Artur Janosz: Kim jest nasz rozmówca?
Polski kierowca wyścigowy, którego gościmy na łamach Motohigh.pl, ma bogatą karierę. W 2014 roku zawodnik pochodzący z Pszczyny został wicemistrzem Euroformuły Open. W sezonach 2015 i 2016 Artur Janosz rywalizował w GP3 w barwach ekipy Trident. Polak był w stanie zdobywać punkty. Ponadto nasz rozmówca brał udział w testach GP2. W ostatnich latach rywalizował on w zawodach GT3, a po raz ostatni ścigał się w 2021 roku. W tej rozmowie Artur Janosz opowiedział o kulisach swojej karierze, a także o potencjalnym powrocie do rywalizacji.
Początki w Euroformule Open
Sezon 2013 był tTwoim pierwszym w single-seaterach. Czy już wtedy plan był taki, że pierwszy rok jest takim na oswojenie się z bolidami, a w drugim celem będzie walka o najwyższe cele?
Pierwszy rok w single-seaterach był taki na zobaczenie, jak się mogę oswoić z bolidem, jak to wygląda i co należy zrobić. Zwłaszcza to było dobre podejście po kartingu i kilku innych startach. Także pierwsze treningi i wyścigi były w moim wykonaniu nastawione głównie na naukę i w połowie sezonu progres był na tyle duży, że szło walczyć o punkty. W Belgii zająłem 7. miejsce i to był najlepszy wynik w sezonie. Dzięki temu na kolejny rok celowaliśmy w czołową 3. To, jak wiemy, się udało.
Sezon 2014 rozpoczął się w Niemczech. Zająłeś tam 4. i 2. miejsce. Czy ty i zespół nastawiliście się już wtedy, że to będzie udana kampania?
To już było bez porównania, bo miałem doświadczenie i potrzebną wiedzę. Od razu miałem lepsze tempo i doskonale czułem samochód. W pierwszym weekendzie wyścigowym wywalczyłem 30 punktów i to był bardzo dobry prognostyk przed kolejnymi rundami.
Artur Janosz i zwycięstwo
Pierwsza wiktoria na tym poziomie wpadła ci w Portugalii. Jak wspominasz start i same zawody, gdyż na pierwszych metrach tego wyścigu stoczyłeś walkę z Sandym Stuvikiem?
Zawody w Portugalii ułożyły się dla nas znakomicie, a wygrana to tylko zwieńczyła. Najbardziej z tego weekendu pamiętam drugi wyścig. Zająłem 2. miejsce. Na pewnym etapie zawodów byłem daleko za Stuvikiem, ale zbliżałem się do niego i udało mi się go zaatakować. On mnie jednak nie widział i musiałem odpuścić, aby nie doprowadzić do kolizji. Wpadłem na metę jako 2. Także miałem szansę na dwie wygrane w 1 weekend. Co do pierwszego wyścigu to, jak prowadziłem byłem bardzo podekscytowany. Jednak musiałem trzymać nerwy na wodzy, aby nie zrobić czegoś głupiego.
Co sądzisz o konfiguracji toru Algarve z szykaną w 1. zakręcie? F1 ścigała się tam bez, a Wy mieliście szykanę.
Na pewno ona pomagała w wyprzedzaniu, bo było jeszcze większe dohamowanie i można było pokombinować. W normalnej wersji 1. zakręt jest dużo szybszy i trzeba tam uważać, bo wtedy trudniej jest wjechać komuś pod pachę. Tam też wtedy próbowałem wyprzedzić tego Stuvika, ale się nie udało.
Droga do wicemistrzostwa
W Jerez w 2. wyścigu była szansa na wygraną. Prowadziłeś, dostałeś karę i w dodatku miałeś po odbyciu jej wypadek. Za co była ta kara i czy byłeś zły po tych zawodach?
Karę dostałem za złe ustawienie się na starcie – zrobiłem to pod kątem. W Jerez podobnie jak w Portugalii bardzo dobrze czułem samochód i w kwalifikacjach wywalczyłem pole position. Po starcie prowadziłem i to z wielką przewagą, ale dostałem karę. Musiałem przejechać przez aleję serwisową, goniłem innych i na jednym z zakrętów obróciłem się i tak to się skończyło.
Drugą wiktorię odniosłeś na Węgrzech. Prowadziłeś prawie od startu do mety. Prawie, bo na pierwszym zakręcie Sandy Styvik zaszalał i skosił trawę. Czy nie bałeś się, że Taj w Ciebie uderzy? Ten manewr był dość dziwny.
Przestrzelił mocno zakręt i sporo na tym stracił. Później przeglądaliśmy nagrania z kamery umieszczonej w moim bolidzie i ja jak tylko zobaczyłem co on robi to odpuściłem. Od razu zahamowałem, aby we mnie nie wpadł. Od tego momentu miałem zawody pod kontrolą, bo choć Alex Palou jechał za mną to udawało mi się go powstrzymywać. Na te zawody przyjechało wiele kibiców z Polski w tym moi znajomi. Wszyscy ubrali takie same koszulki i było widać wyraźnie kogo wspierają.

Fot. Euroformula Open / Artur Janosz w Euroformule Open wygrał 2 wyścigi
„Lepiej było odpuścić”
Dzień później zająłeś 2. miejsce. Na 3. okrążeniu w dosyć odważny sposób minął ciebie Palou. Spodziewałeś się, że Hiszpan zaatakuje w tej szykanie w środku toru i dosłownie przejedzie po trawie?
W ogóle nie spodziewałem się tego manewru w tamtym miejscu. Rzadko kto tam próbuje nawet spróbować zaatakować rywala. Ja się trochę zagapiłem, a on przestrzelił zakręt i musiałem zdecydować co zrobić. Zamknąć mu drzwi czy pozwolić się minąć. Wybrałem tą drugą opcję, bo nie chciałem abyśmy się zderzyli. A tak chociaż to udało się zająć 2. miejsce. Hungaroring to jeden z najgorszych torów do wyprzedzania. Jest bardzo ciasny, kręty i tylko tak naprawdę w 1. sektorze da się coś zdziałać. Walka Alonso z Hamiltonem z 2021 roku to pokazała, albo też Haasy w sezonie 2020, co blokowały szybszych kierowców.
W kolejnych wyścigach na podium stawałeś 3 razy i na koniec sezonu zostałeś wicemistrzem. Jakbyś podsumował tę kampanię?
Był to drugi rok i udało się wygrać kilka zmagań. Świetnie się zgrałem z bolidem i szło walczyć o naprawdę wysokie wyniki. Przez cały sezon była fajna walka w czołówce. Ale też poza torem z Sandym Stuvikiem i Alexem Palou miałem świetny kontakt. Zresztą z Tajem ścigaliśmy się później w różnych GT3.
Kilka słów o pewnym Hiszpanie
Co do Palou. Z tamtej stawki Euroformyły Open mówiło się, że największe kariery zrobicie Ty i Sandy Stuvik. Tymczasem Alex po dość niekonwencjonalnej drodze (Super Formuła, IndyCar) ma już za sobą występ w treningu F1. Będąc szczerym spodziewałeś, się że tak potoczy się jego kariera?
Jego historia pokazuje, że nie można być pewnym niczego. Hiszpan skakał między różnymi seriami i to się opłaciło. W nich pokazał, że jest super szybki i to głównie spowodowało, że jest tak blisko F1. Naprawdę on wybrał chyba najbardziej krętą drogę, ale dzięki temu jest już można powiedzieć na szczycie. W końcu nie bez przyczyny wziął udział w tym treningu F1 w Austin.
Artur Janosz i wejście do GP3
Przejechałeś w 2015 roku 3 wyścigi w Europejskiej F3. Dlaczego postawiłeś na GP3 a nie Europejską F3?
GP3 było serią, która miała większą pozycję marketingową. Mistrzostwa te w końcu towarzyszyły F1. Wielu zawodników z GP3 przechodziło do F1. Nawet zdarzały się przypadki, że bezpośrednio. A startowaliśmy na torach tylko i wyłącznie z kalendarza F1, co miało wielkie plusy.
Austria była 2. rundą tamtego sezonu. W sprincie Trident dysponował kosmicznym tempem – Tunjo wygrał po starcie z 9. lokaty, Ty przebiłeś się z P21 na P11, ale po karach awansowałeś na 9. miejsce. Co tam Trident takiego zrobił, że po klapie w 1. gonitwie, nagle tak awansowaliście?
To jeden z dowodów na to, że lekka zmiana warunków lub ustawień potrafi wiele zdziałać. Na początku sezonu mieliśmy problemy i to mimo bardzo dobrych przedsezonowych testów. Nie mogliśmy przełożyć tego na zawody, lecz Austria okazała się takim można powiedzieć punktem zwrotnym. Od tych zawodów coś drgnęło i było to widać.

Fot. Trident
Jak bardzo zadowoliły ciebie 2 punkty, które wywalczyłeś w Silverstone?
Z tym torem miałem pecha, ale zapewne do tego zaraz dojdziemy. Każdy dobry rezultat budował. Dopiero zaczynaliśmy starty na tym poziomie, a już w piątym wyścigu sezonu udało się wywalczyć punkty. Dalej było lepiej pod wieloma względami.
Szczęście, kontrole i szansa na podium
Kolejną zdobycz punktową wywalczyłeś w Belgii. Tam pomimo kontaktu z Fuoco, zająłeś 7. miejsce. Jak ten incydent z Fuoco wyglądał z Twojej perspektywy i czy nie obawiałeś się, że masz uszkodzony bolid?
Tam było na żyletki i faktycznie miałem szczęście. Czasami bywa tak, że nie ma się wpływu na to, że zostało się wciągniętym w incydent. Jednak to są wyścigi. Fuoco był w akademii Ferrari, walczył o jak najlepsze rezultaty i czasami przeginał. Trudno mi coś jednak więcej powiedzieć, bo ta kolizja miała miejsce dawno temu i też nie pamiętam wszystkich szczegółów.
Komentator brytyjskiego Eurosportu nawet założył się o zegarek, że odda go, jeżeli nie uszkodziłeś bolidu.
To już trzeba pytać jego samego! [śmiech]
W Rosji zająłeś 5. miejsce, co do tej pory jest najlepszym rezultatem osiągniętym przez Polaka na tym poziomie w GP3/FIA F3. Masz jakieś wspomnienia z tego weekendu?
Ja powiem o tej rundzie z innej perspektywy. Tam już czuło się tą inność przed wejściem na tor. Wszędzie były służby, ochrona, wyrywkowe kontrole i mnóstwo bramek. Jak się przypadkiem zapomniało paszportu to można było mieć problem, aby chociażby udać się do hotelu. Nitka tego toru była nowoczesna, lecz właśnie w pamięci zapadały te całe regularne kontrole.
W Bahrajnie dzięki 6. lokacie w zawodach głównych miałeś 3. pole startowe w sprincie. Co poszło nie tak, że zamiast bić się o podium wpadłeś na metę jako 12?
Bahrajn to obiekt, który mocno degraduje opony. Bardzo szybko traci się przyczepność. Za szybko chciałem przebijać się do przodu, narzuciłem zbyt mocne tempo i przez to straciłem prędkość w kluczowym momencie rywalizacji.
Artur Janosz i kolejne starty w GP3
Sezon 2015 zakończyłeś na 14. miejscu z 20 punktami. Jaki to był prognostyk przed 2016 rokiem?
Plan był taki sam jak w Euroformule Open. Pierwszy rok miał przynieść nieregularne punktowanie, a w tym drugim powalczyć o czołowe lokaty. Wszystko wyglądało na to, że uda się to zrealizować, bo pierwszą część planów zrealizowaliśmy.
Początek kampanii był niemrawy, ok w Austrii 2-krotnie ocierałeś się o punkty i potem w Wielkiej Brytanii zająłeś początkowo 7. miejsce po fantastycznej końcówce. Jednak potem dostałeś karę za limity toru i zamiast pierwszej linii była 9. lokata. Jak bardzo byłeś tym faktem rozczarowany?
Tak, wyjechałem w tamtym miejscu o dosłownie 5 centymetrów. Miałem pecha, że akurat tam były te czujniki i zostało to zarejestrowane. Szkoda, że o wszystkim dowiedziałem się dość późno po zawodach. Zresztą już w kwalifikacjach miałem pecha. Byłem na okrążeniu, które dałoby mi 4. czas. Ale na dosłownie 100 metrów przed prostą startową pojawiła się czerwona flaga i mi to kółko anulowali. A później przez karę straciłem pierwszy rząd.

Fot. Trident / Artur Janosz nie miał udanego sezonu 2016
Ostatnie punkty w GP3 wywalczyłeś we Włoszech. Co poszło nie tak w sezonie 2016?
Na to złożyło się wiele czynników. Kilka razy, jak jechałem po dobre miejsca to coś się działo. Na Hockenheim chociażby Ralph Boschung i spółka wciągnęli mnie w gigantyczny karambol, który zrujnował mi zawody. Przez ich kolizję pod mój bolid wleciało przednie skrzydło i to sprawiło, że straciłem sterowność i wpadłem w bandę. A jeszcze wcześniej na tym samym torze, pomimo dobrego tempa w czasówce, pod sam koniec sesji spadłem o wiele miejsc, bo nie mogłem się poprawić. Tego było po prostu za dużo.
Testy GP2 i start w Formule V8
Jak współpracowało się z Tridentem? Jaki wpływ na ekipę miał Giacomo Ricci?
Jeżeli chodzi o 2 lata współpracy z nimi to nie mogę mieć żadnych żalów. Organizacja była świetna, a sam Giacomo wiele razy nas wspierał. Bardzo się starał i pomagał, abyśmy byli w czołówce. Głównie to dzięki niemu Trident zaczął odnosić wiele sukcesów w seriach juniorskich. Miał i nadal ma pomysł na tą ekipę. Włoska atmosfera też robiła swoje.
Porozmawiajmy o Formule V8. Jak to się stało, że tam wylądowałeś?
Przed samym weekendem wyścigowym dostałem zaproszenie od RP Motorsport, bo ich kierowca wypadł. No i w ten sposób tam się znalazłem. To było bardzo fajne doświadczenie i udało się zdobyć 2 punkty. Docisk tego bolidu był przeogromny. Głowa na zakrętach latała na boki i trudno było utrzymać ręce na kierownicy. Fizycznie to był najbardziej wymagająca maszyna, jaką kiedykolwiek jeździłem, ale wrażenia były bardzo piorunujące.


Czy na 2017 roku chciałeś iść w kierunku F2 albo tej Formuły V8 na pełen etat?
Testowałem jeszcze bolid serii GP2 pod koniec sezonu 2015, bo dopiero od sezonu 2017 powróciła F2. Miałem 3 dni testowe. Szło dobrze, ale jednego dnia podczas szybkich przejazdów wybuchła mi skrzynia biegów i straciłem cały dzień. Te 2 dni były owocne, ale skończyło się tylko na testach.
Artur Janosz i GT3
Po single-seataerach skupiłeś się na jeździe w GT3. I tu odnosiłeś sukcesy m.in. w 2018 roku zostałeś mistrzem Lamborghini Super Trofeo Asia – Pro. Jak spodobały ci się te mistrzostwa?
Lamborghini Super Trofeo było jedną z najlepszych serii, w jakiej się ścigałem. Zresztą zawody GT3 mają bogatą ofertę. Na pewno były zawody 6 Hours of Vallelunga pod Rzymem. Jednak to właśnie w Azji było wszystko porządnie zorganizowane, mistrzostwa miały wysoki prestiż. Każdy tor był klasyczny – mam tu na myśli pułapki żwirowe i był ograniczony asfalt na poboczach.
Motorsport od jakiegoś czasu ma swoje igrzyska. W 2019 roku startowałeś w nich. Jak oceniasz tą imprezę?
To była 1. edycja tego. Bardzo dużo się w to zaangażowało, sporo krajów było zaangażowanych w to. Rozgłos był sporo. Sam zamysł wielu się spodobał, bo było wiele dyscyplin. Sam fakt, że rywalizowali tam młodzi kartingowcy po starszych zawodników w samochodach GT3 był świetnym pomysłem. Wywalczyliśmy nawet srebrny medal.

Fot. FIA
Startowałeś w barwach ekipy byłego kierowcy F1 – Vincenzo Sospirego. Miałeś okazję go poznać?
Ja z nim miałem okazję współpracować już wcześniej i bardzo dobrze się poznaliśmy. Sporo rozmawialiśmy już wtedy, a w czasie Motorsportowych Igrzysk byliśmy na linii praktycznie cały czas. On sprawdza każde detale, bo chce, aby jego podopieczni dostali jak najlepszy samochód do rywalizacji. Przykłada do tego wielką wagę.
Czy Artur Janosz powróci do wyścigów?
Twoim zdaniem wyścigi GT mogą stawać się poważną alternatywą dla kierowców? Coraz więcej mistrzostw używa GT3 na czele powoli z WEC czy DTM.
To jest samochód tani w utrzymaniu. GT3 jest też łatwiej obsłużyć przez nazwijmy to standaryzację niż poprzednią generację aut DTM sprzed rewolucji. Sam koszt produkcji jest niski, a do tego łatwiej jest dostać części zapasowe. Oczywiście nadal są to wysokie koszty, ale w porównaniu do wyższych klas nie jest aż tak źle. Nic dziwnego, że coraz więcej serii korzysta z tych pojazdów, bo można nimi się fajnie ścigać.
Czy podczas kariery nie myślałeś o spróbowaniu swoich sił w WEC czy ELMS w klasie LMP2? To dość popularny wybór wśród kierowców.
Pomysły były różne, ale w motorsporcie nie da się niczego przewidzieć. Bardzo trudno było uzbierać budżet na kolejne serie, a to komplikowało wszystko, bo bez pieniędzy nie da się awansować nigdzie.
Masz jakieś plany odnośnie powrotu do motorsportu w roli kierowcy? Bo wszelkie strony z danymi twierdzą, że ostatni raz rywalizowałeś ponad roku temu.
Ostatni raz ścigałem się w 2021 roku. Bardziej skupiłem się od tamtej pory na szkoleniu innych kierowców. Oczywiście chciałbym wrócić, ale nie wiem jeszcze, jak to wszystko się poukłada.
Jak to jest być mentorem?
Teraz jesteś trenerem Jędrzeja Szczęśniaka. Od kiedy mniej więcej się tym zajmujesz?
Powiem, że od dawna zajmuje się czymś takim i to dla mnie żadna nowość. Już podczas startów w Euroformule Open szkoliłem innych kierowców. Przekazywanie innym wiedzy jest ważne i wiem, że to działa. Ja to robię po swojemu, ale oni są zadowoleni z metod.
Rok temu Tymoteusz Kucharczyk i Kacper Sztuka wygrywali zawody F4. Roman Biliński stawał na podium we FRECA, a Piotra Wiśnickiego ujrzymy w tym sezonie w FIA F3. Co chciałbyś na koniec przekazać naszym czytelnikom?
Cieszę się, że w końcu po tylu latach w końcu coś zaczęło ruszać się i mamy perspektywicznych kierowców. A nie jest łatwo się przebijać. Najważniejsze, aby każdy w ten sposób mógł realizować swoje pasje, bo to może przerodzić się w sukces.