazjonalnie. Algarve wyłoniło i jednych, i drugich.
MP na (chwilowym) prowadzeniu
Dzięki triumfowi Inthraphuvasak wysunął się na czoło klasyfikacji kierowców, a wśród ekip chwilowo przewodziła stajnia holenderska. Tsolov nie zamierzał tego tak zostawić – odpierając ataki Kucharczyka, wygrał trzeci wyścig. Zwycięstwo umniejszyło nieco rozmiar strat, ale z Algarve z prowadzeniem w czempionacie i tak wyjeżdżał kierowca z Tajlandii. Za nim plasowali się Hugh Barter (6 punktów straty) oraz Polak (z 9 oczkami do odrobienia).
Na Jerez maleńkie status quo uległo kompletnemu odwróceniu, choć początek wcale nie zwiastował przebudowy w klasyfikacji generalnej. Kucharczyk ponownie toczył kapitalne boje z Bułgarem i wyszedł z nich z tarczą w pierwszym z wyścigów. Czołową trójkę uzupełnił Włoch Valerio Rinicella, za którego plecami do głosu dochodzić zaczął Kirill Smal. Rosjanin z kirgiską licencją zastąpił Inthraphuvasaka w kategorii egzotycznego bywalca czołówki.

Bułgar w przyszłym roku reprezentować będzie ART Grand Prix w Formule 3 | Fot. Nikola Tsolov Racing / Facebook
Taj, podobnie jak Barter, był bowiem zupełnie niewidoczny, toteż kibice nad Wisłą mogli cieszyć się z objęcia fotela lidera przez Kucharczyka. Tylko chwilowo; w drugich zawodach niedościgniony protegowany Fernando Alonso pewnie sięgnął po zwycięstwo, powtarzając sukces także w ostatniej rundzie weekendu. Nasz reprezentant, uszkodziwszy przednie skrzydło po tym, jak obrócił się przed nim Christian Ho, mógł zapomnieć o podium.
Campos nie tylko odrobił wszelkie straty, ale wszedł nawet pozycję samodzielnego lidera wśród ekip. Pozycję umocnioną w Walencji, gdzie fenomenalny Tsolov nie forsował samochodu i spokojnie zwyciężył inaugurację. Kucharczykowi do mety dojechał trzeci – walkę w czołówce utrudniał mu znakomity debiutant z Portugalii, Manuel Espirito Santo.
To nie on skradł jednak show – zrobił to Francuz Gaël Julien. Francuz za złamanie limitów toru spadł na czwartą pozycję, ale nie zdawał sobie z tego sprawy i zaparkował bolid pod podium. Stojący na jego szczycie Tsolov mógł patrzyć nań tylko z rozbawieniem, samemu będąc poza zasięgiem rywali. Już wówczas Bułgar miał 123 punkty, o 29 więcej niż Kucharczyk i 58 więcej niż Hugh Barter.
Campos i Tsolov odjeżdżają
Australijczyk spisał się fatalnie – będąc w okolicach punktowanej pozycji zaliczył piruet i zmarnował wszelkie szanse. Znakomicie pojechali natomiast Robert de Haan czy Jenić. Serb punktował zresztą we wszystkich trzech rundach na obiekcie we wschodniej Hiszpanii, ale nie mógł równać się z Tsolovem. Bułgar zdominował tercet wyścigów, a w drugim epizodzie wręcz zdeklasował stawkę. 18-minutowy wyścig wygrał aż o 8 sekund przed Julienem.
Kucharczyk robił, co mógł, ale nawet walka bok w bok podczas ostatnich zawodów w Walencji na nic się zdała. Polak musiał ulec, siódme podium w sezonie celebrując na drugiej lokacie. Tuż za nim swój talent ponownie objawił Smal. Nadspodziewanie dobrze zaprezentował się również Bruno del Pino, jeździec niewielkiej stajni Drivex School.
Na Spa-Francorchamps Hiszpan też miał swoje pięć minut, ale przedtem Tsolov po raz kolejny rozdawał karty. Pierwszy wyścig – triumf przed Barterem i ostro walczącym podopiecznym Giancarlo Fisichelli, Rinicellą. Drugi – Barter znów pokonany. Trzeci – ósma z rzędu wygrana, kolejna odniesiona bez większej presji. Dominacja niczym niezmącona – MP zaczęło tracić grunt pod nogami.
Kucharczyk przeżywał katusze. Najpierw zgasił silnik, potem spadł na sam koniec stawki i zdołał przebić się tylko na 16. miejsce, a na koniec weekendu finiszował dopiero ósmy. W konsekwencji spadł nawet za Hugh Bartera, lecz ten tracił do Tsolova już 100 punktów. Kwestia mistrzostwa – zanim kierowcy stawili się w Aragonii – jawiła się jako rozstrzygnięta.

Fot. Tymek Kucharczyk
Szczęśliwie dla widzów, owa Aragonia przywitała ich obietnicą odświeżenia. Pomijając wciąż zwyżkującą formę de Haana (już na Spa punktował trzykrotnie), w czołówce doszło do lekkich przetasowań. Tsolov, mimo szaleńczych prób ataku, nie zdołał pokonać Bartera. Pierwsze punkty wpadły na konto Ricardo Escotto oraz młodego Théophile’a Naëla ze stajni Saintéloc.
Nowe twarze czołówki
Francuzi znani byli dotąd głównie z wyścigów WRC, gdzie wystawiali klienckie samochody Audi GT3. Na początku roku właściciel ekipy zatrudnił jednak Morgana Carona. Były kierowca kartingowy, działacza FIA oraz pomocnika Pierre’a Gasly’ego otrzymał zadanie rozszerzenia portfolio wyścigowego o rywalizację bolidów.
– Dlaczego Hiszpańska Formuła 4? – pytał retorycznie Caron. – Bo od dwóch lat te mistrzostwa całkiem nieźle się rozwijają. Sądzę, że jest dobrze zorganizowana, są niezłe tory. Nie zamykamy się na Włochy czy Niemcy, ale bardziej interesująca jest dla nas Hiszpania […]. w zakresie testów czy innych tego typu rzeczy, na koniec będziemy mogli przejechać cały sezon po całkiem dobrej cenie w porównaniu z czołowymi zespołami Włoskiej F4 – opowiadał.
Pierwszy wyścig na belgijskiej legendarnej arenie przeszedł bez echa, ale w Aragonii do 15-letniego Naëla dołączył Duńczyk Theodor Jensen i pierwsza trójkolorowa stajnia w serii zdołała się ustatkować. Drugi wyścig pozbawił ich siły przebicia, bowiem jaśniej ponownie świeciły gwiazdy serii. Tsolov, rozsierdzony kwalifikacyjną porażką rzędu 8 tysięcznych sekundy, bez problemów wygrał. Bartera w ostatniej szykanie genialnym manewrem minął Kucharczyk.

Dyrektorem technicznym odpowiedzialnym za F4 w zespole dotychczas słynącym z m.in. rajdów będzie Julien Simon-Chautemps, były inżynier wyścigowy Kimiego Raikkonena w Alfie Romeo | Fot. Saintéloc Racing / Facebook
Australijczyk zaplanował odwet. W ostatniej rundzie Tsolov robił wszystko, co mógł, by go wyprzedzić, ale Barter zamykał wszystkie drzwi i na dobre przejął rolę jedynego poważnego rywala Bułgara. Nie o tytuł (ten odjechał już dawno) – a o pojedyncze triumfy. Gorliwość Bułgara poskutkowała też błędem, przez co przed juniorem Alpine uplasował się Kucharczyk.
Dobrych występów Polaka mogliśmy się spodziewać – znacznie bardziej zaskakujący był debiut Martiniusa Stenshorne’a. Norweg przybył do Hiszpanii z włoskiej F4 i z miejsca trzy razy znalazł się w czołowej szóstce. Nieco gorzej wypadli Daniel Nogales i Filip Jenić. Tego ostatniego oglądaliśmy w Aragonii po raz ostatni – bliżej niesprecyzowane problemy administracyjne wykluczyły go z rywalizacji.
Sprawa srebra zamknięta
Nie było to jedyne osłabienie serii – z uwagi na kłopoty zdrowotne z jazdy zrezygnować musiał Suleiman Zanfari, perspektywiczny Marokańczyk. Absencje nie wpłynęły jednakże na dorobek ich ekip – Campos Racing wciąż toczył walkę z MP Motorsports. Ich ekipy-matki losy tytułu już rozstrzygnęły. Matematyka umożliwiała co prawda odmianę losu, ale przy 115-punktowej różnicy trudno było uwierzyć w cud.
Inaczej sprawa się miała w klasyfikacji kierowców – Barter zapisał dotąd na swym koncie 180 oczek, Polak – 156. Tym cenniejsze były dla Australijczyka trzy triumfy w Navarze, przedostatniej rundzie czempionatu, gdzie Kucharczyk jeździł nieźle, ale bez błysku. Powodów do zadowolenia nie mieli też Duńczycy. Georg Kelstrup dostał karę i spadł z 4. na 19. miejsce.
Jedynym, który na te perypetie już nie zważał, był Tsolov. Dzięki drugiemu miejscu w jednym z wyścigów, Bułgar został koronowany na nowego mistrza serii wygrywanej niegdyś przez m.in. Amaury’ego Cordeela czy Franco Colapinto. Jedyny sukces MP polegał na tym, że już w Barcelonie – finale roku – obudzili się koledzy Kucharczyka. Christian Ho zajął 4., 7. i 4. miejsce, punktował Valerio Rinicella, do dziesiątki powrócił nawet Tasanapol Inthraphuvasak.
Polak tymczasem tylko w marzeniach mógł zagrozić Barterowi – więcej skupienia musiał poświęcić ambitnemu Smalowi, czającemu się na ostatnią medalową lokatę. Nie sposób było jednak oprzeć się wrażeniu, że rywalizacja w Barcelonie nosiła posmak długo wyczekiwanego końca roku. Tsolov rozpoczął weekend od 11-tej wygranej, a za nim uplasował się Smal, wcześniej zmuszający Kucharczyka do chaotycznej defensywy i blokowania kół.
Drugi wyścig przyniósł niemalże powtórkę. Mimo pojawienia się samochodu bezpieczeństwa, Tsolov był bezkonkurencyjny, a na piedestale znalazła się cała wielka trójka. Nawet ostatnie zawody, które nie poszły po myśli Kucharczyka – w walce z Noahem Stromstedem (czyniącym olbrzymi progres) spowodował neutralizację i spadł na siódme miejsce – nie miały znaczenia. Tsolov kontrapunktował wybitny sezon ostatnim triumfem, a Campos zdeklasował MP.
Kto zaskoczył, a kto zawiódł?
Nieuczciwym byłoby uznanie za kierowcę roku kogokolwiek innego niż Nikoli Tsolova. 15 pole position, 17 najszybszych okrążeń, 13 zwycięstw (w tym 8 z rzędu) na 21 możliwych – nawet w seriach juniorskich rzadko zdarzają się podobne przypadki supremacji. Barter i Kucharczyk ustępowali mu widocznie, ale nie należy dopatrywać się w tym ich niemocy – raczej omnipotencji Bułgara.
Australijczyka i Polaka podzieliło finalnie 60 punktów. Barter częściej zwyciężał (4 do 1), ale ponosił boleśniejsze porażki; Kucharczyk sprawiał wrażenie bardziej systematycznego, choć rzadziej dysponującego tempem na tyle błyskotliwym, by zaskoczyć znakomitych rywali. Polak dał się poznać przede wszystkim jako utalentowany, szybki i rozważny. Okazjonalne błędy były nieuniknione dla kierowcy tak młodego, z tak niewielkim doświadczeniem.
Z tej perspektywy świetnie spisywał się też Kirill Smal – zawsze w okolicach podium. Podobnie Valerio Rinicella – gotowy udowadniać swoją wartość agresywnym i żywiołowym stylem jazdy. Robert de Haan? Cicho i skrzętnie wykorzystujący błędy konkurentów. Również Zanfari i Jenić, choć o systematyczności nie słyszeli, prezentowali umiejętności godne docenienia.
Dość powiedzieć, że choć Marokańczyk i Serb ominęli po 6 wyścigów, ale wciąż zajęli 7. i 8. miejsce, wyprzedzając m.in. Inthraphuvasaka. Taj to zdecydowanie największy przegrany kampanii. Z początku zdawał się faworytem, ale weekend po weekendzie gasł i opadał – aż w 13 wyścigach nie zdobywał punktów. Niewiele dobrego powiedzieć też można o Rosjanach pod hiszpańską banderą – Arkhangelskiy’m, Pingasovie i Ryabovie.

Choć Holendrzy wystawili do rywalizacji (w obu zespołach) aż 8 bolidów (po rezygnacji Zanfariego – 7), tylko Kucharczyk i Inthraphuvasak zdołali odnieść zwycięstwo | Fot. Kirill Smal / Twitter
Żaden z nich nie nawiązał do sukcesów wyżej wymienionych, żaden nie zapracował na drugą szansę. Takową mógłby zapewne otrzymać Georg Kelstrup – Duńczyk był szybki, ale nazbyt gorliwy, często marnował wypracowane w pocie czoła okazje. Mimo 105 punktów uzupełniających jego rubrykę statystyk, trudno wyzbyć się wrażenia, że Kelstrup miał w sobie potencjał na zdecydowanie więcej. Kontynuacja jego hiszpańskiej przygody jak na razie stoi pod znakiem zapytania.
Przyszłość świetlana
Tsolova hołubiłem już wszelkimi metodami – jego wybitność pozbawiła nas emocji związanych z trwającą cały sezon walką o mistrzostwo. Czy jednak mankament ten przysłonił pozytywne aspekty serii? Hiszpanie wyciągają wnioski – obyło się bez skandali i kłopotliwych afer, sędziowanie można uznać za poprawne, sam sposób organizacji również znakomicie broni się przed wszelkimi zarzutami.
Seria rośnie z roku na rok, a triumf Camposa, który przerwał passę MP Motorsport, tylko może jej pomóc. Już teraz w stawce pojawiali się zawodnicy z krajów o marginalnej reprezentacji w profesjonalnym motorsporcie (Tsolov przykładem najlepszym, a istnieje potencjał, by w maszynach Tatuus podobnych perełek tylko przybywało – w kolejnym sezonie dla MP wystartuje choćby Emiratczyk Keanu al Azhari.
Wzorem Kucharczyka (a w przeszłości także Bartera czy Rafaela Villagomeza) wygrał on testy Richard Mille. Do szerokiej puli zawodników z pewnością dołączą także protegowani Sergieja Sirotkina. Alexander Bolduex i George Zhuravskiy znajdą się w ramionach stajni Drivex. Saintéloc – stajnia z ambicjami – swego składu jeszcze nie podała, choć prawdopodobnie pozostanie w nim pozytywnie rokujący Théophile Naël.

Mistrz brazylijskiej F4, Pedro Clerot, dołączy w przyszłym sezonie do hiszpańskich mistrzostw. Na zdjęciu po lewej przedstawieni są również Gastão Fráguas Filho, promotor tamtejszej F4 oraz inżynier Clerota, Eduardo Bassani | Fot. Formula Scout
Hiszpania w świecie niższych kategorii sportów motorowych to zatem lokacja zaiste ciekawa. Rozwijająca się, pozbawiona kłopotów charakteryzujących choćby niemiecką (i już nieistniejącą) ADAC F4. Do Włochów jeszcze wiele im brakuje, lecz w tak dynamicznym środowisku nie można wykluczyć scenariusza zrównania potencjału obu serii.