Czego szukasz?

IndyCar

Sébastien Bourdais: Francuz, który podbił Amerykę | Legendy motorsportu

„Dzisiaj rano zastanawialiśmy się, czy ten kierowca ma szansę na historyczną wygraną. A on na ostatnim okrążeniu pewnie prowadzi. Proszę państwa, cóż za wspaniała kariera. Sebastien Bourdais wygrywa w Milwaukee i zapisuje się w annałach historii IndyCar!” – tak komentatorzy skomentowali 34. wiktorię Sébastiena Bourdaisa w karierze. Francuz chociaż świata F1 nie podbił to przez wielu uważany jest za jednego z najlepszych kierowców wyścigowych, jakich dane nam było oglądać w XXI wieku.

Sebastien Bourdais 4 tytuł
Fot. IndyCar

Jak Sébastien Bourdais znalazł się w serii CART?

W sezonie 2002 Francuz został mistrzem Formuły 3000, czyli odpowiednika obecnej Formuły 2. W drodze po mistrzostwo kierowca z Le Mans wygrał 3 wyścigi, a w dodatkowych 5. stawał na podium. Sébastien Bourdais postanowił pójść drogą Juana Pablo Montoyi i Bruno Junqueiry i za cel obrał starty w serii CART w sezonie 2003. Porzucił tym samym rolę kierowcy testowego zespołów Arrows i Renault. Reprezentant Trójkolorowych podpisał kontrakt na starty z zespołem Newman/Haas Racing, gdzie za kolegę z zespołu miał mieć wspomnianego Junqueirę. 

Sebastien Bourdais Arrows

Fot. sbourdais.com / Francuz w akcji podczas testów z zespołem Arrows

Niesamowity debiut

Pierwszą rundą sezonu 2003 było GP St. Petersburga. Bourdais od razu pokazał, iż ma gigantyczny talent. Francuz wygrał bowiem kwalifikacje, stając się pierwszym debiutantem od czasów Nigela Mansella, który dokonał tej sztuki. Przybysz z Le Mans w wyścigu liczył się w walce o wygraną, lecz w połowie zmagań uderzył w ścianę i musiał zadowolić się 11. lokatą. W meksykańskim Monterrey schemat ten powtórzył się. Kierowca ekipy Newman/Haas Racing wywalczył pole position, do pewnego momentu liczył się w walce o wygraną, po czym przez swój własny błąd wyeliminował siebie z wyścigu. Początek sezonu był zatem dla Francuza koszmarny, gdyż pomimo bycia szybkim w czasówkach, to jednak nie było mu dane ukończyć trzech pierwszych wyścigów sezonu.

ZOBACZ TAKŻE
2003 German 500: Wielki popis Sebastiena Bourdaisa pod polską granicą

Los uśmiechnął się do niego w Europie. Na torze Brands Hatch bohater artykułu wykorzystał awarię Paula Tracy’ego i zwyciężył swój pierwszy wyścig w karierze w serii CART. Tydzień później Bourdais poszedł za ciosem i zwyciężył na owalnym torze Lausitz po fenomenalnej walce z Mario Dominguezem. Warto w tym miejscu dodać, iż był to jego pierwszy kontakt z tego typu obiektem.  Dodatkowo do 2016 roku był ostatnim kierowcą, który w wyścigu na owalu zdołał odnieść wiktorię w debiucie na tego typu torze. Osiągnięcie Francuza dopiero po 13 latach powtórzył Alexander Rossi, wygrywając legendarny wyścig Indy 500.

Seb Bourdais wygrana

Fot. sbourdais.com / Wygrana w Lausitz

Po kilku mniej udanych wyścigach kierowca z Le Mans odniósł swój trzeci triumf w sezonie w Cleveland. Dodatkowo pod sam koniec kampanii dołożył podia w Vancouver, Road Americe, Denver i Mexico City. Łącznie z dorobkiem 159 punktów zajął 4. miejsce w klasyfikacji kierowców i został debiutantem roku.

Początek konfliktu z Paulem Tracy’m

W sezonie 2003 pomiędzy Francuzem a Kanadyjczykiem narodził się gigantyczny konflikt. W pierwszych kilku wyścigach obydwaj zawodnicy ostro ze sobą walczyli, lecz obeszło się bez kolizji. Wszystko zmieniło się w Miami. Bourdais szalonym atakiem chciał wyprzedzić Tracy’ego. Manewr udał się tylko chwilowo, gdyż „bad boy serii CART” postanowił natychmiast odzyskać pozycję. W efekcie obydwoje zderzyli się i na tym zakończył się ich udział w wyścigu. Bourdais po incydencie był wściekły i odmówił udzielenia komentarza mediom. Dodatkowo na własną rękę chciał wymierzyć sprawiedliwość i udał się do stanowiska zespołu Player’s, lecz został powstrzymany przez mechaników Kanadyjczyka.

ZOBACZ TAKŻE
Paul Tracy vs Sebastien Bourdais: Konflikt, którym żyła cała Ameryka

Obydwoje zderzyli się także w Australii. Francuz w pierwszym zakręcie za wszelką cenę chciał obronić drugą pozycję, po tym jak puścił przed siebie swojego kolegę z zespołu Bruno Junqueirę. 24-latek zbyt mocno opóźnił hamowanie i obrócił swojego rywala. Tracy po tej akcji spadł na ostatnią pozycję. Ostatecznie zdołał ukończyć zmagania przed swoim rywalem, gdyż zawodnik z Le Mans kilka okrążeń później rozbił się.

Sébastien Bourdais w drodze po pierwszy tytuł

Po sezonie 2004 seria CART w wyniku burzliwego okresu zimowego zmieniła nazwę na Champ Car World Series, a także właścicieli. Nasz bohater w 2004 roku wciąż reprezentował ekipę Newman/Haas Racing, gdzie partnerował Bruno Junqueirze. Sezon dla Francuza rozpoczął się znakomicie. W wyścigu w Long Beach zdołał zając 3. miejsce. W Monterrey zdołał odkuć się za niepowodzenie z 2003 roku i pewnie wygrał zawody rozgrywane na torze Fundidora Park, dzięki czemu został liderem w klasyfikacji kierowców. Podczas rywalizacji w Milwaukee Bourdais popełnił błąd i wpakował się w ścianę. 

Champ Car 2004

Fot. sbourdais.com

Sytuacja ta nie wytrąciła go z rytmu i Francuz wygrał 3 wyścigi z rzędu – w Portland, Cleveland i Toronto. Po dobrych występach w Vancouver i na torze Road America, kierowca zespołu Newman/Haas Racing w niezwykły sposób zwyciężył w Denver. Tuż po starcie zawodnik z Le Mans popełnił błąd, w wyniku którego spadł na ostatnie miejsce. 25-latek zdołał jednak odrobić straty i po brawurowej jeździe zwyciężył w tamtych zawodach. Tego szczęścia nie miał już w Montrealu. Po starcie z pole position Sébastien Bourdais zaczął odjeżdżać rywalom i pewnie jak się wydawało pewnie zmierzał po wygraną. Jednak po swoim ostatnim pit-stopie, w nawrocie zderzył się z A.J-em Almendlingerem i musiał wycofać się z wyścigu.

ZOBACZ TAKŻE
Fundidora Park: Niezwykle klimatyczny tor w meksykańskim Monterrey

Niesamowity finisz w Las Vegas

 Do zawodów na torze Laguna Seca po raz siódmy w sezonie przystępował z pole position. Tuż po starcie doszło do kuriozalnej sytuacji. Prawa tylna opona w jego bolidzie sama z siebie pękła i kierowca został zmuszony, aby zjechać do alei serwisowej na wymianę ogumienia. Lider mistrzostw pomimo dysponowania znakomitym tempem zdołał przebić się „tylko” na 8. pozycję. W Las Vegas zarówno on jak i Bruno Junqueira zafundowali fanom wielkie widowisko. Obydwoje przez kilkadziesiąt okrążeń jechali bok w bok i żaden z nich ani myślał odpuścić. Zawody na jednym z niebezpieczniejszych owalów na świecie padły łupem Francuza, który na mecie wyprzedził Brazylijczyka o 0,066 sekundy.

Bourdais i Junqueira

Fot. sbourdais.com / Niesamowity finisz w Las Vegas

W Australii reprezentanci ekipy Newman/Haas Racing znów ze sobą walczyli, lecz tym razem górą z pojedynku wyszedł Junqueira. Do ostatniego wyścigu sezonu, który miał się odbyć w Mexico City, Bourdais przystępował z 22-punktową zaliczką, a dodatkowo do wyścigu przystępował z pole position. Po atomowym starcie Francuz zaczął odjeżdżać reszcie stawki. Wtem na 41. okrążeniu przy wjeździe do sekcji stadionowej popełnił błąd i obrócił się zmierzając w kierunku bandy. Jakimś cudem jednak nie uderzył w nią i był w stanie kontynuować jazdę.

ZOBACZ TAKŻE
Bruno Junqueira o F1. "Byłem tam gotów zastąpić Schumachera" | Wywiad

Ostatecznie 25-letni kierowca pomimo wspomnianego incydentu, który mógł kosztować go utratę tytułu mistrzowskiego wygrał wyścig i po raz pierwszy w karierze został mistrzem serii Champ Car. Zawodnik z Le Mans w ciągu sezonu składającego się z 14. wyścigów, triumfował 7-krotnie, do tego dołożył 3 inne miejsca na podium i aż 8 razy w kwalifikacjach wywalczył pole position. Przełożyło się to na dorobek 369. punktów. W klasyfikacji końcowej wyprzedził Bruno Junqueirę o 28. oczek. 

Sébastien Bourdais i walka o drugie mistrzostwo

W sezonie 2005 Bourdais wciąż reprezentował ekipą Newman/Haas Racing. Kampanię rozpoczął od wygranej w Long Beach. W Monterrey walczył o wygraną, lecz w połowie wyścigu spowodował kolizję z Paulem Tracy’m. W wyniku kontaktu w bolidzie Francuza doszło do przebicia opony i musiał zadowolić się 5. pozycją. Po wyścigu w Meksyku jego forma jakby zgasła. w 4 kolejnych rundach zawodnik z Le Mans bowiem tylko raz zdołał stanąć na podium. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć o incydencie z Toronto. W połowie wyścigu Bourdais zjechał do alei serwisowej w tym samym momencie co Tracy. Na wyjeździe z pit-lane między nimi doszło do kontaktu, w wyniku którego w bolidzie reprezentanta Newman/Haas Racing doszło do przebicia opony. Ostatecznie wpadł na metę jako 5. 

Champ Car2005

Fot. sbourdais.com

Po zawodach w Toronto Sébastien Bourdais w końcu złapał prawidłowy rytm. Dzięki temu wygrał 3 wyścigi z rzędu – w w Edmonton, San Jose i Denver. Tym samym w klasyfikacji kierowców wysunął się na pozycję lidera.

„On go centralnie wepchnął na ścianę”

Francuz swój drugi z rzędu mistrzowski tytuł wywalczył na 2 wyścigi przed końcem sezonu, po tym jak wygrał w Las Vegas. Jednak podczas zmagań w miejscowości znanej z licznych kasyn doszło do kontrowersyjnego zdarzenia. Na 124. okrążeniu Paul Tracy chciał zjechać do alei serwisowej. Tę informację dostał Bourdais, który następnie przy wjeździe do pit-stopu… uderzył w tył bolidu Kanadyjczyka. Zawodnik zespołu Forsythe następnie uderzył w bandę przy prędkości przekraczającej 320 km/h. Mistrz CART z 2003 roku poinformował zespół przez radio, iż prawdopodobnie jest ranny, lecz o własnych siłach wysiadł z bolidu. Zdarzenie to wstrząsnęło komentatorami. Jeden z nich na głos powiedział: Panowie, przecież tu prędkości przekraczają 325 km/h… a Bourdais centralnie zepchnął go na ścianę.

Sędziowie uznali tą sytuację za incydent wyścigowy i nie nałożyli na Francuza żadnej kary. Przez następne dni w amerykańskich mediach obie strony publicznie kłóciły się o to zdarzenie.

 

Wojna w mediach 

– Uderzyłem w ścianę przy prędkości co najmniej 300 km/h. Jestem sfrustrowany i nie wiem, co on sobie myślał. Chciałem zjechać do pit-stopu, a oni podsłuchali naszą rozmowę na linii ja-inżynier, więc wiedzieli o tym. [Tu reporter wtrącił się: Powiedzieli, że nie wiedzieli – przyp. red.]. Oni słyszeli nasze radio. Niech mówią, co chcą, ale mają taką możliwość, zresztą każdy tak robi. Już miałem zjechać po czym Bourdais nagle znalazł się za białą linią. Nie wiem co to miało być, to było twarde uderzenie za które serdecznie dziękuję Sebastienowi. On robi to co robi i zawsze to jest złe dla mnie, a on z tego wychodzi obronną ręką. Mieliśmy znakomite tempo i chyba uznali, że jedyna opcja, by wygrać z nami to zrobić to co zrobili i tyle – tak o wypadku wypowiedział się kontrowersyjny Kanadyjczyk.

Także zdaniem ekipy Forsythe, Bourdais celowo zepchnął na ścianę Tracy’ego. Reprezentant ekipy Newman/Haas Racing postanowił odnieść się do tych zarzutów.

On nas blokował i skąd mogłem wiedzieć, że będzie zjeżdżał do alei serwisowej? Na odprawie powiedzieli nam, jak mają wyglądać zjazdy do mechaników. Byłem tuż za nim kiedy zahamował i nie mogłem nic zrobić. Cieszę się, że nic mu nie jest, ale nie wiem czemu on mówi o tym w taki sposób. Po co miałbym celowo w niego wjechać przy tej prędkości? Tylko dureń może coś takiego wymyślić. To był wręcz cud, że mój bolid to wytrzymał – powiedział zapytany po wszystkim zawodnik z Le Mans. 

Większość opowiedziała się w tej sytuacji za Bourdaisem i sprawa ucichła. Francuz następnie wygrał wyścig w Australii, a finału sezonu w Mexico City nie ukończył przez kolizję. 

Sébastien Bourdais znakomicie rozpoczął sezon 2006

Kierowca z Le Mans w fenomenalnym stylu wszedł w 2006 rok. Francuz bowiem wygrał 4 pierwsze wyścigi z rzędu – w Long Beach, Houston, Monterrey i na owalu w Milwaukee, stając się ostatnim kierowcą, który wygrał zawody na tego typu obiekcie w erze CART/Champ Car. W Portland z kolei zajął 3. miejsce. Tydzień później Bourdais omal nie zginął. W czasie zawodów w Cleveland, tuż po starcie doszło do kolizji między nim a Tracy’m. Francuz w pierwszym zakręcie wyjechał za szeroko i Kanadyjczyk chciał to wykorzystać. 2-krotny mistrz Champ Car momentalnie odbił w prawo, gdyż chciał zablokować jego atak. Pech chciał, iż po prawej stronie Paula Tracy’ego jechał Bruno Junqueira. Kierowcy ekipy Newman/Haas Racing wzięli go w kanapkę, po czym ten wyfrunął w powietrze omal nie ścinając głowy Bourdaisowi. O ile mistrz CART był w stanie jakimś cudem kontynuować jazdę, tak jego rywal został zabrany do szpitala. 

Francuz zdołał się szybko wykurować i już 14 dni później wziął udział w zawodach w Toronto, gdzie zajął 3. lokatą. W Edmonton poszedł za ciosem i uległ tylko Justinowi Wilsonowi. Podczas zawodów w San Jose reprezentant ekipy Newman/Haas Racing odniósł 5. triumf w sezonie.

Long Beach pole

Fot. sbourdais.com / Po zdobyciu pole position w Long Beach

Szarpanina w Denver

Do kolejnego incydentu na linii Bourdais-Tracy doszło w Denver. Na ostatnim okrążeniu Francuz wyprzedził Kanadyjczyka i zmierzał po drugie miejsce. Tracy jednak nie chciał odpuścić i desperackim manewrem chciał odzyskać pozycje na ostatnim zakręcie. Jednak przeszarżował i uderzył w bok bolidu swojego rywala kończąc tym samym wyścig dla obu. Jeden z komentatorów na chwilę przed zdarzeniem widząc co się święci krzyknął: NO, NIE, NIE, NIE, NIE, NIE!. Bourdais był wściekły. Po tym jak Bruno Junqueira przejechał obok, natychmiast poszedł rozprawić się z rywalem. Francuz popchnął Kanadyjczyka stojącego na zewnętrznej części zakrętu, a ten odpłacił mu się tym samym, mimo że część kierowców jeszcze nie ukończyła wyścigu. Było to bardzo nieodpowiedzialne zachowanie obu z nich. Sędziowie postanowili jednak ukarać za zdarzenie tylko i wyłącznie Tracy’ego. Na mistrza CART z 2003 roku nałożoną grzywną w wysokości 25 tysięcy USD. 

 

 

Sytuacja z Denver nie wytrąciła jednak naszego bohatera z równowagi, gdyż ten zwyciężył w kolejnej rundzie, która miała miejsce w deszczowym Montrealu. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż Francuz przed tamtym wyścigiem poprosił kibiców, aby oni wybuczeli Tracy’ego. Fani spełnili jego prośbę. Po tym jak Bourdais zajął 3. miejsce na Road Americe praktycznie zapewnił sobie trzeci mistrzowski tytuł z rzędu. Jego zdobycie przypieczętował w Australii, gdzie zajął 8. miejsce. Podczas tamtego weekendu w czasie treningów Bourdais miał poważny wypadek. Podczas pokonywania jednej z szykan zbyt mocno najechał na krawężnik, po czym następnie uderzył w bandę, po czym urwane przednie lewe koło uderzyło go w kask. Na szczęście sytuacja ta miała miejsce w wolnej sekcji toru, więc reprezentant zespołu Newman/Haas Racing nie podzielił losu Ayrtona Senny.

 

Sezon zwieńczył wygraną w Meksyku. 26-latek po tej kampanii stał się pierwszym kierowcą, który od 1948 roku został 3-krotnie z rzędu mistrzem najważniejszej amerykańskiej serii single-seaterowej. 

Dokonać niemożliwego

Sezon 2007 miał być najważniejszym w jego dotychczasowej karierze. Nie dość, że walczył o angaż w Formule 1 w zespole Toro Rosso, to dodatkowo stanął przed szansą zostania pierwszym kierowcą w historii amerykańskich wyścigów, który 4-krotnie z rzędu zostawał mistrzem na tym poziomie. Pierwszy wyścig dla Francuza nie okazał się zbytnio udany, gdyż na 30. okrążeniu wypadł z toru. Pomimo tego ówczesny 27-latek po raz kolejny pozbierał się po fatalnym początku sezonu. W efekcie zanotował 3  pewne wygrane z rzędu w Long Beach, Houston i Portland. Po słabszych występie w Cleveland, Bourdais stanął na podium w Montrealu i Edmonton.

Champ Car 2007

Fot. sbourdais.com

Po tym jak zajął 5. miejsce w San Jose Francuz znalazł się na autostradzie do mistrzostwa. W ostatnich 5. wyścigach sezonu, zawodnik z Le Mans wygrał bowiem aż 4 wyścigi. Miało to miejsce na Road Americe, w Zolder, Surfers Paradise i Mexico City. Dzięki swojej fenomenalnej postawie w zasadzie przez cały sezon, Sébastien Bourdais stał się pierwszym w historii kierowcą single-seaterów, który 4-krotnie z rzędu zostawał mistrzem na szczycie amerykańskich single-seaterów. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem na całym świecie. Francuz zaczął być porównywany do chociażby Fernando Alonso i Michaela Schumachera.  

 

 

Biorąc pod uwagę jego wielką rozpoznawalność, a także udane testy zawodnika z Le Mans ekipa Toro Rosso, postanowiła zakontraktować go do startów w Formule 1. Z perspektywy czasu okazała się to bardzo zła decyzja. Więcej o tym przeczytacie w poniższym materiale.

ZOBACZ TAKŻE
Sebastien Bourdais - marzenie podboju świata | Największe niewypały F1

Powrót do Ameryki

Zanim Bourdais wrócił do USA, doszło do kilku znaczących wyścigowych zmian w tamtej części świata. Przed rozpoczęciem sezonu 2008 doszło do upadku serii światowej serii Champ Car. 22 lutego podpisana została umowa, zgodnie z którą miało dojść do połączenia serii z IndyCar. Władze mistrzostw za cenę 6 milionów dolarów przejęły zawarte przez Champ Car kontrakty z organizatorami wyścigów oraz majątek ruchomy, w tym samochód medyczny. Władze IndyCar przejęły również prawa do wszystkich materiałów i historii CART i CCWS. W związku z tym Francuz przedstawiany jest jako 4-krotny mistrz IndyCar.

Zawodnik z Le Mans w zunifikowanej serii IndyCar pojawił się w 2011 roku, gdzie wystartował w wybranych wyścigach. Reprezentant Dale Coyne Racing spisywał się w nich dobrze, gdyż regularnie kończył wyścigi w czołowej 10. W sezonie 2012 Bourdais startował w barwach ekipy Dragon Racing. Nie zdołał jednak ani razu stanąć na podium. Najbliżej tej sztuki był podczas zawodów w Sonomie, lecz jadąc na 3. miejscu spowodował kolizję z dublowanym Josefem Newgardenem i obydwaj kierowcy musieli wycofać się z wyścigu.

 

Pierwsze podia po powrocie

W sezonie 2013 seria IndyCar 2-krotnie podczas tego samego weekendu rywalizowała w Toronto. Wyścigi w Kanadzie okazały się szczęśliwe dla kierowcy zespołu Dragon Racing. Francuz uplasował się w nich bowiem na 2. i 3. pozycji. Kolejne podium dołożył w Baltimore, gdzie stanął na jego najniższym stopniu. Powrót do czołówki tak utytułowanego kierowcy ucieszył fanów serii IndyCar.

ZOBACZ TAKŻE
Scott Dixon - sześciokrotny mistrz IndyCar | Legendy motorsportu

W 2014 roku Bourdais KV Racing Technology. Zawodnik z Le Mans po słabym początku sezonu, zdołał zwyciężyć w wyścigu w Toronto. Tym samym stał się trzecim zawodnikiem w historii po Alu Unserze Juniorze i Ryanie Hunter-Reayu, który wygrał zawody na tym poziomie sankcjonowane dawniej przez CART/Champ Car jak i IRL, czyli obecną serię IndyCar. W Mid-Ohio uległ z kolei tylko Scottowi Dixonowi. Rok później Francuz zwyciężył w Detroit i Milwaukee. Zarówno w sezonie 2014 jak i 2015, nasz bohater zajął na koniec sezonu 10. miejsce. W sezonie 2016 po raz drugi z rzędu zwyciężył w Detroit. Było to jego jedyne podium w czasie tamtej kampanii. Podczas tamtego sezonu w St. Petersburgu miał miejsce nieprzyjemny incydent.

W treningu przyblokował go bowiem Mikhail Aleshin i doszło między nimi do kontaktu. Bourdais był tym faktem wyraźnie poirytowany i po zakończeniu sesji postanowił rozmówić się z Rosjaninem. Obydwoje zaczęli się kłócić i w pewnym momencie omal nie doszło miedzy nimi do szarpaniny. Protegowany SMP Racing stwierdził, że nie będzie dłużej słuchał tego co mówi do niego 4-krotny mistrz IndyCar i odwrócił się na pięcie doprowadzając wręcz do szału naszego bohatera. Całe zdarzenie zarejestrowała jedna z kamer.

 

Sébastien Bourdais znów w grze o tytuł… przynajmniej do pewnego momentu

Po sześciu latach rozłąki, Francuz postanowił wrócić do zespołu Dale Coyne Racing. Decyzja to okazała się słuszna. Zawodnik urodzony w Le Mans wygrał bowiem inaugurację sezonu w St. Petersburgu, a w Long Beach stanął na drugim stopniu podium. Na torze Barber w Alabamie zajął z kolei 8. miejsce. Dwóch kolejnych rund nie ukończył, lecz wciąż był w czołówce i liczył się w walce o tytuł. Wszystko przekreślił jednak poważny wypadek podczas kwalifikacji do wyścigu Indy 500. Na wyjściu z drugiego zakrętu Bourdais stracił kontrolę nas maszyną i z pełnym impetem uderzył w bandę. Zawodnika w ciężkim stanie przewieziono do szpitala, gdzie przeszedł kilka operacji złamanej miednicy. Kierowca po tym wypadku zdołał powrócić do rywalizacji jeszcze w tym samym sezonie i wziął udział w 3 ostatnich wyścigach kampanii. Spisał się w nich bardzo dobrze i można tylko gdybać co by było gdyby nie ten feralny wypadek. 

 

 

Ostatnia wygrana w IndyCar

Sezon 2018 ponownie rozpoczynała runda w St. Petersburgu. Sébastien Bourdais przez całą rywalizację jechał w ścisłej czołówce walcząc o podium. Na przedostatnim okrążeniu pomiędzy walczącymi o wygraną Robertem Wickensem i Alexandrem Rossim doszło do kolizji. Wykorzystał ją Francuz, który następnie pognał po swoje 37. zwycięstwo w karierze w IndyCar. Jak się okazało była to jego ostatnia wiktoria. 

Wygrana 2018

Fot. sbourdais.com / Ostatnia wygrana w karierze Francuza w IndyCar

Po tym wyścigu tylko 2 razy zdołał stanąć na podium. Miało to miejsce w tym sezonie w Alabamie, oraz w Portland rok później. Po tym jak zdał sobie sprawę z tego, iż nie nawiąże do swoich czasów świetności postanowił opuścić serię IndyCar wraz z końcem 2019 roku, aby mógł w pełni poświęcić się wyścigowym długodystansowym. 

Prośba od A.J-a Foyta

Pod koniec 2020 roku do Francuza zgłosił się legendarny A.J Foyt. 7-krotny mistrz IndyCar potrzebował doświadczonego kierowcy, który pomógłby rozwinąć się Daltonowi Kellettowi. Bourdais zgodził się i tym samym jeszcze pod koniec 2020 roku powrócił do rywalizacji w IndyCar. W sezonie 2021 zawodnik z Le Mans miał kilka przebłysków. Podczas inauguracji sezonu w Alabamie zajął piąte miejsce, po drodze skutecznie utrudniając życie Patricio O’Wardowi. Z kolei na torze w Gateway zarówno on jak i zespół błysnęli genialnym zmysłem taktycznym i tym samym wyrównał osiągnięcie z Barber. Po finale sezonu w Long Beach nasz bohater ogłosił, iż był to jego ostatni sezon w IndyCar. W tym miejscu warto wspomnieć, iż z serią pożegnał się we wspaniałym stylu.  Francuz po starcie z 22. pozycji zdołał przebić się na 8. lokatę i to mimo początkowych problemów. Jak się okazało Bourdais wykonał prośbę Foyta, gdyż dzięki niemu Kellett poprawił i to znacząco swoje umiejętności. 

ZOBACZ TAKŻE
A.J. Foyt - mistrz wszechstronnej jazdy | Legendy motosportu

Sébastien Bourdais był ulubieńcem kibiców IndyCar

43-latek w czasie swojej kariery zjednał sobie przychylność wielu fanów przez swoją życzliwość i pracowitość. Podczas swojego pierwszego testu z zespołem Newman/Haas Racing Francuz ku zdziwieniu wielu, pomagał ekipie rozpakować się swojej ekipie. Zresztą jak wspominają jego mechanicy Bourdais był pierwszym kierowcą na torze przed zawodami i do późna siedział i analizował co może poprawić. Dodatkowo zawodnik urodzony z Le Mans zawsze pomimo napiętego harmonogramu był w stanie znaleźć czas dla fanów. Warto też dodać, iż po wielu latach zakopał topór wojenny z Paulem Tracy’m.

Podsumowanie

Chociaż Sébastien Bourdais nie podbił świata F1, to śmiało można go nazwać wielką gwiazdą wyścigów pierwszej dekady XXI wieku i tego nie wolno mu odebrać, co podkreślają takie osobowości jak Mario Andretti i Sebastian Vettel. Jeździł niezwykle brawurowo, a dodatkowo zawsze znajdował czas dla fanów. Prawdopodobnie żaden kierowca IndyCar nie powtórzy jego wyczynu w kontekście wywalczenia tytułów mistrzowskich z rzędu. W czasie swojej kariery w CART/Champ Car, IndyCar, Bourdais przejechał aż 2680 okrążeń na prowadzeniu, wywalczył 33 pole position, wygrał 37 wyścigów, a dodatkowo nie licząc wygranych 20 razy stawał na podium. W klasyfikacji wszechczasów pod względem zwycięstw, zajmuje 7. miejsce.

 

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama