1147 kilogramów wyścigowego rodowodu - "fenomenalny" McLaren F1 - motohigh.pl
Nasze social media

Samochody

1147 kilogramów wyścigowego rodowodu – “fenomenalny” McLaren F1

Na przełom lat 80. i 90. przypadła największa passa sukcesów w historii brytyjskiego zespołu Formuły 1, McLarena. Najlepszy sezon 1988 oznaczał dominację – duet Senna/Prost wygrał 15 z 16 Grand Prix za sterami modelu MP4/4 z turbodoładowanym silnikiem Hondy. W związku z tym, zarząd ekipy z Woking wpadł na pomysł stworzenia najlepszego, najszybszego i bezkompromisowego supersamochodu w celu uczczenia tego złotego okresu.

Opublikowano

w dniu

Fot. Supercars.agent4stars.com
Poprzednia1 z 2

Idea najlepszego supersamochodu świata

Historia tego pojazdu ma swoje luźne początki jeszcze za czasów założyciela zespołu, Bruce’a McLarena. Jego celem było bowiem wyprodukowanie samochodu drogowego, który wygra prestiżowy 24-godzinny wyścig na pętli de la Sarthe. Niestety w związku z tragiczną śmiercią Nowozelandczyka, pomysł ten odszedł w niepamięć. Przenieśmy się jednak prawie dwie dekady później, do 1988 roku. Oprócz kończącej się radzieckiej inwazji w Afganistanie, na świecie dzieje się jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie – zespół McLaren z głośnym przytupem kończy ostatni sezon ery turboformuły. Bolid MP4/4 z silnikiem Hondy oraz takimi kierowcami jak Ayrton Senna i Alain Prost, kończy wyścigi z reguły na dwóch najwyższych szczeblach podium. Wykorzystując falę popularności, powraca pomysł skonstruowania samochodu drogowego, który ma być hołdem w stronę sukcesów zespołu w królowej sportów motorowych.

Pomysłodawcą auta został Gordon Murray, odpowiedzialny za skonstruowanie zwycięskiego bolidu, w którym Senna wygrał swój pierwszy tytuł mistrzowski. Czekając na powrotny samolot do domu po Grand Prix Włoch 1988, Brytyjczyk wykonał szkic dwudrzwiowego coupé, a następnie pokazał go dyrektorowi zespołu. Panowie zaczęli dyskutować nad przyszłością marki, oraz obaj zgodzili się, że warto byłoby stworzyć bezkompromisowego hyper cara, wykorzystując swoje doświadczenie z projektowania bolidów.

Fot. Slashgear.com / Niesamowita sylwetka F1 wyróżnia się nawet po tylu latach

Po powrocie do domu, Gordon zabrał się za projekt na poważnie. Do pomocy wziął Petera Stevensa, który miał za zadanie zaprojektować wygląd zewnętrzny i wewnętrzny pojazdu. W związku ze współpracą McLarena i Hondy, kilka wybranych osób z ekipy zostało zaproszonych do centrum rozwojowego Japończyków w prefekturze Tochigi. Tam Murray miał okazję przejechać się najnowszym modelem – NSX. Zanim to się stało, dla Południowoafrykańczyka wzorem w kwestii prowadzenia się auta drogowego były Porsche, Ferrari i Lamborghini.

Jednak jak sam później przyznał – po kilku okrążeniach za kierownicą niemal 300-konnej Hondy – że jego nastawienie diametralnie się zmieniło. Od tej pory, wzorem w kwestii prowadzenia stał się właśnie model NSX. Japoński sportowiec na tyle zauroczył Murraya, że ten chciał aby silnik został również przez nich zaprojektowany, jednak ze względu na wyolbrzymione oczekiwania projektanta, Japońscy konstruktorzy nie podjęli się stworzenia silnika.

Wtedy też pojawiły się odgórne założenia projektu. Jak nazwać pojazd, który ma być ucieleśnieniem technologii z Formuły 1? Oczywiście, że… F1. Druga sprawa, już na samym początku założono, że cena McLarena nie będzie grać roli – skoro tworzony jest bezkompromisowy samochód, to jego cena też może być bezkompromisowa. Tak więc, Murray znalazł się w wymarzonym położeniu każdego projektanta, bowiem miał całkowicie wolną rękę i tylko jego wyobraźnia była jedynym ograniczeniem.

Za pierwsze odniesienia do rzeczywistości posłużyły dwa kit cary w postaci Ultimy Mk3. Pierwszy z nich miał za zadanie sprawdzić wytrzymałość skrzyni biegów, jednak w tamtym czasie silnik F1 nie był jeszcze gotowy. Aby symulować możliwie duże przeciążenie posłużono się silnikiem V8 o pojemności 7,4 litra z Chevroleta. Oprócz tego, muł testowy posłużył jeszcze do sprawdzenia hamulców i układu wnętrza pojazdu. Drugi z nich miał za zadanie przetestować gotowy już silnik wraz z układem wydechowym i chłodzeniem. Po testach oba egzemplarze zostały zniszczone, aby F1 nie kojarzył się z kit carami. O wiele ciekawiej wygląda historia pięciu prototypów o nazwie XP, które były niemal śrubka w śrubkę takie same jak model produkcyjny.

Fot. Wheelsage.org / Kit cary źle się kojarzyły w świecie samochodów, gdyż najczęściej były to fatalne i tanie repliki drogich pojazdów

Wszystkie testy przeprowadzono na przełomie 1992 i 1993 roku. Pierwszy z nich, czyli XP1, powstał aby przetestować układ chłodzenia silnika. W tym celu wybrano się do Namibii, gdzie w warunkach tropikalnych wyciskano z auta ostatnie soki. Niestety, kierowca testowy z BMW rozbił przedprodukcyjnego McLarena. XP2 został poświęcony do testu zderzeniowego, w którym przy prędkości 50 km/h wjechał w ścianę, a przednie koło pozostało nietknięte! Zaś XP3 był próbą długodystansową, w której samochód osiągnął nieoficjalnie 371 km/h na włoskiej pętli Nardò – i to z mocą zdławioną do 580 KM.

W czwartym egzemplarzu dobitnie testowano układ przenoszenia napędu, a w szczególności skrzynię biegów. Oprócz tego, XP4 posłużył jeszcze za egzemplarz do testów, z którym do czynienia miał między innymi Top Gear. Ostatni z prototypów posłużył do pokazów na targach motoryzacyjnych, a oprócz tego wykręcił również czas 7 minut i 11 sekund na pętli Zielonego Piekła z pomocą Miki Hakkinena, dwukrotnego mistrza Formuły 1. Niestety, wynik nie jest brany oficjalnie pod uwagę, gdyż XP5 był prototypem a nie egzemplarzem produkcyjnym, chociaż w żadnym przypadku się od niego nie różnił.

Pierwsza prezentacja F1 odbyła się w maju 1992 roku w Monako, na trzy dni przed rozpoczęciem Grand Prix na ulicach miasta. Produkcję zaczęto rok później, a na pojedynczy egzemplarz klient musiał czekać 3,5 miesiąca. Cena McLarena F1 wynosiła wtedy blisko milion dolarów, co uczyniło go jednym z najdroższych aut w historii. Wybór koloru samochodu odbywał się za pośrednictwem modelu w odpowiedniej skali, aby jak najwierniej oddać głębię koloru na aucie. Zaś umiejscowienie za kierownicą było oddzielnie dostosowane pod każdego klienta. Co ciekawe, każdy z samochodów posiadał wbudowany czujnik GPS w jednostce sterującej silnika, który informował producenta o przeróżnych parametrach samochodu.

Fot. Wheelsage.org / Jednym z prototypów do dzisiaj jeździ ojciec całego projektu – Gordon Murray

Dużo ciekawostek mamy przy okazji serwisowania McLarena, bowiem technicy odpowiedzialni za zbudowany przez siebie egzemplarz są do dzisiaj na zawołanie klienta. Ciekawy przypadek zdarzył się kiedy jeden z nabywców modelu F1 złapał kapcia. Zadzwoniwszy do serwisu, mechanik spakował dwa koła i poleciał samolotem do innego kraju, a następnie taksówką przyjechał do klienta! Kiedy inny samochód został skasowany a następnie przywieziony na odbudowę, w celu porównania Murray użyczył swój własny egzemplarz, aby oba rozebrać do samego monokoku i następnie porównać – każdą część, jedna po drugiej.

Jeżeli chodzi o eksploatację, to F1 przechodził przez dwa serwisy – jeden co 9 miesięcy, drugi co 18. Silnik został zbudowany wedle starej dewizy BMW, więc oprócz obsługi nie trzeba było do niego zaglądać przez pierwsze 250 tysięcy kilometrów. Sprzęgło musiało zostać wymienione co każde 8 tyś. km., zaś bak paliwa co 5 lat, ze względu na zbudowanie go w specyfikacji FIA – co z drugiej strony gwarantuje ogromne bezpieczeństwo. Pióro przedniej wycieraczki to koszt rzędu 1500 dolarów, a jedna opona to jakieś 4500 dolarów. Cóż… o serwisowaniu tego auta można by napisać książkę.

Produkcyjny McLaren F1 legitymował się mocą 627 KM oraz zaledwie 1147 kg masy własnej – obsesja na punkcie niskiej wagi była tak wysoka, że nawet narzędzia w bagażniku zostały zbudowane z tytanu. Również skóra na tapicerce przeszła kurację odchudzającą w postaci zgolenia materiału, co ujęło kolejne 5 kg. Legendarny supersamochód zapewnił sobie górę tytułów, a niektóre z nich są do dzisiaj niepobite. Najbardziej znanym osiągnięciem jest prędkość maksymalna na poziomie 386 km/h uzyskana na niemieckim torze Ehra-Lessien z 10-kilometrową prostą. Wynik ten pobił dopiero w 2005 roku Koenigsegg CCR, później poprawił go Buggatti Veyron. Jednak oba te pojazdy są doładowane, co w dalszym ciągu po tylu latach czyni F1 najszybszym samochodem produkcyjnym z silnikiem wolnossącym. Samochód jak na swoje monstrualne osiągi, odznaczał się również niskim zużyciem paliwa, średnio 18 litrów na 100 kilometrów.

Fot. Hemmings.com / Ceny F1 nieustannie szybują w górę. W 2017 roku, jeden z egzemplarzy został sprzedany za rekordowe 15 milionów dolarów!

Trudno mówić o konkurencji McLarena F1, gdyż na czas produkcji pojazdu, właściwie jej nie było. Poprawiona wersja Lamborghini Diablo osiągała ledwo 525 KM, zaś wchodzące dopiero Ferrari F50 mimo silnika z bolidu F1 też osiągało podobną moc. Najbliżej McLarena było Bugatti EB110 SS – jednak na nic moce podobne do legendy z Woking – skoro samochód ważył jakieś pół tony więcej. Nawet do dziś wiele nowych supersamochodów wzoruje się na F1, co sugeruje jak bardzo swoją epokę wyprzedził ten nieziemski samochód. Sam projektant drogowego McLarena stwierdził, że gdyby miał od nowa zbudować ten samochód przy jeszcze większym budżecie, absolutnie nic by nie zmienił.

Poprzednia1 z 2

Reklama

Facebook

Reklama
Reklama