Pagani Zonda: Pasja ma większą moc! - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

Pagani Zonda: Pasja ma większą moc!

Historia pierwszej Zondy to de facto życiorys Horaciego Paganiego, gdyż gdyby nie on, to samochód ten nigdy by nie powstał. Zapraszam na krótką opowieść o tym, jak zrodził się jeden z najpiękniejszych supersamochodów na świecie.

Opublikowano

w dniu

Fot. Pagani Automobilli
Poprzednia1 z 2

Motoryzacyjne arcydzieło

Niedzielny, leniwy poranek. Dopijam ze spokojem latte, przeglądając przy tym sieć w poszukiwaniu ciekawych zdjęć z Genewy. Jedno ujęcie szczególnie rzuca mi się w oczy. Przedstawia ono Zondę – z tym, że nie jest to zwykła Zonda, a pierwsze w ogóle (naturalnie poza prototypami) wyprodukowane Pagani. Jego nabywcą w 1999 r. został Benny Caiola. Można kojarzyć jego nazwisko – w każdym razie inicjały – albowiem to one znalazły się w nazwie wyczynowej odmiany modelu Huayra (BC). W ten sposób Horacio Pagani – syn włoskich emigrantów, genialny inżynier i założyciel marki z Modeny, oddał hołd swojemu pierwszemu klientowi. Przyjrzyjmy się zatem historii auta, które bez cienia wątpliwości, można określić mianem “arcydzieła na czterech kołach”.

Fot. Pagani Automobill / Twitter

Chłopiec, który zapragnął zbudować najpiękniejszy samochód na świecie

10 listopada 1955 r. urodził się ktoś, kto cztery dekady później na zawsze odmienił świat motoryzacji. Miał jedno marzenie: zbudować najwspanialszy pojazd, jaki kiedykolwiek poruszał się po Ziemi. Horacio Pagani, bo o nim mowa, już jako chłopiec miał talent do projektowania samochodów. Często urzeczywistniał swoje wizje, budując drewniane modele, które dziś z dumą zdobią siedzibę jego firmy. W dzieciństwie miał też sekretne miejsce, gdzie spędzał wiele czasu, czytając motoryzacyjne czasopisma.

Dzięki jednemu z nich, poznał sylwetkę niekwestionowanego idola wszystkich Argentyńczyków, Juana Manuela Fangio (z którym, nawiasem mówiąc, połączyła go później przyjaźń). Tu muszę wspomnieć, kim był ten człowiek. W największym skrócie – albowiem nie jest to tekst o nim – był argentyńskim kierowcą, który został pięciokrotnym mistrzem oraz dwukrotnym wicemistrzem świata Formuły 1 i zarazem jednym z najbardziej utalentowanych kierowców wyścigowych w dziejach.

Pilny student

Powróćmy do Horacio, który w 1974 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Sztuk Pięknych w La Plata, gdzie przez pięć kolejnych lat zgłębiał wiedzę o wzornictwie przemysłowym. Po upływie roku od rozpoczęcia studiów, Pagani zdecydował się wziąć udział w konkursie Inżynierii Mechanicznej, organizowanym na Narodowym Uniwersytecie w Rosario.

Nie minął nawet miesiąc, a młody Horacio czuł się sfrustrowany, ponieważ uważał, iż konkurs ten nie pozwala mu w pełni wyrazić pasji i zaangażowania, jakie wkłada on w swoją pracę. Wobec tego, porzucił dalszą karierę naukową, by w pełni oddać się doskonaleniu swych umiejętności. Zaczął szkicować, co sprawiało mu wielką radość. Z każdym kolejnym rysunkiem doświadczał przyjemności z doskonalenia prac, a także porównywania ich z możliwościami technicznymi i doborem odpowiednich materiałów. Inspirował się przy tym postacią Leonarda da Vinci, którą po dziś dzień stawia za wzór.

Władca (nieznanej) węglowej krainy

Horacio Pagani należy do osób niezwykle ambitnych, które konsekwentnie potrafią dążyć do wytyczonego wcześniej celu. Nie dziwi więc fakt, że w wieku zaledwie 24 lat, zbudował swój pierwszy, w pełni funkcjonalny bolid F2. Jako, iż był on niezwykle udany, szybko dostrzeżono talent Argentyńczyka. Horacio otrzymał propozycję objęcia posady specjalisty od materiałów kompozytowych w Formule 2, którą rzecz jasna przyjął. Musicie wiedzieć, że w tamtych czasach włókno węglowe było czymś zupełnie nowym i praktycznie niestosowanym (nawet w motorsporcie), co jeszcze bardziej podkreśla jego kompetencje. W latach 1983-1999 pracował on dla firmy Automobili Lamborghini. Oprócz obowiązków stricte związanych z wykonywaniem zawodu stylisty, zajmował się również materiałami kompozytowymi.

Głęboko wierzył, iż jest to przyszłość, jeśli chodzi o budowę ekstremalnie sportowych maszyn, czego nie rozumiało ówczesne szefostwo marki z Sant’Agata Bolognese. Horacio Pagani nie byłby sobą, gdyby po prostu odpuścił. Jego upór i determinacja skłoniły zarząd firmy z bykiem na masce, do tego, by dali mu wolną rękę w kwestii usprawnienia modelu Countach. Tak, w 1985 r. narodził się Countach Evoluzione, który dzięki szerokiemu zastosowaniu włókna węglowego, cechował się nadzwyczajnie niską masą własną (980 kg). Dla porównania, Sesto Elemento z 2010 r. ma nadwozie wykonane niemalże w całości z karbonu i jest praktycznie pozbawione jakiegokolwiek wnętrza. Mimo to, waży prawie 20 kg więcej od koncepcyjnego auta autorstwa Horaciego, a dzieli je przecież 25 lat!

Poprzednia1 z 2

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama