Czego szukasz?

F2

Marcus Armstrong i F2. Dlaczego junior Ferrari kompletnie zawiódł?

Akademia Ferrari w ostatnich latach miała kilku ciekawych kierowców. Jednym z nich jest Marcus Armstrong. Nowozelandczyk po serii sukcesów w F4 i F3, miał znaleźć się na autostradzie ku F1. Zresztą odbył on nawet testy z Ferrari. Jednak jego słabe występy w F2 pokrzyżowały wszystkie takie plany. Czas dokładnie przeanalizować, co zawiodło u niego podczas rywalizacji w bezpośrednim przedsionku królowej sportów motorowych.

Marcus Armstrong FDA
Fot. FDA

Oczekiwania były spore

Marcus Armstrong uchodził za wielki talent. W Nowej Zelandii toczył wyrównane pojedynki z Liamem Lawsonem, a ponadto w 2017 roku został mistrzem Włoskiej F4. Jego talentem szybko zainteresowały się zespoły znane z F1 i tak Nowozelandczyk został juniorem Ferrari. Po serii kolejnych sukcesów w postaci m.in. wicemistrzostwa F3 w sezonie 2019 czy też znakomitym rezultatom w Toyota Racing Series postanowiono, aby „Kiwi” przeniósł się do F2. I tak Armstrong na rok 2020 podpisał kontrakt z ekipą ART Grand Prix.

ZOBACZ TAKŻE
Robert Shwartzman - talent, który może podążyć drogą Charlesa Leclerca

To zaszczyt jeździć dla tak znakomitego zespołu. Spotkałem pracowników tej ekipy już w Paryżu. Wszyscy są tam profesjonalistami. Na pewno będzie presja wyniku. Jestem jednak pewny, że razem osiągniemy wiele sukcesów. Na razie muszę się jak najszybciej zaadaptować do nowych warunków. To moje zadanie – wyjaśniał przenosiny do F2.

Marcus Armstrong i świetny początek

Inauguracja sezonu 2020 odbyła się w Austrii. Kierowca ART Grand Prix w czasówce spisał się przeciętnie, gdyż zajął 13. miejsce. Jednak w wyścigu wszystko potoczyło się inaczej. Armstrong jako jeden z pierwszych kierowców zjechał do alei serwisowej. Jego ekipa wiedziała bowiem, że jest to klucz do przebicia się. Rok wcześniej bowiem zawodnicy zjeżdżający pod sam koniec zmagań nie mogli nadrobić straty. I Armstrong faktycznie zaczął przebijać się do przodu. Pomimo błędu popełnionego przy zjeździe samochodu bezpieczeństwa, Robert Shwartzman nie zdołał minąć go. Ponadto Nowozelandczyk po skorzystaniu na problemach Guanyu Zhou i Micka Schumachera, awansował na 2. miejsce. Na tej lokacie dojechał do mety.

Marcus Armstrong Austria

Fot. Dutch Photo Agency / W drodze po P2

W sprincie po atomowym starcie z 7. lokaty w mgnieniu oka przebił się na 3. pozycję. Raz po raz przymierzał się do zaatakowania Louisa Deletraza. W połowie wyścigu mistrz Włoskiej F4 z 2017 roku musiał jednak wycofać się z wyścigu. Powodem takiej sytuacji była awaria w jego bolidzie. Pomimo tego niepowodzenia Marcus Armstrong tydzień później na tym samym torze spisał się rewelacyjnie. W zawodach głównych wpadł na metę jako 7., a podczas sprintu uzupełnił podium, powstrzymując za sobą takich zawodników jak Mick Schumacher czy Guanyu Zhou. Wydawało się, że przybysz z Nowej Zelandii ma wszystko, aby powalczyć o miano debiutanta roku.

Fatalna seria 

Początek weekendu na Węgrzech zapowiadał się obiecująco. W kwalifikacjach Armstrong wywalczył 7. miejsce. Jednak wyścig nie potoczył się dla niego najlepiej. Tuż po starcie spadł na 11. miejsce, a do tego wszystkiego na 4. okrążeniu wskutek wielkiego zamieszania w 5. zakręcie zderzył się z Artiomem Markiełowem i obaj odpadli z zawodów. Kolejne rundy nie były udane. Junior Ferrari bowiem nie punktował. Chociażby w Hiszpanii kilka sekund po starcie wypadł z toru i ugrzązł w żwirze. W Belgii z kolei sędziowie ukarali go za wyprzedzanie Jacka Aitkena. Różnica tempa pomiędzy nim a Christianem Lundgaardem była aż zanadto widoczna. Duńczyk co chwila walczył o podia, podczas gdy Armstrong okupował środek stawki.

ZOBACZ TAKŻE
"Szanuję wszystkich swoich rywali". Jack Aitken o rywalizacji | Wywiad

Przełamanie ale nie takie jakie by chciał

Nadzieje na powrót do czołówki dał weekend w Mugello. W kwalifikacjach junior Ferrari wywalczył 4. pole startowe. Jak sam określił „Nie miał nic do stracenia na starcie”. Jak powiedział tak zrobił i niemalże od razu minął Calluma Ilotta. Jednak przez złą strategią zespołu oraz swoje słabe tempo musiał się on zadowolić 9. lokatą. Rezultat ten powtórzył w Soczi. Z kolei w Bahrajnie finiszował jako 7. i 4. Debiutancki sezon w F2 zakończył na 13. lokacie z dorobkiem 52 punktów. Po świetnym wejściu w kampanię, wydawało się, że Marcus Armstrong zanotuje lepszy rok. Prawdopodobnie cegięłkę do tego dołożyła tzw. klątwa drugiego kierowcy ART, gdzie podczas gdy jeden z kierowców walczy o najwyższe cele tak drugi ma problemy. Przed Nowozelandczykiem doświadczyli tego chociażby Jack Aitken i Nikita Mazepin. 

Marcus Armstrong na testach F1

24 stycznia 2021 roku Ferrari organizowało testy dla swoich kierowców. Wśród testerów znalazło się kilku juniorów, gdyż stajnia z Maranello zaprosiła na nie Giuliano Alesiego, Roberta Shwartzmana i właśnie Marcusa Armstronga. Sesja odbyła się na słynnym torze Fiorano. Choć Ferrari oficjalnie zataiło dane, to jednak było wiadome, że Nowozelandczyk zdołał uzyskać superlicencję. Ponadto „Kiwi” stał się drugim w historii po Chrisie Amonie kierowcą ze swojego kraju, który miał okazję przejechać się w bolidzie Ferrari.

Nowozelandczyk w bolidzie F1

Fot. FDA / Testy Ferrari odbywały się na torze Fiorano

Oczywiście był to wyjątkowy dzień w moim życiu i przebiegł dokładnie tak, jak się spodziewałem. To nie znaczy, że mniej mi się to podobało. Pierwszy raz za kierownicą bolidu Formuły 1 zawsze jest coś magiczny, a kiedy bolidem jest Ferrari, jest to naprawdę niezapomniane przeżycie. Ludzie zawsze mówią, że to hamowanie jest najbardziej imponującym aspektem i tak było w tym przypadku, ale również siła docisku aerodynamicznego, prędkość w zakrętach, układ kierowniczy, moc i zmiana biegów są na innym poziomie w porównaniu do innych kategorii wyścigowych. Chciałbym podziękować FDA i Ferrari za tą możliwość. Nie mogę się doczekać, aż w przyszłości ponownie wsiądę za stery maszyny F1opisywał swoje doświadczenie.

Przenosiny do DAMS

Po sezonie spędzonym w ART Grand Prix, Marcus Armstrong zmienił zespół. Nowozelandczyk przeniósł się do drugiej z francuskiej stajni wyścigowej – DAMS, gdzie został kolegą z zespołu Roya Nissany’ego. Pierwszy weekend w Bahrajnie był mieszany. Sprinty nie potoczyły się po jego myśli. W pierwszym z nich zderzył się z Ralphem Boschungiem, a w drugim nie zdobył punktów. Błysnął za to w zawodach głównych. Junior Ferrari po starcie z 12. lokaty błyskawicznie przebijał się do przodu. W pewnym momencie znalazł się nawet na 3. pozycji. Finalnie wpadł na metę jako 5. 

ZOBACZ TAKŻE
Callum Ilott: Liczę, że starty w IndyCar pomogą mi trafić do F1 | WYWIAD

Monako bez wątpienia dla niego było pechowe. Pod koniec 1. sprintu w ostatnim zakręcie wyprzedził Jehana Daruvalę i do drugiej gonitwy miał startować z pole position.

Czekałem na ten moment 29 okrążeń i się doczekałem. Ale szczerze mówiąc myślałem, że Jehan zostawił za małą lukę. I tak musiałem to zrobić, bo taka sytuacja poprawia moje położenie. Nie da się przecież w Monako wygrać startując z 11. pozycji – ocenił swój manewr kierowca zespołu DAMS.

 

Jednak przez awarię musiał ruszać do zawodów z pit-lane, przez co stracił szansę na premierową wygraną w F2. Z kolei w wyścigu głównym w walce o 9. miejsce z Jurim Vipsem zaliczył kontakt z Estończykiem i wpakował się w bandy.

Również i rywalizacji w Baku nie mógł zaliczyć do udanych. W sprincie numer 1 do końca walczył o 5. miejsce. Jednak pod sam koniec rywalizacji pogubił się i spadł na 7. lokatę, na której dojechał do mety. Kilka godzin później walcząc z Bentem Viscaalem o podium, chcąc minąć Holendra od zewnętrznej przeszarżował i wbił się w barierę. Zawody główne zakończyły się w podobny sposób. Tym razem nie z jego winy. Na 1. okrążeniu w 3. zakręcie, niepokorny Dan Ticktum spowodował kolizję z Theo Pourchairem i Marcusem Armstrongiem. W efekcie zarówno Francuz jak i Nowozelandczyk musieli wycofać się z zawodów. – Nie jestem w żaden k***a sposób zaskoczony tym co się stało – wypalił przez radio wściekły „Kiwi”.

Przełamanie? Jednak nie

Po zawodach w stolicy Azerbejdżanu karuzela F2 przeniosła się na Silverstone. Tam w drugim wyścigu weekendu po starcie z 2. lokaty zajął 2. miejsce. Uległ tylko Richardowi Verschoorowi, który pognał wtedy po swoje pierwsze zwycięstwo w karierze na tym poziomie. Wydawało się, że sukces ten zmotywuje go do lepszych osiągów. Jednak w kolejnych sześciu wyścigach wywalczył tylko 2 punkty.

Arabia Saudyjska była przedostatnią rundą w sezonie. I tam szczęście w końcu się do niego uśmiechnęło. Marcus Armstrong na inauguracje weekendu zwyciężył po starcie z 1. pola startowego, do końca odpierając ataki Liama Lawsona. 

F2 podium Arabia 2021

Fot. Formula Motorsport Limited / Podium w Arabii Saudyjskiej

– Dobrze jest wrócić na zwycięską ścieżkę. To było trochę trudne, bo Liam się nie poddawał, więc było fajnie. Nie jestem pewien, czy było to transmitowane w telewizji, ale mój inżynier z pewnością był zdenerwowany. Jestem bardzo szczęśliwy, że w końcu zdobyłem to trofeum i nagrodziłem wszystkich pracowników – mówił na konferencji prasowej.

ZOBACZ TAKŻE
Liam Lawson, czyli prawdziwa perła z Nowej Zelandii

Kilka godzin później nie ukończył sprintu, po tym jak na starcie został uwikłany w gigantyczny karambol. Z kolei na zamknięcie weekendu w totalnym chaosie finiszował jako 8. Sezon zwieńczył 7. miejscem w Abu Zabi w zawodach głównych. W klasyfikacji kierowców ponownie zajął 13. lokatę. Tym razem przez cały sezon uzbierał 49 punktów i pokonał swojego mało wymagającego kolegę z zespołu w tabeli. 

Marcus Armstrong odszedł z FDA

Drugi z rzędu słaby sezon w Formule 2 miał swoje konsekwencje. „Kiwi” opuścił bowiem akademię kierowców Ferrari. Jednym z powodów tej decyzji był fakt, że wiedział on, że w najbliższej przyszłości nie przebije się do F1. Jak wyznał było to w pełni planowane posunięcie, gdyż uznał, że nie rozwija się tak jak powinien.  Ponadto dodał, że nie poddaje się w walce o F1. Pomimo odejścia z FDA bez problemowo znalazł miejsce w stawce bezpośredniego przedsionka F1. Tym razem wybrał on ekipę Hitech GP, a jego kolegą z zespołu został Estończyk Juri Vips.

Mieszany początek

Sezon 2022 rozpoczął się dla niego nieudanie. Podczas inauguracji sezonu w Bahrajnie został bowiem wyeliminowany z zawodów przez Jake’a Hughesa. W niedzielę odkuł się zajmując drugi rok z rzędu 5. miejsce. Sprint w Arabii Saudyjskiej ponownie mu nie wyszedł. W samej końcówce wyścigu jadąc na 6. pozycji obrócił się i stracił tym samym cenne punkty. W zawodach głównych po dobrej jeździe ponownie wpadł na metę w 5. pozycji.

Arabia Saudyjska F2 Armstrong

Fot. Dutch Photo Agency / Przenosiny do ekipy Hitech GP miały być strzałem w dziesiątkę

Kolejne 10 punktów do swojego dorobku dorzucił w sprincie na Imoli. Po starcie z 2. lokaty niemalże natychmiast objął prowadzenie, którego nie oddał już do mety. Na nic nie zdały się ataki Jehana Daruvali, który robił co mógł, aby go minąć. Po zawodach Nowozelandczyk wyznał, że Drugą rywalizację we Włoszech zakończył z kolei na 16. lokacie.

ZOBACZ TAKŻE
Enzo Fittipaldi: Kim jest nowy nabytek akademii Red Bulla?

Marcus Armstrong miał przygody w Baku

Kolejne weekendy były dobre. Z Hiszpanii dzięki finiszowi na 7. lokacie w wyścigu głównym wywiózł 6 punktów. Monako, które dla nie było tak pechowe w sezonie 2021, okazało się dla niego tym razem szczęśliwe. W Księstwie Hazardu sprint ukończył na 3. miejscu i był z tego powodu bardzo zadowolony. Z kolei w niedzielę zajął 6. lokatę.

Po Monte Carlo przyszła kolej na zawody w Azerbejdżanie. Sobota ułożyła się po jego myśli, gdyż zajął on 4. miejsce. Jednak to co stało się dzień później, z pewnością mu nie pomogło. Jadąc na 2. miejscu wjechał w tył bolidu swojego kolegi z zespołu Juriego Vipsa. Tylko cudem w bolidzie Estończyka nie doszło do uszkodzeń. Nowozelandczyk nie miał tyle szczęścia i czekała go przymusowa zmiana przedniego skrzydła. I tak zamiast walczyć o wygraną, Armstrong musiał bić się o 12. pozycję.

Z Wielkiej Brytanii wywiózł 4 punkty, a w Austrii ponownie wygrał sprint. Red Bull Ring pożegnał piruetem, gdyż w niedzielnych zmaganiach Jehan Daruvala sprokurował kolizję z nim na 1. okrążeniu.

Ostatnie znaczące momenty

Weekend we Francji okazał się dla niego tragiczny i po raz pierwszy w sezonie nie wywiózł z danej rundy, ani jednego punktu. Na Węgrzech i w Belgii punktował w trzech z czterech wyścigów. W Holandii po raz ostatni wygrał. Po starcie z 2. pozycji tuż po starcie minął Clementa Novalaka, a dalej kontrolował tempo. Do weekendu w Abu Zabi były to jego ostatnie punkty, gdyż na Monzy niczym szczególnym się nie wyróżnił. Na torze Yas Island na pożegnanie z F2 zajął 9. miejsce, inkasując dzięki temu 2 „oczka”. Armstrong po raz trzeci z rzędu zajął 13. miejsce w tabeli. Tym razem uzbierał 93 punkty.

Podsumowanie jego epizodu w F2

Marcus Armstrong z pewnością nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Nowozelandczyk 3 razy kończył sezon na odległej 13. pozycji w mistrzostwach F2. Na to złożyło się kilka czynników. Przede wszystkim były już junior Ferrari źle dobierał zespoły. W ART początek miał znakomity, lecz im dalej w sezon tym jego wyniki coraz bardziej odstawały od Christiana Lundgaarda. Prawdopodobnie francuska stajnia wyścigowa wolała bardziej pomagać kierowcy, który spisywał się lepiej.

Przenosiny do ekipy DAMS również nie pomogły. Francuzi w tamtym okresie przeżywali wielki kryzys. DAMS nie był w stanie nawiązać do swoich złotych lat. I stąd ich podopieczny nie dostał pakietu, który zapewniłby mu walkę o najwyższe cele. Taki dostał jednak od zespołu Hitech. Jednak zarówno Vips jak i Armstrong popełniali za dużo błędów choć swoje również i dołożyli mechanicy, którzy zasłynęli z bardzo wolnych zmian opon. 

ZOBACZ TAKŻE
F2: Teatr jednego aktora | Podsumowanie sezonu 2022

Kolejną przyczyną klęski „Kiwiego” w F2 była jego nieregularność. Na 34 weekendy wyścigowe Nowozelandczyk tylko 5 razy, zdołał wywalczyć punkty w obu wyścigach danego weekendu wyścigowego. Miało to miejsce w Austrii (2020 rok), Bahrajnie (2020 rok), Arabii Saudyjskiej (2021 rok), Monako (2022 rok) i na Węgrzech (2022 rok). Z taką jazdą trudno było walczyć o punkty, zwłaszcza że w takim sezonie jak 2022, to właśnie regularność była kluczem do sukcesu, gdyż różnice między zawodnikami były bardzo małe.

W dodatku tylko raz zdołał stanąć na podium w zawodach głównych. Za te wyścigi sprinterskie, w których brylował przyznawane są mniejsze ilości punktów, przez co trudniej nadgonić straty w klasyfikacjach.

Marcus Armstrong ma kilka opcji na przyszłość

Na ten moment jedno jest pewno – Nowozelandczyk nie ma szans na F1. Jednak sam zainteresowany ma kilka ciekawych opcji. Jedną z nich jest IndyCar. Coraz więcej amerykańskich źródeł donosi, że Armstrong ma negocjować kontrakt z takimi zespołami jak Dale Coyne Racing i Juncos Hollinger Racing. Z tą pierwszą ekipą odbył nawet jakiś czas temu testy. 

Armstrong IndyCar

Fot. Dale Coyne Racing

Rodak Liama Lawsona sprawdzał także możliwość rywalizacji w zawodach długodystansowych. Kilka tygodni temu testował prototyp klasy LMP2 na torze w Bahrajnie. Czas pokaże, którą z tych opcji wybierze. 

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama