Connect with us

Czego szukasz?

WEC i 24h Le Mans

Brendon Hartley spodziewa się ataku Ferrari w Le Mans. „Zrobią duże postępy” | WYWIAD

Brendon Hartley to jeden z bardziej utytułowanych i rozpoznawalnych kierowców z Nowej Zelandii. Dodatkowo potrafi on twardo stąpać po ziemi niczym jego przyjaciel, Mark Webber. Porozmawialiśmy z Hartleyem o ściganiu w WEC przeciwko Ferrari czy Porsche, a także o jego przygodzie z F1 i potencjalnej karierze w IndyCar.

Fot. Toyota Gazoo Racing WEC

Kim jest Brendon Hartley?

34-letni Nowozelandczyk obecnie jest jednym z najpopularniejszych reprezentantów swojego kraju w motorsporcie. Może on stawać w szranki z takimi legendami jak Denny Hulme czy Scott Dixon. Jednak ci dwaj poszli w kierunku wyścigów single-seaterów. Natomiast Hartley mimo prób w Formule E czy F1 jednak najlepiej sprawdza się w wyścigach endurance. Wystarczy powiedzieć, że wygrał on po trzy razy mistrzostwo FIA WEC oraz wyścig 24h Le Mans. Do tego przez lata reprezentował on Porsche, a obecnie ściga się dla zespołu Toyoty, a więc zawsze zasiada on za sterami czołowych samochodów FIA WEC. W naszej rozmowie poruszyliśmy nie tylko kwestie sezonu 2023, ale i cofnęliśmy się do czasów w Porsche czy jego sezonu w F1.

Hartley o tegorocznej walce

Grzegorz Piotrowicz: Jakie są twoje dotychczasowe odczucia względem sezonu 2023?

Brendon Hartley: Całkiem niezłe. Poza tym, że w Sebring zajęliśmy drugie miejsce, dwie sekundy za siódemką. Patrzenie na zwycięstwo drugiego samochodu było frustrujące, ponieważ nasz samochód jest niesamowity, ale musieliśmy zadowolić się drugą lokatą. Dublet dla zespołu jest super, ale nie wtedy kiedy jesteś drugi. Jednak to był naprawdę niesamowity początek roku. Pokazaliśmy, że ciężko pracowaliśmy przez ostatnie kilka lat. Byłoby kiepsko, gdyby inni pojawili się i pokonali nas w pierwszej rundzie.

Robimy to od dłuższego czasu i jesteśmy przygotowani, bo wszystko zoptymalizowaliśmy. Wywierano na nas presję, abyśmy wygrywali. Myślę, że do tej pory jej sprostaliśmy. Jednocześnie stawka jest coraz ciaśniejsza. Nadal to jednak inni muszą nas gonić. Muszą robić postępy, co jest normalne i już czujemy ich oddech na plecach. Myślę, że zanim dotrzemy do Le Mans, będzie niesamowicie blisko i czeka nas prawdziwa wyścigowa uczta. Myślę, że te dni, w których łatwo można było odnieść zwycięstwo, definitywnie minęły wraz z tegorocznymi zawodami.

GP: Spodziewałeś się, że pokonacie rywali w Sebring?

BH: Nie, ale byliśmy pod presją, żeby to zrobić, bo jesteśmy tu od lat. Oczekiwanie od innych, że przyjadą na Sebring i od razu wygrają było trochę, jak spodziewanie się wygranej po nowym zespole w F1. To byłoby nierealne. Mamy dużo szacunku do nich, ale musieliśmy być pewni siebie i myślę, że wykonaliśmy naprawdę piękną robotę i ścigaliśmy się ostro przez cały weekend. Zoptymalizowano wszystko, podczas gdy inni potykali się o własne nogi lub mieli problemy.

Trzeba też wspomnieć, że składy kierowców są bardzo zbliżone w naszej ekipie, więc zadbaliśmy o każdy detal. Nie mówię, że spodziewaliśmy się tego, ale na pewno były pewne oczekiwania z zewnątrz, które dodały presji i myślę, że sprostaliśmy temu zadaniu. To jest z pewnością budujące. Jednak w Le Mans nie będzie łatwo.

ZOBACZ TAKŻE
Historia memicznego BMW M8 GTE. Wyścigowa meblościanka

Hartley: Trzeba się stale poprawiać

GP: Jak myślisz, gdzie Toyota poprawiła się najbardziej w ciągu ostatnich czterech lat?

BH: Nie ma jednego obszaru. Ścigając się „tym samym” samochodem przez długi czas, po prostu ciągle optymalizujesz rzeczy. Wiesz, że to zawsze ewolucja systemów czy nawet procedur dotyczących różnych sytuacji. Mam na myśli tak wiele różnych rzeczy związanych z zarządzaniem czasem. Z resztą sam zespół przez te prawie dwanaście lat też się mocno rozwinął.

GP: Czy mógłbyś wymienić jakieś inne, konkretniejsze obszary?

BH: W zasadzie mógłbym wymienić tu każdy zakamarek samochodu. To w zasadzie jest wszystko od kontroli trakcji, przez elektronikę, hybrydę i tak dalej. Od pierwszego testu GR010 Hybrid stale się poprawia. Byłoby słabo, gdyby się okazało, że w tym czasie cofnęliśmy się o krok.

GP: Przychodząc do Toyoty, miałeś już duże doświadczenie w wyścigach wytrzymałościowych z Porsche czy w wyścigach w Ameryce. Jak myślisz, gdzie najbardziej Ty poprawiłeś się w trakcie swojego pobytu w Toyocie?

BH: Na pewno sporo się nauczyłem od swoich zmienników oraz partnerów z drugiego samochodu. To właśnie kocham w wyścigach długodystansowych. Myślę, że wiele się nauczyłem także podczas jednego sezonu w F1. Jeśli jednak chodzi o WEC to zdecydowanie ta seria najbardziej rozwinęła mnie jako kierowcę. Z każdym sezonem coraz lepiej rozumiem ten rodzaj motorsportu. Popełniam coraz mniej błędów. Endurance uczy Cię także tego, aby schować swoje ego do kieszeni. To chociażby ułatwia na przykład przyznawanie się do błędu, co już jest istotne w pracy zespołowej. Tutaj dodałbym jeszcze to, że chowanie ego do szafy sprawia, że cała załoga zyskuje. Przykładowo dajesz swoim zmiennikom przydatne informacje, które pomagają im jechać szybciej i wydajniej, co pomaga całej załodze.

Brendon Hartley o nauce wyciągniętej z F1

GP: Czego nauczyłeś się po tym jednym sezonie w F1?

BH: Nauczyłem się aspektu inżynieryjnego. Zarówno WEC, jak i F1 są potężne pod tym kątem. Jednak trzeba przyznać, że Formuła 1 jest jeszcze wyżej o tej jeden krok. Szczególnie pod kątem przywiązania do detali. Dodatkowo tam pracując nad przygotowaniami do wyścigu skupiasz się na jednym zawodniku. W WEC tych kierowców w jednym aucie jest więcej, więc musisz iść na kompromis. Ten rok doświadczenia mocno mi pomógł właśnie pod kątem inżynieryjnym. Dodatkowo F1 to też inny rodzaj presji ciążący na zawodniku, który jest trudny, ale ten jeden sezon wzmocnił mnie także psychicznie.

ZOBACZ TAKŻE
Hyundai w końcu w Hypercar? Decyzja może zapaść niebawem

Brendon Hartley w 24h Le Mans 2023

Fot. Toyota Gazoo Racing WEC

GP: Co by się przydało kierowcom z Twojej części świata, aby ułatwić im drogę do ścigania w Europie?

BH: Myślę, że mamy szczęście w Nowej Zelandii. Mamy dużo torów wyścigowych. Mamy wiele serii wyścigowych. Toyota Racing Series, czy Formula First (dosłowne tłumaczenie „Formuła Pierwsza), w których startowałem wcześniej. Mamy tory wyścigowe, odpowiednie serie i dużą konkurencję. Mamy wielkie szczęście w naszym kraju, że mamy wielu ludzi, którzy wspierają młodych kierowców. Miałem dużo szczęścia, ponieważ nie miałem rodziców, którzy mogliby wydawać pieniądze na wyścigi. Tak nie było, ale poznałem wielu dobrych ludzi w  Nowej Zelandii, którzy pomogli mi w finansowaniu mojej kariery i w kraju i w Europie.

– Mamy oczywiście szczęście, że mamy ogromne wsparcie w Nowej Zelandii. Oczywiście nie można kupić doświadczenia. Mam takie doświadczenie i myślę, że na całym świecie rywalizuje wielu Nowozelandczyków, którzy pokazali się ze świetnej strony. Dodatkowo sam stawałem na szczycie podium, jako kierowca z Nowej Zelandii. Dorastałem ścigając się przykładowo z Earlem Bamberem i jeśli spojrzeć na wszystkie serie na świecie, zawsze gdzieś jest „Kiwi”. Myślę, że w Nowej Zelandii mamy wielkie szczęście, że możemy zdobyć te doświadczenia dorastając i możemy przybyć do Europy, znając już swoją wartość – dodał.

„Scott Dixon zdecydowanie zasłużył na szansę w F1”

GP: Jesteś jednym z najpopularniejszych „Kiwi” w motorsporcie obok Scotta Dixona. Czy miałeś może okazję go poznać i dostać od niego jakąś poradę?

BH: Tak, podziwiałem go dorastając i spotykałem go wiele razy. Kilka razy walczyłem z nim w Daytonie. Powiedziałbym, że znam go dobrze i myślę, że jest jednym z największych talentów tego sportu. Jeśli widzisz, co zrobił w Ameryce to wiesz, o czym mówię. Prawdopodobnie jest jednym z tych kierowców, którzy powinni mieć szansę w F1. Na pewno był jednym z tych, którzy otworzyli też dla mnie pewne możliwości.

GP: Czy Dixon próbował cię przekonać, żebyś pojechał na IndyCar lub przetestował samochód?

BH: Byłem blisko zastania kolegą w Chip Ganassi Racing, więc tak. Jednak zanim pojechałem do Toronto to Red Bull ściągnął mnie do Ameryki do Toro Rosso. Na zawsze zapamiętam ten miesiąc. Byłem w drodze do Ameryki i w ostatniej chwili nadarzyła się okazja debiutu w F1. Nie żałuję tego, bo o tym marzyłem jako dzieciak. Musiałem więc skorzystać z okazji.

GP: A czy Kazuki Nakajima lub Kamui Kobayashi próbowali cię przekonać do pójścia do Super Formula?

BH: Myślę, że 4-5 lat temu patrzyłem na to z zainteresowaniem, ale nie jest to coś, na co patrzę w tej chwili. Bardzo dobrze czuję się w wyścigach wytrzymałościowych. Podoba mi się i w endurance czuję się jak w domu.

ZOBACZ TAKŻE
Albert Costa o adaptacji w LMP2. "Poczułem się jak w FR 3.5" | WYWIAD

„Nigdy nie można nie doceniać rywali”

GP: Jakie według ciebie mogą być mocniejsze strony twoich rywali? Myślisz, że mają coś, co pomoże im zagrozić wam w dłuższej perspektywie?

BH: Właściwie nie wiem, ale mam na myśli wyraźnie, że Ferrari przyjechało do Sebring z największym potencjałem. Zdobyli pole position, co było świetne po tym, co pokazali na testach. Byliśmy zszokowani, że postawili nam opór. W wyścigu nie udało im się połączyć wszystkiego w całość. Przykładowo nie dbali o opony. Okej, wiele różnych rzeczy poszło nie tak. Najwyraźniej mają duży potencjał w swoim samochodzie, podobnie jak inni. Mam na myśli to, że to są nowe zespoły. Oni są nowi w ściganiu się na tych torach. Jak dotąd, to my pokazaliśmy bardzo dobre wyniki i od innych zależy, czy nadal będą nas gonić czy nie. Jestem pewien, że zrobią duże postępy względem poprzeczki, którą zawiesiliśmy.

GP: Wyjąwszy Twój sezon w Toro Rosso, co było największą różnicą między Porsche a Toyotą?

BH: Trudno stwierdzić. Jeśli chodzi o wspólne punkty o obydwie ekipy stacjonują w Niemczech. Oczywiście istotna część naszej infrastruktury znajduje się także w Japonii, ale głównie pracujemy w Niemczech. Powiedziałbym, że nawet nie widzę żadnych szczególnych różnic między tymi ekipami, bo bardziej widzę podobieństwa.

Oceń nasz artykuł!
\
Reklama