Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Taki Inoue – jak wpadłem pod koła medyków? | Największe niewypały F1

Ricardo Rosset był poprzednią osobą, której sylwetkę wam przedstawialiśmy w materiale z serii o najsłabszych kierowcach w historii królowej sportów motorowych. Reguła kwalifikacyjna 107% okazała się dla niego bardzo trudną do przejścia, a jego rezultaty lekko mówiąc nie powalały. Dziś opowiemy historię sympatycznego Japończyka, który mimo totalnego braku osiągnięć wspomina czasy rywalizacji w Formule 1 ze sporym przymrużeniem oka i dystansem do siebie. Obecnie najbardziej znany jest z bardzo komicznej sytuacji z 1995 roku. Co wówczas zrobił Taki Inoue? O tym w dalszej części artykułu, do którego lektury gorąco zapraszamy.

Taki Inoue, 1995
Fot. Twitter / CYMotorsport

Jak Taki Inoue rozpoczął karierę wyścigową?

Taki, a właściwie to Takachiho Inoue urodził się 5 września 1963 roku w siódmym największym mieście Japonii – Kobe, na wyspie Honshu. Pierwsze wzmianki o startach Takiego w wyścigach są datowane na rok 1988, gdyż wziął wówczas udział w mistrzostwach brytyjskiej Formuły Ford. W latach 1990-1993 ścigał się w swojej ojczyźnie, a dokładniej w tutejszej Formule 3. Niestety znalezienie jakichkolwiek danych na temat wyników Japończyka w tych seriach graniczyło z cudem.

Jedyną rzeczą, o której można wspomnieć jest fakt, iż Inoue przez cztery lata startów zdobył jedynie… sześć punktów. Nie jest to porywająca liczba, jednakże nasz bohater postanowił zrobić krok w przód i na sezon 1994 dołączył do międzynarodowej Formuły 3000. Tam zaś również nie zawojował, ponieważ ani razu nie dojechał w punktowanej szóstce. Co gorsza, jego zespołowy partner, Vincenzo Sospiri, zakończył rywalizację na znakomitej czwartej lokacie. Jak zatem widać, po kilku latach kariery największym osiągnięciem Takiego było zdobycie sześciu punktów w 1993. Co po tym postanowił zrobić Japończyk? Dołączyć do Formuły 1.

ZOBACZ TAKŻE
Ricardo Rosset - 107% to dla niego... za mało | Największe niewypały F1

Debiut Japończyka w Formule 1

Taki Inoue pod koniec 1994 roku dołączył na jeden wyścig do zespołu MTV Simtek. Brytyjski bolid napędzany był wówczas ośmiocylindrowymi silnikami Forda, a sam team. Cóż, nie prezentował jakiegoś wybitnego poziomu. W trakcie tego sezonu życie na torze straciło dwóch kierowców. Trzykrotny mistrz świata, Ayrton Senna oraz ówczesny kierowca Simteka, Roland Ratzenberger. Pod koniec kampanii zarząd zespołu postanowił dać szansę debiutu Japończykowi w jego domowym wyścigu. Inoue zastąpił Domenico Schiattarellę, który warto nadmienić, że debiutował w poprzednim wyścigu.

W kwalifikacjach Taki uzyskał ostatni rezultat, co nie byłoby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie fakt, że do kolejnego kierowcy stracił ponad 3 sekundy. Ponadto, do zdobywcy pole position, czyli Michaela Schumachera, stracił prawie 8 sekund. Wyścig to jednak totalnie inna bajka, a Taki Inoue chciał udowodnić swoją wartość podczas deszczowego startu. Warunki pogodowe okazały się przeszkodą nie do przejścia i to już na trzecim okrążeniu. Japończyk zakończył swój udział… uderzając w ścianę na prostej startowej. W ten oto sposób nasz bohater zaprezentował się światu Formuły 1. O dziwo nie był to koniec jego przygody z najwyższą serią wyścigową.

Taki Inoue w zespole Footwork

Mimo, lekko mówiąc nienajlepszego debiutu w królowej sportów motorowych, Taki Inoue otrzymał jeszcze jedną szansę do zabłyśnięcia. Tym razem na cały sezon! Dołączył do zespołu Footwork Arrows, który ówcześnie borykał się ze sporymi problemami finansowymi, a Japończyk miał zapewnić im dalszy byt. Jego zespołowym partnerem został obiecujący Włoch, Gianni Morbidelli. Formę obu kierowców można było ujrzeć gołym okiem już podczas inauguracji w Brazylii. Morbidelli startował do wyścigu z trzynastego pola, a Inoue… był szósty od końca i stracił do partnera prawie trzy sekundy. Wyścig okazał się nieudany dla całego zespołu, ponieważ zarówno Włoch, jak i Japończyk zakończyli przedwcześnie rywalizację. To z uwagi na problemy z silnikami. Mimo to, jasne się stało, że Taki jest znacznie słabszy, co zostało potwierdzone w sześciu kolejnych startach, w których przegrywał.

W Argentynie Taki Inoue był aż 14 sekund wolniejszy od zdobywcy pole position. Ponadto, podczas wyścigu zatrzymał się w bardzo niebezpiecznym miejscu na mokrym torze. Do ciekawej sytuacji doszło podczas treningu do GP Monako na torze Monte Carlo. Pod koniec sesji, Taki obrócił się, a jego bolid zgasł. Podczas gdy był holowany do alei serwisowej, w jego bolid z impetem uderzył samochód bezpieczeństwa. Ponadto, Inoue nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa, przez co mocno odczuł uderzenie i był po nim wstrząśnięty. Mimo to wziął udział w wyścigu, jednak odpadł na 27. okrążeniu po awarii skrzyni biegów. Do tej pory na pięć pierwszych startów, Japończyk nie dojechał do mety ani razu. Przełomem okazało się GP Kanady, gdzie Taki ukończył wyścig na dziewiątym miejscu. Wydawałoby się, że to niezły rezultat, ale problem w tym, że był ostatnim, który dojechał do końca.

Kolejne starty i komiczna sytuacja z Węgier

Następnym wyścigiem było GP Francji na torze Magny-Cours. Nasz bohater ponownie przegrał w kwalifikacjach z Morbidellim, a wyścig zakończył się dla niego dosyć szybko. Dokładniej na pierwszym okrążeniu, na pierwszym zakręcie. Wtedy Taki Inoue zderzył się ze swoim rodakiem, Ukyo Katayamą. Przed kolejnym startem zespół Footwork postanowił zmienić kierowcę, z uwagi na kolejne braki finansowe. Logicznym posunięciem byłoby usunięcie Takiego, jednakże zarząd postanowił wyrzucić Morbidelliego. W jego miejsce przybył Massimiliano Papis. Dwa następne wyścigi skończyły się tak samo, jak większość dotychczas. Inoue został pokonany przez zespołowego kolegę w kwalifikacjach, a rywalizację kończył po swoich błędach.

Nadszedł czas na GP Węgier, które tradycyjnie odbywało się na torze Hungaroring. Podczas sesji kwalifikacyjnej, Inoue po raz pierwszy pokonał swojego teammate’a! Początkowo mogło się wydawać, że to moment zwrotny w karierze Japończyka. Rzeczywistość zweryfikowała to na okrążeniu numer trzynaście. W pojeździe Takiego awarii uległ silnik. Nasz bohater szybciutko opuścił bolid i udał się po gaśnicę, aby pomóc w gaszeniu samochodu. Pożyczył więc owe narzędzie od stewarda, lecz nie zauważył, że w jego kierunku zmierza pojazd medyczny. W spektakularny i komiczny sposób wpadł na maskę samochodu, a w efekcie tego odniósł drobne obrażenia.

To nie koniec przygód z Takim! Dwa wyścigi później, w trakcie GP Włoch na torze Monza, był głównym winowajcą wypadku Schumachera i Hilla. Podczas próby zdublowania, Taki Inoue zamiast zjechać z linii wyścigowej pozostał na niej. Przez to na dohamowaniu do szykany Variante Roggia, Damon Hill wpadł z impetem w tył Benettona i obaj kierowcy zakończyli swój udział w wyścigu. Do końca sezonu Inoue dojechał do mety tylko dwa razy, w Portugalii i w Japonii. Jego najlepszym rezultatem było ósme miejsce, które dowiózł we wspomnianych Włoszech.

 

Co było potem?

Po sezonie 1995, zespół Footwork nie przedłużył kontraktu z Japończykiem. Taki Inoue musiał znaleźć dla siebie nowe miejsce. Początkowo próbował się dogadać z zespołem Tyrrell, jednak pomiędzy kierowcą a właścicielem nie doszło do porozumienia. W styczniu kolejnego roku ogłoszono, że Inoue dołączy do włoskiego Minardi u boku Pedro Lamy’ego. Niestety tuż przed rozpoczęciem kampanii jeden z jego sponsorów wycofał się, zatem nasz bohater musiał opuścić Formułę 1. Nowym kierowcą zespołu został Giancarlo Fisichella, który był ich testerem w poprzednich latach.

Po odejściu z królowej sportów motorowych, Taki próbował jeszcze swoich sił w wyścigach długodystansowych, jednak bez jakichkolwiek sukcesów. Od tamtego czasu prowadzi własną firmę i wspiera młodych japońskich kierowców. Widać, że mimo to zachował swoje poczucie humoru, gdyż obecnie jest dość aktywny w mediach społecznościowych, gdzie lubi określać siebie mianem najgorszego kierowcy w historii Formuły 1.

Podsumowanie

Taki Inoue to jedna z barwniejszych postaci w historii sportów motorowych. Niestety jego rezultaty na tle sportowym nie znaczyły praktycznie nic, jednak pozostawił po sobie odrobinę komedii i humoru. Niektórzy pracownicy zespołu Footwork uważali nawet, że był najbardziej pechową osobą, z jaką kiedykolwiek pracowali. Ten pech to przede wszystkim sytuacje z GP Monako oraz GP Węgier. Dziś najbardziej znany jest zwłaszcza z tej drugiej, fani Formuły 1 do dziś zadają sobie pytanie: Jak to możliwe, że dał się potrącić w taki sposób? Cóż, miejsce w galerii sław, a może bardziej anty-sław ma z pewnością zagwarantowane na długie, długie lata.

5/5 (liczba głosów: 2)
+ posts

Jeden z najmłodszych w składzie, pieszczotliwie zwany Adasiem. Okiem przeciętnego kibica przybliża znane osobistości ze świata motorsportu. Prócz pisania jego wielką pasją jest kolekcjonowanie autografów kierowców. Uwielbia simracing i muzykę elektroniczną, nie pogardzi dobrym kebabem.

\
Reklama