Czego szukasz?

FIA WEC

24 Heures du Mans 2021: Celebracja nowej ery sportscarów | Zapowiedź

Po raz kolejny świat sportscarów przeżywa swoje największe święto, w trakcie 24 Heures du Mans. W sobotę do startu w wyścigu na francuskiej prowincji stawią się 62 załogi z całego świata, aby walczyć o zwycięstwo w jednym z najważniejszych wyścigów w motorsporcie. W tym roku, przełomowym dla dyscypliny, wygrana będzie znaczyła jeszcze więcej niż zwykle.

zapowiedź 24h Le Mans 2021
Fot. FIA WEC

Samochody LMH staną na starcie toru w Le Mans po raz pierwszy

Debiut prototypów LMH, choć niezbyt imponujący liczebnie, dostarczył nam już sporo solidnego ścigania. Po ciekawej walce między Toyotami i jednym LMP1 w postaci Alpine w pierwszych dwóch rundach i wielogodzinnym sprincie na Monzy przyszedł czas na ostateczny test. Czwarta runda World Endurance Championship oferuje podwójne punkty, które mogą odwrócić tabele klasy Hypercar przy odpowiednim układzie spraw.

Na pewno nie można przy tym powiedzieć, że Toyota ma w kieszeni kolejne zwycięstwo w Le Mans. Następca dominatorskiego TS050, które na pięć podejść do Le Mans pięć razy miało realne szanse na wygraną – a wygrał trzy razy – nie popisał się jeszcze niezawodnością. Problemy z hamulcami w #7 na Spa i usterki obu samochodów na Monzy mogą niepokoić fanów japońskiego producenta, a z pewnością martwią sam zespół.

ZOBACZ TAKŻE
Test przed 24h Le Mans 2021: Sesja 1. Toyota z przodu, ale bez przewagi

Solidne tempo z dnia testowego, w którym Toyoty prowadziły przez znakomitą większość czasu, nie wystarczy do zwycięstwa. Rywale są znacznie bliżej niż choćby i rok temu, tak samo jak niemalże pancerne LMP2.

Alpine celuje w drugie swoje zwycięstwo w Le Mans, i ma na nie duże szanse

Pierwszym z wielkich rywali Toyoty wystawiającej hybrydowe GR010 będzie Alpine ze swoim „Alpillionem” – Rebellionem R13 przemianowanym na Alpine A480. To prototyp, który był o krok od pobicia Toyoty w zeszłym roku w Hyperpole, a z trzema występami w Le Mans za pasem posiada kluczową w tym roku wartość – niezawodność. Tempo Alpilliona #36 z poprzednich wyścigów pokazuje, że w odpowiednich rękach może on być zagrożeniem dla Toyoty.

Jednak i ta ekipa nie ma przed sobą łatwego zadania. Czasy odstające o dziesiąte części sekundy w dniu testowym połączone z widmem spalenia nawet do trzech postojów w przeciągu dwudziestu czterech godzin przez zbyt mały, i niedający się powiększyć bak paliwa mogą zadecydować o rezultacie wyścigu.

Alpine posiada solidne podstawy, budowane przez lata w LMP2 – świadczą o tym ich wielokrotne zwycięstwa w Le Mans w klasie. Pytanie brzmi jednak – czy niesamowicie wydajne aero i dobra egzekucja wystarczą do przegonienia Toyot? ACO twierdzi, że tak – BoP na dzień testowy właśnie dla Alpine przewidziało jedyną zmianę, ograniczając dozwolone na pojedynczym stincie zużycie energii. Przed startem może jednak dojść do kolejnych korekt balansu, na korzyść lub szkodę Alpine.

ZOBACZ TAKŻE
Alpine A480 zaprezentowane. To nowa broń Francuzów w WEC

Glickenhaus: debiutant z wielkimi ambicjami

Tegoroczne WEC powitało w gronie producentów Glickenhausa z jego 007. Ten całkowicie nowy, niehybrydowy prototyp LMH był jednym z pierwszych zapowiadanych samochodów nowej klasy. Ich pierwszy duży występ w mistrzostwach świata – bo 8 Hours of Portimao miało w sobie więcej treningu niż ścigania – wypadł w lipcu na Monzy. Mimo niewielkiego doświadczenia w długodystansówkach, ograniczającego się dotychczas do okazjonalnych startów w GT3, zespół zdołał poprowadzić wyścig przez krótką chwilę na skutek problemów prowadzącej Toyoty.

I tutaj może leżeć droga do sukcesu Glickenhausa w ich pierwszym podejściu do Le Mans. 007 sam zmagał się z problemami technicznymi na Monzy. #708 nie wyciskał z silnika pełnej mocy, a #709 ukończył wyścig poza podium przez kosztowną wymianę hamulców. Należy jednak pamiętać, że Toyoty także nie są kuloodporne. Sam Jim Glickenhaus twierdzi, że problemy napotkane przez jego zespół we Włoszech zostały zażegnane.

Tak więc przed pierwszymi treningami w Le Mans, a po dniu testowym zakończonym triumfem Glicka nad Toyotami w ostatnich minutach drugiej sesji, Amerykanie mogą być spokojni o tempo swojego samochodu. Jeśli chodzi jednak o jego zdolność do przetrwania trudnych warunków na torze i bezproblemowego osiągnięcia linii mety w niedzielne popołudnie, sprawa pozostaje otwarta. Jedno jest pewne – podobnie jak Toyoty, Glickenhausy nie mogą pozwolić sobie na więcej niż cztery, może pięć okrążeń opóźnienia. A dlaczego?

ZOBACZ TAKŻE
Toyota wygrywa 6h Monza 2021. Polacy tuż za podium | Analiza

LMP2 pozostaje szybkie jak diabli, i może namieszać na czole stawki

Ano dlatego, że znacznie wolniejsze niż LMP1-H Hypercary będą miały tuż za plecami hordę LMP2. Prototypy, które mimo ograniczenia mocy przed sezonem pozostają równie szybkie jak czołowe fabryczne LMP1 sprzed nieco ponad dekady – a mówimy tu o klasie przeznaczonej dla gentleman driverów.

Tegoroczne LMP2, składające się z dwudziestu pięciu samochodów, jest najliczniejszą z czterech klas. W stawce znajdziemy: Orecę, Orecę, Orecę, znów Orecę… I tak dalej, i tak dalej. Jedynym rodzynkiem, po zmianie zaszłej w ARC Bratislava, pozostaje Ligier #74 wystawiany przez Racing Team India. Jednak ze względu na ograniczone doświadczenie tej ekipy, a także ich partnerów z Eurasia Motorsport, w głównym show – walce o pozycje w czołowej piątce „generalki” – ujrzymy najpewniej same Oreki.

Jednym z faworytów do zwycięstwa jest United Autosports, zwycięzcy zeszłorocznej edycji. Brytyjska ekipa już teraz ma na koncie triumfy w niemal każdej serii dopuszczającej prototypy LMP2 do startu, wliczając w to WEC. Tym razem United wystawia do wyścigu aż trzy samochody, obsadzone przez załogi znane z WEC i ELMS. Będą im jednak deptać po piętach najzagorzalsi rywale z europejskiej serii, Rosjanie z G-Drive Racing i Team WRT.

ZOBACZ TAKŻE
24h Le Mans 2021: Jak Polacy z Inter Europolu i WRT podsumowują test?

Obie te ekipy jadą do Le Mans jako ścisła czołówka ELMS, w postaci załóg #26 i #41. W tym drugim samochodzie jednym z kierowców jest zresztą Polak, Robert Kubica. I G-Drive, i WRT mają jednak przed sobą dość trudny orzech do rozłupania – a mianowicie ich „drugie” samochody. Cudzysłów jest tu nieprzypadkowy, bo w przypadku WRT to właśnie #31 jest – obiektywnie – tym ważniejszym samochodem, walczącym o punkty w mistrzostwach świata. Tymczasem G-Drive #25 ma za sobą nietypowo trudną połowę sezonu ELMS, i jego forma mimo obiecującego składu może się wahać.

Poza WRT #41, mamy jeszcze jeden „polski” samochód w stawce LMP2

Inter Europol Competition pojechał jak dotąd trzy świetne wyścigi w WEC. Zespół z Marek przesiadł się na Orecę 07 po dwóch niemalże bezowocnych latach z Ligierem JSP217. Forma samochodu #34 na podstawie wyników końcowych nie pozostawia złudzeń – Polacy czują się w WEC doskonale. Dwa piąte, i jedno czwarte miejsce w LMP2 stawiają piekarzy w bardzo dobrej wizerunkowo pozycji. Słabszy występ w dniu testowym nie jest tu wpadką, a „grą na długi dystans” zaplanowaną z premedytacją.

W drodze na szczyt będą jednak przeszkadzać piekarzom inne ekipy, mające dokładnie ten sam cel – zwycięstwo. Jedną z ekip mających nadzieję na zwyżkę formy jest na pewno IDEC Sport, który przybywa do Le Mans z dwoma samochodami. Co prawda jeden, #17, udało się już Dwightowi Merrimanowi rozbić, ale drugi – #48 – może okazać się jedną z głównych sił napędowych klasy. Połączenie mistrzowskiej – ELMS 2019 – ekspertyzy z gwiazdorskim składem Lafargue/Chatin/Pilet pokazuje, że IDEC ma duży potencjał na triumf.

ZOBACZ TAKŻE
Jean Rondeau i jego prototypy: Duma Le Mans | Legendy motorsportu

To tylko skrawek z bogatej w tym roku klasy LMP2. Długo można by wyliczać same tylko zespoły z WEC, jak regularnie niezawodna Jota Sport, czy coraz to szybszy RTN #29. Poza stawką WEC także nie brakuje wysokiej klasy ekip – na myśl przychodzą doświadczeni w USA debiutanci z PR1 Mathiasen lub świeżo upieczeni zwycięzcy wyścigu ELMS z Panis Racing.

Rzecz w tym, że z tych dwudziestu pięciu samochodów, co najmniej szesnaście może wygrać 24 Heures du Mans – jeśli nie więcej. Dlatego zwłaszcza w przypadku tej klasy warto zwracać uwagę nawet nie na samo tempo kierowców, ale także na strategię. Przy tak małych różnicach pomiędzy jakością składów, i kosmicznie wysokim poziomem prezentowanym przez zespoły, to strategia będzie kluczem do wygranej w LMP2.

Dwa razy większe niż w reszcie sezonu GTE Pro wita Corvette z powrotem

Osiem samochodów pojedzie w tegorocznym wyścigu w klasie GTE Pro. Tylko osiem, jeśli bierzemy pod uwagę bogactwo z wcześniejszych lat; aż osiem po poprawce na obecność tylko dwóch producentów w WEC. Brak mającego bronić zwycięstwa Aston Martina powoduje, że tytuł najszybszego producenta GT w Le Mans ponownie pozostaje niezaklepany. Do walki o prawo nazywania się zwycięzcami ruszą Porsche oraz Ferrari, jak w pełnym cyklu – oraz Corvette.

Corvette Racing wraca po roku nieobecności na swój dwudziesty pierwszy start w Le Mans. Będzie to jednocześnie debiut „nowej”, ale mającej już za pasem ponad rok jazdy w IWSC, C8.R. Samochody po raz pierwszy przygotowane do wyścigu bez udziału Douga Fehana wystartują bez większych sukcesów na koncie.

Ich dwa dotychczasowe starty w WEC, jak i niedzielny test, nie przyniosły godnych uwagi wyników ani tempa. To może dziwić, zważywszy na wysoki poziom prezentowany przez kierowców załóg #63 i #64. Wystarczy wspomnieć tu choćby o Jordanie Taylorze, Aleksie Simsie czy Nicku Tandym. Jednak w samym Le Mans Corvette na dwadzieścia startów zaliczyło aż osiem zwycięstw, co stawia Amerykanów w pozycji potencjalnych czarnych koni klasy.

ZOBACZ TAKŻE
Test przed 24h Le Mans: Sesja 2. Petarda Glickenhausa na koniec dnia

Ferrari powraca do Le Mans po bolesnych doświadczeniach z 2020 roku

#51 przegrał w zeszłym roku z prowadzącym Astonem. Mało tego, #71 nie dojechał do mety mimo bezbłędnego przejechania dwudziestu czterech godzin. W tym roku AF Corse jest nieco osłabione przez wymuszoną pauzę Davide Rigona po koszmarnym karambolu w 24 Hours of Spa, jednak – jak przystało na Ferrari – zespół prze dalej.

Siłą Ferrari jest niewątpliwie fakt, że 488 GTE Evo nie ma sobie różnych pod względem czystej szybkości. Włosi zbudowali samochód absolutnie wszechstronny i odporny na niekorzystne warunki dyktowane przez BoP. W wyścigu, o ile nie wpadną w kłopoty, samochody #51 i #52 będą walczyć o pierwsze pozycje w Pro.

Porsche uzbroiło się w aż cztery samochody. I wszystkie są szybkie

Dwa fabryczne Porsche obsługiwane przez Manthey Racing nie dostały w tym roku wsparcia pobratymców z CORE Autosport. Jednak ich atak na wygraną w Le Mans po fatalnym, nafaszerowanym problemami technicznymi rokiem 2020, wspierają dwaj prywaciarze – i to im należy poświęcić chwilę uwagi.

Ci prywaciarze to WeatherTech Racing #79 z IMSA Sportscar Championship, i pierwsi Azjaci w Pro – chińskie HubAuto Racing #72. Oba te samochody są w pewnym stopniu wspierane przez Proton Competition, jednego z czołowych graczy stawki GTE Am. Jednak już od strony obsady foteli widać inne podejście zespołów. O ile bowiem w #79 poza obowiązkowym Cooperem MacNeilem zobaczymy przesławny duet Bamthor – Laurensa Vanthoora i Earla Bambera – to już #72 szykuje solidną niespodziankę.

Tą niespodzianką jest obecność fabrycznego kierowcy Aston Martina – Maxime’a Martina, wspieranego przez Alvaro Parente i młodszego z Vanthoorów, Driesa. To trio nie miało jeszcze okazji pojeździć w jednym samochodzie. Tempo z testów wskazuje jednak, że panowie szybko uczą się współpracy. HubAuto może być teoretycznie postrzegane jako zespół z końca stawki, ze względu na poziom rywalizacji w Pro. Niekoniecznie musi się to okazać prawdą.

ZOBACZ TAKŻE
24 Heures du Mans 2020: Hattrick Toyoty i dominacja Astona | Analiza

Niewielki, ale mocarny tygiel GTE Pro uzupełniają fabryczne 911tki #91 i #92. Ich zeszłoroczny debiut, jeszcze w konfiguracji z bocznym wydechem, pozostawiał wiele do życzenia – zarówno pod względem niezawodności, jak i tempa. Tym gorzej, że zbiegło się to z hucznie świętowanym pięćdziesięcioleciem pierwszej wygranej Porsche w „generalce”. Jednak rok 2021 przynosi, a jakże, inną rocznicę – siedemdziesięciolecie pierwszego startu Porsche w Le Mans. Mało tego, będzie to dla Niemców siedemdziesiąty pierwszy start z rzędu. To doskonała okazja na przejście ponad zeszłoroczną porażką do wielkiego sukcesu – ale droga do niego nie będzie łatwa.

GTE Am zawsze na końcu, ale nie w kwestii jakości

Dwadzieścia dwa samochody wystartują w tegorocznym Le Mans w klasie GTE Am. Tutaj mamy do czynienia z sytuacją podobną do LMP2 – mnóstwo ekip prezentujących światowy, jak przystało na WEC, poziom. Najbardziej rzuca się w oczy na liście startowej liczebna dominacja Ferrari – na 488 GTE Evo zdecydowało się jedenaście załóg. Jedną z nich jest AF Corse #83, którzy będą atakować P1 w klasie po przegranym na ostatnich metrach wyścigu w 2020 roku. Załoga Perrodo/Nielsen/Rovera ma za sobą bardzo dobre starty w poprzednich rundach WEC. W Le Mans można spokojnie liczyć na zwyżkę ich formy.

Program AF Corse, wspierany ponownie przez samochód #54, pojedzie w ogromnej obstawie innych Ferrari. Wystarczy tu wspomnieć o świetnie jadącym w swoim debiutanckim sezonie w GTE Cetilar Racing, czy mocnym Kessel #57 z przyszłym kierowcą Peugeota Mikkelem Jensensem w składzie. To właśnie na Ferrari postawiły debiutujące w Le Mans Rinaldi Racing i Inception Racing. Nie zabraknie także wspierającego się trzecim samochodem debiutanta serii – Iron Lynxa. Po dopełnieniu stawki o JMW Motorsport i Spirit of Race przybywających z ELMS Ferrari wyrasta na jedną z decydujących sił wyścigu.

Porsche w Am będzie reprezentować osiem samochodów

911tki RSR19 w Am to identyczne samochody względem Pro, różniące się – tak jak Ferrari – tylko i wyłącznie detalami BoP. Aż trzy auta wystawi Proton Competition, w tym dwa pod typową dla WEC nazwą Dempsey-Proton. Jednak to właśnie ten trzeci samochód, #99, jest najbardziej interesujący – ze świeżą załogą kompilowaną na kilka dni przed testami. Ta i tak zawiera samego Harry’ego Tincknella oraz obiecującego juniora z pucharówek Porsche – Floriana Latorre’a. Tymczasem w załodze #88, czyli w zombie-Porsche, rekord najstarszego uczestnika wyścigu wyśrubuje Dominique Bastien wspierany przez Juliena Andlauera i Lance’a Arnolda.

ZOBACZ TAKŻE
Sauber Mercedes C9 – jasny punkt w historii Mercedesa w Le Mans

Poza Protonami, o punkty w WEC powalczą oba samochody Project 1. #56 wraca do Le Mans po świetnym występie w zeszłym roku, gdy załoga walczyła o zwycięstwo do ostatku sił i czasu. Wyniki z bieżącego sezonu, mimo DNSu w Spa, dają nadzieję na powtórkę – P2 w Portugalii i P4 we Włoszech. Egidio Perfetti jako jeden z solidniejszych brązów w stawce pozostaje jedną z bardziej wyrazistych postaci w tej załodze. Tymczasem #46 po ominięciu dwóch wyścigów będzie raczej skrzydłowym dla bliźniaczego samochodu. Przy dobrej strategii i ten samochód może jednak długofalowo celować w godziwy rezultat.

Stawki Porsche dopełniają trzy jednosamochodowe składy. Jedynym stałym bywalcem jest tu GR Racing #86. Ostatni występ zespołu na Monzy stanowił duży skok formy – pytanie czy nie jednorazowy. Poza ekipą obecną w WEC od lat mamy dwóch debiutantów, Absolute Racing #18 i Herberth Motorsport #69. Obie ekipy zarobiły swoje zaproszenia w tegorocznym Asian Le Mans Series, gdzie pokazały swoja klasę i regularność. W Le Mans będą się mierzyć z całkowicie nowym i nieznanym potworem, ale jako doświadczone ekipy są pewne swoich umiejętności. Składy oparte o takie nazwiska jak Alessio Picariello czy Robert Renauer pozwalają zatem wierzyć w ich spokój.

Stawkę GTE Am domykają cztery Astony

Aston Martin także w GTE Am będzie bronił zwycięstwa. Brakuje jednak samego zwycięzcy – choć TF Sport pojawił się w tegorocznym WEC, to nie jeździ już jednak z numerem 90. Zamiast tego, brytyjska ekipa opera się o załogę #33 w pełnym sezonie WEC, i goszczący w Le Mans #95.

To #33 wydaje się być faworytem z tej dwójki. Skład z ELMS nie ma za sobą udanej pierwszej połowy sezonu, i nie widać wiele szans na poprawę. Sytuacji nie poprawia fakt, że Le Mans jest trudniejszym polem bitwy niż tory ELMS. Tymczasem #33, z Benem Keatingiem służącym jako obowiązkowy w klasie brąz, jest dużym graczem w swojej klasie. Oba występy na Monzy – MLMC i WEC – nie poszły po myśli TF Sport. Forma z reszty sezonu stawia ich jednak na dobrej pozycji do ataku na szczyt.

ZOBACZ TAKŻE
Historyczne zwycięstwo Panisa w 4h Monza 2021. Inter Europol na podium

Trzeci Aston, a drugi wśród samochodów z WEC, to D’station Racing #777. Japońska ekipa po latach starań dopięła swego i pojawiła się w mistrzostwach świata, zawojowując publiczność praktycznie od samego początku. Podium wywalczone na Monzy jest także dowodem na progres poczyniony przez zespół od początku maja. Andrew Watson jest nadzwyczaj szybkim Silverem, zaś Tomonobu Fujii potrafi ostatnio zaskoczyć regularnością. Także posiadający koszmarne doświadczenia w Le Mans Satoshi Hoshino zalicza ostatnio wzrost formy. To może pozwolić D’station na myślenie o finiszu w czołowej dziesiątce – jeśli nie wyżej.

Jest jeszcze czwarty Aston, obowiązkowy AMR #98. Za kierownicą – Paul Dalla Lana. Dla Kanadyjczyka tegoroczny występ będzie kolejną okazją na pokazanie pazurów, ze wsparciem Marcosa Gomesa i mistrza świata Nickiego Thiima. Klątwa wisząca nad jego samochodem, który wielokrotnie był blisko zwycięstwa, może zostać zdjęta dzięki precyzji i bezpiecznej jeździe. O unikaniu blokowania kół w szykanach Ford nie wspominając.

To wszystko? Otóż nie. Czas na promocję innowacji

Mamy za sobą sześćdziesiąt jeden samochodów. Na sam koniec wracamy do prototypów, a mianowicie do samochodu innowacyjnego startującego poza klasyfikacją. To ekipa SRT41 ze zmodyfikowaną Orecą 07 #84, jadącą w ramach inicjatywy Garage 56. Innowacja w tym przypadku polega na tym, że po raz pierwszy w Le Mans wystartuje więcej niż jeden niepełnosprawny kierowca.

Pierwszy był oczywiście Frederic Sausset w 2016 roku. Po historycznym ukończeniu wyścigu, jako pierwszy poczwórny amputant i członek pierwszej załogi Garage 56 na mecie, Sausset postanowił rozszerzyć swój program. I tak, niedługo po Le Mans 2016 powstała La Filiere. Inicjatywa miała na celu wystawienie w Le Mans kompletnej załogi niepełnosprawnych fizycznie kierowców.

ZOBACZ TAKŻE
Zmiany przed 24h Le Mans 2021. Proton i SRT41 z nowymi składami (akt.)

Ta sztuka udała się, ale tylko początkowo. Ostatecznie w wyścigu pojadą dwaj niepełnosprawni kierowcy. Sparaliżowany od pasa w dół Nigel Bailly oraz podobnie niepełnosprawny Takuma Aoki pojadą w asyście Matthieu Lahaye’a, po niespodziewanym wycofaniu się Francois Heriau.

W wyścigu SRT41 nie będzie kręcić szczególnie szybkich czasów, ani walczyć o pozycje – bo nie o to chodzi. Oreca #84 ma przede wszystkim nie zawieść załogi i dowieźć ją do mety. Jako demonstrator technologii i możliwości ducha ludzkiego w obliczu niepełnosprawności SRT41 spełnia niesamowicie ważną rolę w świecie motorsportu. Przypomina, że na torze niezależnie od klasy rywalizacji, umiejętności czy kondycji fizycznej maszyna sprawia, że każdy kierowca ma swoje miejsce i może walczyć z innymi jak równy z równym.

I właśnie tego w dobie wcale nie kuloodpornych Toyot, psujących się w niespodziewanych momentach prototypów LMP2 i wstających z wyścigowego grobu Porsche 911 nam w motorsporcie potrzeba. Le Mans 2021 będzie wielkim świętem nowej ery w tej części motorsportu. SRT41 swoją obecnością i jak najlepszym wynikiem może to święto tylko wzbogacić.

ZOBACZ TAKŻE
Gdzie oglądać 6h Monza w FIA WEC 2022? [transmisja, online, stream]

Pełna lista startowa jest dostępna tutaj.

5/5 (liczba głosów: 4)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama