Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Gdzie jest diament? Przypominamy największą zagadkę w historii F1

Grand Prix Monako to największe wyzwanie w sezonie Formuły 1. Wyścig w 2004 roku nie był wyjątkiem. Okazał się on kosztowny dla zespołu Jaguara, który na ulicach księstwa stracił przednie skrzydło i… drogocenny diament. Jak do tego doszło?

Opublikowano

w dniu

Jaguar diament 2004 Monako
Fot. formularacers_ / Twitter

Zespół bez zainteresowania?

Sezon 2004 Formuły 1 skupiał się na rywalizacji weterana Michaela Schumachera, który walczył o swój siódmy tytuł w karierze, ze wschodzącymi gwiazdami sportu: Kimim Raikkonenem, Jensonem Buttonem i Fernando Alonso. Przez dominację Ferrari i pojawienie się emocjonujących młodych adeptów takich ekip jak McLaren, Toyota czy Renault, niektóre stajnie nie budziły niemal żadnego zainteresowania ogółu.

ZOBACZ TAKŻE
Grand Prix San Marino 2005. Bitwa stulecia o zwycięstwo na torze Imola

Jedną z nich była skromna ekipa Jaguara. W 2004 roku we wszystkich wyścigach sezonu ich bolidem jeździła przyszła gwiazda Formuły 1, Mark Webber. To właśnie Australijczyk pomógł Red Bullowi w niemalże całkowitym zdominowaniu Formuły 1 w latach 2010-2013. Zanim to się jednak stało, partnerował w Jaguarze innemu przyszłemu kierowcy zespołu Christiana Hornera. Był nim Austriak Christian Klien.

Zespół Jaguara postanowił, że wykorzysta najsłynniejszy wyścig na świecie, którym jest Grand Prix Monako, do promocji swojej marki i zespołu w niecodzienny sposób. Potrzebowali tego jak powietrza, ponieważ początek sezonu nie ułożył im się po ich myśli. Tylko jeden punkt zdobyty przez Webbera w inauguracyjnym wyścigu na nowym torze w Bahrajnie nie napawał w żaden sposób optymizmem. Podjęta przez nich decyzja marketingowa miała sprawić, że zespół przyciągnie duże pieniądze od nowych sponsorów.

Człowiek od public relations

Wpadł na nią dyrektor zespołu Jaguara ds. komunikacji i spraw publicznych – Nav Sidhu. Mężczyzna pełnił tę funkcję przez cały okres obecności ekipy Tony’ego Purnella w Formule 1 [od 2000 do 2004 – przyp. red]. Tak sam zainteresowany opisuje swoją ówczesną pracę.

Moją pracą w skrócie było zaznaczenie naszej obecności w Formule 1. Było to jednak trudne zadanie, ponieważ nawet jak wygrywasz wyścigi w Formule 1 to i tak trafiasz na ostatnie strony. Nawet jeśli Jaguar wygrywałby każdy jeden wyścig to i tak niekoniecznie byłby tak rozpoznawalny, jak oczekiwano tego ode mnie. Chciano, żebym uczynił z zespołu markę, która kradnie wszystkie nagłówki i przyciąga bogatych sponsorów – powiedział Nav Sidhu, który grał główne skrzypce w tej historii.

W celu spróbowania wypełnienia powierzonego mu zadania podjął się szalonego pomysłu. Zwrócił się do jednego z bardziej ekskluzywnych jubilerów z Izraela o zawarcie umowy, na mocy której dwa diamenty zostaną umieszczone na bolidach Jaguara na czas weekendu o GP Monako. Konkretnie miały się one znaleźć na czubku nosa bolidów prowadzonych przez Christiana Kleina oraz Marka Webbera. Być może zabrzmi to absurdalnie, ale udało mu się to załatwić bez większych problemów i wprowadzić tę ideę w życie.

Diament na ratunek

W środę przed weekendem wyścigowym, kiedy wszyscy już zebrali się na torze, Jaguar i Sidhu zwołali konferencję w jednym z hotelów w Monako. Pokazali na niej specjalną wersję bolidów na najbliższy weekend. Na przednim skrzydle faktycznie znalazły się prawdziwe diamenty, z których każdy miał być wart pomiędzy trzysta a czterysta tysięcy dolarów. Kamienie szlachetne zostały w pewien sposób wtopione w konstrukcję brytyjskiego producenta samochodowego. Nie da się ukryć, że wyglądało to wyjątkowo, ale i tak nietypowy ornament spotkał się ze sporą dezaprobatą opinii publicznej.

Diament GP Monako 2004 start

Fot. Twitter / Nos bolidu Jaguara z połyskującym diamentem

Wszyscy zadawali sobie liczne pytania na ten temat, w szczególności starając się zrozumieć, dlaczego ktoś wpadł na taki pomysł akurat na wyścig w Monako. Na torze, który nigdy nie wybaczał nawet najbardziej doświadczonym i najlepszym kierowcom w historii. Wiele osób zastanawiało się więc dlaczego diament został zamontowany w najbardziej narażonym miejscu, które może zostać całkowicie zniszczone nawet przez najmniejszy kontakt. A o takowy nigdzie łatwiej niż na krętych i niezwykle wąskich ulicach księstwa. 

ZOBACZ TAKŻE
Niemoc czy klątwa? Co stoi za dyspozycją Leclerca w Monako?

Głosy z padoku zastanawiały się, czy jeśli już to było konieczne, to czy tak drogocenny diament nie mógłby znaleźć się chociażby na kasku kierowcy. Niestety było już za późno. To dlatego, że za kilka godzin samochody Jaguara miały wyjechać na pierwszy trening przed wyścigiem o Grand Prix Monako. Jednej rzeczy nie można jednak odebrać Navowi Sidhu, który był sprawcą tego całego zamieszania. Jaguar z miejsca stał się najważniejszym tematem weekendu i skradł wszystkie nagłówki, a także paski telewizyjne. Mężczyzna, który obecnie mieszka w Londynie, przyznał długo po fakcie, że pomyślał wtedy, że o Jaguarze zrobiłoby się jeszcze głośniej, gdyby jeden z diamentów zniknął…

Diament w rękach debiutanta

Szybko okazało się, że krytycy – tego jakby nie patrzeć absurdalnego pomysłu – mieli rację. W to, że Mark Webber poradzi sobie z torem w Monako, nikt nie wątpił. Problemem był jego austriacki partner z zespołu. Christian Klien w 2004 roku debiutował w Formule 1, więc przed „największym wyzwaniem w karierze” wziął udział w zaledwie pięciu wyścigach Grand Prix. Niestety już w pierwszym czwartkowym treningu młody kierowca zdecydowanie przedobrzył swoje możliwości, do czego otwarcie się przyznaje.

Straciłem samochód, wjeżdżając w zakręt przy kasynie. Po prostu zrobiłem to zdecydowanie zbyt szybko, dlatego straciłem tył i przywaliłem w bandę – mówił po fakcie Austriak.

Mark Webber Monako 2004

Fot. Reddit / Mark Webber wzbudzał większe zaufanie spośród kierowców Jaguara, dzięki dużemu doświadczeniu

Normalnie taki wypadek w treningu, zwłaszcza w Monako przeszedłby niemal bez echa. Tu było jednak zdecydowanie inaczej. Wszyscy w garażu Jaguara siedzieli jak na szpilkach. To dlatego, że oprócz trudności związanych ze szczupłym budżetem, ich debiutujący kierowca jeździł w ten weekend mając niemalże pół miliona dolarów przymocowane do i tak już bardzo drogiego przedniego skrzydła. To właśnie była cena za chęć skradnięcia wszystkich nagłówków.

Klamka zapadła

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ta cała inicjatywa w żaden sposób nie była dobrym pomysłem. Było już jednak za późno by móc wycofać się z tej nierozsądnej decyzji. To dlatego, że temat został podchwycony przez wszystkie media, które zajmowały się opisywaniem tego feralnego weekendu wyścigowego GP Monako. Jaguar nie mógł też w ostatniej chwili podmienić oryginałów na nic niewarte fałszywki. Taki akt najprawdopodobniej wyszedłby na światło dzienne, a to byłoby katastrofą dla wizerunku ekipy Tony’ego Purnella. Sidhu stwierdził jednak, że to właśnie ryzyko napędzało ekspozycję marki.

Brnęliśmy w to jasno, wiedząc, że musimy się liczyć z elementem ryzyka. To jest tak naprawdę to, co nakręciło całą tę akcję. Czynnik, który pozwolił wzbudzić zainteresowanie – powiedział.

ZOBACZ TAKŻE
Stępione kły - upadek nadziei BMW Williams | Historia motorsportu

W tej całej historii jest coś śliskiego i podejrzanego. Tak przynajmniej można było wywnioskować z informacji, które docierały do ogółu. Zespół Formuły 1 z problemami nagle umieszcza dwa drogie kamienie szlachetne w swoich bolidach. Okazuje się jednak, że proces był dużo bardziej skomplikowany, niż może się wydawać. Firma jubilerska, która zdecydowała się podjąć tego szalonego zadania, przez kilka tygodni dobierała odpowiedni diament, współpracując ze szkieletem bolidu Jaguara. W środę przed weekendem wyścigowym przeprowadzili  nawet odprawę na temat bezpieczeństwa z zespołem. Ponadto wszystko w garażu ekipy pojawili się ochroniarze, którzy co prawda nosili ciuchy Jaguara, ale ich jedynym zadaniem było zabezpieczenie kamieni szlachetnych. Nic złego nie mogło się więc wydarzyć, prawda?

Ostatni moment chwały Jaguara

Nadszedł dzień wyścigu. W garażu Jaguara panowała szampańska atmosfera. Zespół został odwiedzony przez gwiazdy filmu Ocean’s 12 – George’a Clooney’a, Brada Pitta oraz Matta Damona. Wspomniany wcześniej człowiek od PR-u w ekipie Jackiego Stewarta zaprosił ich na symboliczną „premierę” tej hollywoodzkiej produkcji. Wszystko zgrało mu się perfekcyjnie w jedną dużą całość. To dlatego, że film reżysera Jerry’ego Weintrauba opowiadał o rabusiach, którzy przeprowadzają duże skoki na terenie całej Europy.

 

Absurdalnie drogi – zwłaszcza jak na tamte czasy – przedmiot, którym był rzeczony diament na masce Jaguara, idealnie pasował do tej scenerii. Zwłaszcza gdyby ktoś spróbował sprawić, że niespodziewanie zniknie. Tego typu motywy zeszły już jednak na boczny tor, ponieważ nadszedł czas na początek wyścigu o Grand Prix Monako w 2004 roku.

Czy jedzie z nami diament?

Wszystkie samochody znalazły się już na prostej startowej, a kierowcy ruszyli do swoich kokpitów. Christian Klien wspomniał później, że przyjrzał się diamentowi przed wejściem do bolidu. Nie było potrzeby martwić się o to, że ktoś z zespołu weźmie go niepostrzeżenie podczas zamieszania związanego z przygotowaniem do startu. Kamień był dobrze wbudowany w konstrukcję. W końcu po długich oczekiwaniach światła zgasły, a wyścig wystartował.

 

Klein nie ruszył najlepiej. Szybko stracił kilka pozycji, co na tym torze jest najgorszym koszmarem. Niedoświadczony kierowca chciał jak najszybciej je odrobić. Niestety brawura i brak precyzji sprawiły, że w zakręcie Mirabeau [prawy zakręt po zjeździe w dół od kasyna. To tam w 2014 roku Nico Rosberg „zaparkował” swojego Mercedesa – przyp. red] doszło do kontaktu między nim a jaskrawo żółtym Jordanem. Znaczne uszkodzenia przedniego skrzydła posłały go w bandę na nawrocie przy hotelach Fairmont i Grand.

Tak Austriak opisał swój wypadek. – To był naprawdę błąd debiutanta. Objechałem zakręt Mirabeau i miałem przed sobą tego Jordana, żółtego Jordana. Uderzyłem w niego swoim przednim skrzydłem, które się urwało i wpadło mi pod koła. Przez to straciłem panowanie nad kierownicą, nie byłem w stanie skręcić i poleciałem w bandę – powiedział Christian Klien.

Christian Klein wypadek Monako 2004

Fot. Twitter / Wypadek Kleina okazał się bardzo kosztowny

Samochodu nie dało się już przywrócić do wyścigu, więc tu skończyła się jazda młodego kierowcy. Występ Christiana Kliena w jego pierwszych zawodach na torze w Monako trwał mniej niż minutę. Porządkowi szybko obskoczyli jego samochód, gdy on sam wyszedł o własnych siłach. Po pierwszych oględzinach strat Austriak uświadomił sobie, że czegoś mu brakuje. Wizja, którą przewidział każdy, poczynając od Nava Sidhu, stała się faktem. Diament za 300 000 USD nie był tam, gdzie być powinien. A mówiąc dokładniej, nie było go nigdzie.

„Gdzie. On. Jest?”

Pionierska idea umieszczenia takowego na bolidzie Formuły 1 odbiła się czkawką po zaledwie 54 sekundach od rozpoczęcia wyścigu. Pracownicy i mechanicy Jaguara łapali się za głowy, widząc wypadek Austriaka. Nie wiedzieli jeszcze, że diament zniknął, ale każda osoba, która znała sprawę, przeczuwała, że ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia. Wiadomość o zniknięciu szybko dotarła i rozniosła się po padoku. 

ZOBACZ TAKŻE
Szefowie zespołów F1 2021. Przedstawiamy kluczowe postacie w padoku

Pierwsze oskarżenia spadły na Sidhu, ponieważ przepowiedział on zniknięcie kamienia dla jeszcze większego rozgłosu. Mężczyzna utrzymuje jednak po dziś dzień, że nie ma z tym nic wspólnego. A ponadto Klien zeznał, że przed wejściem do bolidu przyjrzał się diamentowi i nie widział, żeby ktokolwiek przy nim majstrował, gdy już zasiadł w kokpicie. Wtedy jednak oczywiście emocje brały górę ponad wszystko. Zwłaszcza dlatego, że Jaguar musiał zaczekać do końca wyścigu, by móc się udać po swój bolid, który teraz znajdował się niemalże po drugiej stronie kraju. 

ZOBACZ TAKŻE
GP Aragonii: Zwycięstwo Bagnai | Analiza

W zaistniałych warunkach półtora godziny dłużyło im się niemiłosiernie. Co gorsza, w pewnym momencie z rywalizacji odpadł Mark Webber, którego powstrzymała awaria. W końcu jednak Jarno Trulli przekroczył metę i zakończył ten wyścig. Nikt w Jaguarze nawet na to nie patrzył. Natychmiast ruszyli w stronę porzuconego samochodu Christiana Kleina, który został umieszczony za barierkami w strefie oddzielonej od kibiców. Szybko potwierdziła się ich największa obawa. Diament wyparował.

Wygraliśmy. Ale jakim kosztem?

Jarno Trulli to ewenement wśród kierowców Formuły 1. Posiadał być może najlepsze tempo kwalifikacyjne w całej stawce, ale tym samym najgorsze wyścigowe. Tym samym niemal zawsze startował z przodu, ale tworzył pociągi, utrzymując za swoimi plecami szybszych kierowców, którzy ostatecznie i tak go wyprzedzali. Ta sztuka nie udała się jednak nikomu podczas GP Monako w 2004 roku i Włoch wygrał swój pierwszy wyścig w karierze.

ZOBACZ TAKŻE
"Hamilton nigdy nie przeprosił". Jarno Trulli o kulisach kariery | WYWIAD

Mało kto jednak skupił swoją uwagę na tym fakcie. „Diament”. „Gdzie jest diament?”. „Jaguar zgubił diament”. O tym mówił każdy. Nav Sidhu miał rację. Jego telefon był rozgrzany do czerwoności, ponieważ dziennikarze z każdego zakątku świata (w tym i z Polski) chcieli dowiedzieć się u źródła, co stało się z tym drogocennym minerałem. To właśnie ten temat skradł wszystkie nagłówki podsumowujące szóstą rundę mistrzostw świata Formuły 1 w 2004 roku.

Wielu dzwoniących wykorzystywało swoje okazje, żeby skrytykować mężczyznę i zespół za tak bezmyślną decyzję. Nie było jednak powodu do płakania nad rozlanym mlekiem, więc Sidhu nie przejmował się tym dogryzaniem. Zwłaszcza dlatego, że izraelski jubiler nie wyciągał względem niego żadnych oskarżeń. Globalny rozgłos dał im więcej niż szukanie winnych zgubionego diamentu. Podeszli oni do tej sprawy w ten sposób pomimo tego, że nie byli ubezpieczeni od jego straty. Sidhu chciał się więc po prostu dowiedzieć dla świętego spokoju, gdzie przepadł kamień wart ponad milion złotych [na podstawie ówczesnego kursu walut – przyp. red].

Potencjalne rozwiązanie zagadki

Z odpowiedzią wyszedł jeden z fotografów James Moy. Tego feralnego dnia znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, żeby rozjaśnić tę zagadkę. Stał on w takiej lokacji, że był w stanie zrobić zdjęcia samochodu Kliena po kontakcie z Jordanem, uderzeniu w ścianę, a także, gdy odstawiono go za barierki. Tak mężczyzna zrelacjonował przebieg zdarzeń.

Patrząc wstecz na statyczne zdjęcia, można odtworzyć sobie to co wydarzyło się w tej sytuacji sekunda po sekundzie. Byłem jedną z najbliżej postawionych osób w momencie, w którym się rozbił. Nie pamiętam, żeby ktoś go [diament – przyp. red] podnosił. Nie pamiętam, żeby w ogóle tam był. 99% relacji mówi, że diament wepchnął się w barierkę, ale ja w to nie wierzę. Moim zdaniem przepadł dużo wcześniej. Na pierwszym ujęciu, na którym Christian Klein wjeżdża w mój widok, już ma uszkodzony nos, a diamentu nie ma – wyjawił Moy.

ZOBACZ TAKŻE
Zbieracz autografów Matt Hryciuk o swoim hobby. "To pasja" | WYWIAD

Christian Klien potwierdził wiarygodność tej wersji, pamiętając, w jaki sposób uderzył w Jordana. Oznacza to, że diament najprawdopodobniej przepadł gdzieś na torze w okolicy zakrętu Mirabeau. Być może został przejechany albo porwany przez pęd innego bolidu. A może jednak ktoś go zabrał przy neutralizacji? Nie mniej jednak wszyscy w Jaguarze byli zadowoleni z obrotu spraw, zwłaszcza dlatego, że umocnili więzi z obecnymi sponsorami, a także zawiązali nowe. To wszystko wciąż nie wyjaśnia jednak jednej kwestii, która być może na zawsze pozostanie bez odpowiedzi: Gdzie jest diament?

5/5 (liczba głosów: 4)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama