Connect with us

Czego szukasz?

IndyCar

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Kulisy ścigania w USA

Po zakończeniu II wojny światowej nastał interesujący okres w historii Indianapolis. Obiekt zyskał nowego właściciela, został odrestaurowany, a wyścig Indianapolis 500 znalazł się nawet w kalendarzu Formuły 1. Pora wyruszyć w fascynującą podróż, najpierw przenosząc się do roku 1946, aby poznać historię odrodzenia się wyścigu Indianapolis 500.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500 1956
Zdjęcie archiwalne / Wypadek podczas wyścigu Indianapolis 500, 1956

Po raz kolejny w przeciągu zaledwie 20 lat cały świat pogrążył się w działaniach wojennych. Tor w Indianapolis opustoszał, a większość jego pracowników została zwolniona. Obiekt odwiedzany jeszcze niedawno przez dziesiątki tysięcy ludzi zaczęła teraz przejmować roślinność. Z czasem jednak, mimo wciąż trwających działań wojennych, samochody powróciły na tor w stanie Indiana. Nastąpiło powojenne odrodzenie Indianapolis 500, a wyścig przeżywał swój rozkwit. Bolidy stawały się coraz szybsze, a impreza przyciągała coraz więcej widzów. Wyścigi samochodowe stawały się jednak coraz bardziej niebezpieczne, o czym świadczy pewne tragiczne zestawienie. Spośród 33 uczestników Indy 500 z 1953 roku, 16 zawodników poniosło śmierć na torach wyścigowych.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500

W 1944 roku II wojna światowa jeszcze trwała, a Stany Zjednoczone były zaangażowane w walki w Europie i na Pacyfiku. Organizacja wyścigów samochodowych była zakazana ze względu na oszczędzanie zasobów. Jednakże firma Firestone otrzymała od amerykańskiego rządu zgodę na test opon. 25 listopada 1944 roku, po raz pierwszy od dołączenia USA do wojny, warkot wyścigowego silnika ponownie odbił się echem od betonowych barier owalu w Indianapolis.

ZOBACZ TAKŻE
Narodziny legendy - przedwojenna historia Indianapolis 500

Cztery dni później na tor przybył Wilbur Shaw, który przeprowadził test wyścigowej maszyny przejeżdżając 500 mil ze średnią prędkością 100 mil/h. Zawodnik nie potrafił jednak cieszyć się jazdą będąc przytłoczonym fatalnym stanem obiektu. Spomiędzy tworzących nawierzchnię cegieł coraz śmielej wyglądała roślinność, a drewniane trybuny zamieniały się w próchno.

Trzykrotny triumfator Indianapolis 500 postanowił podzielić się swoimi zmartwieniami z właścicielem toru, Eddie Rickenbackerem. Ten jednak nie przejął się stanem obiektu i w ogóle nie zamierzał już inwestować w Indianapolis Motor Speedway. Jego głowę zaprzątał teraz plan otworzenia własnych linii lotniczych Eastern Air Lines. Rickenbacker chciał sprzedać owal w stanie Indiana, a nowy właściciel miał go zagospodarować według własnego uznania.

Przyszłość toru stanęła pod wielkim znakiem zapytania, jednak Wilbur Shaw był gotów zrobić wszystko, by go uratować. Kierowca zaczął aktywnie poszukiwać kupca wśród przedstawicieli przemysłu samochodowego. Jednakże żaden z producentów samochodów nie był zainteresowany obiektem. Shaw nie zniechęcał się jednak. W końcu trafił na biznesmena, Tony’ego Hulmana. Przedsiębiorca pochodzący z Indiany planował kontynuować działalność toru wyścigowego.

14 listopada 1945 roku Hulman przejął Indianapolis Motor Speedway. Według nieoficjalnych źródeł podanych w gazetach Indianapolis Star oraz News biznesmen zapłacił za obiekt 750 000 dolarów. Wkrótce na tor wyjechały maszyny budowlane. Nowy właściciel miał ambitny plan zorganizowania kolejnej edycji Indy 500 już w 1946 roku. Tym razem na jego własnych zasadach i ograniczeniu liczby uczestników do 33 kierowców.

Powrót po wojnie

Pierwsze zgłoszenia zaczęły napływać już pod koniec lutego. Większość zawodników zdecydowała się skorzystać z poczty. Harry McQuinn postanowił jednak dostarczyć swoje zgłoszenie osobiście. Kierowca wyścigowy, a także pilot, wsiadł w samolot Aeronca Champion i udał się w podróż do Indianapolis. 7 lutego, na oczach remontujących tor robotników, wylądował na przeciwległej prostej toru Indianapolis Motor Speedway.

Prace remontowe szły pełną parą, a termin wyścigu nieubłaganie się zbliżał. Niektóre ekipy przybyły na tor już w połowie marca, choć oficjalne treningi rozpoczęły się 1 maja. Zawodnicy ćwiczyli początkowo za zamkniętymi drzwiami. Obiekt był dostępny jedynie dla zawodników i dziennikarzy ze względu na wciąż trwające prace budowlane. Z tego samego powodu treningi były ograniczone do 3 godziny dziennie. 11 maja remont dobiegł końca, a zawodnicy otrzymali do dyspozycji pełne 10 godzin. Na trybunach ponownie zaś zasiedli kibice. Nikt już nie miał wątpliwości, że tor będzie gotowy na powojenne odrodzenie Indianapolis 500.

Pierwsze, powojenne zawody w Indianapolis wzbudziły spore zainteresowani wśród Amerykańskich kierowców, przyciągnęły także kilku czołowych zawodników z Europy. Do wyścigu zgłosili się m.in. Tazio Nuvolari, Luigi Viloresi i Rudolph Caracciola. Lista startowa liczyła aż 56 nazwisk, z czego na tor przybyło 53 zawodników.

Tazio Nuvolari ostatecznie nie stanął do kwalifikacji. Kierowca wycofał się z wyścigu w Indianapolis z powodu śmierci syna, a jego miejsce zajął Achille Varzi. Spośród reprezentantów starego kontynentu jedynie Viloresi zdołał zakwalifikować się do wyścigu. Zapewne wielu spodziewało się, że dołączy do niego Rudolph Caracciola. Niemiec miał początkowo wystartować za kierownicą Mercedesa W195, który jednak utknął na granicy zatrzymany przez szwajcarską służbę celną. Niemiec przybył na tor, jako widz, jednak Joe Thorne zaproponował mu miejsce w swoim zespole. Niestety podczas kwalifikacji kierowca miał poważny wypadek – został uderzony w głowę (prawdopodobnie przez przelatującego ptaka) i doznał silnego wstrząsu mózgu spędzając kolejnych kilka dni w śpiączce.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Zielona flaga

Pierwszy od czasu zakończeniu II wojny światowej wyścig w Indianapolis odbył się 30 maja 1946 roku. Podczas ceremonii startu na torze pojawił się James Melton, który zaśpiewał „Back Home Again in Indiana” dając początek nowej tradycji.

W końcu, po raz pierwszy od pięciu lat, nad torem Indianapolis ponownie pojawiła się zielona flaga. Powojenne odrodzenie Indianapolis 500 stało się faktem. Stawce przewodził początkowo Cliff Bergere, który w czasówce uzyskał średnią prędkość 203,535 km/h. Jednakże już na pierwszym okrążeniu wyprzedził go Mauri Rose, który zaliczył rewelacyjny start przebijając się z dziewiątego pola na pierwszą lokatę.

Wyścig należał jednak do George’a Robsona, który znalazł się na dobre na pierwszej pozycji na 93. okrążeniu. Amerykanin za kierownicą Adamsa Sparks SC pokonał 500 mil w czasie 4 godzin 21 minut i 26 sekund. Było to pierwsze zwycięstwo dla sześciocylindrowego silnika od czasu zwycięstwa Raya Harrouna w pierwszej edycji Indy 500. Drugi na mecie Jimmy Jackson stracił do zwycięzcy 34 sekundy.

Trzecie miejsce zajął Ted Horn w Maserati, co było najlepszym wynikiem dla Europejskiego samochodu. Kierowca stracił podczas dwóch długich pit stopów aż siedem okrążeń do ostatniego, pozostającego na torze kierowcy. Później jednak wziął się za odrabianie strat. W trakcie drugiej połowy wyścigu był najszybszym zawodnikiem na torze. Amerykanin zdołał przebić się na trzecią lokatę i przejechać pełen dystans wyścigu, jednakże jego strata do zwycięzcy wyniosła aż 12 minut.

Luigi Villoresi zajął siódme miejsce w wyścigu

Zdjęcie archiwalne / Luigi Villoresi zajął siódme miejsce w wyścigu

Jedyny Europejczyk w stawce, Luigi Villoresi, ukończył zmagania na siódmym miejscu. Kierowcy pozwolono przejechać pełen dystans wyścigu, a jego strata do Robsona wyniosła ponad 36 minut.

Bojkot, polecenia zespołowe i niepokorny Rose

Przed startem kolejnej edycji wyścigu doszło do konfliktu pomiędzy zawodnikami, a organizatorami. Zrzeszeni w American Society of Professional Auto Racing (ASPAR) kierowcy domagali się większej puli nagród. Organizatorzy wyścigu nie byli jednak gotowi przystać na te żądania. Sportowcy postanowili wówczas zbojkotować Indy 500. Ostatecznie w połowie maja udało się osiągnąć porozumienie. Wówczas bojkotujący imprezę zawodnicy nadesłali swoje zgłoszenia i pomimo przekroczenia terminu zostali dopuszczeni do startu.

Wyścig został zapamiętany za sprawą kontrowersyjnego finiszu. W końcówce rywalizacji na prowadzeniu podążali dwaj zawodnicy ekipy Lou Moore’a. Bill Holland był pierwszy, a Mauri Rose drugi. Wówczas to członek ekipy Moore’a pokazał swoim kierowcom tabliczkę z napisem „EZY”, która miała nakazać zredukowanie tempa i utrzymanie pozycji do mety.

Holland postąpił zgodnie z instrukcją, natomiast Rose dostrzegł w tym swoją szansę. Kierowca z każdym okrążeniem był bliżej lidera wyścigu. Ten nie próbował się oddalić nie spodziewając się zagrożenia ze strony zespołowego kolegi. W końcu na dziewięć okrążeń przed metą Rose zrównał się z Hollandem. Mijając jego samochód postanowił nawet pomachać swojemu rywalowi. Holland był przekonany, że jego zespołowy partner gratuluje mu w ten sposób nadchodzącego zwycięstwa i odmachał Rose’owi. Wkrótce jednak przekonał się, że Amerykanin machał mu na pożegnanie. Mauri Rose wysunął się na prowadzenie, przewodząc stawce przez ostatnie osiem okrążeń. Kierowca pokonał dystans wyścigu w czasie 4 godzin 17 minut 52,17 sekundy. Prowadzący przez 143 okrążenia Bill Holland musiał zadowolić się drugim miejscem, dojeżdżając do mety wyścigu 32,12 sekundy za Rose’m.

Kolejne starcia Rose’a i Hollanda

Po zwycięstwie z 1947 roku Mauri Rose wygrał wyścig także w 1948, ponownie dojeżdżając przed Billem Hollandem. Tym razem jednak obyło się bez kontrowersji, a Holland nie był w stanie się zbliżyć do prowadzącego przez 81 okrążeń Rose’a. Mauri Rose, który wygrał już Indy 500 w 1941 oraz 1947 roku, został trzecim w historii kierowcą z trzema triumfami na ceglanym owalu w Indianapolis.

Mauri Rose mknący po swoje trzecie zwycięstwo w Indianapolis

Zdjęcie archiwalne / Mauri Rose mknący po swoje trzecie zwycięstwo w Indianapolis

Bill Holland musiał poczekać na swoje zwycięstwo jeszcze jeden rok. Edycja z 1949 roku została zupełnie zdominowana przez Hollanda, który przewodził stawce przez 146. okrążeń. Po raz kolejny największym zagrożeniem dla niego stał się zespołowy partner, Mauri Rose. Kierowca ponownie zignorował polecenia zespołu i rzucił się w pogoń za liderem wyścigu. Jego maszyna nie wytrzymała jednak szaleńczego tempa odmawiając posłuszeństwa na osiem okrążeń przed metą. Był to ostatni wyścig Rose’a w ekipie Lou Moore’a, który zwolnił kierowcę za ignorowanie poleceń zespołu.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500 – miejsce w kalendarzu Formuły 1

W 1950 roku utworzono Mistrzostwa Świata Formuły 1. W kalendarzu znalazło się siedem wyścigów. Obok sześciu prestiżowych Europejskich imprez na torach takich jak Monako, Monza czy Spa w harmonogramie znalazł się najważniejszy wyścig w Stanach Zjednoczonych – Indianapolis 500. Pierwsza w historii edycja Indy 500 wchodząca w skład mistrzostw świata Formuły 1 padła łupem Johnnie’go Parsonsa.

ZOBACZ TAKŻE
Historia Grand Prix USA. Kręta droga do amerykańskiego snu o Formule 1

Tor w Indianapolis zapewnił sobie stałe miejsce w kalendarzu Formuły 1 przez 11 lat. Impreza była jednak zdominowana przez zawodników IndyCar, natomiast kierowcy rywalizujący regularnie w Formule 1 nie byli zbytnio zainteresowani wyprawą za ocean i rywalizacją na owalu. Przez ponad dekadę, podczas której Indianapolis gościł Formułę 1, zaledwie kilku kierowców z Europy wybrało się za ocean.

Ciężka przeprawa

W 1951 roku wyścig padł łupem Lee Wallarda. Zwycięstwo nie przyszło mu jednak łatwo, a kierowca musiał zmagać się nie tylko z rywalami, ale także z niesprawnym samochodem. Podczas wyścigu w jego maszynie doszło do awarii hamulców, amortyzatorów oraz rury wydechowej. Co więcej, zawodnik nie założył podkoszulki pod ognioodporny kombinezon, który spowodował liczne otarcia na jego ciele. Wallard musiał udać się po wyścigu do tymczasowego szpitala na torze Indianapolis, gdzie udzielono mu pomocy medycznej. Mimo licznych niedogodności kierowca przewodził stawce przez 159 okrążeń i odniósł pewne zwycięstwo. Oprócz niego, do końca rywalizacji dotrwało zaledwie siedmiu zawodników.

Dla Lee Wallarda było to ostatnie zwycięstwo w karierze. Tydzień później podczas wyścigu w Reading miał poważny wypadek. Zawodnik doznał poważnych poparzeń ciała i zakończył swoją wyścigową karierę.

Najmłodszy zwycięzca

W 1952 roku rywalizacja została zdominowana przez Billa Vukovicha. Kierowca prowadził przez 150 okrążeń, lecz na 9 kółek przed metą w jego samochodzie pękł drążek kierowniczy.

W ten czas na prowadzenie wysunął się Troy Ruttman. Amerykanin utrzymał pierwszą pozycję do lini mety pokonując 500 mil w czasie 3 godzin 52 minut 41,88 sekundy. Kierowca miał wówczas 22 lata i 80 dni, dzięki czemu został najmłodszym zwycięzcą Indy 500 w historii. Amerykanin został jednocześnie najmłodszym triumfatorem wyścigu F1, gdyż zawody te wliczały się wówczas do klasyfikacji mistrzostw świata. Rekord ten pobił dopiero Fernando Alonso wygrywając w 2003 roku Grand Prix Węgier.

Jednym z rywali Ruttmana w tamtym wyścigu był zmierzający po mistrzostwo świata Formuły 1 Alberto Ascari. Kierowca znalazł się na Indy za sprawą Scuderii Ferrari, która wystawiła dla niego model 375 Indianapolis. Start włoskiej ekipy nie był jednak zbyt udany. Na 40. okrążeniu od bolidu Ascariego odpadło koło i zawodnik musiał wycofać się z rywalizacji.

Debiut Turbo

Rok 1952 to także debiut samochodu z silnikiem turbodoładowanym. Wyposażony w jednostkę wysokoprężną Cummins Diesel Special był pierwszym bolidem z doładowaniem zasilanym przez gazy wydechowe. Co prawda, samochody z doładowaniem pojawiały się na starcie Indy 500 już w latach ’20, lecz w ich przypadku urządzenie było napędzane przez koła zębate.

Cummins Diesel Special był pierwszym samochodem na Indy z silnikiem turbodoładowanym

Zdjęcie archiwalne / Cummins Diesel Special był pierwszym samochodem na Indy z silnikiem turbodoładowanym

Rozwiązanie, które miało dać ekipie przewagę, ostatecznie stanęło na przeszkodzie w dojechaniu do mety. Po przejechaniu 71 okrążeń doszło do awarii turbiny i zasiadający za kierownicą bolidu Fred Agabashian musiał wycofać się z wyścigu.

Hottest 500

Hottest 500, czyli „Najgorętszy 500”. Taki był właśnie wyścig w Indianapolis w 1953 roku. Podczas zawodów temperatura powietrza przekraczała 32 stopni Celsjusza, a nawierzchnia nagrzała się do 54 stopni. Warunki były wyjątkowo trudne, a wiele ekip dzieliło swoje samochody pomiędzy dwóch, a czasem nawet trzech kierowców. Na tym większe uznanie zasługuje wyczyn Billa Vukovicha, który przejechał cały wyścig w pojedynkę. Od momentu wywieszenia zielonej flagi Amerykanin spędził za kierownicą 3 godziny, 53 minuty i 01,69 sekundy. Zawodnik całkowicie zdominował rywalizację prowadząc przez 195 z 200 okrążeń.

Niestety nie wszyscy równie dobrze radzili sobie z trudami wyścigu. Carl Scarborough zakończył swój udział w rywalizacji po przejechaniu 69 okrążeń. Kierowca podczas pierwszego pit stopu zaczął uskarżać się na mdłości. Gdy w trakcie tankowania wybuchł niewielki pożar, zawodnik był zmuszony opuścić maszynę, a chwilę później osunął się na krzesło. Wówczas ekipa postanowiła przekazać bolid w ręce Boba Scotta, który dowiózł maszynę do mety na 12. miejscu.

Carl Scarborough został tymczasem zabrany do szpitala na torze. Temperatura jego ciała osiągnęła już 40 stopni Celsjusza, a kierowca stracił przytomność. Mimo próby reanimacji nie udało się go uratować. Scarborough zmarł w wieku 38 lat w wyniku udaru cieplnego.

Upał dał się również we znaki Patowi Flaherty’emu. Zawodnik zemdlał na 115. okrążeniu i uderzył w ścianę. Na szczęście, z pominięciem kilku niewielkich zranień odniesionych w wyniku uderzenia, nic poważnego mu się nie stało.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Drugi triumf Vukovicha

Bill Vukovich gotów był walczyć o kolejne zwycięstwo w następnym sezonie, choć przystępował do rywalizacji dwuletnią maszyną, odstającą tempem od samochodów rywali. Było to szczególnie widoczne podczas kwalifikacji, w których Vukovich zapewnił sobie start z odległego, 17. pola. W wyścigu wykorzystał jednak pełnię swoich umiejętności i na 62. okrążeniu objął prowadzenie. Na następnym kółku kierowca zjechał do alei serwisowej, powracając na czoło stawki na 92. okrążeniu. Amerykanin prowadził łącznie przez 90 okrążeń i ustanowił nowy rekord prędkości przejeżdżając 500 mil w czasie 3 godzin 49 minut i 17,27 sekundy.

Kwalifikacyjny chaos

Aby względnie bezpiecznie jeździć po torze Indianapolis, konieczne są dobre warunki atmosferyczne. Tych zabrakło podczas pierwszego dnia kwalifikacji w 1955 roku. Zawodników powitał porywisty wiatr, a tor otaczały deszczowe chmury. Nikomu nie było spieszno do wyjazdu na tor, a przed południem kierowcy uzgodnili między sobą, że wszyscy pozostaną w garażach odkładając walkę o pole position nazajutrz.

 

Podczas rozmów zabrakło jednak Jerry’ego Hoyta. Kierowca nieświadom zawartego porozumienia wyjechał na tor na dwadzieścia minut przed końcem sesji uzyskując średnią prędkość 225,380 km/h. Wynik ten nie był rewelacyjny, lecz póki co jedyny. Chwilę później na jego ruch odpowiedział Bettenhausen Sr., lecz nie zdołał on pobić wyniku Hoyta. Sam Hanks oraz Pat O’Connor także przygotowali samochody, lecz nie ukończyli swoich prób. Pierwszy dzień czasówki zakończył się z zaledwie dwoma zakwalifikowanymi samochodami i Jerrym Hoytem na pole position. Kolejne pozycje startowe ustalone zostały następnego dnia. Pod koniec sesji w wyniku awarii układu kierowniczego rozbił się Manny Ayulo. Kierowca zmarł w szpitalu następnego dnia.

Wypadek Vukovicha

W 1955 roku wyścig w Indianapolis mógł zyskać kolejną legendę. Bill Vukovich miał na swoim koncie już dwa zwycięstwa odniesione rok po roku. Gdyby wygrał wyścig, zostałby pierwszym w historii zwycięzcą trzech edycji z rzędu i czwartym w historii kierowcą, który odniósł trzy triumfy.

Na starcie wyścigu prowadzenie objął ruszający z trzeciej pozycji Jack McGrath, jednak już na czwartym okrążeniu wyprzedził go Bill Vukovich. McGrath powrócił jeszcze na pierwszą lokatę na 15. kółku, wkrótce jednak ponownie minął go Vukovich. Po przejechaniu 54. okrążeń McGrath musiał porzucić wszelką nadzieję na zwycięstwo. W jego samochodzie doszło do awarii iskrownika i zawodnik musiał wycofać się z rywalizacji. Wydawało się, że nikt nie zagrozi już Vukovichowi.

W czasie, gdy lider wyścigu pokonywał 56. okrążenie, Rodger Ward rozbił się na wyjściu z drugiego zakrętu. Kierowca dwukrotnie dachował, po czym wylądował na kołach, tyłem do kierunku jazdy. Nadjeżdżający Art Kellert próbował ominąć rozbity pojazd, lecz stracił panowanie nad swoją maszyną. Kellert uderzył w Johna Boyda, a ten w nadjeżdżającego Billa Vukovicha. Pojazd Vukovicha wpadł w barierę i przeleciał nad nią kilkukrotnie dachując. Pojazd uderzył w niewielki mostek i wylądował na zaparkowanych przy torze samochodach. Bolid stanął w płomieniach. Ed Elisian zatrzymał swój samochód na poboczu i ruszył na ratunek Vukovichowi, lecz było już za późno. Amerykanin zmarł w wieku 36 lat w wyniku odniesionych obrażeń w drodze po swoje trzecie zwycięstwo w Indianapolis 500.

Wyścig toczył się jednak dalej i po trwającej 26 minut neutralizacji powrócono do ścigania. Na prowadzenie wysunął się Jimmy Bryan, lecz na 90. okrążeniu musiał się wycofać z powodu awarii pompy paliwa. Wówczas na pierwszym miejscu znalazł się Bob Sweikert. Na 133. okrążeniu wyprzedził go Art Cross. 23 okrążenia później na pierwszą lokatę wysunął się Don Freeland, lecz cztery okrążenia później został wyprzedzony przez Sweikerta. Wkrótce zarówno Cross jak i Freeland musieli się wycofać z powodu awarii swoich maszyn. Zwycięzcą zawodów został Bob Sweikert, lecz radość z sukcesu przyćmiona została przez śmierć Vukovicha.

Tragedia w Le Mans

W 1955 roku Indy 500 pochłonęło życie kolejnej dwójce kierowców. Zawodom w Indianapolis niemal od początku towarzyszyła śmierć, niebezpieczeństwo było zresztą nieodłącznym elementem wyścigów samochodowych tamtej epoki. Uczestnicy jak i widzowie byli niejako pogodzeni z tym faktem. Jednakże tragedia w Le Mans z 1955 roku była wstrząsem dla całego motorsportowego świata.

Z powodu zamieszania przy zjeździe do alei serwisowej Pierre Levegh wpadł w Lance’a Macklina. Samochód Levegha wzbił się w powietrze i uderzył w skarpę. Zawodnik nie miał żadnych szans na przeżycie. Szczątki jego maszyny wpadły w znajdującą się przy prostej startowej trybunę. Tamtego dnia, oprócz Levegha życie straciło 82 widzów. Wydarzenie to zmieniło zupełnie sporty motorowe. Mercedes wycofał się z wyścigu 24h Le Mans, by wkrótce zawiesić cały swój program sportowy. Szwajcaria zakazała organizacji wyścigów samochodowych. Wieści o tragedii dotarły także do Stanów Zjednoczonych.

American Automobile Association, organizator wyścigów bolidów jednomiejscowych w USA, postanowił zakończyć organizację zawodów. Przyszłość Indy 500 stanęła pod znakiem zapytania. Właściciel toru Indianapolis, Tony Hulman postanowił jednak wziąć sprawy w swoje ręce i utworzył własne mistrzostwa. Pierwszy sezon zmagań pod egidą zarządzanej przez Hulmana organizacji USAC, odbył się już w 1956 roku. Kalendarz składał się z dwunastu rund, które odbywały się na torach owalnych o nawierzchni asfaltowej oraz ziemnej. Nowa seria odniosła ogromny sukces, a prestiż wyścigu w Indianapolis po raz kolejny został uratowany.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt II - USAC: 30 szalonych lat w Ameryce

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Asfaltowe Indianapolis

Przed kolejną edycją wyścigu obiekt Indianapolis Motor Speedway zupełnie odmienił swoje oblicze. Tor został zalany asfaltem, a oryginalną, ceglaną nawierzchnię pozostawiono jedynie na liczącym 550 metrów odcinku prostej startowej.

Modernizacja obiektu nie pozostała bez wpływu na uzyskiwane przez zawodników rezultaty. Zdobywca pole position, Pat Flaherty, osiągnął średnią prędkość 234,314 km/h, ustanawiając nowy rekord toru. Znacznie gorzej spisał się Nino Farina w Bardahl-Ferrari. Jedyny reprezentant Europy nie zdołał nawet przejechać kwalifikacyjnej próby tracąc szansę na start w wyścigu.

Kwalifikacje udało rozegrać się bez większych trudności, lecz kilka dni przed startem wyścigu doszło do załamania pogody. Tor w Indianapolis nawiedziły ulewne deszcze. Na torze stała woda, tunele prowadzące do części wewnętrznej zostały całkowicie zalane, a pobocze zamieniło się w błotniste grzęzawisko. Istniało duże ryzyko przesunięcia, a być może nawet odwołania zawodów. Wówczas jednak do akcji wkroczył kierownik toru, Clarence Cagle. Przez 48 godzin jego ludzie pracowali w dzień i w nocy, rezygnując nawet ze snu. Dziesiątki tysięcy litrów wody zostało usuniętych z toru Indianapolis. Dzięki ciężkiej pracy ekipy Cagle’a 30 maja 1956 roku zawodnicy mogli przystąpić do rywalizacji.

Pat Flaherty w drodze po zwycięstwo w Indianapolis

Zdjęcie archiwalne / Pat Flaherty w drodze po zwycięstwo w Indianapolis

Wyścig padł łupem zdobywcy pole position, Pata Flaherty’ego, który na 76. okrążeniu objął prowadzenie i nie oddał go już do mety. Drugi na mecie Sam Hanks stracił do niego 20 sekund.

Hanks wygrywa!

Przed następną edycją wyścigu tor przeszedł kolejną modernizację. Aleja serwisowa została wybetonowana i oddzielona murem od prostej startowej. Obok toru powstała nowa wieża Master Control Tower, przeznaczona dla komentatorów, osób odpowiedzialnych za pomiar czasu i liczenie punktów.

Wyścig zaliczany do klasyfikacji generalnej Formuły 1 przyciągnął jednego, regularnie rywalizującego w niej zawodnika – Giuseppe Farinę. Włoch miał jednak spore trudności z zapanowaniem nad maszyną i nie był w stanie uzyskiwać konkurencyjnych rezultatów. Zawodnik przekazał swój bolid do przetestowania zespołowemu koledze, Keithowi Andrewsowi. Kierowca podczas swojego pierwszego przejazdu wpadł w poślizg i uderzył w ścianę oddzielającą tor od aleji serwisowej. Kierowca poniósł śmierć, a Farina postanowił wycofać się z wyścigu.

Do rywalizacji przystąpili zatem wyłącznie reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Do kuriozalnej sytuacji doszło już na okrążeniu rozgrzewkowym. Elmer George, zięć właściciela obiektu, Tony’ego Hulmana, zderzył się z Eddie’m Russo. Obydwaj zawodnicy byli zmuszeni wycofać się z rywalizacji jeszcze przed ujrzeniem zielonej flagi.

Bohaterem wyścigu został San Hanks. Zawodnik trzynaście razy brał udział w Indianapolis 500, lecz dopiero podczas swojej ostatniej próby sięgnął po upragniony triumf. Kierowca odniósł zwycięstwo w przekonującym stylu. Amerykanin przewodził stawce przez 136 okrążeń i pokonał Jimmy’ego Rathmana o ponad 20 sekund.

Sukces ten nie byłby możliwy bez doskonałego samochodu. Prowadzony przez Hanksa Lay-down Offy charakteryzował się dosyć nietypową konstrukcją. Pojazd napędzany był przez silnik Offenhausera, który zamontowano z boku. Dzięki temu udało się obniżyć środek ciężkości, zmniejszyć opór aerodynamiczny stawiamy przez maszynę i zminimalizować przechyły nadwozia na zakrętach.

Karambol

W 1958 roku na starcie wyścigu doszło do tragicznego w skutkach karambolu. W trzecim zakręcie zajmujący drugą pozycję Ed Elisian stracił panowanie nad bolidem i uderzył w przewodzącego stawce Dicka Rathmana, czym zepchnął go na barierę. Zajmujący trzecią pozycję Jimmy Reece widząc wypadek zaczął hamować, a podążający tuż za nim Pat O’Connor wjechał w tył jego samochodu i wyleciał w powietrze. Pojazd przeleciał 15 metrów i wylądował poza torem. Uderzenie było na tyle silne, że 29-letni Pat O’Connor zginął na miejscu, a chwilę później jego samochód ogarnęły płomienie.

W karambolu kosztującym życie Patta O’Connora uczestniczyło łącznie 15 kierowców. Większość zawodników nie odniosła jednak poważniejszych obrażeń. wyjątkiem był Jerry Unser, który dachował po kontakcie z Paulem Goldschimdtem i doznał przemieszczenia ramienia.

Pierwsza linia wyścigu Indianapolis 500 z 1958 roku

Zdjęcie archiwalne / W pierwszej linii znaleźli się Dick Rathmann, Ed Elissian i Jimmy Reece

Triumf w wyścigu odniósł Jimmy Bryan, który zasiadał za kierownicą bolidu Lay-down Offy. Bolid ten rok wcześniej umożliwił zwycięstwo Samowi Hanksowi. Bryan przewodził stawce przez 139 okrążeń i mimo ataków Johna Boyda i George’a Amicka zdołał dojechać pierwszy do linii mety. Do startu w zawodach przymierzał się także Juan Manuel Fangio, lecz po treningach postanowił zrezygnować z udziału w Indy 500.

Po wyścigu Ellisian został zawieszony przez USAC za spowodowanie wypadku. Kilka dni później zakaz cofnięto i Ellisian powrócił do motosportu, lecz musiał mierzyć się z ostracyzmem wyścigowej społeczności.

Po tym wypadku władze USAC dokonały zmian mających za zadanie poprawę bezpieczeństwa zawodników. Od kolejnego wyścigu wprowadzono obowiązkowe pałąki chroniące głowę kierowcy. Każdy zawodnik musiał także posiadać kask homologowany przez USAC.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Kolejna edycja w cieniu tragedii

Mimo zmian, które poprawiły bezpieczeństwo uczestników, w 1959 roku owal w Indianapolis pochłonął życie dwóch kolejnych osób. 2 maja podczas treningu w czwartym zakręcie rozbił się Jerry Unser (starszy brat Ala i Bobby’ego). Pojazd stanął w płomieniach, a kierowca doznał poważnych poparzeń. Zawodnik zmarł dwa tygodnie później w wyniku powikłań wywołanych oparzeniami. 19 maja w trzecim zakręcie rozbił się debiutujący w Indianapolis Bob Cortner. Kierowca zginął na miejscu z powodu obrażeń głowy.

Śmierć na torze była już niemal tradycją zawodów w Indianapolis i w żaden sposób nie wpływała na przygotowania do wyścigu. Indy 500 padło łupem Rodgera Warda, który przewodził stawce przez 130 okrążeń. Tytuł debiutanta roku zdobył Bobby Grim. Kierowca doskonale zaprezentował się w kwalifikacjach zdobywając piątą lokatę, wyścigu jednak nie ukończył z powodu kontuzji. Na 85. okrążeniu w jego samochodzie awarii uległ iskrownik. Zawodnik postanowił zjechać do alei serwisowej, o czym zamierzał poinformować swoich rywali poprzez uniesienie ręki.

Jednakże opór powietrza przy tej prędkości był na tyle silny, że zawodnik zwichnął sobie ramię. Kierowcę zastąpił Jack Turner, lecz bolid nie ruszył ze stanowiska serwisowego i załoga musiała wycofać się z rywalizacji.

Kolejna tragedia i zacięty pojedynek z 1960 roku

W 1960 roku śmierć ponownie zagościła na torze Indianapolis. Tym razem jednak jej ofiarami nie padli kierowcy, lecz widzowie. Dosyć popularną praktyką w tamtych czasach było ustawianie prowizorycznych rusztowań przez prywatne osoby posiadające działki wokół toru. Jedno z takich rusztowań znajdowało się w okolicach trzeciego zakrętu. Po uiszczeniu właścicielowi niewielkiej opłaty kibice mogli wejść na liczącą 9 metrów konstrukcję i podziwiać z niej zmagania kierowców.

Jednak, gdy samochody wyjechały na okrążenie formujące, stu trzydziestu widzów znajdujących się na szczycie rusztowania wychyliło się do przodu, a konstrukcja przewróciła się. 2 osoby zginęły, a 82 zostały ranne, z czego 22 ciężko. Po tym wypadku zakazano budowy prywatnych trybun na okalających tor działkach, a kibice mogli oglądać zmagania kierowców jedynie z oficjalnych trybun toru Indianapolis.

Gdy w pobliżu obiektu toczyła się akcja ratunkowa, na Indianapolis Motor Speedway zatrzepotała zielona flaga. Wyścig zapewnił fascynującą walkę o zwycięstwo pomiędzy czwórką zawodników – Rogerem Wardem, Eddie’m Sachsem, Troy’em Ruttmanem i Jimmy’m Rathmannem.

W połowie wyścigu Sachs i Ruttman odpadli z rywalizacji z powodu problemów technicznych. Na placu boju pozostali Rodger Ward i Jimmy Rathmann. Kierowcy prowadzili ze sobą zacięty pojedynek kilkukrotnie wymieniając się pozycjami. W końcu Ward puścił Rathmanna by skupić się na oszczędzaniu opon. Podążający na czele Rathmann, niezagrożony atakami ze strony rywala postanowił nie forsować tempa. Kierowcy podążali jeden za drugim, a w ich wstecznych lusterkach zaczął pokazywać się bolid Johna Thomsona. Amerykanin nie cieszył się jednak zbyt długo szansami na zwycięstwo. Wkrótce jego samochód stracił moc i kierowca musiał zadowolić się piątą lokatą.

Na 194. okrążeniu Ward wcisnął gaz w podłogę rozpoczynając sprinterski pojedynek o zwycięstwo. Zawodnik wyprzedził lidera, lecz Rathmann nie dawał za wygraną i 3 okrążenia później odzyskał pierwszą lokatą. Kierowca utrzymał swoją pozycję już do mety i odniósł swoje jedyne zwycięstwo w Indy 500 pokonując dystans wyścigu w czasie 3 godzin, 36 minut, 11,36 sekundy.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Dalsze losy

Eddie Rickenbacker z powodzeniem rozwijał swoje linie lotnicze doprowadzając je do pozycji czwartego przewoźnika w Stanach Zjednoczonych. Jednakże rozwój konkurencji, brak subwencji rządowych i autorytarne zarządzanie firmą nieco osłabiły jej pozycję. Ostatecznie, z końcem 1963 roku Eddie Rickenbacker ustąpił z funkcji prezesa.

George Robson, który wygrał Indy 500 w 1946 roku, nie miał szans powalczyć o kolejny triumf. Kierowca zginął w wypadku na torze Lakewood Speedway 2 września 1946 roku.

Legenda przedwojennych wyścigów, Rudolph Caracciola, powrócił do pełni zdrowia, a w 1952 roku został ponownie zaangażowany przez Mercedesa do startów w wyścigach. W Mile Miglia zajął czwarte miejsce, jednakże w Grand Prix Szwajcarii złamał nogę w wypadku, a wkrótce przeszedł na sportową emeryturę. Zmarł 28 września 1959 roku z powodu marskości wątroby. Miał 58 lat.

Zwycięzca Indianapolis 500 z 1955 roku, Bob Sweikert zginął 17 czerwca 1956 roku podczas wyścigu w klasie Sprint Car na torze Salem Speedway. Zawodnik walczył koło w koło z Edem Elisianem, gdy zahaczył o wystającą z bariery stalową belkę. Jego samochód wyleciał z toru i stanął w płomieniach.

Ed Elisian, pierwszy kierowca, który zatrzymał się przy rozbitym samochodzie Billa Vukovicha, musiał do końca życia zmagać się z wrogim nastawieniem innych osób na paddocku, po tym, jak wywołał karambol na Indy w 1958 roku, w którym zginął Pat O’Connor. Jego reputację następnie całkowicie zrujnował wypadek na torze New Bremen Speedway. Elisian zderzył się wówczas z Jimem Davisem, który zmarł kilka dni później w wyniku odniesionych obrażeń. Mimo iż podobnie jak w przypadku wypadku Sweikerta, sędziowie nie stwierdzili winy Elisiana, ten na każdym kroku spotykał się z wrogością rywali i postanowił zrezygnować ze startu w Indy w 1959 roku. Kierowca zginął 30 sierpnia 1959 roku w wypadku na torze Milwaukee Mile. Zawodnik uderzył w barierę, jego samochód dachował i stanął w płomieniach. Wciąż trwający wyścig utrudniał akcję gaśniczą, a Elisian został wyciągnięty z pojazdu dopiero po 9 minutach.

Jimmy Bryan, triumfator wyścigu z 1958 roku, poniósł śmierć dwa lata później. Kierowca zginął w wypadku na ziemnym owalu Langhorne Speedway 19 czerwca 1960 roku. Miał 34 lata.

Powojenne odrodzenie Indianapolis 500. Podsumowanie

Wyścig w Indianapolis od dawien dawna cieszył się międzynarodową sławą. Usprawnienie podróży międzykontynentalnych uczyniło Indy 500 łakomym kąskiem dla Europejskich ekip i kierowców, dzięki czemu powojenne odrodzenie Indianapolis 500 zakończyło się sporym sukcesem. Z czasem na Indianapolis Motor Speedway zawitały zespoły Lotus oraz McLaren. Nie brakowało także nietypowych rozwiązań technicznych. Kolejna dekada wyścigów w Indianapolis zostanie jednak omówiona w kolejnym artykule.

5/5 (liczba głosów: 1)
\
Reklama