Najlepszy kierowca: Jake Dennis
Brytyjczyk z pewnością odetchnie z ulgą. Zdobył pole position, utrzymał fotel lidera na starcie, starał się oszczędzać energię. Wiedział, że po kraksie Evansa i Cassidy’ego pozostaje mu tylko spokojna jazda do mety i próba zdobycia podium, by przejąć prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Doskonale, i to przez kilkanaście kółek bronił się przed Samem Birdem, a w końcówce dodatkowo zbudował kilka sekund przewagi. Przekonujący triumf.
Bronił się też Norman Nato. Francuz odjechał kapitalne zawody. Startował z wybitnej drugiej pozycji i na drugiej do mety dojechał, mimo tego, iż przed 90% zawodów musiał zerkać w lusterka na szalejącego Brytyjczyka. Wyczyn ten staje się jeszcze bardziej imponujący, jeśli uwzględnić, że kierowca Nissana uszkodził sobie przednie skrzydło, którego lewa część lekko tarła o nawierzchnię.
Ale wspomniany Bird swe winy choć częściowo odkupił. Brytyjczyk od początku zawodów miał doskonałe tempo; wreszcie zerwał z fatalną serią wyścigów bez punktów. Gdy rozbił się jego kolega Evans, mocno naciskał na Dennisa, próbując wszystkich możliwych ścieżek. Jego młodszy rodak pozostał jednak nieustępliwy, toteż Bird musiał obejść się smakiem. Finiszował 3.
Najlepszy zespół: Maserati MSG Racing
Monakijska ekipa odjechała swój najmniej spektakularny wyścig sezonu, ale – dla odmiany – zrobiła to skutecznie. Mortara i Günther nie próbowali atakować się wzajemnie i przytomnie czekali na swoją szansę, dbając o zachowanie wysokiego poziomu energii. Na 7 kółek przed końcem postawa ta zapewniała im 4. i 5. miejsce; skończyło się na 4. i 6., lecz podwójne punkty to wciąż miły akcent.
Największe zaskoczenie: Dan Ticktum
Brytyjczyk nie przestaje zaskakiwać i miażdży – trzeba to powiedzieć – swego brazylijskiego kolegę zespołowego. Kolejny raz świetnie spisał się w kwalifikacjach (7. miejsce) i wykorzystał zwijającą się jak akordeon stawkę, by przebić się na samym początku przed Maximiliana Günthera. Kolizja dwóch pretendentów umożliwiła mu wejście na 4. lokatę, gdzie zażarcie walczył z Buemim. Skończył 9., lecz po świetnym pokazie umiejętności.
Zaskoczył też Sébastien Buemi. Szwajcar słynie z dobrego tempa, ale zawsze brakowało mu wisienki na torcie. Kierowca Envision raczej nie wyglądał na faworyta dzisiejszej rywalizacji: startował z 7. pozycji i tam zapewne by skończył, gdyby nie wyżej wymieniona kolizja. Jego jazda wyglądała znacznie lepiej niż ostateczna pozycja na mecie. Próbował wymusić błąd u Birda i Nata, dopiero na koniec zawodów spadając za Edoardo Mortarę.
Największe rozczarowanie: Mitch Evans
Wielokrotnie mówiło się, że Mitch Evans to najlepszy, acz najbardziej pechowy kierowca w serii. Dziś – po 3 z rzędu triumfach w Rzymie – Evans sam z siebie popełnił błąd. I może on kosztować go tytuł. Nowozelandczyk jechał bezpiecznie za Dennisem i Cassidym i nie próbował nawet atakować w zakręcie nr 2. Mimo tego, zablokował koła na tylnej osi i przeleciał ponad samochodem Envision. Wizyta w boksie pozwoliła mu wrócić do gry, ale tylko na kilka kółek.
Nie popisał się też Antonio Felix da Costa. Waleczny kierowca Porsche miał wspierać Pascala Wehrleina, a skończył dopiero na 12. miejscu. Zapowiadało się, że może walczyć o czołową piątkę, lecz próbując wyprzedzić André Lotterera, za późno zahamował. Musiał salwować się ucieczką na pobocze, gdzie – choć błyskawicznie obrócił samochód – stracił 6 pozycji. Nadgorliwość nie popłaca.
Straty Nowozelandczyków
Mitch Evans, z przyczyn oczywistych, nie zdobył dziś punktów. Nick Cassidy walczył, szarpał, gryzł, ale zdołał wskoczyć tylko na 14. miejsce. Oznacza to, że pozycję lidera mistrzostw odzyskuje Jake Dennis, który ma do dyspozycji sporą przewagę. Na koncie Brytyjczyka widnieje 195 punktów; drugi Cassidy ma ich 171. Evans i Wehrlein tracą wiele.
Wśród konstruktorów najwięcej zyskuje Avalanche Andretti, lecz Amerykanie muszą liczyć na cud, jeśli chcą liczyć się w walce o czempionat. Liderzy – Envision – zdobyli 10 oczek, pogoń, czyli Porsche – ledwie 7. Oznacza to, że Brytyjczycy wciąż prowadzą z 253 oczkami, podczas gdy Niemcy mają ich 239. Trzeci Jaguar, dzięki Birdowi, włącza się do gry. Zespół Mitcha Evansa ma 228 punktów.
Ostatnia prosta
Matematyczne szanse na tytuł wciąż ma 4 kierowców: Dennis, Cassidy oraz – ale z dużymi stratami – Evans i Wehrlein. O tytuł wśród ekip walczą trzy stajnie: Porsche, Envision i Jaguar. Wszystko rozstrzygnie się za dwa tygodnie podczas dwóch wyścigów na charakterystycznej ExCel Arenie w Londynie.
Święto Formuły E może obfitować w niespodzianki. Tor wokól ExCel znany jest z okazji do oszczędzania energii, co pozwoliło w zeszłym roku zdobyć punkty nawet Sergio Sette Camarze, prowadzącemu wówczas koszmarny bolid Penske. Teraz Brazylijczyk ma w rękach zdecydowanie lepsze NIO, ale oczy wyścigowego świata skierowane będą na czołową czwórkę.
Wyniki 2. E-Prix Rzymu Formuły E 2023

Fot. Formula E

Fot. Formula E

Fot. FE