Connect with us

Czego szukasz?

Super Formuła

Z Japonii do F1. Liam Lawson nie jest jedynym takim kierowcą

Super Formuła zaczyna po raz kolejny dostarczać juniorów do F1. Choć pandemia zablokowała przychodzenie juniorów (przekonał się o tym Juri Vips) to teraz ruch ten został odmrożony. Liam Lawson stał się kolejnym zawodnikiem, który startując w drugiej najszybszej serii wyścigowej świata zapracował na szansę w F1 przy sprzyjających okolicznościach. Czas prześledzić, kto przed Nowozelandczykiem z Japonii dostał się do F1.

Z Japonii do F1 czyli Liam Lawson i inne historie
Fot. Red Bull Content Pool

Z Japonii do F1 – wprowadzenie

Liam Lawson dołączył do bardzo ciekawego grona. Przed Nowozelandczykiem, Super Formuła wypromowała wielu znakomitych kierowców wyścigowych. Spora część z nich trafiła do F1. W tym zestawieniu opowiem o kilku takich przypadkach. Z powodów formalnych nie zdecydowałem się na umieszczenie Japończyków. Ponadto w zestawieniu „z Japonii do F1” umieściłem zawodników, którzy w Japonii jeździli na sezon przed awansem do F1 lub w jego trakcie.

ZOBACZ TAKŻE
Liam Lawson, czyli prawdziwa perła z Nowej Zelandii

Zapomniane nazwiska z lat 80. XX wieku

Obecna Super Formuła dawno temu była trampoliną ku F1. Przekonało się o tym kilku zawodników. Paolo Barilla w Japonii startował w sezonie 1989. Wówczas w klasyfikacji Japońskiej Formuły 3000 zajął on 10. miejsce. Co ciekawe zapunktował tylko w jednym wyścigu. Miało to miejsce na obecnie zapomnianym torze Mine. Włoch wkrótce potem zadebiutował w F1 w barwach Minardi. Jego kariera w królowej motorsportu nie zapisała się niczym szczególnym, gdyż Barilla ani razu nie zapunktował.

Ta sztuka udała zaś się jego rodakowi. Emanuele Pirro w Kraju Kwitnącej Wiśni wyrobił sobie wielką markę. W swoim debiucie, który przypadł na rok 1988 wywalczył on bowiem 3. miejsce w klasyfikacji kierowców. Po kolejnym dobrym początku sezonu znalazł się on na celowniku zespołów F1. Włoch w połowie kampanii trafił do Benettona i w GP Australii 1989 zajął nawet 5. miejsce. Niestety jego dalsze starty w F1 po transferze do Scuderi Italii sprawiły, że o dobrych wynikach musiał zapomnieć. Jednak te niepowodzenia odbił sobie w Le Mans. Pirro wraz ze swoją załogą aż 5-krotnie wygrał legendarne zmagania.

ZOBACZ TAKŻE
Toranosuke Takagi: Prawdziwy wyścigowy samuraj | Legendy motorsportu

Martin Donelly to już bardziej znana postać. Brytyjczyk podobnie jak Barilla i Pirro w Japońskiej Formule 3000 startował w sezonie 1989. Wystąpił wówczas w 3 wyścigach i w 2 z nich zajął miejsce w czołowej 10-tce. W tamtym roku zadebiutował w F1 podczas GP Francji, by sezon później startować w barwach Lotusa. Niestety jego karierę przerwał bardzo poważny wypadek podczas testów w Jerez. Po rehabilitacji powrócił do ścigania, lecz o powrocie do ścigania na najwyższym poziomie nie było już mowy.

Zwycięzcy Le Mans i młody talent

W sezonie 1989 udział w dwóch wyścigach japońskiej serii wyścigowej wziął udział Jean Alesi. Francuz jednak nie ukończył żadnego z nich. Niemniej finalnie mógł być on zadowolony z przebiegu tamtej kampanii. W połowie roku trafił on do F1 i w swoim debiucie, który przypadł na GP Francji zajął fenomenalne 4. miejsce. W późniejszych latach komplementował go sam Ayrton Senna, lecz zły wybór zespołu sprawił, że Alesi nigdy nie został mistrzem świata. 22 lata po nim do drugiej najszybszej serii wyścigowej świata trafił jego syn Giuliano. Zdołał on wygrać nawet jeden wyścig.

ZOBACZ TAKŻE
Jean Alesi - spełnione marzenie kosztem kariery | Zmarnowane talenty F1

Inaczej sytuacja miała się zaś z Johnnym Herbertem. Brytyjczyk podobnie jak Francuz w swoim debiucie w F1 zajął 4. miejsce. Dokonał tego w GP Brazylii 1989. Później było jednak coraz gorzej i stracił on swoje miejsce. Jako miejsce do odbudowania formy wybrał Japonię. W Japońskiej Formule 3000 spędził 2 lata (1990-1991). Raz w Mine stanął na podium, lecz japońska przygoda przyniosła mu zwycięstwo w Le Mans. Herbert był bowiem jednym z tych szczęśliwców, który poprowadził prototyp Mazdy podczas edycji z 1991 roku. Wkrótce potem Herbert powrócił do F1, gdzie odniósł 3 zwycięstwa.

Podobną drogę pod pewnymi względami odbył Jan Lammers. Holender startował w F1 na przełomie lat 70. i 80., lecz ani razu nie zapunktował. W sezonie 1988 był członkiem zwycięskiej załogi Jaguara, która wygrała Le Mans. Triumfował również w Daytonie. Na sezon 1991 wylądował w Japonii, gdzie raz stanął nawet na podium. Rok później powrócił do F1, gdzie bez większych sukcesów w barwach ekipy March przejechał 2 wyścigi. Stał się tym samym rekordzistą – od jego ostatniego wyścigu do czasu powrotu minęło bowiem ponad 10 lat.

Z Japonii do F1 – kolejne lata były znowu bogate

W następnych sezonach Japonia dostarczyła do F1 kolejną porcję wielu ciekawych kierowców. Mika Salo w obecnej Super Formule spędził aż 4 sezony. Z roku na rok spisywał się coraz lepiej. Chociażby był on w stanie stawać na podium i pod koniec 1994 roku dostał wymarzoną szansę awansowania do F1. W późniejszych latach trafił on chociażby do Ferrari.

Eddie Irvine uważany jest za jednego z największych wyścigowych leni na świecie. Niemniej miał on w sobie wielki potencjał. Udowonił to w 1993 roku, gdy został II wicemistrzem Japońskiej Formuły 3000. W nagrodę zadebiutował on w F1 i od razu zapunktował – w GP Japonii był 6., a ponadto… naraził się on Ayrtonowi Sennie. Historię na ten temat omówiliśmy już na łamach MotoHigh.pl. Irvine ponadto w 1999 r. otarł się o tytuł mistrza świata.

Marco Apicella zaś nie miał tyle szczęścia. W sezonie 1994 został on mistrzem Japońskiej Formuły 3000, a w dwóch poprzednich sezonach wygrywał po jednym wyścigu, lecz… jego kariera w roli kierowcy etatowego zakończyła się zaledwie po kilkuset metrach. W sezonie 1993 został on zgłoszony do GP Włoch z ramienia Jordana i od razu uwikłał się w gigantyczny karambol. Za to w późniejszych latach był testerem niedoszłej ekipy Dome, lecz w wyścigu F1 już nie wystartował.

Marco Apicella Dome i z Japonii do F1

Fot. Dome / Apicella przez wiele lat był testerem ekipy Dome

Heinz-Harald Frentzen również ścigał się w Japonii. Konkretnie w sezonach 1992 i 1993. W tym czasie Niemiec 2-krotnie stanął na podium. Kraj Kwitnącej Wiśni był jednym z przystanków ku F1. Frentzen w sezonie 1994 reprezentował barwy Saubera. Kierowca ten przez wiele lat uważany był za jednego z najlepszych w stawce. Doczekał się on tytułu wicemistrzowskiego w sezonie 1997, a 2 lata później wywalczył on II wicemistrzostwo świata.

ZOBACZ TAKŻE
Heinz-Harald Frentzen, czyli pomagier mistrzów | Zmarnowane talenty F1

Roland Ratzenberger i alternatywna ścieżka

Austriak zasługuje na osobny akapit. Kierowca, który zginął w kwalifikacjach podczas feralnego weekendu na Imoli w sezonie 1994 w Japonii spędził kilka lat. Zresztą zamieszkał on w prefekturze Shizuoka. Kierowca z Austrii z miejsca został ulubieńcem tamtejszych kibiców. Podczas swojego pobytu w Kraju Kwitnącej Wiśni startował on wielu seriach. Można było oglądać go w akcji właśnie w single-seaterach, prototypach, a także zawodów samochodów turystycznych. W Japońskiej Formule 3000 zdołał wygrać 1 wyścig – podczas weekendu na Suzuce w 1992 roku. Gdy Ratzenberger powrócił do Japonii, aby wziąć udział w GP Pacyfiku 1994 wielu fanów dopingowało go na równi z kierowcami z Japonii. Był on również jedynym zawodnikiem, który ścigał się przedtem po torze Okayama.

ZOBACZ TAKŻE
Roland Ratzenberger i jego japońska droga ku Formule 1

Z Japonii do F1 – bracia Schumacherowie

Michael Schumacher to jedna z najwybitniejszych postaci w historii F1. 91 wygranych, 7 tytułów mistrzowskich – to tylko ułamek tego co osiągnął. Niemiec w F1 pojawił się w sezonie 1991, gdy w GP Belgii awaryjnie zastąpił Bertranda Gachota. Kilka tygodni wcześniej przejechał on swój jedyny wyścig w japońskiej serii wyścigowej. Schumacher szukał w wakacje serii, w której mógłby wystartować. Wybór padł na Japońską Formułę 3000. Młody Niemiec zaskoczył wówczas całe wyścigowe środowisko zajmując 2. miejsce w rundzie na Sportsland Sugo. Istnieje legenda, że praktycznie żaden z japońskich fanów nie wiedział kim on jest. Jednak, gdy kilka miesięcy później wystartował w GP Japonii w barwach Benettona już każdy go kojarzył.

5 lat po nim do Japonii trafił jego brat. Ralf Schumacher od razu wzbudził wielkie zainteresowanie. Nie dość, że Michael wyrobił już o nim pozytywną renomę to w dodatku wyniki z niższych serii wyścigowych napawały wielkim optymizmem. I faktycznie młodszy z braci nie zawiódł. Schumacher w swoim debiutanckim sezonie został mistrzem serii po sezonie, w którym kibice byli świadkami wielu zwrotów akcji. Co ciekawe jak wyznał Franz Tost, Ralf robił wszystko, aby już po 1. sezonie spędzonym w Japonii awansował do F1. Tak też się stało i choć nie osiągnął on tyle co brat to jednak prędkości nie można było mu odmówić.

ZOBACZ TAKŻE
Ralf Schumacher i fenomenalny sezon w Japonii dający mu awans do F1

Seria mistrzów

Ralf Schumacher otworzył bramę do F1 dla przyszłych mistrzów Formuły Nippon (organizatorzy mistrzostw zmienili nazwę serii na tą). Rok po nim triumf w całym czempionacie odniósł Pedro de la Rosa. Hiszpan w przeciwieństwie do Niemca miał już wcześniej poważną styczność z japońskimi torami wyścigowymi. W 1995 roku został on bowiem mistrzem Japońskiej F3. 2 lata później zaś okazał się czempionem Formuły Nippon. Pedro de la Rosa zwyciężył wówczas w aż 6 wyścigach. Dobra postawa w Japonii zaowocowała licznymi zaproszeniami na testy F1 w sezonie 1998, a rok później został on zakontraktowany przez ekipę Arrows do regularnych startów. Dodatku w debiucie wywalczył swój pierwszy punkt – zajął 6. miejsce w GP Australii.

Pedro de la Rosa

Fot. Super Formula

ZOBACZ TAKŻE
Pedro de la Rosa: Jak Hiszpan został mistrzem Formuły Nippon?

Podczas, gdy de la Rosa mknął po tytuł w tym samym roku do Japonii trafił Ralph Firman. Irlandczykowi zajęło jednak trochę czasu, aby na koniec sezonu podnieść zwycięski puchar. Zawodnik urodzony w Norwich potrzebował na to aż 6 lat. W ekipach TMS i Nova był w stanie walczyć o pojedyncze podia i wygrane. Lecz dopiero transfer do Nakajima Racing uwolnił jego potencjał. Firman zdominował sezon 2002, 8-krotnie stając na podium. Rok później trafił do ekipy Jordan w F1 i zdołał nawet wywalczyć 1 punkcik. 

ZOBACZ TAKŻE
Ralph Firman i mistrzowski sezon w Formule Nippon, dający awans do F1

Argentyńskie tango

Pod koniec lat 90. XX wieku do F1 zawitało kilku kierowców z kraju ze stolicą w Buenos Aires. Jednym z nich był Norberto Fontana. Argentyńczyk bardzo szybko pokazał, że jest utalentowanym zawodnikiem. Sezon 1996 zakończył na 5. miejscu. Okazał się lepszy od swojego partnera z zespołu jakim był… Pedro de la Rosa. Hiroshi Kato, czyli inżynier wyścigowy Hiszpana zwracał uwagę na to, że Fontana stosował bardzo specyficzne ustawienia, które akurat jemu bardzo pasowały. Rok później Argentyńczyk po dobrej drugiej połowie sezonu skończył sezon na 3. pozycji. Również w tamtym sezonie zadebiutował w F1. Fontana wystąpił bowiem w 4 wyścigach w barwach Saubera. Najbardziej dał się zapamiętać z celowego blokowania Jacquesa Villeneuve’a w trakcie GP Europy 1997, gdyż takie polecenie otrzymał od szefostwa Ferrari i Saubera.

Satoshi Motoyama i Norberto Fontana po sezonie 1998

Fot. Super Formula

To jak się okazało sprawiło, że paradoksalnie stracił miejsce w F1 na sezon 1998, gdyż nowi właściciele ekipy Tyrrell byli powiązania z Kanadyjczykiem. Argentyńczyk został zatem kolejny rok w Japonii, który zakończył na 4. pozycji. Do F1 już nigdy nie wrócił.

Esteban Tuero z kolei w sezonie 1997 Formuły Nippon wziął udział w 6 wyścigach. Zdobył 1 punkt i rok później dość sensacyjnie przejechał cały sezon w barwach ekipy Minardi. Dziwiło to wielu, gdyż rodak Fontany nie wnosił żadnych specjalnych sponsorów, a ponadto nie miał żadnych specjalnych sukcesów. Swój jedyny sezon w F1 zakończył poważnym wypadkiem w Japonii w wyniku którego uszkodził kręgosłup. Po tym epizodzie skupił się on na startach w lokalnych seriach wyścigowych.

Debiut Malezji

Pokaźny budżet miał za to Alex Yoong. Jednak w parze z tym nie szły żadne umiejętności. Kierowca z Malezji startował w Formule Nippon przez 2 lata (2000-2001). Jednak ani razu nie zapunktował i to pomimo reprezentowania czołowej ekipy. Pomimo tego dzięki ogromnej ilości sponsorów zdołał on zadebiutować pod koniec sezonu 2001 w Formule 1. W ekipie Minardi zastąpił bowiem Tarso Marquesa. Stajnia z Faenzy przedłużyła z nim kontrakt na rok 2002, lecz debiutujący Mark Webber wręcz zdominował go. Yoong w przeciwieństwie do Australijczyka nie zdobył żadnych punktów (najbliżej był w Australii). Ponadto w połowie sezonu na 2 rundy zastąpił go Anthony Davidson. Po tamtej kampanii Malezyjczyk pomimo wyścigu w swoim kraju nie utrzymał miejsca w zespole. Jak czas pokazał największe sukcesy odniósł w zawodach Audi R8 LMS Cup. Jego historię i drogę do F1 opisał na naszych łamach Adam Ślusarski.

ZOBACZ TAKŻE
Alex Yoong - jedyny dotąd reprezentant Malezji | Największe niewypały F1

Z Japonii do F1 – dziwna droga Adriana Sutila

Kolejny Niemiec w naszym zestawieniu miał jeszcze inną drogę. W przeciwieństwie do braci Schumacherów, czy też Frentzena nie startował on w Formule Nippon. Sutil awans do F1 wywalczył bowiem poprzez mistrzostwo… Japońskiej F3. Stało się to w 2006 roku. Zawodnik z Niemiec w tamtym roku wygrał 5 wyścigów, a w siedmiu innych stanął na podium. Pokonał tym samym krajowych zawodników – m.in Kazuyę Oshimę, czy też Koudaia Tsukakoshiego. Dobre wyniki w Kraju Kwitnącej Wiśni zwróciły uwagę właścicieli zespołu Spyker i tak Sutil w sezonie 2007 zadebiutował w F1. Warto w tym miejscu dodać, że podczas tamtej kampanii swój jedyny punkt wywalczył podczas rundy na torze Fuji. Tym samym obiekcie, na którym 2-krotnie wygrywał podczas swojej mistrzowskiej kampanii.

 

Andre Lotterer i spełnione marzenie

To jednak nic w porównaniu do jego rodaka. Andre Lotterer wielokrotnie udowadniał, że jest kierowcą bardzo wszechstronnym. Wygrywał zawody Le Mans 24h ze swoją załogą, był w czołówce Super GT, a także Formuły Nippon (która od 2012 stała się Super Formułą). W Super GT 2-krotnie zostawał mistrzem, zaś w single-seaterowych mistrzostwach 10 razy kończył sezon w czołowej 3. Jednak pomimo tak wielkich umiejętności nie dostał on szansy w wystartowaniu w wyścigu F1. Do czasu. Caterham ściągnął go do siebie na czas GP Belgii 2014. Niemiec z marszu okazał się lepszy w sesji kwalifikacyjnej od Marcusa Ericssona. Niestety samego wyścigu nie ukończył z powodu awarii. Niemniej Lotterer po raz kolejny pokazał, że jest klasowym zawodnikiem. Obecnie Niemca możemy oglądać w Formule E, gdzie regularnie punktuje.

 

Młode wilki w akcji

Stoffel Vandoorne przeszedł jak burza przez serie juniorskie. Belg był chociażby wicemistrzem Formuły Renault 3.5, a także mistrzem GP2. Na rok 2016 McLaren, którego był protegowanym wysłał go do Japonii. Przed sezonem Super Formuły wystąpił jednak w wyścigu F1, gdyż zastąpił on kontuzjowanego Fernando Alonso. Reprezentant Belgii w GP Bahrajnu po znakomitej jeździe zajął 10. miejsce. Kilka dni później musiał on jednak wrócić do Japonii. Vandoorne w nowym środowisku odnalazł się bardzo szybko. W debiucie na Suzuce zajął 3. miejsce. Do końca roku zwyciężył w 2 wyścigach i to pomimo wielu przeciwności losu. W jego zespole praktycznie nikt nie znał angielskiego. Przez to Belg musiał używać tłumacza Google w porozumiewaniu się z mechanikami. Na koniec roku zajął 4. miejsce i to dało mu kontrakt w McLarenie na sezon 2017. 

ZOBACZ TAKŻE
Vandoorne wspomina starty w Japonii. "Musiałem używać tłumacza Google"

Pierre Gasly zaś w tamtym roku przegrał tytuł mistrzowski o pół punkty. Francuz na początku roku miał ogromne problemy z punktowaniem. Gdy jednak już się wdrożył to pokazał, że jest bardzo groźnym rywalem. W Motegi i Hicie wygrał, a w Muracie lepszy od niego okazał się tylko Yuhi Sekiguchi. Po tak dobrych wynikach w Super Formule, Helmut Marko zdecydował, aby to właśnie on w Toro Rosso w trybie natychmiastowym zmienił Daniiła Kwiata, który w F1 regularnie rozbijał bolidy. Gasly do Japonii miał wrócić na finał sezonu, który ostatecznie przez tajfun został odwołany. Do mistrza – Hiroakiego Ishiury zabrakło mu zatem niewiele. 

Pierre Gasly wygrana Motegi

Fot. Red Bull Content Pool

Z Japonii do F1. Na razie ostatni… Liam Lawson

Ostatni kierowca w tym zestawieniu. Po zostaniu II wicemistrzem F2 w sezonie 2022 Helmut Marko zdecydował, aby Nowozelandczyk trafił do Super Formuły. Decyzja ta okazała się świetna. Lawson stał się 1. debiutantem w historii tej serii, który wygrał wyścig. Później 2-krotnie powtórzył ten sukces i tak na 2 wyścigi przed końcem sezonu jest on wiceliderem tabeli. Warto w tym miejscu powiedzieć, że Team Mugen rozgrywa mu świetnie strategicznie każde zawody zaś Lawson potrafi umiejętnie przebijać się przez stawkę. Udowodnił to podczas wygranej w Hicie.

ZOBACZ TAKŻE
SF: Lawson z 2. triumfem w sezonie | Analiza

Szansę debiutu w F1 otrzymał w związku z kontuzją Daniela Ricciardo. Tym samym ma on okazję do tego, aby zaprezentować się szerszemu gronu i powalczyć o kontrakt na rok 2024. Lawson ma ku temu wielkie możliwości, a teraz w Japonii potwierdza, że posiada wielki talent. Super Formuła była trampoliną dla wielu do udanej kariery. Jak będzie w przypadku Kiwiego? Czas pokaże.

5/5 (liczba głosów: 2)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama