Czego szukasz?

Formuła E

Mortara ograł liderów podczas E-Prix Berlina | Analiza 1. wyścigu

Edoardo Mortara odniósł drugi triumf w tym sezonie i powraca do walki o mistrzostwo. Jego dwóch wielkich rywali – Stoffel Vandoorne i Jean-Eric Vergne – uplasowało się tuż za nim, tocząc pasjonującą walkę w samej końcówce. Wśród zespołów kapitalną formą dysponowało Porsche i DS Techeetah.

Mortara Berlin
Fot. FormulaRapida.net / Twitter

Najlepszy kierowca: Edoardo Mortara

Szwajcar byłby absolutnie nieskazitelny, gdyby nie drobny, ale prawdopodobnie kosztowny błąd w alei serwisowej. Kierowca Venturi jeszcze przed startem zawodów przekroczył w niej dozwoloną prędkość, w wyniku czego do jego wyniku nie można się jeszcze przyzwyczajać.

Na torze były lider klasyfikacji generalnej spisywał się jednak znakomicie. Dobrze wystartował, utrzymał za sobą Alexandra Simsa, a następnie spokojnie prowadził, nie siląc się nawet na budowanie potężnej przewagi. Intrygująca strategia Venturi, polegająca na przeczekaniu faz Trybów Ataku także zadziałała na jego korzyść. Szwajcar stracił tylko jedną pozycję, którą zresztą prędko odzyskał.

Relatywnie pozbawiony akcji wyścig Mortary kontrastuje z zadaniem, jakie postawiono przed Stoffelem Vandoornem. Belg, zakwalifikowawszy się dopiero na ósmej pozycji, zadał kłam teoriom, jakoby w słaby start oznaczał pożegnanie się z szansami na podium. Zawodnik Mercedesa miał bez wątpienia najlepsze tempo, połączone dodatkowo z kapitalną efektywnością w zakresie oszczędzania energii.

Blisko, bardzo blisko…

Vandoorne piął się wyżej z każdą minutą. Mercedes pozwolił mu odrobić pozycję w stosunku do Nycka de Vriesa, posyłając Holendra po Tryb Ataku w pierwszej kolejności, a Vandoorne doskonale wykorzystał otwarte drzwi do pogoni. Z łatwością uporał się z Evansem, Wehrleinem, Simsem czy kierowcą DS Techeetah i wkrótce siedział już na ogonie prowadzącej dwójki – Mortary i Andre Lotterera.

Gdy Niemiec wypadł z walki o zwycięstwo, na drodze Belga pojawił się Vergne. Kierowca z Kortrijk nie przebił się przez francuską zaporę, lecz siedział kierowcy DS na ogonie, przekraczając linię mety zaledwie dwie dziesiąte za swym bezpośrednim rywalem z klasyfikacji generalnej.

ZOBACZ TAKŻE
Ostrza trójzębu - plany i kulisy Maserati w Formule E

Tymczasem Lotterer zasłużył na wyróżnienie tak samo, jak wspomniany Vergne. Na rodzimej rodzimej ziemi wyglądał zdecydowanie najpewniej spośród faworytów publiki. Najstarszy kierowca w stawce, tak jak w Meksyku, na centymetry zbliżył się spełnienia swego największego wyzwania – zwycięstwa.

W Porsche drzemało niezłe tempo i Lotterer umiejętnie z niego korzystał. Przez moment nawet prowadził, lecz ostatecznie uległ dwójce wielkich rywali, którzy wydłużyli swe przejazdy i zachowali Tryby Ataku na późniejszą część zawodów. Czwarte miejsce zapewne nie satysfakcjonuje Niemca, Porsche udało się jednak odrobić część strat z katastrofalnego (ale nie z ich winy) wyścigu w Księstwie.

DS Techeetah wraca do gry?

22 „oczka” – tyle udało się uzyskać Francuzowi i Portugalczykowi w barwach dwukrotnych mistrzów świata. Przez moment ich wynik wyglądał jeszcze lepiej, jednak Antonio Felix da Costa uległ obu Jaguarom i kierowcom Porsche. W przypadku DS nieco przeszkodziła im niecodzienna strategia. W pierwszej fazie zawodów długo wyczekiwali na odpowiedni moment dla Trybu Ataku.

Ów manewr powiódł się, ale jego powtórka już niekoniecznie. Da Costa był łatwą zwierzyną łowną – prędko dopadły go dwa wściekłe Jaguary. Brytyjczykom powiódł się plan minimum – uratowanie punktów po słabych kwalifikacjach; tym razem nawet Evans nie mógł pochwalić się znakomitym tempem. Nowozelandczyk miał też kłopoty na początku zawodów, ale w końcówce pokazał pazur i dojechał na piątej pozycji.

Nie sposób też nie pochwalić Mahindry. Czy można już wieszczyć powrót Hindusów do regularnej walki o punkty? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć, lecz w Berlinie wyglądają jeszcze lepiej niż w Monako. Alexander Sims skazany był na utratę swego wybitnego drugiego miejsca (notabene wywalczonego w dramatycznych okolicznościach) i ostatecznie ledwie obronił 9. miejsce przed szarżującym de Vriesem; niemniej, udowodnił, iż wciąż ma w sobie iskrę, która pozwoliła mu wygrywać w Ad-Dirijja dwa lata temu.

Świetny Bird i precyzyjny Rowland

Kierowca z Wysp dotychczas mógł określić swój sezon mianem katastrofy. Po pierwszych zawodach w Berlinie wciąż oczekuje na podium i nie ma już praktycznie szans, by powalczyć o pierwsze mistrzostwo świata, ale może jeszcze pomóc ekipie w walce o triumf wśród konstruktorów.

Bird nie wyglądał na potencjalnego bohatera zawodów, ale spełniły się jego proroctwa o lepszym tempie Jaguara w wyścigu, niż w kwalifikacjach. 15. miejsce przekuł ostatecznie w świetną siódmą lokatę, ledwie dwa miejsca za Mitchem Evansem. Brytyjczyk nie przeprowadzał może zapierających dech w piersiach manewrów, ale skuteczność i stabilność jest w FE równie ważna, co brawura.

A propos brawury, warto wyróżnić Olivera Rowlanda. Rodak Birda prawie zadośćuczynił ekipie Mahindry za koszmarny weekend w Monako. Reperkusje incydentu z Andre Lottererem ciągnęły się za nim jeszcze w czasówce, z powodu czego startował z 17. pozycji. Rowland znów miał świetne tempo, tym razem jednak zachował zimną krew i przebił się do dziesiątki, by finalnie ulec jedynie Nyckowi de Vriesowi.

Sergio Sette Camara zmarnował okazję

Trudno oceniać Brazylijczyka, mając w pamięci tempo (a raczej jego brak) w bolidzie Dragon Penske. Camara świetnie prezentuje się na jednym okrążeniu, gdzie wyciąga z krnąbrnego i wolnego samochodu dwa razy więcej niż jego zespołowy partner, Antonio Giovinazzi. W trakcie wyścigu ponadprzeciętne możliwości znikają i Brazylijczyk ponownie był wystawiony na ataki ze strony całej stawki.

Nie zdołał sprostać im długo. Spadek na dziewiątą pozycję po starcie można uznać za pech spowodowany wyjątkowo ciasnym ułożeniem zakrętów 1-2, ale jakiekolwiek próby dalszej obrony spełzły na niczym. Penske zdecydowało się szybko wykorzystać Tryby Ataku, co odbiło się na nich strategicznie. Kierowca z Belo Horizonte usiłował powrócić dzięki nim do czołowej dziesiątki. I to nie uratowało go przed powolnym spadkiem ku 17. lokacie.

ZOBACZ TAKŻE
Co Formuła E przygotowała w bolidzie 3. generacji? Mamy odpowiedź

Z rezultatu nie jest też raczej zadowolony Nyck de Vries. Holender nie zbliża się do poziomu swego zespołowego partnera, więcej – nie przypomina samego siebie z okresu walki o tytuł. W obecnej formie de Vries może mieć coraz większe problemy z przekonaniem Williamsa, że warto po niego sięgnąć, gdyby Nicholas Latifi rzeczywiście miał niebawem opuścić F1. Naturalnie, to tylko pogłoski. Faktem jest natomiast, że zwycięzca tegorocznej pierwszej rundy stracił swój błysk; znów stać go było tylko na 10. miejsce.

Ciasno na czele klasyfikacji

Zwycięstwo Edoardo Mortary oznacza, że Szwajcar po kilku słabych rundach, z których dwóch nie ukończył, powraca do walki o czempionat. Lider Venturi ma teraz 77 punktów, o 5 mniej niż Mitch Evans. Do dwójki największych faworytów nieco im jeszcze brakuje – zarówno Vandoorne, jak i Vergne spisali się w Berlinie znakomicie. Belg ma obecnie 96 punktów, z kolei Francuz – 93.

ZOBACZ TAKŻE
Klasyfikacja generalna Formuły E 2022. Sprawdź, jak wygląda

Wśród zespołów wciąż prowadzi Mercedes-EQ. Niemcy mają 136 oczek, ale dysproporcja między postawą Vandoorne’a i de Vriesa może oznaczać, że DS Techeetah wkrótce ich przegoni. Chińsko-francuska ekipa cieszy się nieco bardziej wyrównanym duetem w zakresie tempa i traci do mistrzów świata jedynie 9 punktów. Czołową trójkę uzupełnia ROKiT Venturi – dzięki triumfowi Mortary Monakijczycy wyprzedzają Jaguara. Mają 114 oczek, w stosunku do 110 Brytyjczyków.

Tempelhof jeszcze nas nie żegna

Już jutro, 15 maja, ponownie o godz. 15:00, kierowcy zmierzą się w ósmej rundzie ósmego sezonu mistrzostw świata. Struktura weekendu nie zmienia się – dwa treningi i kwalifikacje poprzedzą popołudniowe święto ścigania. Na lepszą czasówkę liczyć będą zwłaszcza kierowcy Envision Racing. Robin Frijns był dopiero 20. w sobotnich kwalifikacjach, a Nick Cassidy uplasował się o jedno miejsce wyżej.

O poprawę postarają się też kierowcy Jaguara. Sam Bird potwierdził tempo samochodu Jaguara I-Type 5, niemniej by gonić czołówkę w klasyfikacji ekip, Brytyjczykom zdecydowanie potrzeba lokat startowych w pierwszej dziesiątce. Siły powinien zebrać też Mercedes, zwłaszcza garaż urzędującego mistrza świata.

ZOBACZ TAKŻE
Kalendarz Formuła E 2021/22. Gdzie i kiedy odbędą się wyścigi?

Pytań jest więcej. Co przygotuje nam jutrzejszy wyścig? Czy Alexander Sims ponownie zajmie miejsce w pierwszym rzędzie? Czy Sergio Sette Camara raz jeszcze zdoła przekroczyć możliwości swego Penske i załapać się na ćwierćfinały? I co najważniejsze – czy jakiekolwiek wydarzenie na torze przyćmi wiadomość weekendu – McLaren wchodzi do Fomuły E.

Wyniki 1. E-Prix Berlina 2022

Wyniki Berlin Formuła E

Fot. ABB FIA Formula E World Championship / Twitter

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama