Connect with us

Czego szukasz?

Motorsport

Niepowstrzymany Jenson Button. Czym obecnie zajmuje się Brytyjczyk?

Jenson Button nigdy nie był, nie jest i nie będzie wymieniany jednym tchem z Michaelem Schumacherem, Lewisem Hamiltonem czy Ayrtonem Senną. Prawdopodobnie nie posiadał tak wielkiego talentu, by im dorównać, ale również sama kariera Brytyjczyka ułożyła się inaczej niż większości kolegów-mistrzów świata. Button pozostaje jednakowoż popularną personą i znakomitym ambasadorem Formuły 1, a to tylko wierzchołek góry lodowej inicjatyw, których się podejmuje.

Fot. Williams Racing

Kierowcy F1 to specyficzna grupa sportowców, nie tylko ze względu na rodzaj świadczonych usług. Większość z nich, nawet po zakończeniu obfitującej w sukcesy kariery, z rzadka decyduje się odwiesić kask na kołek. Majątek, liczba pucharów, status legendy – niezależnie od ilości laurów potrzeba adrenaliny i wysokich prędkości zdaje się ich nie opuszczać. Jenson Button również bez ścigania – czy choćby obcowania z wyścigowym środowiskiem – nie wytrzymał.

Brytyjczyk pełnoetatową karierę w królowej motorsportu zakończył po sezonie 2016, ale kuszenie czterech kółek przeważyło nad spokojnym życiem. Dziś, co paradoksalne, ma on jeszcze więcej zajęć niż za czasów regularnego stawiania się w padoku.

Kusząca wiśnia

Pasję do ścigania rozbudzają w nim nowe wyzwania, które, zwolniony od  hermetycznego środowiska F1, może dowolnie eksplorować. – Chcę się ścigać. Uwielbiam się ścigać. Uwielbiam rywalizować i chcę się dobrze bawić – tak w trzech zdaniach charakteryzował swe nowe motto. Tę dobrą zabawę podzielić możemy na kilka przystanków. Pierwszy wypadł w dalekiej Japonii.

Jeszcze jako kierowca McLarena, Button wyrażał zainteresowanie maszynami Super GT, a pośrednictwo Hondy – w latach 2015-2017 dostarczającej stajni z Woking silniki – pozwoliło mu w ostatnim sezonie tej współpracy zadebiutować w serii za kierownicą modelu NSX-GT. Były mistrz świata z miejsca wybrał najtrudniejsze zawody – słynne Suzuka 1000km, dzieląc kokpit z Hidekim Mutohą i Daisukę Nakajimą.

Jenson Button Super GT

Fot. Jenson Button / Twitter

Brytyjsko-japońskie trio otrzymało dwie kary i dwukrotnie zjeżdżało do boksów z przebitą oponą. Najstarsze długodystansowe zawody w Japonii, organizowane od 1966 roku, skończyli na 12. miejscu, ale Button nie zamierzał porzucić okazji do dalszego rozwoju na drugim końcu świata. Szukając opcji na sezon 2018, znalazł Team Kunimitsu. Zespół perfekcyjnie odpowiadający osobistemu pragnieniu poznawania opon Bridgestone, dodatkowo zatrudniający Naokiego Yamamoto.

Obecność znającego angielski Japończyka wydatnie pomogła w adaptacji do serii wyznającej odmienną w stosunku do europejskiej kulturę ścigania. Button i Yamamoto stworzyli zgrany duet, a błyskawiczne dopasowanie zaowocowało zdobytym w pięknym stylu mistrzostwem. W ośmiu rundach tandem czterokrotnie stawał na podium, w tym na najwyższym jego stopniu w niezwykle istotnych zawodach na Sugo.

ZOBACZ TAKŻE
"Pomagał mi Jenson Button". Naoki Yamamoto o swojej karierze | Wywiad

Słabszy dzień przeżyli tam ich główni konkurenci – Ryo Hirakawa oraz Nick Cassidy. Na mecie sezonu stracili do Buttona i Japończyka trzy punkty. Brytyjczyk mógł świętować udany rok. Poza Super GT wystartował też w 24-godzinnym wyścigu Le Mans (w ekipie z Witalijem Pietrowem oraz Michaiłem Aleshinem), czterech rundach WEC, a na ściganie nałożył też rolę eksperta dla telewizji Sky podczas GP F1.

Button i mnóstwo idei

Z Super GT nie rezygnował. Pozostał w serii na sezon 2019, również w Kunimitsu, również z Yamamoto jako zespołowym partnerem – lecz entuzjazm powoli wygasał. Seria incydentów – kolizja na prowadzeniu na Okayamie, pechowy wyjazd samochodu bezpieczeństwa na Fuji, zły dobór opon na Sugo – duet stracił kilka potencjalnych wiktorii i musiał zadowolić się ósmym miejscem w klasyfikacji generalnej.

Button poczuł się zmęczony wiecznymi podróżami między USA a Japonią; postanowił poświęcić się innym, mniej czasochłonnym, pomysłom. W sezonie 2020 włączył się w rywalizację w British GT na Silverstone, wykorzystując w tym celu własny zespół Jenson Team Rocket RJN. Zajął 14-te miejsce w stawce ponad 30 ekip.

W wolnych chwilach udzielał się też e-sportowo, a rok później pojawił się na Goodwood Revival. W trakcie festiwalu celebrującego dawne samochody wyścigowe uświetnił puchar Stirlinga Mossa. Choć ceni sobie historię, za kulisami czynił podchody ku diametralnie odmiennej inicjatywie. Firmowanej przez Alejandro Agaga Extreme E.

Udział jego stajni w inauguracyjnym sezonie potwierdzono 24 stycznia zeszłego roku. – Z [pomysłem na – przyp. red.] JBXE nosiłem się długo i jestem zachwycony oraz dumny z tego, iż mogę ogłosić jego powstanie i wejście do inauguracyjnych mistrzostw Extreme E. Złapałem off-roadowego bakcyla kilka lat temu, co zaprowadziło mnie do startu w barwach własnej ekipy w kilku wyścigach, w tym Mint 400 i nawet Baja 1000 – opowiadał.

Brytyjczyk poszedł w ślady innych mistrzów – Nico Rosberga i Lewisa Hamiltona, również posiadających własne zespoły. Dwaj byli partnerzy z Mercedesa widnieli jednak jedynie na dokumentach potwierdzających angaż. Button tymczasem sam zasiadł w elektrycznym SUV-ie i w parze z Mikaelą Ahlin-Kottulinsky odjechał pierwszą rundę czempionatu.

Off-road

Słynny JB w pełni radował się z możliwości, jakie zapewniał kompletnie inny świat ścigania. Podejmowanie inicjatyw mających na celu ochronę zdewastowanych obszarów, akcentowanie roli kobiet, napędzanie SUV-ów wyłącznie czystą energią – wszystko to budowało jego entuzjazm. Gdyby nie natłok zadań, zapewne nie zwolniłby miejsca w kokpicie Kevinowi Hansenowi.

– Pierwszy wyścig był zabawny, ale z powodu zobowiązań nie mogłem wystartować w drugim. Przekonaliśmy się [wtedy], że Kevin jest dostępny i powiedziałem sobie: <<wow, niesamowicie>> – mówił o 24-letnim Szwedzie, który brał udział w przedsezonowych testach. Hansen okazał się asem w rękawie: doskonale dogadywał się z Ahlin-Kottulinsky i razem z nią pracował nad poprawkami. Modyfikacje sprzętu pozwoliły ekipie zająć 4. miejsce w końcowej klasyfikacji.

Button Extreme E 2

Fot. ASN Motorsports

Sam Button zajął się z kolei serią Nitro Rallycross (jej Grupą E), gdzie dołączył do XITE Energy Racing. I tu Brytyjczyk realizował skrywane marzenia – tym razem powiązane z jego ojcem. John Button należał bowiem do brytyjskiej czołówki tej klasy wyścigów w latach 70-tych i 80-tych. Jego wyczyny w Volkswagenie Bettle’u czy Golfie komentował nawet Murray Walker.

– Chciałbym naśladować to, co on zrobił […]. Kiedyś z zamiłowaniem oglądałem jak sam się ścigał; pamiętam, że było bardzo głośno. Tym razem to nie będzie problem – FC1-X nie jest hałaśliwe. To wspaniałe, że dzieci mogą przyjść i oglądać, i nie muszą nosić słuchawek – deklarował kierowca.

ZOBACZ TAKŻE
Baja 1000: Pech Jensona Buttona. Alan, Rodrigo i Aaron Ampudia oraz Steve Covey ze zwycięstwem

Samego ścigania wiele nie doświadczył. Pierwsze dwie rundy rozpoczętych w czerwcu 2022 roku mistrzostw ominął, w kolejnej był przedostatni, a z czwartej się wycofał. Na następne dwie wcale nie zawitał, gdyż ponownie goniły go obowiązki. Z natury tych, których nie sposób odrzucić.

Button – konsultant nieoceniony

Okazjonalne przygody wyścigowe Brytyjczyk łączy wszak z pełnoetatową pracą w Williamsie – jako część operacji pt. powrót na szczyt, zaordynowanej przez nowych właścicieli z Dorilton Capital. 22 stycznia 2021 roku sprawę nagłośniła sama F1, informując, iż ceniony ekspert dołączy do ikonicznej stajni jako starszy doradca na umowie kilkuletniej.

– W ramach części swej roli, Jenson będzie przekazywał rady i wskazówki zespołowi z Grove na bazie swego 30-letniego doświadczenia. Będzie również wspierał zarówno etatowych kierowców, jak i tych z akademii Williamsa – napisano w komunikacie, nakreślając ogólne ramy pracy Brytyjczyka.

W istocie nie są one sztywne, a przez cały poprzedni rok trudno było w ogóle mówić o ich istnieniu. Button mieszka w USA, toteż pandemia utrudniała mu podróże. Gdy już zjawiał się w padoku, był częściowo zamknięty w bańce telewizji Sky. Złączywszy te czynniki w jedno, otrzymujemy intrygujący obraz konsultanta, który w poprzednim sezonie ani razu nie zawitał do fabryki.

Czy to oznacza, że był bezużyteczny? Absolutnie nie. Buttona chwalił Jost Capito, który podkreślał jego prezencję w środkach czwartej władzy oraz doświadczenie, jakim może się podzielić. George Russell, mimo ograniczonej obecności swego nowego mentora, również odczuł pozytywne skutki konwersacji.

ZOBACZ TAKŻE
Hitowe transfery w F1, które nie doszły do skutku. Kubica do Ferrari i kto jeszcze?

Był bardzo otwarty i zawsze na miejscu, kiedykolwiek ktoś go potrzebował […]. Często – teraz częściej odkąd covidowe restrykcje poluzowano – pojawia się w garażu, w pomieszczeniach gościnnych, rozmawiając z chłopakami, inżynierami, mną, Jostem. Myślę, że to świetne, zbierać od niego pomysły – opowiadał kierowca w 2021 roku.

Skupiony na przyszłości

Sekunduje mu Latifi, który nazwał go fantastycznym nabytkiem dla zespołu, dodając też, że Button przekazywał mu rady a propos prawidłowego podejścia, zwłaszcza na początku przygody (wtedy Kanadyjczyk jeszcze liczył na przełom). 42-latek odpowiadał też za całą strukturę ekipy – wzajemne powiązania i synergię między inżynierami i kierowcami, nie tylko w aspekcie wyników.

Atmosfera jest równie ważna – to ona wycisnęła to, co najlepsze z Alexa Albona, centralnego punktu przebudowy. Pozbawiony presji, Taj błyszczał, a Button ma dla niego wyłącznie słowa podziwu. – Zaangażowanie Alexa w zespół, to jak do niego wszedł, to, że jest prawdziwym graczem zespołowym i zespół stoi za nim murem [jest doskonałe – przyp. red.]. Można zobaczyć jego umiejętności w zakresie prędkości, ale też sposobu pracy dla zespołu i budowania go wokół siebie – tłumaczył.

W przerwie od ścigania Button stworzył nawet własną whisky – Coachbuilt | Fot. spiriteddrinks.com

Kierowcy czerpali i czerpią od niego wiele; niedawno pożegnany szef ekipy – Capito – również korzystał z rad byłego mistrza świata. – Dla mnie rozmowa z nim jest bardzo pomocna. Jesteśmy w regularnym kontakcie [….]. Przynosi niezłe pomysły i jest bardzo motywujący dla zespołu, każdy go tu kocha – komplementował. Niemiec akcentował też pomoc, jaką otrzymywał od Brytyjczyka przy podejmowaniu decyzji menedżerskich.

Jakich decyzji – ekipa nie zdradzi, ale Button na pewno nie próżnował. Sam doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważne piastuje stanowisko, i jak wielki ma wpływ na odbudowę Williamsa. Dlatego wspierał już dział marketingu (na tym polu nastąpiła intensyfikacja jego pracy) i wciąż dba o wizję przyszłości.

ZOBACZ TAKŻE
Niespodzianka w Williamsie. Jost Capito opuszcza zespół

Rok 2022 opisał jako rok budowy, która nieprędko się zakończy. – Teraz mają fundusze na przyszłość, co jest świetne, ale to zajmuje czas. Rozumieją, co muszą zrobić. To na pewno pozytywny rok, nowe regulacje zawsze mieszają w stawce, ale walka w czołówce i bycie bardzo konkurencyjnym to coś, czego osiągnięcie zajmie jeszcze kilka lat. Ale są już w drodze, a to ważne – opisywał.

Zawsze pozytywny

Na bazie jego komentarzy można odnieść wrażenie, że Button nie tylko pomaga dawnej ekipie, ale przy okazji spłaca niewielki dług. – Kiedy miałem 19 lat, ten moment [nawiązanie współpracy z Williamsem – przyp. red.] zmienił moje życie, i choć minęło ponad 20 lat, już czuję, jakbym nigdy nie odchodził. Sir Frank Williams uwierzył we mnie, za co będzie mu na zawsze wdzięczny i jestem bardzo podekscytowany, iż mogę wrócić i pomóc ekipie, która po raz kolejny jest głodna sukcesów – tak twierdził w chwili, gdy jego angaż wyszedł na jaw.

Teraz Button odpłaca się pięknym za nadobne, jak zawsze z humorem, optymizmem, determinacją. Praca pali mu się w rękach, ale Brytyjczyk narzekać nie zamierza. Ściganie to dlań nie tylko hobby. To sposób na życie, toteż wszystkie aktywności z nim powiązane Brytyjczyk odbiera z nieodłącznym szerokim uśmiechem. I dozą tak potrzebnej dzisiaj autoironii, za którą lata temu pokochała go większość fanów F1.

Oceń nasz artykuł!
Reklama