Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

FIA WEC

Nietypowe pożegnanie na 24h Le Mans. Zapowiedź rywalizacji prototypów

Tegoroczne 24 Heures du Mans będzie inne niż zwykle. Po raz drugi w historii wyścig przełożono na datę wrześniową, przez co czeka nas więcej jazdy w nocy. Brak kibiców i większości mediów odbije się na atmosferze wyjątkowego wydarzenia, jakim jest centralna runda World Endurance Championship. Co jeszcze warto wiedzieć? Otóż przede wszystkim – w tym roku, ze wszystkich lat, żegnamy najbardziej zaawansowane technologicznie samochody wyścigowe, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. LMP1-H przechodzi do historii Le Mans ciszej niż, jak by się wydawało, na to zasługuje. Jednak to przecież cisza i wydajność stworzyły tę klasę – i takie nietypowe, bardziej kameralne pożegnanie kończącej się ery prototypów musi nam wystarczyć. Przyjrzyjmy się zespołom, które będą żegnać hybrydowe P1 – oby w świetnym stylu.

Zapowiedź 24h Le Mans 2020
Fot. Toyota Gazoo Racing

24h Le Mans 2020. LMP1 – 5 samochodów

11 września dowiedzieliśmy się, że Team LNT nie wyśle na 24h Le Mans 2020 ani jednej ze swoich dwóch Ginett G60. Wcześniej już niezbyt zachwycająca pod względem wielkości klasa LMP1 skurczyła się przez to do zaledwie pięciu samochodów. To najniższa liczba prototypów topowej klasy w ponad dwudziestoletniej jej historii. Ważnym czynnikiem rządzącym LMP1 w Le Mans będzie brak success handicapu, używanego w „regularnych” rundach WEC. Le Mans, pomyślane w zimowym kalendarzu jako finał sezonu, jest wolne od ograniczeń. Jedynym czynnkiem balansującym jest Equivalence of Technology.

ZOBACZ TAKŻE
Lista startowa 24h Le Mans ze zmianami na tydzień przed startem

Toyota Gazoo Racing – dominacja po raz trzeci?

Do boju staną dwie ostatnie hybrydy – Toyoty TS050 #7 i #8 wystawiane przez fabryczny zespół Toyota Gazoo Racing. Urzędujący mistrzowie świata absolutnie zdominowali sezon i do Francji jadą pewni swoich możliwości. W tym roku Toyota celuje w hattrick. Po dwóch długo wyczekiwanych zwycięstwach w Le Mans załogi #8, trzecie z rzędu byłoby wisienką na torcie i wspaniałym ukoronowaniem wieloletniego programu.

Niewielka liczba bezpośrednich rywali sprawia, że z zewnątrz wyzwanie Toyoty nie wygląda na wielkie – nic bardziej mylnego. Toyota przeszła w tym wyścigu wiele bolesnych doświadczeń. Ostatnie z nich przyszło w zeszłym roku, kiedy prowadząca TS050 #7 wpadła w tarapaty w ostatnich minutach. Toyota pojawi się na francuskiej prowincji jako Goliat. Będzie musiała jednak zmierzyć się nie tylko z rywalami, ale sama ze sobą.

Koniec ery LMP1 odczuwalny także u prywaciarzy

Rebellion Racing pojedzie w Le Mans swój przedostatni wyścig w WEC. Po zakończeniu sezonu w Bahrajnie zespół zakończy program LMP1 i zamknie swoje podwoje. WEC straci w ten sposób ostatni zespół prototypów ze stuprocentowym stażem w serii. Rebellion przez ponad dekadę walczył o zwycięstwo w Le Mans, jednak bez powodzenia. Ich najlepszy rezultat to trzecie miejsce w 2018 roku.

Oparte o Orekę 07 Rebelliony R13-Gibson #1 i #3, są obsadzone wysokiej klasy kierowcami – jak Bruno Senna, Romain Dumas czy Gustavo Menezes. Jednak oba poprzednie Le Mans nie były łatwe dla R13, naznaczone usterkami i błędami taktycznymi, które nie pozwoliły Rebellionowi na równą walkę z Toyotami. Nie pomoże także prognozowane prawdopodobieństwo deszczu. W końcu to już prawie jesień, a R13 poza jednym dominatorskim występem w Szanghaju nie ma zbyt chlubnej historii jazdy w deszczu. Niezależnie jednak od przeciwności, Rebellion stanowi największe zagrożenie dla Toyoty.

Ostatnim, piątym prototypem LMP1 jest pojedynczy ENSO CM P1/01-Gibson, produkt austriackiego ByKolles Racing. Rozwijany w bólach od 2012 roku samochód, pamiętający jeszcze poprzednią generację LMP2, z jednej strony jest traktowany mało poważnie. Ot wystartuje, będzie trzymał tempo przez kilka godzin, po czym po raz kolejny skończy Le Mans w płomieniach lub gdzieś pomiędzy samochodami P2.

ZOBACZ TAKŻE
Polak w zespole WEC. Waldemar Bakuniak o swojej pracy | WYWIAD

Rzecz w tym, że po wyczynach zespołu Colina Kollesa w Spa nie jest to takie oczywiste. Samochód od czasu zmiany silnika na doładowane V8 Gibsona zyskał na niezawodności i znacząco przyspieszył. Usprawnienia pozwoliły mu na walkę z Rebellionami we wczesnych godzinach wyścigu. Głównym zadaniem załogi Dillmann/Spengler/Webb będzie zatem dowiezienie samochodu w jednym kawałku i czekanie na problemy pozostałych LMP1. Podium P1/01 w być może jego ostatnim Le Mans byłoby niewątpliwie wielkim wydarzeniem, zarówno dla samego zespołu, jak i dla fanów. W końcu to ByKolles dumnie prezentuje korsarską flagę „prywaciarzy” na sharkfinie.

24h Le Mans 2020. LMP2 – 24 samochody

LMP2 dostarczy nam w tym roku kolejną wojnę na opony – Michelin zetrze się z zaliczającym swój pierwszy sezon w WEC Goodyearem. Jednak nie to będzie głównym punktem uwagi w wyścigu, ale kontynuacja dominacji Oreki. Tylko cztery z dwudziestu czterech P2 w stawce nie są Orecą 07 lub jej rebrandowaną wersją. Wniosek nasuwa się sam – Oreca ma bardzo duże szanse na zgarnięcie wszystkich trzech miejsc na podium klasy. W razie problemów w LMP1 być może dojdzie nawet do powtórki z 2017 roku, kiedy mało brakowało, a 07 wygrałaby wyścig.

W jakości zespołów wystawiających P2 także widać dominację francuskiego konstruktora. United Autosports, po dwóch Le Mans przejechanych w Ligierach, w tym roku wystawia swoje bronie używane regularnie w WEC i ELMS. Oreki #22 i #32 obsadzają takie nazwiska jak Filipe Albuquerque czy Job van Uitert.

Prototypy z WEC w szczytowej formie…

United, jeden z prężniej rozwijających się zespołów w sportscarach, ma już na koncie zwycięstwa w WEC – ale rywale nie śpią. O punkty w pucharze LMP2 będą walczyć Oreki Racing Team Nederland (#29), High Class Racing (#33), Jackie Chan DC Racing (#37), Jota Sport (#38) i Cool Racing (#42). Jakość ścigania się problematyczną Dallarą w supersezonie odbiła się na decyzji RTN o przejściu na Orekę 07.

Efekty widać było od razu. RTN przez cały sezon trzymał się blisko czołówki. Walnie przyczynił się do tego czujący się komfortowo w nowym samochodzie Frits van Eerd. Pomoc profesjonalistów w postaci Giedo van der Garde i Nycka de Vries może okazać się kluczowa w walce o zwycięstwo. Ten ostatni udowodnił w zeszłym roku, że jest jednym z najlepszych kierowców w całej stawce, a pozycja kierowcy rozwojowego Toyoty w LMH mówi sama za siebie.

Jednak RTN będzie musiał zwalczać opozycję ze strony reszty uzbrojonych po zęby zespołów. Cool ma w zanadrzu samego Nicolasa Lapierre, znanego w sporcie jako zabójca Toyot i absolutny mistrz LMP2. Jota z kolei wystawia doświadczonego w topowej klasie Anthony’ego Davidsona. JCDC korzysta z Gabriela Aubry’ego słynącego z regularności na długich stintach. High Class znów mimo ogólnie niższej formy może w decydującym momencie wyścigu wysłać na tor młodzika Toyoty, Kentę Yamashitę. Rezultat bitwy zespołów WEC będzie kluczowy dla rozstrzygnięcia mistrzostwa serii. Dlatego możemy być pewni tego, że każdy zespół w 24h Le Mans 2020 da z siebie wszystko.

ZOBACZ TAKŻE
Juan Pablo Montoya wróci do Le Mans razem z Dragonspeed

Doborowe towarzystwo z obu stron oceanu

Zaraz za plecami zespołów WEC czyhają Oreki #21 i #27 głodnego sukcesu Dragonspeeda. Amerykański zespół zeszłoroczne fiasko w LMP1 rekompensował sobie na bieżąco, stając się pierwszym zespołem wygrywającym w WEC, ELMS i IWSC w jednym roku. Szef zespołu Elton Julian postanowił uczcić to w nietypowy sposób. Obie Oreki będą w 24h Le Mans 2020 woziły na pokładzie zegarki Omologato, wykonane na zamówienie zespołu.

Szoferzy chronografów także są niczego sobie. #21 w walce o zwycięstwo poprowadzi załoga Montoya/Buret/Derani, a #27 – Hedman/Hanley/van der Zande. Obie załogi zawierają czołowych kierowców prototypów – Montoya, Derani i van der Zande mają na koncie wieloletnie doświadczenie w DPi. Sam Montoya zaś będzie miał w Le Mans okazję skompletowania osławionej potrójnej korony motorsportu jako drugi kierowca w historii.

Oreki wystawia także śmietanka ELMS w postaci IDEC Sport (17, #28), Panis Racing (#31), Algarve Pro Racing (#25), Duqueine Team (#30), Graff Racing (#39) i Richard Mille Racing (#50). Wszystkie te zespoły mają doświadczenie w ściganiu się samochodami LMP2, i stanowią trzon ataku Oreki na Le Mans. Czołówka ELMS potrafi walczyć o pozycje w czysty, ale i zażarty sposób. To właśnie od kierowców tych samochodów można się spodziewać najbardziej imponujących wyczynów w wyścigu. Można w tym gronie znaleźć takie tuzy jak Tristan Gommendy, Mathieu Vaxiviere czy Paul-Loup Chatin.

Ten ostatni zespół zasługuje na szczególną uwagę, jako jeden z dwóch kobiecych składów w stawce. Orekę #50 poprowadzi załoga Calderon/Flörsch/Visser. Ekipa będąca pod nadzorem Jota Sport przeżyła w swoim krótkim życiu już wielokrotne zmiany składu kierowców. Mimo wypadku Katherine Legge przed pierwszą rundą ELMS #50 jako pokaz umiejętności kobiet w prototypach nadal może zadziwić szybkością i regularnością. Orekę 07 wystawia też debiutujący w LMP2 Nielsen Racing (#24).

I dla producentów jest miejsce w LMP2

Poza Orekami na liście startowej znajdują się trzy absolutnie nie Oreki, nudge nudge – dwa Aurusy 01 startujące pod szyldem G-Drive Racing (#16, #26) i jeden prototyp Alpine A470 fabrycznego zespołu Signatech Alpine Elf (#36). G-Drive, wspomagany w ramach samochodu #16 przez Algarve Pro, jest jedną z dominujących sił w światowym LMP2. Pełne doświadczenia załogi Cullen/Jarvis/Tandy i Rusinov/Vergne/Jensen staną na starcie Le Mans z jasnym celem – wygrać i wrócić w przyszłym roku. Po aferze związanej z wykluczeniem prototypu #26 po wygranej w 2018 roku do dziś ciągnie za sobą niesmak. Nietrudno się przeto dziwić determinacji Romana Rusinova w zdobywaniu miejsca na starcie. Zarówno czy to przez mistrzostwo AsLMS, czy też przez porozumienie z Algarve Pro.

ZOBACZ TAKŻE
Alpine bierze pod uwagę wejście do LMP1 w sezonie 2021

Samo podejście Rosjanina nie wystarczy jednak do poprowadzenia „limuzyny Putina” do zwycięstwa. W lusterku jego Aurusa będzie się bowiem kręcić Alpine. Trzykrotni zwycięzcy Le Mans w LMP2 według najnowszych wieści prawdopodobnie pojadą w tej klasie po raz ostatni. Załoga Negrão/Ragues/Laurent będzie chciała zakończyć ten etap działalności zespołu wielkim osiągnięciem.

Zwłaszcza Thomas Laurent ma przed sobą spore zadanie. W końcu w poprzedzającym Le Mans wyścigu na Spa Francuz rozbił prototyp #36 w przedostatniej godzinie. Choć wyszedł z wypadku bez większych obrażeń, to pozycja zespołu w stawce została przez brak zdobyczy punktowej zachwiana. Był kierowca Rebelliona będzie chciał się zreflektować u swoich obecnych pracodawców. Powierzenie mu jednego z foteli w przyszłorocznym programie Alpine w LMP1 nie byłoby więc dziwne. Alpine wystartuje w wyścigu jako jeden z faworytów do zwycięstwa. Pytanie tylko, czy starczy im szczęścia i umiejętności, aby zwycięstwo dowieźć.

Nie-Oreki z potencjałem na bycie czarnymi końmi

Poza bastionem Oreki stoją cztery pojedyncze samochody – trzy Ligiery JSP217 wystawiane przez Eurointernational (#11), Inter Europol Competition (#34) i Eurasia Motorsport (#35) oraz jedna, wystawiana w WEC Dallara P217 włoskiej stajni Cetilar Racing (#47). Mimo że Eurointernational jest jedynym debiutantem w tym gronie, to ze względu na technologiczną i liczebną przewagę Oreki można mówić o całkowicie osobnej rywalizacji pomiędzy tą czwórką. Każdy zespół ma przy tym swoje atuty, które mogą się okazać przydatne w walce o wyższe pozycje w klasie.

ZOBACZ TAKŻE
Kuba Śmiechowski: "Ukończenie 24h Le Mans to już sukces". | Wywiad

Cetilar startuje po raz trzeci z rzędu, i trzeci raz w tym samym samochodzie. Mazowieccy piekarze z Inter Europolu z kolei jako jedyni operują swoim Ligierem na co dzień w ELMS. Mają oni za pasem doświadczenia zeszłorocznego finiszu w Le Mans. Eurasia wraca do Francji jako jeden z najmocniejszych zespołów z Azji, po walce o tytuł AsLMS do ostatnich okrążeń sezonu z Nickiem Fosterem i Roberto Merhim za kierownicą. Eurointernational zaś startuje w wyścigu jako urzędujący mistrz ELMS w LMP3. W teorii te cztery zespoły będą walczyć między sobą o miejsca w drugiej połowie klasy. Trzeba jednak pamiętać, że wyścig jest długi, a nawet Oreca może się zepsuć.

24h Le Mans 2020. To finish first, first you have to finish

Kluczem do sukcesu dla nie-Orek będzie niezawodność i regularność. Jakiekolwiek problemy liderów mogą być zbawienne i wystrzelić Dallarę lub jednego z Ligierów na szczyt podium. I tutaj właśnie tkwi sedno – 24 Heures du Mans to wyścig wytrzymałościowy. Nie trzeba być najszybszym na torze, trzeba być odpowiednio blisko w odpowiednim momencie. Jak i mieć tylko i aż na tyle prędkości, żeby zaatakować lidera i zgarnąć najwyższe laury. A nikt nie wie tego lepiej od Toyoty.

Obie klasy GT zostaną opisane w osobnym tekście w najbliższych dniach. Kompletna lista startowa jest dostępna tutaj.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama