Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Vitantonio Liuzzi. Włoch z dużym potencjałem i… szalonymi przygodami w F1

Vitantonio Liuzzi to kierowca, który w F1 z przerwami startował w latach 2005-2011. Został on zapamiętany m.in. jako najsłynniejszy kartingowy mistrz świata, a także ostatni mistrz Formuły 3000 w historii. Jego kariera pełna była ciekawych zwrotów. Zresztą przekonajcie się sami.

Vitantonio Liuzzi
Fot. HRT Media Room

Szybszy od Schumachera

Nic tego nie zapowiadało. Do 10. roku życia nie interesował się wyścigami, a 1. raz na gokarty zabrał go przyjaciel. I jak się okazało miał on do tego talent. Vitantonio Liuzzi za czasów kartingu został ochrzczony przez włoskie media jedną z największych nadziei włoskiego motorsportu. Włoch bowiem zarówno na poziomie lokalnym, jak i międzynarodowym plasował się w czołówce. Na swoim koncie przed przejściem do bolidów miał m.in. Kartingowe Mistrzostwo Włoch (1993), Kartingowe Wicemistrzostwo Świata (1995), a także czołowe lokaty w różnych Formułach. Jednak największy sukces przyszedł w sezonie 2001. Wówczas przypieczętował on Kartingowe Mistrzostwo Świata na torze w Kerpen. Obiekt ten od kołyski znał Michael Schumacher. To właśnie wtedy Liuzzi okazał się szybszy od ówczesnego kierowcy Ferrari. Schumacher wziął bowiem udział gościnnie w rundzie na swoim domowym torze i podzielił podium właśnie z Włochem, który wtedy wygrał i przypieczętował tytuł.

 

Sam zainteresowany stwierdził w rozmowie z oficjalną stroną F1, że tamten dzień był specyficzny. – Pomyślałem: „Nie, nienawidzę tego”. Ponieważ to odjęło całą uwagę mediów i cała uwaga skupiła się na Michaelu Schumacherze. Teraz nigdy nie przestanę mu dziękować, ponieważ uczynił mnie najsłynniejszym mistrzem świata w gokartach na świecie. Wszyscy pisali, że Michael startuje, ale na końcu artykułu napisali fragment, że wygrałem mistrzostwa kartingowe – opowiadał.

Vitantonio Liuzzi i przejście do bolidów

Już w tamtym sezonie kierowca z Włoch zaczął już regularnie startować w wyścigach single-seaterów. Już w Niemieckiej Formule Renault 2000 pokazał dobre tempo, gdyż został wicemistrzem. Lepszy od niego okazał się tylko i wyłącznie Marcel Lasée. Sezon później Liuzzi rywalizował w kilku narodowych Formułach 3. Głównie można było ujrzeć go w Niemieckiej F3. Tam 2-krotnie zdobywał pole position, lecz kończyło się „tylko” na 3 podiach i 9. pozycji w mistrzostwach. W tamtym roku zawodnik z Italii wystartował również w dwóch specjalnych wyścigach F3. GP Makau nie zdołał ukończyć, zaś w Masters of Formula 3 na torze Zandvoort uplasował się na 8. pozycji.

Ostatni mistrz Formuły 3000

W sezonie 2003 Vitantonio Liuzzi znalazł się w bezpośrednim przedsionku F1. Reprezentował on barwy juniorskiego zespołu Red Bulla. Włoch przez cały sezon jeździł bardzo dobrze, lecz ani razu nie wygrał. Aż 5-krotnie zajmował 4. miejsca w wyścigach. Ponadto dołożył do swojego dorobku 2 podia. Co ciekawe Liuzzi raz wywalczył pole position, lecz w wyścigu nie zdołał zdobyć punktów. Finalnie 39 „oczek” przełożyło się na 4. pozycję w mistrzostwach.

 

Ze stawki kilku kierowców znalazło sobie miejsca w F1 w sezonie 2004. Giorgio Pantano trafił do Jordana, a Zsolt Baumgartner do Minardi. Bohater materiału zdecydował się zaś na pozostanie w Formule 3000. Decyzja ta okazała się jak najbardziej właściwa. Reprezentując ekipą Arden, Włoch kompletnie zdominował mistrzostwa. 7-krotnie triumfował, 2-krotnie stawał na 2. stopniu podium. I tylko raz w Niemczech nie zdołał zapunktować. 86 punktów przełożyło się na mistrzostwo. Jak historia pokazała Liuzzi został ostatnim mistrzem Formuły 3000 w historii. Od 2005 roku bezpośrednim zapleczem F1 zostało bowiem GP2. 

Testy z Sauberem

W nagrodę za mistrzostwo Formuły 3000 kierowca z Italii został zaproszone na testy z Sauberem, który w tamtym momencie był jeszcze w dużej mierze sponsorowany przez Red Bulla. Odbyły się one w dniach 14-16 sierpnia – zaledwie 3 dni po ostatnim wyścigu w jego mistrzowskim sezonie. Liuzzi na torze w Jerez do dyspozycji dostał model C23. Jednak mało brakowało, a do testu w ogóle by nie doszło. Tuż przed 1. jazdą Włoch dostał informację, że stajnia z Hinwil na rok 2005 zakontraktowała Jacquesa Villeneuve’a. Liuzzi zdenerwowany tym faktem dopiero po kilku telefonach zdecydował się na jazdę.

Co ciekawe w tamtym okresie pojawiły się spekulacje, że Włoch ma trafić do Ferrari jako tester. Sezon 2005 miał spędzić na rezerwie, by potem awansować do roli etatowego kierowcy. Ross Brawn jednak podczas GP Japonii 2004 zdementował te pogłoski. Kilka lat wcześniej, co ważne Vitantonio Liuzzi przetestował maszynę Williamsa. Jednak o angażu w F1 nie można było wtedy jeszcze mówić.

 

 

Vitantonio Liuzzi i debiut w F1

Skoro Ferrari i Sauber nie zdecydowały się na jego usługi to po Włocha zgłosił się Red Bull. Stajnia z Milton Keynes zakontraktowała go w roli 3. kierowcy. Liuzzi regularnie brał udział w treningach i nawet nadarzyła mu się okazja do pojechania 4 wyścigów. Inwestorzy Red Bulla chcieli bowiem, aby Klien zmieniał się z nim co 4 wyścigi. W swoim debiucie w GP San Marino zajął 8. miejsce. Tym samym wywalczył punkt. W Hiszpanii w szykanie obrócił się i wpadł w żwir, z którego już się nie wygrzebał. W Monako zaś broniąc się przed Schumacherem wpadł w bandę i uszkodził tylne prawe zawieszenie. Zaś podczas GP Europy uplasował się na 9. lokacie.

Vitantonio Liuzzi testy z Red Bullem

Fot. Red Bull / Vitantonio Liuzzi jeszcze przed sezonem odbył sporo testów

Podczas tamtego sezonu był to jego ostatni start w wyścigu, gdyż do kokpitu zasiadł z powrotem Christian Klien. Liuzzi zaś nadal jeździł w treningach i nie licząc rozbicia bolidu w Belgii spisywał się bardzo dobrze. Do tej pory mistrz Formuły 3000 z sezonu 2004 jest pierwszym i jak na razie ostatnim kierowcą, który zadebiutował w F1 od razu w barwach Red Bulla. Reszta albo przechodziła z Toro Rosso albo z innych zespołów.

„Zostajesz z nami”

Dietrich Mateschitz jeszcze w czasie sezonu 2005 poinformował Włocha, że mają specjalną ofertę dla niego.

Plan na sezon 2005 zakładał cztery wyścigi dla Kliena, cztery dla mnie, cztery dla niego… ale po pierwszej wymianie zdaliśmy sobie sprawę, że to nie jest dobre ani dla niego, ani dla mnie. Sam odpuściłem. Wtedy Mateschitz do mnie podszedł i powiedział: „Nie martw się, planujemy kupić inny zespół, włoski zespół i chciałbym, abyś został jego pierwszym kierowcą. Będzie się nazywać Toro Rosso” – zdradził Liuzzi.

ZOBACZ TAKŻE
Scott Speed i jego nietypowa historia | Zmarnowane talenty F1

I faktycznie tak się stało. Red Bull wykupił ekipę Minardi, którą przekształcono na Toro Rosso. Pierwszym kierowcą zgodnie z obietnicą został Włoch. Do niego dołączył świetnie zapowiadający się Amerykanin – Scott Speed. Już przed sezonem okazało się, że stajnia z Faenzy może mieć problemy. Włodarze ekipy zdecydowali się bowiem na skorzystanie z „zduszonych” silników V10. Reszta stawki zaś używała jednostek napędowych V8 z pełną mocą.

Vitantonio Liuzzi i pierwszy pełny sezon w F1

Pierwsze 2 wyścigi w wykonaniu Włocha były bardzo dobre. W Bahrajnie wszedł on do Q2 i zajął 11. miejsce w niedzielę. Podczas GP Malezji powtórzył ten wynik. Jednak kompletnie nie poszło mu w Australii, a tam w pewnym momencie straszył samego Schumachera. Na 37. okrążeniu Włoch stracił panowanie nad swoim bolidem na prostej po 1. szykanie. Przy dużej prędkości przeleciał bokiem w poprzek toru i z impetem rozbił całą prawą stronę swojego bolidu. W Imoli wpadł na metę 14. wyprzedzając o jedno miejsce Speeda. GP Europy nie ukończył po kolizji na starcie. Ralf Schumacher najpierw wpakował go na Davida Coultharda, a potem Włoch obrócił bolid pod koniec 2. sektora, gdy jechał z uszkodzonym zawieszeniem. W Hiszpanii zaś na kilka okrążeń przed metą padła mu hydraulika.

 

Dotychczas pechowe dla niego Monako okazało się dla niego tym razem szczęśliwe. Najpierw w kwalifikacjach wywalczył 13. miejsce, a następnie po raz pierwszy w tamtym sezonie uplasował się w czołowej 10-tce, plasując się na 10. lokacie. W dwóch kolejnych wyścigach – w Wielkiej Brytanii i Kanadzie finiszował jako 13.

Z okazji trzeba korzystać

GP USA 2006 10. rundą mistrzostw świata F1 w tamtym sezonie. Tor Indianapolis Motor Speedway w sezonie 2005 ugościł jedną z największych fars w historii F1, gdy w wyniku protestu do wyścigu przystąpiło tylko 6 aut. Również i teraz tor zlokalizowany w Indianie był świadkiem dziwnych historii. Tuż po starcie doszło do ogromnego karambolu. W jego wyniku wycofało się aż 8 kierowców. Byli nimi Scott Speed, Jenson Button, Juan Pablo Montoya, Christian Klien, Franck Montagny, Mark Webber, Nick Heidfeld i Kimi Raikkonen. 

 

W dalszej fazie zawodów również dochodziło do różnych incydentów i na metę dojechało tylko 9 kierowców. Na 8. pozycji znalazł się Vitantonio Liuzzi. Włoch, który do wyścigu przystępował z nowym silnikiem unikał problemów. I tak wywalczył pierwszy punkt dla Toro Rosso w historii.

Dalsza faza sezonu

W kolejnych wyścigach szło mu różnie. We Francji finiszował jako 13. Na Wegrzech podczas dublowania z zawodów wyeliminował go Kimi Raikkonen, który przeleciał nad głową kierowcy Toro Rosso. W Turcji zaś obrócił się i w niebezpieczny sposób wybiegł z bolidu, gdy jego rywale z pełną prędkością go omijali. Podczas domowej rundy na torze Monza wpadł na metę jako 14., w Chinach po raz ostatni w sezonie zajął 10. miejsce. Sezon zwieńczył 14. pozycją w Japonii i 13. lokatą w Brazylii. Jego pierwszy pełny sezon w F1 był pełny nadziei. W kwalifikacjach okazał się lepszy od Speeda w stosunku 12:6. Choć trzeba przyznać, że Amerykanin w drugiej połowie sezonu znacząco zbliżył się do niego.

Vitantonio Liuzzi i fatalna passa

Nowy sezon miał być zdecydowanie lepszy, lecz tak się nie stało. Po 14. i 17. miejscach w Australii i Malezji, Liuzzi nie skończył 9 wyścigów z rzędu. W Bahrajnie i Hiszpanii zawiodła hydraulika. Podczas GP Monako najpierw zderzył się z Davidem Coulthardem (co wyszło potem na jaw), a następnie z impetem wpakował się w bandę. Szefostwo Toro Rosso bardzo go skrytykowało za ten wypadek dopóki nie zorientowano się, że to uszkodzenia z kolizji przyczyniły się do niego. W Kanadzie co chwila pakował się w kłopoty. Najpierw w ostatniej chwili ominął pędzące w jego kierunku koło z rozbitego wraku Roberta Kubicy, by później 2-krotnie „zadrzeć” ze ścianą mistrzów. Zaczęło się od kontaktu z nią w wyniku którego urwał przednie skrzydło, by kilka okrążeń później zakończył na niej swój wyścig po poważnym rozbiciu się.

Zła passa nie opuściła go w USA, gdzie wycofał się z zawodów przez problemy z ciśnieniem. Czy to był koniec serii? Absolutnie nie. W Magny-Cours tuż po starcie w tył jego bolidu wpadł Anthony Davidson. Liuzzi w wyniku kontaktu wpadł w poślizg, uderzył w tył auta Brytyjczyka i urwał zawieszenie. Festiwal nie ukończonych wyścigów potrwał również i w Wielkiej Brytanii. Na torze Silverstone padła mu skrzynia biegów. 

GP Europy 2007 zapisało się natomiast z wielu powodów w annałach historii F1. Markus Winkelhock w swoim jedynym wyścigu przewodził stawce, Alonso z Massą mieli do siebie ogromne pretensje za końcówkę zmagań, a także to właśnie wtedy doszło do wielu wypadnięć w 1. zakręcie po tym, gdy rozpoczęła się ulewa. Z żywiołem przegrali m.in Lewis Hamilton, Jenson Button, Adrian Sutil, czy też Vitantonio Liuzzi. Włoch obracając się omal nie staranował samochodu bezpieczeństwa, a także będąc już w żwirze otarł się o dźwig, który miał zabierać wraki bolidów.

Ostatnim nieukończonym wyścigiem okazała się runda na Hungaroringu, gdzie kierowcy Toro Rosso padła elektronika. Co prawda w 3 kolejnych zawodach dojechał do mety, lecz kierownictwo stajni z Faenzy znalazło sobie nowego kierowcę na rok 2008. Został nim Francuz Sebastien Bourdais, który w USA zdominował Champ Car.

ZOBACZ TAKŻE
Sébastien Bourdais: Francuz, który podbił Amerykę | Legendy motorsportu

Vitantonio Liuzzi w końcu się odrodził

O dziwo wraz z wiadomością o nie przedłużeniu z nim umowy Liuzzi zaczął sprawować się o wiele lepiej. W Japonii podczas wyścigu w tajfunie pierwotnie zajął 8. miejsce, lecz potem ukarano go za wyprzedzanie pod żółtą flaga. Sprawiło to, że Włoch spadł na 9. miejsce za Adriana Sutila.

Następne było GP Chin. Bohater materiału ruszył bardzo dobrze ze startu, co podkreślił Andrzej Borowczyk.

Liuzzi po tym jak stracił miejsce w Toro Rosso, bo w przyszłym roku nie będzie reprezentował barw tego teamu, zaczął jeździć bardzo, bardzo szybko. Oczywiście to nie za sprawą tylko dodatkowej motywacji. Po prostu najwidoczniej Toro Rosso ma znacznie lepszy samochód. Pojawił się tam niedawno w tym zespole Giorgio Ascanelli. Były inżynier m.in. McLarena, który przez wiele lat był inżynierem wyścigowym Gerharda Bergera w czasach kiedy współwłaściciel Toro Rosso był kierowcą i jeździł w barwach właśnie McLarena. Wtedy Giorgio Ascanelli opiekował się jego samochodem. No i najwyraźniej Gerhard Berger bardzo, bardzo ufa Giorgio Ascanellemu skoro zdecydował się zatrudnić go również w Toro Rosso. I mamy chyba pierwsze pozytywne wyniki tego zawieszenia – skomentował poczynania Włocha.

 

 

Liuzzi dobre tempo utrzymał do końca i przerodziło się to się w jego najlepszy wynik w karierze – dojechał jako 6. Jednak rezultat ten został przyćmiony przez Sebastiana Vettela. Niemiec po doskonałej jeździe dojechał jako 4. W finale sezonu Włoch dojechał zaś na 13. pozycji.

Fatalna atmosfera w obozie Toro Rosso

Dlaczego tamten rok był aż tak nieudany? Powodów było kilka. Przede wszystkim Gerhard Berger regularnie kłócił się ze swoimi kierowcami. Pomiędzy nim a Scottem Speedem miało nawet dojść do rękoczynów. Amerykanin, który notorycznie rozbijał się z własnej winy odszedł z zespołu i zastąpił go wspomniany Vettel. Sam Liuzzi przyznał, że w Toro Rosso panował jeden wielki chaos.

W tamtym okresie było to bardzo trudne, ponieważ Mateschitz miał wokół siebie wielu ludzi, którzy próbowali go przekonać do innego punktu widzenia. Był Gerhard Berger, Niki Lauda – nie tylko oni, ale siedem, osiem osób konsultowało się z Mateschitzem, więc nie był to łatwy okres – w zespole było dużo polityki w latach 2006-2007. Właściwie odszedłem z Toro Rosso z powodu Bergera. W 2007 roku ze względu na politykę wyrzucił mnie z Red Bulla. Gdyby nie to, zostałbym tam naprawdę długo. Zrobiono to w zły sposób… To naprawdę nie była sprawiedliwa sytuacja. Wielka szkoda, że tak się stało – wyznał po latach w rozmowie z Samarthem Kanalem.

Vitantonio Liuzzi i przerwa od F1

Kierowca z Italii z królowej sportów motorowych wyleciał na półtora roku. W tym czasie startował wraz z kilkoma weteranami F1 na Bliskim Wschodzie w mistrzostwach Speedcar. Został tam II wicemistrzem. Ponadto w mistrzostwach A1 Grand Prix reprezentował swój kraj. W tych rozgrywkach zdołał wywalczyć 1 pole position i 17 punktów. Ani razu jednak nie stanął na podium.

Szansa z Indii

Liuzzi do F1 powrócił w połowie sezonu 2009. Wszystko zaczęło się od koszmarnego wypadku Felipe Massy w kwalifikacjach do GP Węgier. Brazylijczyk po nim nie wrócił na tor do końca sezonu. Ferrari początkowo zastąpiło go Lucą Badoerem, lecz ten nie spisywał się najlepiej. Scuderia sięgnęła zatem po Giancarlo Fisichellę, który był kierowcą Force Indii. Zespół z Indii zaś zgłosił się po Liuzziego, który odbywał z nimi różne sesje testowe. 

 

Start w nowych barwach przypadł na GP Włoch. Na torze Monza do momentu awarii jechał na punktowanej pozycji. Jego zdaniem, miał nawet szansę na walkę o podium. Później robił plan minimum i dojechał do mety w każdym wyścigu, choć nie zapunktował. Zdarzył mu się jednak poważny wypadek w deszczowych kwalifikacjach do GP Brazylii. Na końcu prostej startowej stracił on panowanie nad bolidem. Uderzył w bandę, po czym sunąć dalej wpakował się w bariery. Jego Force India była rozbita z każdej możliwej strony.

 

Jestem naprawdę rozczarowany i sfrustrowany, że moje kwalifikacje zakończyły się w ten sposób, gdyż byłem przekonany, że mogę przejść do Q3 i dobrze się spisać, jak pokazał dziś Adrian. Samochód zachowywał się dobrze w mokrych warunkach i pokazaliśmy dobre osiągi w Q1, choć było dużo ruchu na torze i nie mogłem osiągnąć najlepszego czasu. Na początku Q2 były bardzo trudne warunki i było ryzykownie jechać, ale gdy zapaliło się zielone światło musieliśmy ruszyć i dać z siebie wszystko. Jest mi przykro z powodu zespołu, gdyż mogliśmy osiągnąć więcej, ale w tamtej chwili byłem tylko pasażerem i nie mogłem nic zrobić. Myślę jednak, że jesteśmy w dobrej formie na jutro i jeśli warunki pozostaną takie same, mamy zbalansowany samochód, wiec jestem optymistyczny przed wyścigiem – mówił po kwalifikacjach w wywiadzie w strefie telewizji.

Nowy sezon, nowe rozdanie

Liuzzi pozostał w Force Indii na sezon 2010. Jego partnerem nadal był Adrian Sutil. W Bahrajnie na otwarcie sezonu zajął 9. miejsce. Tuż po starcie dosyć szczęśliwie ominął obracających się Roberta Kubicę i Adriana Sutila. Jeszcze lepiej poszło mu w Australii. W szalonym wyścigu jako jeden z nielicznych kierowców trzymał się z dala od kłopotów. Efekt? 7. lokata i drugi najlepszy finisz w karierze. Późniejsze dwie rundy w Azji nie potoczyły się po jego myśli. W Malezji odpadł przez awarię przepustnicy, a w Chinach spowodował karambol. Przy dojeździe do nawrotu na początku 2. sektora wpadł w poślizg i sunąc bokiem zderzył się z Sebastienem Buemim i Kamuim Kobayashim.

Niestety, z powodu niskiej temperatury i deszczu, miałem problem z rozgrzaniem hamulców podczas okrążenia formującego i kiedy wjechałem w zakręt numer cztery i zahamowałem, koła tylnej osi zostały gwałtownie zablokowane, a ja straciłem kontrolę nad bolidem i wypadłem. Szkoda, bo zaliczyliśmy naprawdę udany start zyskując w pierwszym zakręcie aż trzy pozycje. Wyścig mógł być bardzo interesujący, zwłaszcza biorąc pod uwagę zmienne warunki. Tak to już wygląda, czasem sprawy nie układają się po twojej myśli, będziemy jednak naciskać w kolejnych wyścigach – tłumaczył swoją kraksę.

ZOBACZ TAKŻE
Kamui Kobayashi - mistrz długich dystansów | Zmarnowane talenty F1

W Hiszpanii zaś w samej końcówce wyścigu dopadła go awaria silnika.

Seria stabilnych wyników

Kolejne punkty przyszły w Monako. W kolejnym szalonym wyścigu podczas tamtego niesamowitego sezonu wywalczył 9. miejsce. Pierwotnie został sklasyfikowany jako 10., lecz Schumacher dostał karę za wyprzedzenie Alonso w niedozwolonych okolicznościach. GP Turcji zakończył bez żadnych przygód na 13. lokacie. Szansę na życiowy wynik w Kanadzie stracił nie ze swojej winy. W kwalifikacjach zajął 6. miejsce, a po karze dla Marka Webbera awansował o jedno „oczko” wyżej. Tuż po starcie jego wyścig zrujnował mu Felipe Massa. Brazylijczyk najpierw zniszczył mu przednie skrzydło, a potem go obrócił. Liuzzi spadł na koniec stawki, lecz zdołał odrobić część strat i wpadł na metę jako 9. 

W kolejnych 4 wyścigach nie zdołał wywalczyć żadnego punktu. W Niemczech jednak znalazł się ponownie na ustach wielu. Podczas kwalifikacji na torze Hockenheim rozbił się w ostatnim zakręcie. Koło z jego bolidu przeleciało w niebezpieczny sposób nad głową Timo Glocka. To wówczas wtedy po raz kolejny w ciągu kilku miesięcy wszczęto dyskusję o wprowadzeniu rozwiązania chroniącego głowę kierowców. 

GP Belgii 2010 było zaś pierwszym wyścigiem po wakacyjnej przerwie. W nim Liuzzi po karze dla Alguersuariego przesunął się na 10. lokatę i zainkasował 1 punkt. We Włoszech finiszował 2 lokaty niżej.

Vitantonio Liuzzi i deja vu?

Po opuszczenie Europy przez F1 zaczął się na nowo jego koszmar. W Singapurze jego wyścig skończył się już na pierwszych okrążeniach po tym jak Nick Heidfeld uszkodził jego bolid. W Japonii zaś doszło do kuriozalnej sytuacji. Felipe Massa na 1. łuku zbyt mocno najechał na krawężnik i wyniosło go prosto w Liuzziego. Bolid Włocha po tym uderzeniu stracił sterowność i uderzył w bandę.

 

Jestem rozczarowany tym, że w drugim z rzędu wyścigu nie byłem w stanie zrobić więcej niż kilka okrążeń. Miałem dobry start, wyprzedziłem 5 czy 6 bolidów przed 1 zakrętem, pomyślałem że jest bezpiecznie, ale wtedy wjechałem w zakręt, zobaczyłem zbliżającego się Felipe – był po wewnętrznej. Nie wiem, czy miał coś uszkodzone, ale zbliżał się do mojego boku jak pocisk. Myślę, że nie kontrolował wtedy bolidu. Szkoda, gdyż to kolejny wypadek na pierwszym zakręcie, kolejny nie ukończony wyścig. Wracam teraz do fabryki, aby przygotować się na wyścig w Korei, nie zastanawiam się już nad tym co się stało. Zdarza się, musimy iść dalej i koncentrować się na kolejnym wyzwaniu – grzmiał.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Po Japonii kierowcy odbyli pierwszą w historii do Korei Południowej. Tor Yeongam pomimo obaw został odebrany przed terminem GP. Treningi dla Sutila i Liuzziego przebiegły gładko. – Tor był naprawdę interesujący i przyjemnie się po nim jeździło. Podczas pierwszych piętnastu minut pierwszej sesji, poziom przyczepności był tak niski, że problemem było nawet utrzymanie bolidu na torze, potem było jednak w porządku, a sytuacja cały czas się poprawiała. Poza wyścigową linią nadal jest jednak bardzo ślisko, a wyprzedzanie będzie trudne, ponieważ będzie wiązało się z wyjazdem poza nagumowany pas.

ZOBACZ TAKŻE
Tor Yeongam i Grand Prix Korei - ambicje ponad możliwości

– Nasz program przebiegł dziś dobrze. Mieliśmy jedynie mały problem w ostatnim sektorze ostatniego okrążenia, kiedy samochód zaczął zjeżdżać do jednej strony toru, ale nie było to nic, czym trzeba się martwić – po prostu kilka minut przed czasem zakończyliśmy naszą sesję. Póki co, trudno znaleźć jasny obraz osiągów opon, ponieważ graining jest bardzo intensywny, a mi wydaje się, że każdy ma problemy z równymi osiągami podczas długich przejazdów, zwłaszcza na miękkich oponach. Ogólnie wydaje mi się, że mamy dobre pojęcie o balansie i kierunku w jakim należy zmierzać z ustawieniami w przypadku obydwu mieszanek, był to więc pozytywny start weekendu – opowiadał Liuzzi.

W kwalifikacjach Włoch wywalczył 17. pole startowe.

Mieliśmy dziś ogromne problemy z grainingiem miękkich opon. Straciliśmy rano trochę czasu, ponieważ przebiłem oponę i nie wypróbowałem miękkiej mieszanki, nie spodziewaliśmy się jednak aż takich problemów. Dwa pierwsze okrążenia były w porządku, również dwa pierwsze sektory trzeciego kółka wyglądały nieźle – zmierzałem po 1:38,2 – wtedy jednak opony zniszczyły się bardzo mocno, a ja straciłem dwa zakręty borykając się z podsterownym bolidem. Biorąc pod uwagę prędkość zużycia opon, będzie to ciekawy wyścig – zapowiadał.

Wyrównana życiówka

GP Korei Południowej 2010 zostało opóźnione przez obfite opady deszczu. Gdy już kierowcy ruszyli to wielu z nich wypadało z toru. Błędu nie ustrzegł się chociażby Mark Webber, który wyeliminował z zawodów zarówno siebie samego, jak i Nico Rosberga. W kolizje co chwila wikłał wikłał się także Adrian Sutil. Vitantonio Liuzzi zaś jechał bardzo dojrzale i dzięki dobrej strategii dojechał do mety na 6. lokacie. 

Co za szalony wyścig, coś jak Australia na początku sezonu, prawdziwą przyjemnością było znaleźć się tutaj. Przełożenie startu było dobrą decyzją, ponieważ na torze było bardzo dużo wody. Niestety, wiele okrążeń musieliśmy pokonać za samochodem bezpieczeństwa, ale tor był tak śliski, że hamowanie naprawdę sprawiało problemy. Potem było jak w nocnym wyścigu bez żadnego oświetlenia, a światełka na kierownicy były niemal oślepiające! Mimo niskiego poziomu przyczepności, udało mi się wejść w dobry rytm i dowieźć świetny rezultat dla zespołu. Po całym pechu, który spotkał nas w tej części sezonu, świetnie powrócić do walki i do strefy punktowej, powiększając naszą przewagę na Williamsem i ustawiając się na dobrej pozycji przed dwoma ostatnimi wyścigaminie dowierzał.

Szczęście nie trwało długo

GP Korei Południowej było ostatnim ukończonym wyścigiem przez niego w sezonie 2010. W Brazylii rozbił się w 2. zakręcie, zaś w Abu Zabi zderzył się z Michaelem Schumacherem zaraz po starcie. Niemiec obrócił się w szykanie pod koniec 1. sektora, a Włoch, który został postawiony przed faktem dokonanym wjechał w niego. Choć zdarzenie wyglądało dramatycznie to obydwaj kierowcy wyszli z niego cało.

 

W sezonie 2010 Liuzzi zgromadził 21 punktów. Dla porównania Sutil uzbierał ich 47. Niemiec okazał się lepszy także w kwalifikacjach. I tak choć Włoch miał kontrakt na starty w sezonie 2011 to Force India zdecydowała się na zakontraktowanie Paula di Resty. Świeżo upieczony mistrz DTM miał wsparcie Mercedesa, a koncern w zamian za jego zatrudnienie miał dać zespołowi z Indii sporą zniżkę na części.

Vitantonio Liuzzi zastępcą Roberta Kubicy?

Włoch zapowiedział jednak, że ujrzymy go w stawce F1 w sezonie 2011. W lutym tamtego roku poważnemu wypadkowi uległ Robert Kubica. Ekipa Lotus Renault musiała bardzo szybko znaleźć zastępstwo za Polaka. Wśród kandydatów wymieniany był właśnie Liuzzi. Finalnie postawiono jednak na Nicka Heidfelda. Włoch zaś znalazł sobie miejsce w HRT.

ZOBACZ TAKŻE
Nick Heidfeld - solidność to nie wszystko | Zmarnowane talenty F1

Od razu było wiadome, że w najsłabszej ekipie w stawce nic nie zdziała. W Australii nawet nie zakwalifikował się do wyścigu, bo nie uzyskał 107% czasu Q1.

Było dość trudno prowadzić tamten bolid, ponieważ brak docisku był ogromny, a samochód na początku miał spore problemy. Mimo to mocno naciskaliśmy. Jeśli się nie mylę budżet ekipy wynosił około 80 milionów euro, co jest naprawdę niczym dla zespołu Formuły 1. Dlatego rozwój był naprawdę trudny – zauważył.

Od skrajności w skrajność

Demony przeszłości obudziły się w nim podczas GP Monako. W czwartkowym treningu rozbił się za tunelem. Zahamował w złym miejscu i wpadając w poślizg zawadził o barierę. W sobotę zaś na sam koniec 3. sesji treningowej poważnie rozbił bolid w 1. zakręcie i nie przystąpił do kwalifikacji. Wyścig natomiast zakończył na 16. lokacie, co było jego pierwszym rezultatem w 2. dziesiątce.

Przed GP Kanady ekipa HRT wprowadziła poprawki. Liuzzi był z nich zadowolony.

To będzie ciekawa niedziela. Pokazaliśmy dzisiaj, że wykonaliśmy spory krok do przodu; jesteśmy przed naszymi najbliższymi rywalami, więc czeka nas intersujący wyścig. Wyścig może rozegrać się w deszczu, więc może być inaczej niż to zakładaliśmy, ale będzie bardziej ekscytująco, a my będziemy musieli mocno naciskać, aby wycisnąć wszystko z bolidu. Dla mnie reguła 107 procent nie jest na pewno już problemem. Na takim typie obiektu, gdzie KERS i DRS stanowią o różnicy, nie byliśmy wcale aż tak z tyłu, ale nie powinniśmy się tym martwić na przyszłość. Musimy skupić się jedynie na pokonaniu naszych rywali. Nowy wydech wydaje się pracować dobrze, ale nadal musimy wycisnąć z niego wszystko. Jego optymalizacja zajmie nam kilka wyścigów. Musimy bardziej zrozumieć ten system i sprawić, aby lepiej pracował w przyszłości – zauważył.

Same zawody, które trwały ponad 4 godziny ukończył na 13. pozycji. Historia pokazała, że był to najlepszy wynik w historii hiszpańskiej stajni wyścigowej w historii.

Końcówka przygody i kariery w F1

Kolejne starty nie były już aż tak udane. Miejsca w czołowej 15. nie udało się wywalczyć. Ponadto w pamięci wielu zapadł start do GP Włoch. Liuzzi świetnie ruszył i wyprzedził kilka pojazdów. Przed dohamowaniem został jednak zepchnięty na trawę. Wpadł w poślizg i sunąc bokiem wyeliminował z zawodów Pietrowa i Rosberga. Obu kierowców przeprosił w wywiadzie dla telewizji po zawodach.

ZOBACZ TAKŻE
Witalij Pietrow, czyli "Rakieta z Wyborga" | Rosjanie w F1

Naprawdę nie mogłem się doczekać mojego domowego wyścigu i choć wiedziałem, że nie będzie łatwo, to nie spodziewałem się tak szybkiego zakończenia. Dobrze ruszyłem, wyprzedzając obydwa bolidy Virgin, Lotusy i Daniela, ale potem, gdy przymierzałem się do kolejnego manewru, zostałem przyblokowany. Znalazłem się na trawie i próbowałem zwolnić, ale zupełnie straciłem kontrolę i niestety uderzyłem w inne bolidy. Naprawdę przykro mi z powodu Pietrowa, Rosberga i innych kierowców, którzy zostali zmuszeni do wycofania się z wyścigu. Teraz to koniec, ale my jesteśmy wojownikami i musimy spoglądać w stronę kolejnego wyścigu – przepraszał.

Vitantonio Liuzzi HRT

Fot. HRT

Później dał się jedynie zapamiętać z tego, że na czas GP Indii zastąpił go ulubieniec lokalnych kibiców Narain Karthikeyan, którego wcześniej zastąpił Daniel Ricciardo. Sezon 2011 Vitantonio Liuzzi zakończył na 23. lokacie.

Dalsze lata

Po tym jak Włoch odszedł z F1 rywalizował w wielu seriach wyścigowych. Można było oglądać go w WEC, Super Formule (gdzie nawet 2-krotnie zapunktował), Super GT czy też seriach, gdzie ścigano się samochodami turystycznymi. Warty odniesienia jest fakt, że w Formule E startował on w barwach ekipy… Jarno Trullego. Finalnie swoją karierę kierowcy wyścigowego zakończył w 2017 roku startując w zawodach GT. 2 lata później wystąpił gościnnie w X1 Racing League.

ZOBACZ TAKŻE
Heikki Kovalainen - skrzydłowy Hamiltona | Zmarnowane talenty F1

Pozostał też nadal przy motorsporcie. Często można zobaczyć, że w F1 jest jednym ze stewardów. Ponadto wraz ze swoją żoną prowadzą sieć restauracji. 4 z nich znajdują się w Mediolanie, a 1 w Pescarze. Jego małżonka zarządza nimi, a on zajmuje się zawieraniem znajomości pomocnych w ich rozwijaniu, a także marketingiem. 

Vitantonio Liuzzi. Podsumowanie jego losów

Włoch jak widzimy pomimo licznych sukcesów w seriach juniorskich, F1 nie zawojował. Przyczyn było kilka. Słaba atmosfera w Toro Rosso, która miała miejsca w 2006 i 2007 roku utrudniała skutecznie zbudowanie morali. Ponadto Włoch wielokrotnie wikłał się w różne dziwne akcje i nie kończył wielu wyścigów. Warto też jednak zwrócić uwagę na to, że tak naprawdę nie trafił on nigdy do zespołu, w którym mógłby regularnie walczyć o coś więcej niż małe punkty. 

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama