Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Spa 1970, czyli ostatnie tango F1 w belgijskim piekle

W 1970 roku wyścig na torze Spa-Francorchamps był czwartą rundą w kalendarzu Formuły 1. Zawody na długiej pętli, były owiane złą sławą, bowiem na niej doszło do wielu groźnych wypadków, w tym kilka śmiertelnych. Czas przedstawić wam kulisy ostatniego wyścigu Formuły 1, na 14-kilometrowej nitce belgijskiego toru.

Opublikowano

w dniu

Spa 1970 F1 14 km tor GP Belgii
Fot. Lastflag.com / Twitter

Sezon 1970. To wtedy doszło do wielkich zmian

Rok 1970, to koniec dekady pokoju i miłości. Zawodnicy Formuły 1, pomału zaczęli bojkotować wyścigi, przez co chociażby zawody Spa 1970 omal się nie odbyły. Tytułu Mistrza Świata bronił Jackie Stewart z francuskiego teamu Matra, napędzanego brytyjską technologią i  amerykańskimi dolarami w postaci silnika Ford Cosworth V8. Nowy sezon miał być jednak dla zespołu, w pełni francuski, z czym nie do końca zgadzał się Szkot, gdyż wolał korzystać z jednostek napędowych Forda. Przez to Jackie, przeszedł do zespołu March. Zapowiadał się zatem sezon pełen zmian.

ZOBACZ TAKŻE
Zwycięzcy Grand Prix, którzy nawet na moment nie objęli prowadzenia

Przed wyścigiem  Spa 1970

W klasyfikacji generalnej kierowców prowadził Jack Brabham. Australijczyk wygrał wyścig w RPA oraz stanął na podium podczas zawodów w Monako. Omal nie zwyciężył w zawodach rozgrywanych w Księcie Hazardu, lecz na ostatnim zakręcie popełnił błąd. Bez skrupułów wykorzystał go Jochen Rindt i to Niemiec z austriackim paszportem wpadł na metę jako pierwszy.

ZOBACZ TAKŻE
Montjuich 1971, czyli początek oponiarskiej rewolucji w F1

Kolejną rundą w kalendarzu Formuły 1, był wyścig na torze Spa-Francorchamps. Niestety, tuż przed zawodami doszło do tragedii. Bruce Mclaren zginął w czasie testowania swojego samochodu na torze Goodwood. Była to wielka strata, dla całego świata motorsportu. Biorąc pod uwagę fakt, iż tor Spa w starej konfiguracji był bardzo niebezpieczny, kierowcy mogli obawiać się o swoje życie.

Spa 1950-1970 F1

Fot. Jiri Zemlicka/ Mapa starego toru Spa-Francorchamps

Jeszcze przed śmiercią Jim Clark wypowiedział się, o tym jakie cechy są potrzebne torom wyścigowym. Niestety Brytyjczyk zginął podczas wyścigu F2 na torze Hockenheimring w Niemczech. Jego słowa są warte zapamiętania i pokazują, że był odważny i kochał ściganie. Gdyby żył mógłby nie być zadowolony z odejściem 14-kilometrowej nitki Spa-Francorschamps.

Do Monako trzeba mieć perfekcyjną technikę, do Watkins Glen kondycję, Nurburgring wymaga koncentracji na najwyższym poziomie. A Spa? Spa nie wymaga od kierowcy niczego szczególnego. Potrzebne są tylko jaja ze stali i brak układu nerwowego.

Organizatorzy postanowili poprawić bezpieczeństwo i wprowadzono kilka zmian. Jedną z nich było przywrócenie do łask szykany, na początku prostej prowadzącej w kierunku szykany Masta. Tor jednak wciąż był niebezpieczny.

Przebieg treningów i kwalifikacji

Ferrari na czas GP Belgii dokonało małej zmiany w składzie. U boku Jacky’ego Ickxa w barwach stajni z Maranello, zadebiutował Ignazio Giunti. Reszta stawki pozostała praktycznie bez zmian. Zespół March reprezentowali Chris Amon oraz Jo Siffert. Szefowie ekipy liczyli na dobry wynik swoich kierowców.

ZOBACZ TAKŻE
Spa-Francorchamps: Połączenie strachu i prędkości | Tory Formuły 1

Gdyby znany polski komentator, Andrzej Borowczyk, w tamtych czasach komentował zawody Formuły 1, na pewno zwróciłby uwagę na piękne partnerki zawodników. Pedro Rodrigueza z BRM, dopingowała jego atrakcyjna dziewczyna Glenda. Nina Rindt z kolei mierzyła czas swojemu mężowi Jochenowi, który był zawodnikiem Lotusa. W czasie, gdy Amon rozmawiał z mechanikami o doborze opon, Pierse Courage i Ronnie Petterson koncentrowali się w samotności.

Żartowanie w padoku F1

Fot. Retro Racing Company / Stewart, Rindt, Ireland, Miles and Hill śmieszkują w padoku

Z racji charakterystyki toru, faworytem do zdominowania weekendu był Pedro Rodriguez. Jego zespół (BRM), korzystał z silników dwunastocylindrowych, zatem miał sporą przewagę nad konkurentami. Na starcie jednak pierwsze linie zajęły Cosworthy- Stewart, Rindt, Amon, Ickx oraz Brabham. Pierse Courage z zespołu De Tomaso, testował nowy lotniczy kask. Z kolei Jochen Rindt nie zdążył pomalować swojego. Po kwalifikacjach przyszedł jednak czas, na sprawy bardziej poważne niż malowanie kasków.

Warto dodać, że Jackie Stewart wygrał kwalifikacje ze średnią prędkością wynoszącą aż 244 km/h. Jak na tamte czasy, robiło to wrażenie!

Warunki do ścigania były bardzo dobrze. Małe zamieszanie wywołał sędzia, który krążył między bolidami. Start jednak mimo tego, przebiegł bez problemowo. Na czele stawki wchodzącej w sekcję, Eau Rouge/Raidillon, był Rindt. Jednak pod koniec okrążenia, wyprzedził go Amon wprawiając w zachwyt szefów Marcha, wśród których był Max Mosley. Za Nowozelandczykiem jechali kolejno: Stewart, Rodriguez, Rindt, Ickx, Beltoise,Brabham, Oliver, Peterson, Pescarolo, Courage, Giunti, Stommelen i Siffert.

Start do wyścigu Spa 1970

Fot. VintageRacing / Twitter

Kibice korzystali ze słonecznej pogody i opalali się. Tymczasem na 2. okrążeniu, Amona wyprzedził Stewart. Jednak już na kolejnym, prowadzenie odzyskał Nowozelandczyk. Rindt z kolei uporał się z Rodriguezem. Meksykanin jednak poprawił tempo i zaczął wyprzedzać swoich rywali. Co ciekawe, kierowca BRM ścigał się tu zaledwie trzy tygodnie wcześniej. Używał wtedy swojego Porsche 917, osiągając średnią prędkość przejazdu 160 mil/h. Do tego Rodriguez wykręcił czas dziesięć sekund szybszy od Amona. Prawdopodobnie wynikało to z tego, że w czasie tamtej rywalizacji nie używano szykany.

ZOBACZ TAKŻE
Sir Stirling Moss: Niekoronowany czempion | Legendy motorsportu

W zakręcie La Source wielu kierowców popełniało błędy. Wśród nich byli Peterson oraz Giunti. Świetnie jechał Stommelen, Niemiec bowiem jechał na doskonałym P5. Pod koniec wyścigu Jackie Stewart, już w cywilu omawiał szczegóły awarii wraz ze swoimi mechanikami.

Bell podwozi Stewarta GP Belgii 1970

Fot. F1 in the 2000s / Twitter

Na metę jako pierwszy wpadł Pedro Rodriguez. Było to pierwsze od czterech lat zwycięstwo zespołu BRM i wspaniały sukces młodego konstruktora Tony’ego Southgate. Za Meksykaninem na metę wpadli: Amon, Beltoise, Giunti, Stommelen, a także Pescarolo. W pierwszych czterech wyścigach mieliśmy czterech różnych zwycięzców, co zwiastowało ciekawy sezon, lecz wkrótce Jochen Rindt odskoczył konkurencji.

Podium Spa 1970

Fot. Stuart Dent / Podium po wyścigu

Wszystko co dobre, szybko się kończy

Jak się okazało, Spa 1970 to ostatni wyścig Formuły 1 na 14-kilometrowej pętli. Czternaście lat później, królowa sportów motorowych wróciła na prawie identycznej konfiguracji, jaką mamy teraz. Oczywiście po 2005 roku zmieniono słynną szykanę “Bus Stop”, przez co w 2006 r. Formuła 1 nie udała się na legendarny obiekt.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama