Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

James Hunt – nie tylko charyzma i ciężka praca | Legendy motorsportu

Kierowcy szalonych lat 70. w Formule 1 zapadli wielu kibicom w pamięć. A już na pewno James Hunt, od którego śmierci minęły już prawie trzy dekady. Charyzmatyczny kierowca, uważany za największego playboya w dziejach F1 – to wie niemal każdy. Co jednak jeszcze warto wiedzieć o tym kierowcy?

Opublikowano

w dniu

james hunt
Fot. YouTube / FORMULA 1

James Hunt to buntownik od urodzenia

James Simon Wallis Hunt przyszedł na świat 29 sierpnia 1947 roku jako drugi z szóstki dzieci Sue i Wallisa Huntów. Rodzice przyszłego mistrza świata po zakończeniu II wojny światowej osiedlili się w Belmont, kilkanaście kilometrów od centrum Londynu. James we wspomnieniach matki jawił się jako najbardziej buntownicze z dzieci. Notorycznie uciekał z łóżeczka ze szczebelkami, a podczas spacerów matka nie zapinała go w pasy, w obawie przed tym, że się na nich powiesi.

Od małego Hunt zawsze starał się postawić na swoim, nie uznawał żadnych autorytetów, a rodziców traktował wręcz jak przeszkodę, z którą należy walczyć. Był niezwykle impulsywny i nadpobudliwy, niejednokrotnie zabawy z rodzeństwem kończyły się wizytą na „urazówce” któregoś z czwórki braci. Problemy wychowawcze ciągnęły się za nim przez lata – z powodu bójek i pogardy dla nauczycieli dwukrotnie zmieniał szkołę przed ukończeniem ósmego roku życia.

ZOBACZ TAKŻE
Od Grand Prix po legendarną królową sportów motorowych

W przeciwieństwie do wielu (zwłaszcza współczesnych) kierowców wyścigowych, na torze zadebiutował już jako dorosły mężczyzna. Pierwszym natomiast pojazdem poprowadzonym przez Hunta był… ciągnik, na którym nauczył się jeździć podczas wakacyjnego wyjazdu w wieku 11 lat.

James Hunt był amatorem wielu sportów indywidualnych

Konfliktowy charakter Hunta utrudniał młodemu chłopakowi nawiązanie trwałych relacji z rówieśnikami. Przez całe życie jedynie trójkę z nich nazywał przyjaciółmi, a rozwijając się fizycznie skupiał się zawsze na sportach indywidualnych. Przez kilka lat grał w tenisa i squasha, zwłaszcza w tej drugiej dyscyplinie wykazywał niesamowity potencjał. Wielokrotnie pokazywał się z dobrej strony w zawodach, brał nawet dwukrotnie udział w mistrzostwach Wielkiej Brytanii amatorów. Nie była mu dana jednak profesjonalna kariera, ponieważ niebawem miał odnaleźć w swoim życiu nową pasję.

Jak sam wspominał, szczęśliwy poczuł się dopiero w tydzień po swoich 17. urodzinach – był to dzień, w którym zdał egzamin na prawo jazdy. Samochody szybko stały się miłością młodego Hunta. Regularnie namawiał kolegów do podkradania samochodów swoich rodziców i urządzania wyścigów po osiedlu. Niejednokrotnie działo się to po wcześniejszej wizycie w pubie, jako że ówczesna policja nie posiadała jeszcze alkomatów.

James Hunt w swojej karierze znany był z tendencji do rozbijania zarówno swojego auta, jak i swoich konkurentów. Skłonności do takich zachowań wykazywał już jako nastolatek – krótko po zdobyciu uprawnień rozbił minivana rodziców, a niedługo później również swoje pierwsze auto, czyli Fiata 500.

Dzień przed swoimi osiemnastymi urodzinami, dzięki koledze z tenisowego kortu, po raz pierwszy pojawił się na torze wyścigowym – jeszcze jako kibic podczas rozgrywanego na Silverstone klubowego pucharu Mini. Jak wspominał w jednej z rozmów: „Do tej pory nie miałem pojęcia, że istnieje coś takiego jak wyścigi klubowe. Sporty motorowe kojarzyły mi się z czymś odległym, niedostępnym dla zwykłych ludzi. Nagle zobaczyłem brata mojego kolegi, który w wieku 20 lat, za zarobione w warsztacie pieniądze zbudował sobie wyścigowego Mini Coopera. To dodało mi wiary w siebie i w to, że mogę pójść w ślady największych kierowców”. Gdy wrócił do domu oznajmił rodzicom, że nie muszą się obawiać już o jego przyszłość, albowiem planuje zostać wyścigowym mistrzem świata.

Nie potrzebuję szóstek na świadectwie, aby się ścigać

Jako jeden z szóstki rodzeństwa nie mógł liczyć na finansowe zaangażowanie ze strony swoich rodziców, imał się zatem najróżniejszych zajęć, aby zarobić na swój pierwszy wyścigowy samochód. Opuścił Wellington College i zrezygnował z dalszej edukacji. Przez dwa lata zbierał pieniądze, kupował części – często z rozbitych pojazdów lub wręcz złomu – i składał swojego wymarzonego Coopera.

8 października 1967 roku Brytyjczyk zadebiutował w wyścigu na torze Brands Hatch, niestety jego pierwszy start skończył się na piątym okrążeniu z powodu awarii samochodu. Nie zraził się jednak i dalej ulepszał swój pojazd. Po kilku miesiącach postanowił jednak sprzedać swoje Mini, a otrzymana kwota wraz z oszczędnościami wystarczyła na wystartowanie w Formule Ford.

Pojawienie się w serii wyścigowej, w której wszyscy kierowcy startują na identycznym sprzęcie, było strzałem w dziesiątkę. Na znaczeniu stracił ograniczony budżet Hunta, górę zaczęły brać jego umiejętności. Już latem 1968 roku odniósł pierwsze zwycięstwo w tej serii, a kolejne sukcesy pozwoliły mu znaleźć pierwszych sponsorów. Pod koniec obfitującego w sukcesy oraz wypadki sezonu 69’, James Hunt otrzymał szansę w Formule 3, będącej wtedy najlepszą trampoliną do królewskiej kategorii. W pierwszym wyścigu, startując na starym Brabhamie BT21, zajął 8. miejsce na torze Mallory Park. Kolejne dwa wyścigi okazały się jeszcze bardziej udane – zajął w nich trzecie i czwarte lokaty.

Kolejny rok miał być dla Hunta wielką szansą, ale i wyzwaniem. Po podpisaniu umowy z Lotusem planował startować zarówno w brytyjskich, jak i międzynarodowych zawodach Formuły 3. Nie posiadając jednak finansowego zaplecza, musiał liczyć na zajmowanie wysokich miejsc w zawodach, aby móc finansować naprawy bolidu i kolejne starty. Po kilku nieudanych wyścigach i dwukrotnym rozbiciu samochodu w kwalifikacjach, pod koniec maja podczas austriackiej rundy F3 odniósł pierwszy sukces, przecinając linię mety na drugiej pozycji. Kolejne dwie rundy również kończył na drugiej lokacie, do tego raz zdobywając pole position.

Pierwszy triumf przyćmiony przez tragedię

Pierwszy wyścig wygrał pod koniec czerwca w Rouen we Francji. Podczas dramatycznego wyścigu z jednej strony można było podziwiać Hunta przebijającego się z 18. pola startowego po nieudanych kwalifikacjach, z drugiej jednak triumf Hunta został przyćmiony przez śmiertelny wypadek na siedemnastym okrążeniu. W zderzeniu pięciu pojazdów, czwórka kierowców wyszła bez szwanku – piąty jednak, Jean-Luc Salomon, zginął na miejscu w wyniku poważnych obrażeń karku i głowy.

ZOBACZ TAKŻE
"Szalone lata 90-te". Najlepsza dekada w historii F1?

Po serii udanych wyścigów niestety odezwał się trudny charakter Brytyjczyka. Podczas wyścigu na Crystal Palace, na ostatnim okrążeniu wyścigu, James Hunt walcząc o 3. pozycję zderzył się z Davidem Morganem – co obu kierowców pozbawiło szans na podium. Następnie wściekły ruszył do rywala i powalił go na ziemię. Ukaranym przez trybunał został jednak Morgan jako winny kolizji, a atak Hunta został przemilczany. Nie sposób nie zauważyć, że podejście do tego typu zachowań mocno zmieniło się na przestrzeni lat – w 2020 roku kierowca kartingowy Luca Corbieri po wypadnięciu z toru pozostał na poboczu, podniósł oderwany od pojazdu przedni zderzak, rzucił nim w przejeżdżającego na kolejnym okrążeniu rywala (!), a następnie zaatakował go w boksie już po zakończeniu wyścigu. Poskutkowało to zawieszeniem we wszystkich seriach FIA na 15 lat oraz dyskwalifikacją z trwającego ówcześnie sezonu.

Kolejne dwa lata stały pod znakiem nieustających problemów i wypadków. Mimo wielkiego talentu i świetnego tempa, Hunt notorycznie rozbijał swoje bolidy, kilkukrotnie cudem unikając śmierci. Niebezpieczne sytuacje miały miejsce również poza torem wyścigowym – dzień po poważnym wypadku na Brands Hatch, rozbił również pożyczonego Mini Coopera jadąc ze znajomymi na Grand Prix Wielkiej Brytanii.

Ostatnie kroki przed wejściem na szczyt

1973 rok miał okazać się prawdziwym przełomem w karierze Hunta. Początkowo wraz ze swoim nowym zespołem Hesketh Racing startował w F2, jednak po kilku wyścigach stała się rzecz nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach. Zespół postanowił przejść w połowie sezonu do F1, a oficjalny debiut Hunta miał się odbyć podczas GP Monako. Oficjalny, ponieważ już wiosną wziął udział w nieoficjalnym wyścigu Race of Champions. W Surteesie T59B zajął tam trzecie miejsce wśród najlepszych kierowców świata.

Kwalifikacje do wyścigu nie poszły po myśli Hunta – zajął w nich osiemnaste miejsce. W wyścigu, mimo poważnego odwodnienia i silnych bólów głowy, dał radę przedostać się na dziewiątą lokatę – po czym na pięć okrążeń przed końcem eksplodował silnik w jego bolidzie. Hunt pokazał się z dobrej strony, pokazał też niezwykłe zdolności regeneracyjne, albowiem po zawodach imprezował aż do świtu.

W kolejnych wyścigach zajmował coraz wyższe lokaty. Już w drugim zdobył pierwszy punkt, w trzecim zajął czwarte miejsce na Silverstone, a dwa tygodnie później w Holandii stanął po raz pierwszy na najniższym stopniu podium. Niestety był to kolejny sukces przyćmiony przez tragiczne wydarzenia. Podczas tego wyścigu zginął Roger Williamson, którego Hunt znał jeszcze z F3. Po śmierci kolegi wschodząca gwiazda Formuły 1 na pewien czas wycofała się z rywalizacji, spędzając czas na żałobie i… imprezowaniu. Pod koniec sezonu znów zaczął punktować, a w kończącym sezon GP USA zajął drugie miejsce, po czym po raz kolejny topił smutki w alkoholu. Niestety kolejne miejsce na podium Hunta miało miejsce po dramatycznym wypadku, tym razem jeszcze w kwalifikacjach śmierć poniósł Francois Cevert.

Drugi sezon Hunta w F1 stał pod znakiem rozczarowań – 3 miejsca na podium, ale jednocześnie jedynie 6 ukończonych wyścigów. Dało to ostatecznie, tak jak przed rokiem, ósme miejsce w generalnej klasyfikacji.

James Hunt vs Niki Lauda

Mówiąc o Jamesie Huncie, nie sposób pominąć wątek Nikiego Laudy, który był obecny w jego życiu już od 1971 roku. Mimo ogromnych różnic w podejściu do życia i do ścigania, rywale szybko się zaprzyjaźnili. Przez pewien czas nawet wspólnie wynajmowali mieszkanie w Londynie. Debiutowali bowiem w F1 w podobnym momencie. O ile pierwszy sezon w wykonaniu Laudy był przeciętny (17. miejsce w „generalce”), to w drugim był już czwarty w klasyfikacji wygrywając 2 wyścigi. Trzeci sezon dla obu był przełomowy. Hunt na torze Zandvoort w Holandii odniósł pierwsze zwycięstwo w karierze, a Lauda, dzięki pięciu wygranym został po raz pierwszy mistrzem świata.

ZOBACZ TAKŻE
Niki Lauda - talent i ciężka praca aż do perfekcji | Legendy motorsportu

Mało brakowało, a walka między tymi kierowcami w sezonie 1976 nie doszłaby do skutku. Po utracie płynności finansowej i wycofaniu się zespołu Hesketh z mistrzostw świata, Hunt na dwa miesiące przed startem sezonu został bez kontraktu w F1. Rozmowy z Lotusem i Brabhamem zakończyły się tak szybko jak się zaczęły. Prawdopodobnie gdyby nie odejście wicemistrza świata, Emersona Fittipaldiego, z McLarena, Hunt zostałby na lodzie.

Obecnie oczywiste jest, że w każdym zespole jeździ po dwóch kierowców. Lata 70. to jednak zupełnie inna historia. Hesketh wystawiał bowiem jedynie bolid Hunta, ale w McLarenie miało być inaczej. Brytyjczyk musiał się pogodzić z faktem, że uwaga zespołu nie będzie się skupiać jedynie na nim.

W pierwszych wyścigach Hunt pokazywał świetne tempo, dwukrotnie zdobywając pole position. Oba te wyścigi wygrał jednak Lauda, który szybko objął zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji sezonu. Mimo świetnego startu do sezonu w wykonaniu Hunta (3 wygrane w pierwszych 9 startach), pozostawał on daleko w tyle za Austriakiem. Ten w tym czasie stał na podium 8 razy, z czego 5 razy zwyciężył. W tym czasie zdobył zresztą dwukrotnie więcej punktów niż drugi w klasyfikacji Brytyjczyk.

Do diabła z bezpieczeństwem, wszystko czego pragnę to ściganie!

Dziesiątym przystankiem sezonu były zmagania o Grand Prix Niemiec. Wszystko zaczęło się od sugerowanego przez Laudę bojkotu wyścigu. Na Nuerburgringu zarówno długa nitka górskiego toru, jak i bliskość band powodowała ogromne ryzyko, na które nie chciał się godzić austriacki kierowca. Jako jeden z niewielu w stawce otwarcie mówił o niebezpieczeństwie i wielokrotnie powtarzał, że istnieje życie również poza torem. Protest został jednak przegłosowany przez kierowców i wyścig odbył się zgodnie z planem.

Już na drugim okrążeniu okazało się jednak, że Niki Lauda miał rację – najbardziej dotkliwie przekonał się o tym on sam. Po awarii zawieszenia z prędkością dwustu kilometrów na godzinę uderzył w bandę. Jego bolid stanął wtedy w płomieniach i na dodatek został uderzony jeszcze przez dwa kolejne samochody. Dzięki przytomnej reakcji innych kierowców Lauda wyszedł z tego „jedynie” z poważnymi poparzeniami, połamanymi żebrami i złamanym obojczykiem. Gdy kierowca walczył o życie w szpitalu, wyścig był kontynuowany. Jego zwycięzcą ostatecznie został James Hunt, który odrobił sporo punktów do głównego rywala.

Mimo groźnych obrażeń, Austriak już po 6 tygodniach wrócił do ścigania i skutecznie odpierał atak Hunta na pozycję lidera mistrzostw. Przed GP Kanady na owalu Mosport relacje przyjaciół, a zarazem wielkich rywali, uległy mocnemu ochłodzeniu. Gdy Niki prowadził zebranie omawiające sprawy bezpieczeństwa na ww. owalu, Hunt zaczął krzyczeć „Do diabła z bezpieczeństwem! Wszystko czego chcę, to stanąć na starcie!”. Taka reakcja wzburzyła trzeźwo myślącym i nadal odczuwającym skutki wypadku Laudą.

Podczas wyścigów w Ameryce Północnej Hunt odniósł dwa cenne zwycięstwa. Lauda natomiast zdobył jedynie 4 punkty, przez co jego przewaga stopniała do zaledwie trzech oczek. Jasne zatem było, że wszystko będzie zależeć od ostatniej rundy rozgrywanej na Fuji Speedway.

Trening był odskocznią od codzienności

Podczas weekendu w Japonii Hunt był rozchwytywany przez media. Z jednej strony szanowany za umiejętności wyścigowe i dopadnięcie Laudy w klasyfikacji, z drugiej rozstawał się właśnie w atmosferze skandalu z żoną. Ta zostawiła go dla znanego aktora, Richarda Burtona. Celem uniknięcia uwagi mediów Brytyjczyk skupił się na treningu. Całe dnie spędzał na siłowni lub grając w squasha, nie rezygnując jednak z nocnych imprez ze stewardessami. Gdy już zdołał się odstresować, pozostało jedynie stanąć na starcie i pokonać Nikiego w bezpośredniej walce.

Odbycie wyścigu stało jednak pod znakiem zapytania. Od samego rana na tor padał ulewny deszcz, przez co poranny trening co rusz był przerywany przez wypadki i kolizje. Tym razem to Hunt rozważał bojkot wyścigu. W prywatnej rozmowie z Laudą przyznał, że jeśli więcej kierowców będzie miało podobne obawy, to nie wystartuje. Zdecydowana większość kierowców chciała jednak się ścigać i po trwającym niemal dwie godziny opóźnieniu wyścig ruszył. Hunt zaliczył fantastyczny start i momentalnie objął prowadzenie tuż przed Laudą. Po drugim okrążeniu stało się jednak coś, czego nikt na torze się nie spodziewał. Lauda zjechał do boksu i wycofał się z wyścigu, mówiąc że „są rzeczy ważniejsze, niż mistrzostwo świata”.

Na kolejnych okrążeniach podobnie postąpili Fittipaldi, Pace i Perkins, a reszta kontynuowała zmagania na przesychającym torze. Po problemach z pierwszym kompletem suchych opon i przebiciu jednej z drugiego kompletu, Hunt po brawurowej jeździe zdołał zająć trzecie miejsce w wyścigu. Co ciekawe, sam do końca był przekonany, że jest na niższej pozycji, a tytuł przypadł Laudzie. Dopiero gdy wysiadł z bolidu i wściekły ruszył do szefa teamu Teddy’ego Mayera, dotarło do niego, że został po raz pierwszy w karierze mistrzem świata Formuły 1.

Człowiek jest swoim największym wrogiem

Życie Jamesa Hunta było przeplatanką wyścigów, dramatów oraz imprez. Początki jego uzależnień sięgają jeszcze szkoły podstawowej, gdzie zaczął namiętnie palić papierosy. Nawet podczas juniorskich zawodów w tenisa i squasha zdarzało mu się wymykać w przerwach meczu na dymka. Gdy był już uznanym w kraju kierowcą i zamieszkał sam w Londynie, jego upodobania przesunęły się z papierosów w stronę kobiet i alkoholu. Mimo kilku dłuższych związków nie stronił od jednonocnych przygód, a nocami włóczył się po okolicznych knajpach. Nie można mu jednak odmówić posiadania pewnej kontroli nad nałogami – do wyścigów zazwyczaj przystępował wypoczęty i zawsze trzeźwy. Na początku lat 70. nie miał jeszcze zbyt wielu sukcesów na koncie, co nie przeszkadzało mu zachowywać się niczym gwiazda rocka. Nawet po wspomnianym wcześniej wypadku w Mini Cooperze rekonwalescencja polegała na… piciu piwa i towarzystwie pięknych kobiet, sprowadzanych do niego przez kolegów z toru.

W 1974 roku wydawało się, że Hunt spokorniał i spoważniał. Oświadczył się swojej dziewczynie, przeprowadził do Hiszpanii, zaznaczył swoją pozycję w F1. Bardzo szybko okazało się, że nic z tego – w dniu ślubu spanikował i celem dodania sobie odwagi… upił się z samego rana i ledwo przystąpił do ceremonii. Małżeństwo przetrwało jedynie kilka miesięcy, a Hunt szybko oddał się romansom z modelkami i imprezowaniu w przerwach od ścigania. Gdy mieszkał w Marbelli, zdarzyło mu się wskoczyć podczas imprezy w jednym z klubów do basenu w pełnym stroju, a przy próbie powrotu na bal, został wyrzucony przez ochronę.

W tamtym okresie, absolutnie szczytowym jeśli chodzi o jego formę wyścigową, Brytyjczyk był ucieleśnieniem książkowego dr Jekylla i mr Hyde’a. Z jednej strony dbał o kondycję, grał w tenisa i squasha, dużo biegał i pilnował diety, a od środy do niedzielnego wyścigu nie dotykał alkoholu. Z drugiej jednak po weekendach i podczas wolnych tygodni nie stronił od alkoholu, papierosów czy marihuany.

Im bliżej jesteś śmierci, tym bardziej czujesz się żywy

Po odniesieniu największego sukcesu w karierze, James Hunt szybko stracił zapał do wyścigów. W 1977 roku co prawda zajął piąte miejsce w klasyfikacji, wygrywając 3 wyścigi, ale kolejny, ostatni już w McLarenie sezon, skończył na trzynastym miejscu.

Beznadziejny w wykonaniu Hunta sezon 1978 stał pod znakiem kolejnego zdarzenia. Na pierwszym okrążeniu GP Włoch miał miejsce wypadek, w którym Ronnie Peterson w bolidzie Lotusa wpadł w bandy i stanął w płomieniach. Szybka reakcja Hunta i Claya Regazzioniego pozwoliła wyciągnąć Petersona z bolidu. Ten jednak zmarł kolejnego dnia w wyniku obrażeń i komplikacji pooperacyjnych. Po tym wydarzeniu Hunt zaczął skłaniać się do wycofania z Formuły 1. Po nieudanych siedmiu pierwszych wyścigach kolejnego sezonu ogłosił w końcu zakończenie kariery.

ZOBACZ TAKŻE
Ronnie Peterson - tragizm "Super Szweda" | Legendy motorsportu

James Hunt stworzył znakomity komentatorski duet z Murrayem Walkerem

Krótko trwała rozłąka Hunta z F1. Już po kilku miesiącach został komentatorem wyścigów w BBC, gdzie tworzył znakomity duet z Murrayem Walkerem. Po nieudanym drugim małżeństwie wpadł w depresję i wrócił do nałogów, z czego wyciągnęła go poznana w restauracji kelnerka Helen. Wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. Hunt był szanowany jako komentator i publicysta w „The Independent”, wrócił do zdrowego trybu życia i żył w szczęśliwym związku.

15 czerwca 1993 roku, dzień po tym, jak przez telefon oświadczył się przebywającej na wakacjach z przyjaciółkami dziewczynie, James Hunt zmarł w wyniku rozległego ataku serca. Sześć dni później w Wimbledonie odbył się skromny pogrzeb, na którym była jedynie najbliższa rodzina. Nie była to jednak jedyna uroczystość odbyta z tej okazji. Dwa miesiące później, zgodnie z jego testamentem, licząca niemal 1000 osób grupa uczciła jego pamięć podczas hucznej imprezy.

James Hunt przeszedł do historii jako największy podrywacz i imprezowicz w dziejach Formuły 1. Jego kariera była krótka, naznaczona wieloma problemami, ale mimo wszystko udana. Ciężko w końcu nazwać mistrza świata Formuły 1 niespełnionym człowiekiem. Hunta nie znajdziemy na szczytach tabel najlepszych kierowców w historii. Mimo to, z całą pewnością jest jedną z najbardziej legendarnych postaci, jakie kiedykolwiek ścigały się w królewskiej kategorii.

5/5 (liczba głosów: 10)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama