Czego szukasz?

Testy nowych samochodów

TEST | Dacia Sandero 1.0 TCe 90 X-Tronic CVT – tanio, ale sympatycznie

Ciężko w to uwierzyć, ale od debiutu pierwszej współczesnej Dacii – modelu Logan – minie niebawem 18 lat. W ciągu tego czasu samochody rumuńskiej marki stały się niemal synonimem „prawdziwej”, pozbawionej ozdobników i wodotrysków motoryzacji. Z upływem lat zaczęło się to zmieniać, z wyjątkiem jednej rzeczy – ceny. Zapraszam na test najtańszego na polskim rynku samochodu z automatyczną skrzynią biegów.

Dacia Sandero CVT
Fot. Piotr Orpel

Dacia Sandero również może się pochwalić niezłym stażem rynkowym – zadebiutowała bowiem 14 lat temu, wraz z faceliftingiem pierwszego Logana. Od września 2020 roku dostępna jest trzecia generacja tego modelu. Kilka czy kilkanaście lat temu regułą było konstruowanie nowych modeli Dacii w oparciu o rozwiązania z nieco starszych modeli Renault – wspomniany już Logan mocno bazował na Clio II z 1998 roku. Ta reguła miała odniesienie zarówno w przypadku zastosowanych podwozi czy silników, jak i elementów wnętrza. Był to fantastyczny sposób na utrzymanie niskiej ceny zakupu – w końcu Dacia Logan powstawała jako „samochód za 5000 euro”.

Dacia Sandero CVT

Fot. Piotr Orpel

Uwspółcześniony elegant

W związku z rosnącymi oczekiwaniami klienteli, podbijanymi przez unijnych urzędników normami emisji spalin oraz coraz lepszą renomą rumuńskiej marki, w przypadku widocznego na zdjęciach modelu zastosowano nieco inny przepis. Tym razem nie posiłkowano się przestarzałą technologią, a zastosowano nowoczesną platformę CMF-B, znaną choćby z Nissana Juke, aktualnego Renault Clio czy Renault Arkany. Wyraźnie widać to już po proporcjach auta. Dacia Sandero trzeciej generacji zdecydowanie urosła na szerokość (ponad 5 cm), stała się też nieco dłuższa i niższa. Mocno zaznaczone błotniki, kierująca się ku górze dolna linia szyb oraz seryjne w testowanym samochodzie alufelgi Amaris (opcja, 1000 zł) powodują, że moim zdaniem mała Dacia nie ma się czego wstydzić w porównaniu z konkurencją. Pamiętać też trzeba o istnieniu odmiany Stepway – za dopłatą 7000 zł możemy przekształcić Sandero w modnego crossovera.

ZOBACZ TAKŻE
Crossover segmentu B - alternatywa dla auta miejskiego | 12 propozycji
Dacia Sandero interior

Fot. Piotr Orpel

Dacia Sandero – gdzie cięto koszty?

„No, jest tanio”. Takie słowa pojawiły się w mojej głowie zaraz po przesiadce z testowanej wcześniej Mazdy. Plastiki nie tylko są twarde, ale nawet na takie wyglądają. Skrzynia biegów nie ma wytłoczonego opisu przełożeń, jedynie naklejone u jej podstawy, niepodświetlane literki. Po rozejrzeniu się we wnętrzu zacząłem jednak dostrzegać sporo pozytywnych cech. Kierownica ma dużo wspólnego z aktualnym Renault Megane – sterowanie jest identyczne, szkoda tylko że funkcje telefonu są ukryte w joysticku pod kierownicą. Na desce i na drzwiach pojawiła się tkanina – nie tylko wygląda to estetycznie, ale powoduje też, że podłokietnik jest całkiem wygodny. Sam rysunek kokpitu też zasługuje na pochwały. Niestety, spasowanie elementów nie stoi na najwyższym poziomie – przejazd po kostce brukowej to feeria stuków i trzasków.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Mazda 3 e-Skyactiv X Enso 186 6AT - zapomnijcie o downsizingu

Już teraz – bankomat w Twoim samochodzie!

Niestety, Dacia Sandero nie potrafi drukować pieniędzy, nie ma też wbudowanego sejfu. Ma za to system multimedialny – prosty, ale przejrzysty, dodatkowo z świetnie działającym Androidem Auto. Fajnym patentem jest zamontowany między zegarami a ekranem uchwyt na telefon, wraz z ukrytym zanim gniazdem USB. Kierowcy Ubera lubią to. Wspomniany już ośmiocalowy ekran jest absurdalnie wręcz zły. W ciągu ostatnich 10 lat nie spotkałem nigdzie monitora o tak fatalnych kolorach, kontraście i kątach patrzenia. Nigdzie… poza bankomatami. Odrobinę „premiumowości” można za to znaleźć nieco niżej, bowiem panel automatycznej klimatyzacji jest taki sam jak w Mercedesach. Chodzi oczywiście o spokrewnione z Kangoo dostawczaki (Citana i klasę T) – ale fakt jest faktem.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Renault Kangoo Pack Clim Blue dCi 95 Open Sesame – skarbiec z monitoringiem
deska

Fot. Piotr Orpel

Dacia Sandero – komfort i przestronność

Na wymiary wnętrza nie mam zamiaru narzekać. Zarówno w pierwszym jak i w drugim rzędzie dwójka dorosłych pasażerów będzie miała wystarczająco dużo przestrzeni na nogi, głowy oraz na szerokość. Na podobne pochwały zasłużył bagażnik liczący 328 litrów pojemności. To wszystko nie może dziwić, w końcu mowa o samochodzie mierzącym aż 4088 mm długości i 2604 mm rozstawu osi. Dla porównania – te wymiary w przypadku segment wyżej pozycjonowanego VW Golfa trzeciej generacji wynoszą 4074 oraz 2475 mm.

Fizjonomia człowieka tego nie przewidziała

Zdecydowanie gorzej wypada ergonomia miejsca pracy kierowcy. Pozycja za kierownicą jest niewygodna – problemem jest zarówno kąt nachylenia siedziska, jak i kompletny brak podparcia lędźwiowego. Nie to jest jednak najgorsze – aby wygodnie operować pedałami (przynajmniej w przypadku osoby mającej 185 cm wzrostu), musiałbym wyhodować sobie dodatkowy staw w połowie drogi między kostką a kolanem. Co więcej, ten staw musiałby operować w osi prawo-lewo. Projekt wnętrza przypomina przez to stare konstrukcje włoskie, pokroju Fiata Pandy i Uno sprzed 40 lat. Również tam idealnym kierowcą byłby orangutan, albo przynajmniej osoba o krótkich nogach i bardzo długich rękach.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Dacia Duster Prestige 1.5 dCi 115 4x4 6MT - SUV na ciężkie czasy

Całkiem nieźle wypada za to wyposażenie testowanego egzemplarza. Na pokładzie mamy takie luksusy jak, tempomat (standard od wersji Essential) automatyczna klimatyzacja (1200 zł) czy bezkluczykowy dostęp – niestety działający bardzo losowo. Fotel kierowcy wyposażony jest w podłokietnik, a ostatnim wartym podkreślenia podnoszącym komfort rozwiązaniem jest zastosowana skrzynia automatyczna.

kufer

Fot. Piotr Orpel

Gwóźdź programu, czy może jednak gwóźdź do trumny?

Pora skupić się w końcu na wspomnianym przed chwilą napędzie. Dacia Sandero 1.0 TCe 90 X-Tronic, jak sama nazwa wskazuje, jest wprawiana w ruch przez litrowy, trzycylindrowy turbodoładowany silnik o mocy 90 KM i momencie obrotowym 142 Nm (dostępnym już od 1750 obr/min). W teorii powinno to zapewnić ważącej 1099 kg Dacii niezłe osiągi… W praktyce trzeba opowiedzieć o tym nieco więcej. Po pierwsze, zastosowanie bezstopniowego automatu ograniczyło dostępny moment obrotowy – w manualu jest go 160 Nm. Po drugie, skrzynia ma ogromnego „laga” przy ruszaniu, większego nawet niż w słynących z tego volkswagenowskich DSG. O dziwo, w ciągu tygodnia zupełnie się do niego przyzwyczaiłem. To wszystko ma spory wpływ na przyspieszenie do setki. Wersja z ręczną przekładnią mieści się w 11,7 sekundy, a testowana odmiana potrzebuje tych sekund aż 13,5.

W codziennym użytkowaniu rzadko mamy raczej okazję na nieprzerwany sprint ze startu zatrzymanego aż do prędkości mandatowych. Zdecydowanie częściej musimy dynamicznie włączać się do ruchu, wyprzedzać ciągniki rolnicze czy też rozpędzać się po wyjeździe z obszaru zabudowanego. Tutaj, w zakresie prędkości od 30 do 80 km/h, Sandero sprawdza się bardzo dobrze. Skrzynia „redukuje” zadziwiająco sprawnie, a symulowane przełożenia chronią nas przed nadmiernym wyciem.

Dacia Sandero

Fot. Piotr Orpel

Głośno, głośniej, najgłośniej

Na początku artykułu padło pytanie – gdzie Rumuni szukali oszczędności? Wiemy już, że tanie są plastiki i multimedia, nic nie przebije jednak kompletnego braku wygłuszenia. W mieście jest jeszcze znośnie, ale spróbujcie pojechać powyżej 120 kilometrów na godzinę. Nawet klapa bagażnika od wewnątrz straszy gołą blachą, a błotniki to doskonałe pudła rezonansowe. Zakładam jednak, że niemal każda Dacia Sandero X-Tronic spędzi większość swojego życia w miastach i ich najbliższych okolicach. Przy spokojnej jeździe, oprócz względnej ciszy i odpoczynku z racji braku konieczności wachlowania biegami, cieszyć użytkownika mogłoby też spalanie. Producent obiecuje wynik na poziomie 5,8 litra – aż tak dobrze nie jest. Naprawdę leniwa jazda w trybie „podmiejskim” po Poznaniu i okolicznych wsiach dała wynik 6,3 litra na 100 kilometrów.

Dacia Sandero – nie do końca wykorzystany potencjał

Zdecydowanie gorzej będzie to wyglądać, jeśli lubicie ścigać się od świateł z kurierami i taksówkarzami. Dwa dni dynamicznej jazdy w godzinach szczytu po stolicy Wielkopolski dały wynik… 12 litrów na setkę. 12 litrów. Na setkę. Przy benzynie po 8 zł za litr. Warto zatem nauczyć się zasad płynnej, defensywnej jazdy – wasze portfele od razu staną się grubsze. Dobrze chociaż, że nie trzeba zbyt często pojawiać się na stacji – zbiornik paliwa mieści aż 50 litrów.

Mieszane uczucia budzi też zawieszenie. Dacia Sandero trzeciej generacji, chociaż jest oparta o płytę znaną z nowego Clio, to prowadzi się zgoła inaczej. Prowadzenie jest „gumowe”, układ kierowniczy nie komunikuje kierowcy w zasadzie niczego. Oczywiście, przy niskich prędkościach nie ma to większego znaczenia. Jazda po kostce brukowej z kolei jest przyjemnością (o ile zapomnimy o skrzypieniu całego wnętrza), zawieszenie świetnie sobie radzi z drobnymi, nagłymi nierównościami. Fatalnie niestety zachowuje się na progach zwalniających, podskakując jak pusty dostawczak. Nie musicie za to obawiać się krawężników i polnych dróg – prześwit wynosi aż 162 mm (a w Stepwayu szalone wręcz 201 mm).

tył Dacii

Fot. Piotr Orpel

Dacia Sandero – najtańszy automat na rynku

Podczas premiery poprzedniej generacji, Dacia Sandero startowała od nierealnej w dzisiejszym świecie kwoty 29900 zł. Jak się zapewne domyślacie, aktualnego modelu tak tanio kupić się nie da. Wersja z silnikiem wolnossącym SCe 65 Access kosztuje od 48500 zł. Dopłata do turbodoładowanej jednostki to 8400 zł, ale wiąże się to z przeskokiem do wyposażenia Essential. Topowa odmiana Comfort (dlaczego już nie Prestige albo Laureate?) to już 60900 zł. Testowane Sandero TCe 90 X-Tronic Comfort w aktualnym cenniku (07.06.2022) jest wycenione na 66900 zł.

ZOBACZ TAKŻE
TEST | Mitsubishi Space Star 1.2 CVT Insport – konserwatywny maluch

Testowany egzemplarz został oczywiście wzbogacony o kilka rzeczy. Wspomniane alufelgi, lakier Szary Highland oraz klimatyzacja automatyczna windują cenę do ostatecznej kwoty 71200 zł. Jak Dacia wypada na tle innych aut segmentu B z automatycznymi skrzyniami? Poniższe ceny uwzględniają już doposażenie do poziomu równego lub nieco lepszego od prezentowanego egzemplarza:

  • Mitsubishi Space Star 1.2 CVT (71 KM) – 76290 zł
  • Renault Clio 1.0 TCe X-Tronic (90 KM) – 80300 zł
  • Skoda Fabia 1.0 DSG7 (110 KM) – 84650 zł
  • Hyundai i20 1.0 7DCT (100 KM) – 87900 zł
  • Opel Corsa 1.2 A8 (100 KM) – 90950 zł

Jak widać, przewaga jest znaczna – nawet Mitsubishi jest droższe o 5000 zł, a jest zdecydowanie mniejszym, gorzej wyposażonym i słabszym autem. O cenach reszty konkurencji nie ma nawet co wspominać.

lampa

Fot. Piotr Orpel

Podsumowanie: Dacia Sandero TCe 90 X-Tronic Comfort

Dacia Sandero TCe 90 X-Tronic
  • Stylistyka
  • Przestronność
  • Jakość materiałów
  • Wyposażenie
  • Multimedia
  • Komfort użytkowania
  • Przyjemność z jazdy
  • Silnik i napęd
  • Skrzynia biegów
  • Ekonomia i ekologia
  • Bezpieczeństwo
  • Cena w stosunku do jakości
3.6

Podsumowanie

Dacia Sandero X-Tronic to najtańszy sposób na wyjechanie z salonu samochodem z automatyczną skrzynią biegów. Za 71200 zł otrzymujemy przestronne, nowoczesne i dość komfortowe auto. Ilość cięć i kompromisów poszła jednak nieco zbyt daleko. Braki w wygłuszeniu, niewygodna pozycja za kierownicą i słaba jakość montażu wnętrza odbierają sporo przyjemności z jazdy.

Dobrze obrazuje to ocena końcowa wynosząca 3,6. Sandero ma sporo mocnych i równie dużo słabych punktów, a w obliczu powyższych zastrzeżeń, dopłata 9000 zł do nieco lepiej wyposażonego Clio z tym samym układem napędowym wydaje się być kuszącą propozycją.

4.5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama