Ostatni wyścig zapowiada się niezwykle ciekawie
Dziewięciu różnych zwycięzców, piętnastu kierowców na podium. Tak wygląda przebieg tegorocznego sezonu IndyCar. W walce o końcowy triumf w grze pozostało jednak „tylko” trzech kierowców. Są to Josef Newgarden, Patricio O’Ward i Alex Palou. Czas ocenić szansę każdego z nich. Warto dodać, iż kierowca w założeniu jeżeli wygra kwalifikacje i wyścig, może zdobyć łącznie 53 punkty.
Miejsce trzecie: Josef Newgarden. 469 punktów

Fot. IndyCar
Kierowca zespołu Penske podczas tegorocznej kampanii miał wiele pecha. Amerykanin kilkukrotnie tracił zwycięstwo na ostatnich okrążeniach. W Texasie i Detroit w samej końcówce rywalizacji minął go Patricio O’Ward. Z kolei na torze Road America, awaria skrzyni biegów wyeliminowała go z wyścigu na przedostatnim okrążeniu. Jednak sam Newgarden nie jest bez winy. To właśnie on sprokurował wielki wypadek podczas inauguracji sezonu w Barber. Z kolei w drugiej części sezonu regularnie zawalał kwalifikacje. W rodzinnym Nashville nawet rozbił się w czasówce. Takie akcje skomplikowały i to znacznie pogoń za upragnionym trzecim tytułem mistrza serii IndyCar.
Aby zdobyć trofeum Newgarden musi wygrać kwalifikacje (co za tym idzie, może już w sobotę stracić szanse na mistrza), prowadzić w wyścigu przez minimum 50% jego dystansu, a następnie go wygrać. Z kolei Alex Palou, do którego traci aż 48 punktów nie może zostać sklasyfikowany wyżej niż na 25. pozycji. Będzie to zadanie rodem z „Mission Impossible”.
Miejsce drugie: Patricio O’Ward. 482 punkty

Fot. Arrow McLaren SP
Ten kierowca tego roku z miejsca stał się ulubieńcem polskich kibiców. Meksykanin już od początku sezonu prezentował znakomitą formę. Już podczas inauguracji na torze Barber bowiem zdobył pole position, lecz zarówno zła strategia jak i twarda walka z Sebastienem Bourdaisem zepchnęła go na czwarte miejsce w wyścigu. Na swój premierowy triumf popularny Pato nie musiał czekać jednak długo. Po fenomenalnej pogoni w Texasie i kilku odważnych manewrach wyprzedzania zdołał wygrać wyścig. Tym samym wygrał także zakład z Zakiem Brownem i Meksykanin weźmie udział w posezonowych testach Formuły 1 w Abu Zabi.
Po wyścigu w Gateway bohater akapitu objął prowadzenie w klasyfikacji kierowców. Jednak słabsze występy w Portland i na torze Laguna Seca, sprawiły iż stracił pierwsze miejsce w tabeli na rzecz Alexa Palou. Kierowca urodzony w Monterrey przed ostatnim wyścigiem sezonu traci do Hiszpana aż 35 punktów. Tegoroczny sezon serii IndyCar pokazał jednak, iż wszystko jest możliwe i tym samym nie wolno podważać jego szans na końcowy sukces.
Pierwsze miejsce: Alex Palou. 517 punktów

Fot. Chip Ganassi Racing
To jego dopiero drugi sezon w IndyCar, a już pokazał, że jest przyszłością tej serii. Podczas tegorocznej kampanii Hiszpan do tej pory 3-krotnie zdołał wygrać wyścig. W szczególności wygrana w Portland zrobiła wrażenie. Tuż po starcie kierowca ekipy Chip Ganassi Racing został zamieszany w wielką kolizję. W efekcie stracił wiele pozycji, jednakże co najważniejsze nie poddał się. Dzięki fantastycznej jeździe, a także dobrej strategii Palou zdołał odrobić straty i w przekonującym stylu odniósł swój trzeci triumf w IndyCar.
Jednak inne wyścigi w drugiej połowie sezonu w wykonaniu Hiszpana nie były dla niego szczęśliwe. W Indianapolis kiedy jechał w czołówce wybuchł mu silnik. Z kolei w Gateway przedwcześnie zakończył rywalizację po tym jak w tył jego bolidu uderzył Rinus VeeKay. Po tamtym zdarzeniu także stracił pozycję lidera w klasyfikacji kierowców. Były wielki rywal Artura Janosza z Euroformuły Open zdołał jednak odrobić straty poniesione podczas tych dwóch wspomnianych wyścigów i przed ostatnim wyścigiem sezonu na torze w Long Beach ma przewagę 35 punktów nad drugim O’Wardem. Aby zapewnić sobie tytuł mistrza w czasie ostatniej rundy musi zdobyć „tylko” lub aż 18 punktów. Ewentualnie istnieje też szansa, że rywale nie odrobią strat nawet, kiedy on nie ukończy zmagań.
Finał sezonu w Long Beach zapowiada się niezwykle emocjonująco
Trzech kierowców, jeden wyścig do końca tylko jeden tytuł mistrza serii. Kto go zbędzie przekonamy się o tym w najbliższą niedzielę 26 września. W Long Beach wielokrotnie dochodziło wielu ciekawych sytuacji. Czy tym razem będzie podobnie. Czy Josef Newgarden dokona niemal niemożliwego i po raz trzeci zostanie mistrzem IndyCar? A może to Patricio O’Ward będzie tym, który pokona Alexa Palou? Odpowiedź na te pytania poznamy już wkrótce.