Przed weekendem Monza 1979
Jody Scheckter pewnie prowadził w tabeli kierowców, przed wyścigiem Monza 1979. Kierowca Ferrari prowadził w niej, będąc bezpośrednio nad swoim partnerem z zespołu Gillesem Villeneuve’em. Na początku sezonu wydawało się, że to zespół Ligier będzie rozdawał karty. Jednak z wyścigu na wyścig Ferrari coraz bardziej odskakiwało konkurencji.
Z kolei w czasie GP Francji, po raz pierwszy w historii wyścig wygrał samochód z silnikiem turbo. Jean-Pierre Jabouille zwyciężył wtedy zasiadając za sterami swojego Renault. Jak się okazało Francuzi ukazali przyszłość.

Fot. F1 History / Wspaniała walka o P2 w Dijon, pomiędzy Villeneuvem a Arnouxem
Zawody na torze Monza były 13. rundą w kalendarzu. Kanadyjczyk Villeneuve, aby podtrzymać swoją szansę na tytuł, musiał koniecznie ukończyć wyścig przed Scheckterem. Zapowiadały się zatem zmagania pełne emocji. Pikanterii dodawał fakt, iż w związku z nowym systemem punktacji, kierowcy mogli zaliczać tylko po cztery najlepsze wyniki z każdej połowy sezonu.
Start do wyścigu o GP Włoch
Nigdzie nie widać takiego entuzjazmu, jak na torze Monza, a gdy Ferrari bije się o mistrza, atmosfera jest napięta do granic. Tak było tym razem, bowiem Scheckter regularnie punktował, więc gdyby wygrał we Włoszech zostałby mistrzem świata.

Fot. Formula 1 / Jody Schecter podczas pokazowej jazdy swoim Ferrari z 1979 roku
Alan Jones miał świetną drugą połowę sezonu, lecz w pierwszej zdołał zdobyć tylko cztery punkty. Był to jednak znak, że Williams w najbliższej przyszłości namiesza w stawce.
Lauda już to przerabiał i teraz zasłonięty parasolem, tylko się uśmiechał. Keke Rosberg z kolei wymieniał już w kokpicie ostatnie uwagi ze swoim inżynierem. Arnoux i Jabouille przez niezliczoną ilość awarii nie mieli dużo punktów, lecz w kwalifikacjach zajęli dwa pierwsze miejsca. Ich czas miał jeszcze nadejść.

Fot. Luca / Mechanicy w trakcie przygotowań do złożenia auta Kanadyjczyka
Czas widzów natomiast nadszedł, gdy wozy natychmiast ruszyły w kierunku szykany, na której rok wcześniej doszło do potężnej kraksy. Jej przykrym skutkiem, była śmierć Ronny’ego Pettersona. Wszystkie poza Jonesem, Australijczyk bowiem wystartował fatalnie. Tymczasem Scheckter wskoczył na pierwsze miejsce, w tym prawdopodobnie najważniejszym wyścigu jego życia.
Prowadzenie jednak szybko odzyskał Arnoux. Na dwunastym okrążeniu Francuz zwolnił, a następnie wycofał się z rywalizacji, z powodu awarii zapłonu. Na czele daleko przed innymi jechali Scheckter oraz Villeneuve. Doprowadziło to kibiców do szaleństwa. Dwa Ferrari były pierwsze we Włoszech, a ich kierowca miał szansę na tytuł Mistrza Świata. Czy Tifosi potrzebowali czegoś więcej?

Fot. LAT Images / Jody Schecter i Gilles Villeneuve
Niemal wszyscy główni rywale bohaterów narodowych Włoch odpadli. McLareny wskutek awarii oraz wypadku, a w obu Renault jak zwykle nawalił silnik. Lotusy z kolei nie prezentowały przyzwoitego tempa. W bliskiej odległości za kierowcami Ferrari utrzymywał tylko Clay Regazzoni.
Przyjaźń nad tytuł
Villeneuve jechał znacznie szybciej niż Scheckter, lecz nie zdecydował się na atak. Powodem była więź między kierowcami. Kanadyjczyk był wobec swojego kolegi z zespołu lojalny i stąd nie przeprowadził żadnego ataku. Zawodnik z Ameryki Północnej uznał, że jego kolej na mistrzostwo przyjdzie już za rok.
Nie zamierzałem go wyprzedzić, to nie byłoby sprawiedliwe, ale jechałem za nim przez całe popołudnie, mając nadzieję, że jego silnik wybuchnie!
Na mecie Scheckter wraz z żywiołową włoską publiką skakał z radości. Jody został pierwszym w historii Afrykaninem, który zdobył tytuł mistrza świata oraz jako jeden z niewielu z jego kraju (RPA) odnosił sukcesy w sportach motorowych. Wygrał robiąc to co umiał najlepiej, czyli jeździł szybko i nie podejmował zbędnego ryzyka. Mimo niemrawych początków, wyróżniał się w Tyrellu i Wolfie, jednak dzięki mechanikom Ferrari pokazał na co go stać.

Fot. Scuderia Ferrari / Scheckter celebruje zdobycie tytułu Mistrza Świata
Villeneuve miewał przebłyski geniuszu, lecz to reprezentant RPA bardziej regularnie punktował, kiedy trzeba. Dzięki temu, nawet gdyby liczyć wszystkie, Scheckter zostałby mistrzem i to na dwa wyścigi przed końcem kampanii. Zasłużył na tytuł bez dwóch zdań. Monza 1979 tylko tego dowiodła.