Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Testy nowych samochodów

TEST | Ssangyong Tivoli 1.5 T-GDI 163 KM Quartz – wiecznie spragniony

Za oknami rozgościła się już piękna, słoneczna wiosna, zatem pora na publikację ostatniego prawdziwie zimowego testu. Po raz kolejny bohaterem będzie miejski crossover, ale sama marka dopiero przy tej okazji zadebiutowała w naszym parku maszynowym. Czym zaskoczył poliftingowy Ssangyong Tivoli, jak wypadł w porównaniu z uznaną konkurencją i czy jest samochodem wartym zainteresowania? O wszystkim przeczytacie poniżej.

Ssangyong Tivoli
Fot. Piotr Orpel

Ssangyong Tivoli – czym on w ogóle jest?

Najmniejszy z modeli koreańskiego producenta został zaprezentowany w 2015 roku, jako pierwszy samochód marki stworzony po przejęciu przez Mahindrę. Przepis na jego stworzenie był dość prosty – stylistyka miała pasować do wymagań europejskiego rynku, a wymiary zewnętrzne plasować go w środku klasy miejskich crossoverów (4225 mm długości, 1810 mm szerokości i 1613 mm wysokości). Pomijając mało sympatyczny tył, Ssangyong Tivoli to udany wizualnie projekt – zwłaszcza po liftingu z końca 2019 roku. Przód jest wyrazisty, a obecność czarnych słupków i kontrastowego dachu (białego lub czarnego) tylko pomaga w pozytywnym odbiorze małego Ssangyonga. Testowany egzemplarz został też doposażony o czarne „diamentowe” 18-calowe felgi z oponami w rozmiarze 215/50. Tivoli postawiony obok Kony czy Arony nie musi się niczego wstydzić, przynajmniej jeśli chodzi o wrażenia wizualne.

miejski crossover

Fot. Piotr Orpel

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Hyundai Kona Hybrid 1.6 141 KM Premium - uniwersalny żołnierz
 

A jak jest z tym wstydem we wnętrzu? Cóż… Dopóki się rozglądamy, naprawdę nie ma tragedii. Kierownica wygląda dobrze, jest mała, gruba i delikatnie spłaszczona na dole. Zegary są czytelne, chociaż komputer pokładowy mógłby mieć większy i nowocześniejszy ekran. Nieco gorzej jest, gdy musimy czegoś dotknąć, a jak wiadomo, trudno jest kierować autem wyłącznie za pomocą myśli. Kierownica nadal wypada nieźle, podobnie jak dźwignia automatycznej skrzyni biegów. Plastiki natomiast są z innej, znacznie biedniejszej parafii. Jakość i niestety trwałość tworzyw nie wypada lepiej niż w Dacii Sandero, czy kompaktowych dostawczakach pokroju Berlingo poprzedniej generacji. Po teście Jaguara i spotkaniu z kilogramami zamszu i skóry najbardziej w Ssangyongu uderzyła mnie podsufitka – materiał przypomina w dotyku… pampersy.

wnętrze Tivoli

Fot. Piotr Orpel

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Jaguar E-Pace D200 MHEV AWD - mistrz wagi ciężkiej

Ssangyong Tivoli – ergonomia i przestronność

W tych dwóch kategoriach również poruszamy się od skrajności do skrajności. Deska rozdzielcza jest dobrze zaprojektowana, sterowanie większością funkcji jest banalnie proste do opanowania. Dla równowagi, widoczność po obu skosach do przodu jest fatalna, za słupkami można ukryć ciężarówkę dostarczającą towar do marketu, a i połowa sklepu też się zmieści w tym martwym polu. Fotele są obszerne i dość wygodne, ale podłokietniki są przesunięte tak mocno do tyłu, że lepiej posłużą siedzącemu na tylnej kanapie psu. W manewrowaniu pomaga kamera cofania, a może jednak pomagałaby, gdyby nie była skierowana bardzo mocno w dół. Bagażnik wydaje się dość płytki, ale wystarczy wyjąć podłogę (świetny sposób jej mocowania swoją drogą) aby zrobić z Tivoli małego transportowca. Spójrzcie na zdjęcie – małe walizki bez problemu mieszczą się w „dolnym przedziale”.

Ssangyong Tivoli

Fot. Piotr Orpel

Traci na jakości, nadrabia wyposażeniem

Ssangyong Tivoli, mimo niemal 7 lat na rynku, pozytywnie mnie zaskoczył w kwestii wyposażenia. Lista systemów wspierających kierowcę jest bardzo „współczesna” – znajdziemy na niej chociażby czujniki parkowania z przodu i z tyłu, rozpoznawanie znaków drogowych, monitorowanie sytuacji w martwym polu lusterek, kontrolę ruchu poprzecznego przy cofaniu z miejsca parkingowego, automatyczne hamowanie, asystenta pasa ruchu, system pilnujący sprawnego ruszania (czyli czy poprzedzające auto nam nie uciekło) czy też monitoring zmęczenia kierowcy. Tabelka w cenniku jest jeszcze dłuższa i naprawdę imponująca. Sekcja „komfort” też jest obszerna niczym najnowsze specustawy – o dobre samopoczucie kierowcy i pasażera dba dwustrefowa klimatyzacja, a fotele, kierownica i lusterka są podgrzewane.

ZOBACZ TAKŻE
Crossover segmentu B - alternatywa dla auta miejskiego | 12 propozycji
 

Tivoli ma dostęp bezkluczykowy, wspomaganie kierownicy o regulowanej sile (tryb Sport), obsługę Android Auto i Apple CarPlay oraz 9-calowy ekran multimediów sparowany z niezłymi głośnikami – do słuchania BTS powinny wystarczyć. Przy wspomnianym ekranie możemy się na chwilę zatrzymać. Jest wizualnie przestarzały, ale oferuje dostęp do dużej ilości funkcji i ustawień. Obecna na pokładzie nawigacja z mapami Tom Tom również dobrze sprawowała się podczas testu, godnie zastępując Google Maps w sytuacjach gdy było to konieczne. Udogodnienia nie kończą się na przednich siedzeniach. Jeden z opcjonalnych pakietów dodaje nieoczywisty w tej klasie podłokietnik z uchwytami na kubki dla pasażerów tylnego rzędu. „Interesująco” rozwiązano też kieszenie w przednich fotelach – zamiast nich są haczyki i gumki, dające się łatwo wymontować. Niezbyt to praktyczne, a poniższe zdjęcie dodatkowo pokazuje też jak łatwo rysują się plastikowe obicia oparć.

gumki

Fot. Piotr Orpel

Ssangyong Tivoli – wrażenia z jazdy

Nieduży Koreańczyk świetnie spełnia rolę maszyny do przenoszenia się w czasie. Niestety, nie służy do podróży w przyszłość. System start-stop jest fatalny, przebija nawet ten, który otwarcie krytykowałem w VW T-Crossie. Rozrusznik reaguje z opóźnieniem i mocno rzuca silnikiem na powitanie. Skoro już o silniku mowa – jest to zarazem największa wada i największa zaleta tego samochodu. Od czasu faceliftingu, Ssangyong Tivoli oferowany jest z dwoma silnikami benzynowymi. Pod maską testowanego egzemplarza znajduje się mocniejszy z nich, czyli motor o pojemności 1.5 litra i mocy 163 koni mechanicznych. Moment obrotowy wynosi natomiast 260 Nm w wersji z automatyczną skrzynią biegów oraz 280 Nm w przypadku „manuala”.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | VW T-Cross Style 1.0 TSI 110 DSG - mały SUV za spore pieniądze
 

Co zatem najbardziej imponuje w napędzie Tivoli? Reakcja na gaz. Niezwykle szybka i żywiołowa, pokazuje ze silnik ma ogromną ochotę napędzać ten samochód. Do osiągów również nie mam zastrzeżeń, czuć niestety momentami, że skrzynia nieco ogranicza potencjał auta. Czasami jest zbyt powolna, a czasami reaguje zbyt gwałtownie i nerwowo. Na szczęście dzięki dobremu stosunkowi mocy do masy z dynamicznymi startami w mieście czy wyprzedzaniem na trasie nie będziecie mieli najmniejszego problemu.

Ssangyong Tivoli

Fot. Piotr Orpel

Niczym muscle-car

Pora poruszyć zagadnienie największej wady, znanej z wszystkich pojazdów napędzanych tym silnikiem. Powyższy tytuł akapitu nie odnosi się oczywiście do odgłosów wydawanych przez Ssangyonga, a do zużycia paliwa wykraczającego poza współczesne normy. 9,5 litra na „setkę” na autostradzie, 8,8 na ekspresówce, 9-11 w mieście zależnie od stylu jazdy. Wyniki nieco ratuje ruch pozamiejski, gdy da się zejść nawet poniżej siedmiu litrów. Zdecydowanie lepsze wyniki notowałem nawet w Maździe CX-5, nie mówiąc nawet o klasowych rywalach. Dobrze chociaż, że podczas testu benzyna kosztowała 5,70, a nie 7 zł jak na początku marca. Przy spokojnej jeździe Tivoli sprawia wrażenie zawstydzonego – silnik jest niezwykle cichy, tak jakby było mu niezręcznie, że ma tak ogromny apetyt.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Mazda CX-5 2.5 SKYACTIV-G - ostatni bastion motoryzacji

Król zakrętów czy mistrz prostych?

Raczej to drugie. Koreańsko-hinduscy inżynierowie dobrze poradzili sobie z zestrojeniem zawieszenia. Jest sprężyste, nie powoduje nerwowości w zakrętach ani nie dobija przy przejeżdżaniu progów zwalniających. Nieco gorzej wyszło przenoszenie mocy na przednie koła. Trakcja przy ruszaniu jest niezła, ale auto niczym dwudziestoletni hot-hatch lubi wyrwać z rąk kierownicę gdy dodamy gazu zbyt wcześnie przy wychodzeniu z zakrętu. Elektroniczni wspomagacze również miewają swoje problemy. Układ utrzymywania auta w pasie ruchu działa bardzo słabo, ale to niestety póki co charakteryzuje wiele aut różnych marek.

kamera cofania

Piękny widok na kostkę brukową metr za samochodem

Ssangyong Tivoli – ceny i wyposażenie

Zgodnie z najnowszym cennikiem, najmniejszego Ssangyonga możemy kupić już za 69 990 zł. Jest to kwota, za którą z salonu wyjedziemy Tivoli w odmianie Crystal i ze słabszą, 128-konną jednostką napędową pod maską. Wyposażenie wersji bazowej jest dość ubogie – zawiera felgi stalowe z kołpakami, tempomat, manualną klimatyzację, radio 2DIN oraz niemal kompletną listę systemów bezpieczeństwa. Dopłata do silnika 1.5 to tylko 3000 złotych. Testowany wariant to środkowa wersja wyposażenia, czyli Quartz. Startuje ona od 81990 złotych, a po uwzględnieniu mocniejszego motoru i automatycznej skrzyni biegów, bazowa cena widocznego na zdjęciach egzemplarza to 92 490 złotych.

ZOBACZ TAKŻE
Crossover segmentu B – alternatywa dla kompakta | 12 propozycji
 

Spośród wymienionego wcześniej wyposażenia dopłaty wymagały 18-calowe felgi, półskórzane fotele, podgrzewanie kierownicy i foteli (pakiet Elegance za 6500 zł), nawigacja, bezkluczykowy dostęp, czujniki parkowania i ładowarka indukcyjna (pakiet Technology za 6000 zł), dwukolorowe malowanie (2300 zł) oraz lakierowanie felg na czarno (500 zł, jeśli wyposażenie zawiera już „osiemnastki” w kolorze srebrnym). Łącznie daje nam to 107 790 złotych za 163-konnego crossovera z automatyczną skrzynią biegów i pięcioletnią gwarancją. Pomimo wielu wymienionych wyżej wad, nie jest to zła oferta.

produkowany w korei

Fot. Piotr Orpel

Podsumowanie: Ssangyong Tivoli 1.5 T-GDI 163 KM Quartz

Ssangyong Tivoli 1.5 T-GDI 163 KM Quartz
  • Stylistyka
  • Przestronność
  • Jakość materiałów
  • Wyposażenie
  • Multimedia
  • Komfort użytkowania
  • Przyjemność z jazdy
  • Silnik i napęd
  • Skrzynia biegów
  • Ekonomia i ekologia
  • Bezpieczeństwo
  • Cena w stosunku do jakości
3.6

Podsumowanie

Tydzień spędzony z małym Ssangyongiem pokazał, że samochody tej marki można traktować poważnie podczas dokonywania wyborów zakupowych. Tivoli może nie oferuje tak dopracowanych systemów jak Hyundai Kona czy tak wysokiej jakości materiałów jak Renault Captur, ale nie jest samochodem pozbawionym zalet. Do nich zdecydowanie należy przestronność, stosunek ceny do oferowanego wyposażenia oraz dynamiczny silnik. Te cechy nie są w stanie jednak przysłonić poważnych wad dzisiejszego bohatera – toporne materiały i niezwykle wysokie zużycie paliwa mocno rzutują na końcową ocenę auta, która wyniosła 3,6 w pięciostopniowej skali.

4.3/5 (liczba głosów: 14)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama