Connect with us

Czego szukasz?

Formuła E

Sprawdzian pod znakiem ognia | Podsumowanie testów FE

Żaden motorsportowy profeta nie mógł przepowiedzieć, że rytualne już testy FE w Walencji zostaną brutalnie przerwane już w pierwszym dniu. Pożar spowodowany awarią baterii w samochodzie DS Penske udało się jednak szczęśliwie opanować i kierowcy w czwartek powrócili na tor. Przyjrzyjmy się, jak wyglądały ich ostatnie wspólne sesje w bolidach Gen3 w roku 2023.

McLaren Walencja
Fot. NEOM McLaren / Twitter

Jest powszechnie znaną tradycją elektrycznych mistrzostw, że ostateczne eksperymenty i przymiarki pod kątem nadchodzącego sezonu czynione są w Walencji. Tor im. Ricarda Torma, charakterystyczny z racji na zamkniętą infrastrukturę przywodzącą na myśl potężny stadion Indy 500, niemal idealnie sprawdza się w roli poligonu doświadczalnego dla kolejnych generacji samochodów i kierowców Formuły E.

Stąd przedłużenie testowej współpracy z hiszpańskim obiektem było oczywistością jeszcze na długo nim rozpoczęła się rywalizacja w Gen3. Tegoroczny wielki sprawdzian przejdzie jednak do historii nie dlatego, że znamionuje debiut 10. sezonu przełomowego czempionatu; w grę wchodzi głównie inny, zdecydowanie niechlubny incydent – wtorkowy pożar baterii w bolidzie DS Penske.

Stawiamy na młodzież

Szczegółowa rozpiska testów, opublikowana na stronie FIA, nie zaskoczyła w padoku FE nikogo. Jazdy miały odbyć się na przestrzeni trzech dni – 24., 25. oraz 27. października. Wedle kalendarza, we wtorek, środę oraz piątek. Każdego z tychże dni zaplanowano dwie 3-godzinne sesje: poranną (rozpoczynaną o 9:00) oraz popołudniową (o 14:00).

Daruvala Maserati

Jehan Daruvala w Maserati | Fot. ABB FIA Formula E Championship / Twitter

Dwugodzinną przerwę między sesjami obmyślono jako chwilę odpoczynku i obowiązkowych aktywności medialnych. Akredytowani dziennikarze mieli wówczas w centrum konferencyjnym dostęp do wybranych przedstawicieli ekip. W skład wyznaczonego odgórnie gremium wchodzili szefowie ekip, m.in. Florian Modlinger (Porsche) czy Ian James (McLaren), ale też kierowcy, np. Jake Dennis (urzędujący mistrz) i Robin Frijns.

ZOBACZ TAKŻE
Stawka niemal zamknięta! Ostatnie transfery w Formule E

Opinia tychże weteranów była tym ciekawsza, iż mieli oni zdecydowanie mniej czasu na zrozumienie bolidów niż w poprzednich latach. Formuła E otwarcie inwestuje w rozwój talentów i po rozegranych w Berlinie oraz Rzymie sesjach dla debiutantów zaprosiła ich również do Walencji. Każdy z zespołów, po raz pierwszy w historii, nominować musiał co najmniej jednego zawodnika (lub zawodniczkę). Nie mogli mieć oni na koncie ani jednego występu w oficjalnych zawodach FE.

Debiutanci otrzymali planowo po dwie sesje. W kokpicie Andretti zasiadł zatem Zane Maloney, rewelacja Formuły 2. Dla McLarena testował Taylor Barnard, a w barwach ABT prezentował się Tim Tramnitz, kierowca serii FRECA. Na nieco bardziej doświadczonych jeźdźców postawiło ABT (Sheldon van der Linde, brat rezerwowego stajni – Kelvina) czy Envision, którego maszynę wprawił w ruch Jack Aitken.

ABT duet

Jedynie trzy ekipy – Porsche, DS Penske oraz ERT Formula E Team (dawniej NIO) – nie zmieniły składu kierowców w porównaniu do zeszłego sezonu. Na zdjęciu duet ABT | Fot. ABT Motorsport / Twitter

Nie brakowało też nazwisk bardziej egzotycznych. Maserati i ERT Formula E Team (dawniej NIO 333) przekazały bolidy Yannowi Ehrlacherowi oraz Mikelowi Azconie Troyasowi, gwiazdom serii samochodów turystycznych. Bank rozbiło jednak Porsche, którego barwy dumnie reprezentowała 28-letnia Gabriela Jílková. Czeszka z powodzeniem rywalizowała wcześniej w klasie LMP3 niemieckiego ADAC Prototype Cup.

Testy w FE. W dymie i kurzu

Na zasadach przewidzianych dla młodzieży startował również Robert Schwartzman. To właśnie awaria baterii jego samochodu rozbiła ów misternie ułożony scenariusz testów. Rosjanin (startujący z licencją izraelską) zdołał już trzykrotnie wyjechać na tor w trakcie porannej wtorkowej sesji, gdy na kilkadziesiąt minut przed jej końcem bolid nagle zatrzymał się na torze. Kierowca nie mógł ponownie go uruchomić. Maszynę ściągnięto do boksów przy użyciu dźwigu, a następnie wymontowano z niej napęd.

Bateria trafiła, celem inspekcji technicznej, do firmy WAE (akronim oznaczający niegdyś Williams Advanced Engineering), dostawcy jednostek dla elektrycznych mistrzostw. To w ich boksie, ok. godz. 12:45, wybuchł symboliczny już dla całego tygodnia jazd pożar. Winę za niego ponosi prawdopodobnie awaria małego, 12-voltowego zasilacza, co dla serii jest wielce istotne.

Gabriela Jilkova Porsche

Gabriela Jilkova w bolidzie Porsche | Fot. Gabriela Jilkova / Twitter

Same cegiełki baterii, główne zasobniki z energią, są bowiem dostarczane przez firmę SAFT, część wielkiego koncernu TotalEnergies. Zasobniki te mają określony cykl pracy, po którym są obowiązkowo wymieniane na nowsze modele. Do takiej właśnie zmiany doszło w ostatnich miesiącach. Co więcej, specyfikacje zasobników są już w padoku dobrze znane, zostały wszak wprowadzone jesienią 2021 roku. Wątpliwe zatem, by to ich defekt stanowił przyczynę rozprzestrzenienia się ognia. Podobnie wątpliwe jest, by doszło do błędu ludzkiego w konserwacji sprzętu. Technicy WAE pracowali nad bateriami w pocie czoła już w zakończonym kilka miesięcy temu sezonie, kiedy to części notorycznie brakowało.

ZOBACZ TAKŻE
Sztuka dogłębnej analizy | Przebudowa Maserati w Formule E

I do żadnej poważnej awarii podówczas nie doszło; historia FE ogółem wolna była od choćby jednego przypadku pożaru baterii aż do czasu opisywanego tu felernego testu. Oficjele serii, wespół z FIA i zarządem toru, przeprowadzili natychmiast śledztwo w sprawie. Wstępne informacje i dowody zebrano, lecz na definitywny werdykt (federacji) z pewnością poczekamy.

(Tylko) mała tragedia?

Wobec nieprzewidzianych okoliczności, początkowo wznowienie testów planowano jedynie opóźnić. Dopiero po kolejnych analizach stwierdzono, iż dzień przerwy jest nieodzowny. – Śledztwo i kolejne oceny w sprawie bezpieczeństwa zostaną podjęte. Zamierzamy powrócić do testów na torze w czwartek, ostatecznie potwierdzenie przyjdzie jutro podała FIA w lakonicznym stwierdzeniu we wtorek.

Decyzja ta wydaje się ze wszech miar racjonalna. Pomijając aspekt detektywistyczny, w garażu WAE doszło do widocznych uszkodzeń, a jedna osoba trafiła do szpitala na badania. Szczęśliwie, bez urazów. Pożar nie oszczędził też infrastruktury położonego nieopodal boksu Mahindry. Indyjska stajnia odnotowała szkody w kwestii sprzętu inżynieryjnego oraz samych maszyn. Aż do końca testu mogła korzystać tylko z jednego bolidu.

 

Część odpowiedzialności za ten stan rzeczy spaść musi na obsługę toru. Co prawda porządkowi uporali się z ogniem szybko i sprawnie, lecz – jak raportowali obecni na obiekcie dziennikarze – przez co najmniej kilka minut nie uruchomił się alarm przeciwpożarowy. Eksplozja baterii była tymczasem podobno dość dobrze słyszalna. Na domiar złego, gdy garaż się palił, Porsche nadal kręciło na torze filmy promocyjne.

Szczęściem w nieszczęściu pozostaje finalne wznowienie testu, tym razem bez wpadek i dramatów. Zgodnie z komunikatem federacji, aleję serwisową ponownie otworzono w czwartek. W relacjach próżno szukać świadectw z innych kraks czy niewytłumaczalnych awarii – chochlików, które nadawały ton zeszłorocznym sprawdzianom, kiedy Gen3 wkraczało do gry. Teraz zespoły nie skupiały się już na okiełznaniu pakietu, lecz jego optymalizacji.

ZOBACZ TAKŻE
Kodeksy, upór i optymizm. Bezemisyjność w Formule E

Walencja to zawsze tydzień pełen aktywności. Przyjeżdżamy po kilku własnych testach, ale wciąż budujemy samochody i integrujemy poszczególne części. Komponenty przychodzą w ostatecznych specyfikacjach – mówił Phil Charles, inżynier wyścigowy Mitcha Evansa. Specjalista, jak i cały Jaguar, ma powody do zadowolenia. Brytyjskie samochody czuły się w Hiszpanii jak ryby w wodzie (albo pantery w dżungli).

Grunt to balans

Evans był najszybszy w skróconej sesji wtorkowej. Już jeden z jego pierwszych czasów, 1.24.474, sugerował, jakie modyfikacje przeszły bolidy nowej generacji. Aż 7 kierowców zmieściło się w najlepszym czasie zeszłorocznych jazd, kiedy to Maximilian Günther przejechał okrążenie w tempie 1.25.127. – Na początku sezony zobaczycie, że ewolucja jest potężna. Tydzień w tydzień uczymy się korzystania z nowych zabawek, które mamy w tym naszym <<placu zabaw>>. Uczymy się na dużą skalę nawet w chwili, kiedy składamy wszystkie systemy, a bolidy jeżdżą w kółko – dodawał Charles.

ZOBACZ TAKŻE
Pragnienie większego wyzwania. Jak kierowcy FE oceniają Gen3?

Brązowy medalista sezonu 2022/2023 uplasował się na czele także w czwartek, pokonując marginalnie Antonio Felixa da Costę. Piątkową sesję z najdoskonalszym kółkiem zakończył jego nowozelandzki rodak i partner z ekipy Nick Cassidy, o 0.041 sekundy wyprzedzając Günthera. Niemiec zaznaczał jednak, że czasy nie mają decydującego znaczenia. Priorytetem było dlań idealne przygotowanie pakietu pod nadchodzące 13 stycznia E-Prix Meksyku.

Celem jest oczywiście nauczenie się jak największej ilości rzeczy. Każdy ma swój program odnośnie do oprogramowania i ustawień, który chce wypróbować […]. Próbujemy różnych rzeczy w każdym kierunku [ustawień – przyp. red.]. Są małe sprawy, które trzeba zoptymalizować, ale są też większe, których nigdy nie testowałbym podczas weekendu wyścigowego, a możemy zrobić to tutaj – podkreślał 26-latek.

Jaguar TCS

Tegoroczny duet Jaguara ma na koncie 15 zwycięstw, 37 podiów, 11 pole position oraz 1076 punktów | Fot. Jaguar TCS Racing / Twitter

Testowanie opierało się także – choć niekoniecznie dla Maserati – na podglądaniu konkurencji. W serii tak konkurencyjnej zerkanie na tempo rywali i próby replikowania rozwiązań zapewniających im przewagę są kluczowe. – Układ stawki będzie zmieniał się z wyścigu na wyścig – jestem tego absolutnie pewien […]. Kierowcy będą się adaptować do bolidów i nowych regulacji, inżynierowie będą je rozpracowywać i czynić swe własne modyfikacje – stwierdzał Phil Charles.

Testy w FE. Pit-stop

Wiele z owych modyfikacji, zwłaszcza pod kątem strategicznym, może dotyczyć systemu szybkiego ładowania. Jego detale owiane są wciąż nimbem tajemnicy, acz FE przywiozła do Walencji 8 pokaźnych ładowarek. Zespoły dzieliły je między sobą w czasie sprawdzianów.

Ich wykorzystanie, wbrew spiskowym teoriom, nie miało wpływu na spalenie się baterii Penske. Robert Schwartzman nie zdążył wypróbować urządzenia nim jego bolid nagle stracił moc. Jeśli jednak sugerować się pit-stopem Jake’a Hughesa (umieszczamy go poniżej), koncept wygląda na obiecujący i potencjalnie uatrakcyjniający ściganie.

 

Symulację tegoż również przeprowadzono. W piątek rano kierowcy wystartowali w prowizorycznych zawodach sprawdzających wszelkie procedury widywane regularnie na torach ulicznych: użycie trybów ataku, wyjazd samochodu bezpieczeństwa, wywieszanie żółtych flag. Zatriumfował, choć to stwierdzenie na wyrost, Robin Frijns przez Evansem oraz da Costą. Była to ostatnia prawdziwa okazja przed E-Prix w Ameryce Środkowej, by na torze zgromadzić naraz 22 bolidy.

Niedługo później, punktualnie o godz. 17:00, testy dobiegły końca. Innej oficjalnej sesji eksperymentalnej – jak co roku – nie będzie. Zespoły są skazane na samodzielną pracę w fabrykach i żmudne majstrowanie przy oprogramowaniu w nadziei, że żaden nie powtórzy zapaści formy. Kilka tysięcy kółek, nawet przepełnionych ewaluacją niemal wszystkich komponentów samochodu, to jednak za mało. Prawdziwy obraz stawki zawsze ukształtuje rywalizacja na pełnych obrotach.

Oceń nasz artykuł!
\
Reklama