Connect with us

Czego szukasz?

Endurance

Historia McLarena w 24h Le Mans | Historia motorsportu

W ostatnim czasie motorsportowe media obiegła informacja jakoby McLaren miał chęci dołączenia do stawki WEC w przyszłych latach. Wszystko dlatego, że ciekawej wypowiedzi udzielił Zak Brown, dyrektor generalny marki z Woking. Powiedział on, że długodystansowe mistrzostwa to dla McLarena bardziej kwestia tego „kiedy” niż „czy”. To oznacza, że możemy przypuszczać, iż dołączenie brytyjskiego zespołu do stawki jest kwestią czasu. Jako fan tej stajni nie mogłem przepuścić takiej okazji. Z tego powodu prezentuję materiał, w którym opowiem historię startów pomarańczowego zespołu w wyścigach długodystansowych na najwyższym poziomie.

McLaren F1 Le Mans
Fot. McLaren

Zaczęło się, a jakże… od Bruce’a McLarena

Historia zespołu McLarena w wyścigach długodystansowych sięga lat 60-tych. Wtedy Bruce McLaren, świeżo upieczony założyciel swojego własnego zespołu poszukiwał opcji zarobku, aby utrzymać ekipę. Szansę na dorobienie do budżetu dostrzegł w programie rozwojowym Forda, który przygotowywał wtedy swój samochód do startu w Le Mans. Był to legendarny już dziś Ford GT40, którego głównym zadaniem było zdetronizowanie Ferrari. 

Bruce Mclaren Ford GT40 Le Mans 66

Fot. McLaren / Bruce McLaren w Fordzie GT40 na mecie w Le Mans

Amerykańska marka szukała wtedy kierowcy, który byłby w stanie wykorzystać swoje doświadczenie i pomóc w rozwoju maszyny. Idealnym kandydatem wydawał się właśnie Bruce McLaren, który wtedy często przebywał za oceanem. Wszystko dlatego, że jego ekipa startowała wtedy w Can-Am – swego czasu najszybszej serii wyścigowej świata. Nowozelandczyk pomagał w rozwoju maszyny, za którego kierownicą później 24-godzinną Daytonę wygrał Ken Miles. Mało tego, McLaren wystartował z Milesem w całodobowym wyścigu Le Mans, miało to miejsce w roku 1965. Najważniejsze zmagania szybko się jednak dla obu panów zakończyły, wszystko przez awarię, która wyeliminowała ich z wyścigu.

Zwycięstwo w osobliwym stylu

Rok później McLaren znów wystartował w Le Mans, również za kierownicą Forda GT40. Tym razem Miles startował jednak z Chrisem Amonem. Partnerem zespołowym McLarena został natomiast Denny Hulme – kolejny Nowozelandczyk. Był on świetnym kierowcą, który w późniejszych latach zdobył nawet mistrzostwo świata Formuły 1, a w Can-Am do dorobku ekipy dołożył dwa mistrzostwa. Panowie wygrali te zmagania po interesującym incydencie na ostatnim okrążeniu. Fordy Milesa, który prowadził w wyścigu i McLarena (za namową zespołu), przekroczyły metę właściwie jednocześnie. Załoga z Nowej Zelandii wygrała tylko przez to, że przejechała w wyścigu delikatnie większy dystans. Wszystko przez ówczesny format startów w Le Mans. McLaren zwyczajnie dostał pole startowe znajdujące się trochę dalej od linii startu/mety niż te Milesa. 

ZOBACZ TAKŻE
Bruce McLaren - życie mierzy się osiągnięciami, a nie latami | Legendy motorsportu

Ten właśnie incydent rozpoczął historię startów McLarena w Le Mans. Co prawda wtedy był to tylko sam Bruce McLaren i Denny Hulme, którzy byli kierowcami zespołu F1 McLarena, ale w Le Mans startowali Fordem. Mimo tego raczej nie mogłem tu nie wspomnieć o historycznym zwycięstwie samego założyciela zespołu. Ot, taka historia. 

A co było dalej? Długo, długo nic i… zwycięski McLaren F1

McLaren F1 to stworzony przez samego Gordona Murraya samochód, który został zaprezentowany w 1992 roku. Model ten był pierwszym prawdziwym samochodem drogowym brytyjskiej marki. Momentalnie podbił on świat motoryzacji stając się najszybszym samochodem produkcyjnym świata. Z silnikiem V12 produkcji BMW produkującym ponad 600 KM, absolutnie bezkompromisową konstrukcją z karbonowym monokokiem w roli głównej i masą mniejszą od 1000 kg McLaren F1 pobił rekord prędkości i ustanowił go na poziomie 386 km/h. 

Chcąc kontynuacji pasma sukcesów firma w połowie lat 90-tych postanowiła, że dobrym pomysłem byłoby włączenie się do wyścigów tym właśnie modelem. Chodziło o klasę LMGT1 w długodystansowych mistrzostwach świata. Pomimo tego, że Murray początkowo był przeciwny włączaniu się tym samochodem do jakichkolwiek wyścigów to finalnie udało się go przekonać. Na potrzeby serii McLaren stworzył specjalną wyścigową wersję swojego drogowego auta nazwaną F1 GTR. Usprawnione zostało chłodzenie, lekko przykręcono silnik, który trzeba było ograniczyć tak, aby spełniał wymogi swojej klasy. Co zaskakujące, wiele elementów auta zostało niezmienionych. Przykładem niech będzie skrzynia biegów, której nikt nie ruszał i nie modyfikował. Nie zamieniono też np. mechanizmu podnoszonych do góry drzwi. Podobno F1 produkował po wszystkich zmianach taką ilość docisku, że przy prędkości stu mil na godzinę mógłby jechać po suficie. 

ZOBACZ TAKŻE
Porsche 917: Legenda Le Mans i najmocniejszy prototyp w historii

Niezwykłe Le Mans dla McLarena F1

Łącznie stworzono 9 samochodów w wersji torowej. McLareny zostały sprzedane prywatnym zespołom, łącznie z Chassis 01R, czyli pierwszym wyprodukowanym F1 GTR-em, który miał być początkowo jedynie prototypem testowym. Ten konkretny egzemplarz trafił do zespołu Kokusai Kaihatsu Racing, którego nikt nie podejrzewał o to co miało nastąpić. W klasie dla samochodów GT startowały McLareny ze wsparciem znaczących marek w świecie motorsportu, łącznie z tym, którego wystawił Gulf. Szef ekipy sponsorowanej przez japońską klinikę medycyny estetycznej Ueno Clinic – Paul Lanzante doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Z tego powodu głównym i bezpiecznym celem było przejechanie całego wyścigu.

McLaren F1 GTR

Fot. McLaren / McLaren F1 GTR w malowaniu Kokusai Kaihatsu Racing

Ponadto w Le Mans startowały też prototypy w klasie WSC, a więc samochody teoretycznie szybsze niż GT. Brutalna weryfikacja nadeszła dla nich po starcie wyścigu. Praktycznie całe zmagania odbywały się w deszczu, który okazał się być niezwykle krzywdzący dla prototypów. Samochody te nie radziły sobie w takich warunkach. Tu pojawiła się okazja dla załóg McLarenów. Pomijając już kwestię, że zgodnie z przewidywaniami były one piekielnie szybkie to w mokrych warunkach radziły sobie tak dobrze, że mogły konkurować z prototypami. 

Kiedy wyścig zbliżał się do końca, Lanzante zrozumiał, że strategia „dojechania do końca” może się nie sprawdzić. W walce o zwycięstwo pozostały już tylko trzy prototypy, później ta liczba zredukowana została do jednego, należącego do ekipy Courage Competition, dla której jechał sam Mario Andretti. Wiadomo było, że mimo tego, iż nawet Gordona Murraya zadowalało zwycięstwo w klasie GT to jest ogromna szansa na zwycięstwo w całym wyścigu. Udało się.

Ekipa w składzie Yannick Dalmas, JJ Lehto i Masanori Sekiya wygrała 24-godzinny wyścig wbrew oczekiwaniom chyba wszystkich. Mało tego, ekipie nie przeszkodziły nawet problemy ze skrzynią biegów, które udało się załatwić za pomocą… WD-40 używanego na każdym postoju. Jakby tego było mało, McLaren F1 GTR zdominował też resztę czołówki. Zespoły, które używały tego samochodu zajęły bowiem również miejsca 3 i 4. Ekipa Gulfa zajęła też pierwsze miejsce w całych mistrzostwach. Porsche i Ferrari wygrały tylko po jednym wyścigu, co jest dowodem ówczesnej dominacji modelu F1.

F1 GTR GULF

Fot. McLaren / McLaren F1 GTR w kultowym malowaniu Gulfa

O powtórkę sukcesu było już trudno

W 1996 roku dużo lepiej przygotowane były już zespoły takie jak Porsche i Ferrari. W konstrukcji McLarena F1 natomiast nie zmieniono zbyt wiele. Z resztą warto pamiętać, że był to samochód zaprojektowany kilka lat wcześniej. Pomimo braku triumfu w 24-godzinnym Le Mans, w którym ekipy korzystające z McLarena F1 zajęły miejsca 4-9 oraz 11, cały sezon można zaliczyć do udanych dla tej maszyny. Mistrzostwo świata znów wywalczyła ekipa Gulfa, posługując się do tego McLarenem F1 GTR. Na rok 1997 zaprojektowano nowszą wersję McLarena F1 – McLarena F1 GTR Longtail, a więc z dłuższym nadwoziem. Ze względu na zmianę w regulacjach lekko zmniejszono moc i dopuszczalne pojemności silnika. McLaren F1 był już konstrukcją jak na wyścigi wiekową, a mistrzostwo świata zgarnął Mercedes. Pomimo tego, do dorobku tego samochodu zespół Gulfa dorzucił kolejne zwycięstwo w Le Mans, tym razem w klasie GT. 

Jakie mamy rokowania na przyszłość?

Od 1997 r. konstrukcja McLarena nie zaliczyła startu w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Nie zaliczyła, a szkoda. Brytyjska marka ma, jak widać bogatszą niż mogłoby się wydawać przeszłość w tym wyścigu. Wiadomo, mowa tu o raptem kilku sezonach, ale liczba zwycięstw i fakt, że w Le Mans ślad pozostawił po sobie sam założyciel marki mówi sam za siebie. Czy doczekamy się McLarena w Le Mans w najbliższych latach? Ciężko stwierdzić, ale jeżeli Zak Brown tak mówi i co najważniejsze mówi tu o klasie Hypercarów, to bądźmy optymistami.

ZOBACZ TAKŻE
WEC ogłosiło listę 38 załóg na 2023. 13 Hypercarów bez Kubicy

Kolejny zespół uczyni WEC jeszcze bardziej atrakcyjnym, a dla fanów marki będzie to odświeżenie tego co przez ostatnie ponad dwie dekady zanikło. Nowy, naszpikowany technologią prototyp w barwach Papaya Orange? McLaren Speedtail w wersji GTR? Chyba nie powiecie, że nie chcielibyście tego zobaczyć na słynnym francuskim torze podczas batalii z konstrukcją Porsche albo Ferrari. Czy jest w świecie motorsportu bardziej legendarne trio? Rozmarzyliśmy się trochę, ale w McLarena warto wierzyć, na wejście stajni z Woking do WEC czekamy z niecierpliwością. 

5/5 (liczba głosów: 1)
\
Reklama