Nasze profile w mediach społecznościowych

IndyCar

Scott Dixon bohaterem Genesys 300. Udany start McLarena | Analiza

W nocy z soboty na niedzielę odbył się wyścig Genesys 300 inaugurujący tegoroczne zmagania IndyCar. Zawody na obiekcie Texas Motor Speedway wygrał Scott Dixon. Czas na podsumowanie i komentarz do zmagań za oceanem.

Opublikowano

w dniu

Scott Dixon Texas Genesys 300 2020 IndyCar
Fot. NTT IndyCar Series / Twitter

Za nami otwarcie sezonu IndyCar na torze Texas Motor Speedway. Ze względu na pandemię koronawirusa format zawodów został skrócony do jednego dnia. Kierowcy mieli zaledwie 80 minut na treningi (dla debiutantów przeprowadzono dodatkową, 30-minutową sesję). Trzy godziny przed startem rywalizacji odbyły się kwalifikacje, a następnie wyścig na dystansie 300 mil. Długa przerwa od startów udowodniła jak ważne jest doświadczenie, co potwierdził utytułowany Scott Dixon.

Najlepszy kierowca to bez dwóch zdań Scott Dixon

W przypadku tegorocznego wyścigu w Teksasie wskazanie najlepszego zawodnika nie stanowi żadnego problemu. Pochodzący z Nowej Zelandii Scott Dixon całkowicie zdominował rywalizację. W kwalifikacjach był drugi, za Josfem Newgardenem, szybko jednak wyszedł na prowadzenie.

Scott Dixon zwycięzca Genesys 300 Texas 2020 IndyCar

Fot. IndyCar / Scott Dixon zwycięzca wyścigu Genesys 300

Nowozelandczyk czasem tracił pierwsze miejsce w alei serwisowej, lecz szybko powracał na fotel lidera budując następnie solidną przewagę. Rozważnie przedzierał się przez tłum dublowanych zawodników i odniósł swoje 48 zwycięstwo w karierze. W tabeli wszech czasów zbliża się do największych legend IndyCar – A.J. Foyta i Mario Andrettiego.

Najlepszy zespół

Triumf Dixona nie byłby możliwy, gdyby nie cały zespół ludzi stojący za przygotowaniem bolidu. Chip Gannasi Racing dysponowało w tym wyścigu najszybszym bolidem. Dixon odniósł pewne zwycięstwo, a Felix Roseqvist był jedynym zawodnikiem, który miał realną szansę z nim powalczyć. Niestety, wypadek Szweda w końcówce wyścigu uniemożliwił ekipie zdobycie dubletu.

Wydarzenie dnia

Najważniejszym wydarzeniem tego weekendu był sam fakt powrotu serii IndyCar do sportowej rywalizacji. Mimo panującej epidemii koronawirusa, dzięki determinacji i zastosowaniu odpowiednich zasad bezpieczeństwa udało się zainaugurować zmagania amerykańskiej serii bolidów jednomiejscowych.

ZOBACZ TAKŻE
Kevin Harvick zwycięzcą Real Heroes 400! Kolejne plany IndyCar i IMSA

Mistrzostwa IndyCar jako drugie po NASCAR wznowiły swoje wyścigi. Dzięki temu wielu entuzjazmów motosportu mogło poczuć namiastkę normalnego życia sprzed epidemii.

Start Texas 2020 Indy

Fot. IndyCar / Start wyścigu Genesys 300 w Teksasie

Zaskoczenie dnia

Największą niespodzianką wyścigu była przyzwoita forma zespołu A.J. Foyta. Wcześniej prowadzona przez siedmiokrotnego mistrza IndyCar przechodziła w ostatnich latach spory kryzys, a jej zawodnicy okupowali miejsca w ogonie stawki. W wyścigu w Teksasie kończący karierę po tym sezonie Tony Kannan dojechał na dziesiątym miejscu. Jego zespołowy kolega, Charlie Kimball, po wypadku na ostatnim okrążeniu został sklasyfikowany na jedenastej lokacie.

ZOBACZ TAKŻE
IndyCar: Poznaj bliżej świat amerykańskiej formuły

Najwięksi przegrani

Sporym rozczarowaniem dla fanów były z pewnością problemy zespołów Rahal-Latermann Laningan oraz Andretti Autosport. Problemy ekipy prowadzonej przez Bobby’ego Rahala rozpoczęły się już w trakcie kwalifikacji. Takuma Sato rozbił się na początku swojego okrążenia pomiarowego. Naprawiony na szybko bolid nie przeszedł badania technicznego i Japończyk nie wziął udziału w rywalizacji.

Jego zespołowy partner, Graham Rahal, z powodu awarii musiał zjechać do alei serwisowej już na okrążeniu rozgrzewkowym. Amerykanin powrócił na tor już po starcie wyścigu i zakończył zmagania ze stratą dwóch okrążeń do Scotta Dixona.

Problemy w ekipie Andretti Autosport pojawiły się natomiast tuż przed wyjazdem na tor. Po wydaniu komendy uruchomienia silników nie udało się odpalić jednostek napędowych w bolidach Alexandra Rossiego i Ryana-Huntera Raya. Mechanicy zdołali co prawda wprawić maszyny w ruch, lecz ze względu na niedozwolone prace przy bolidach Rossi został przesunięty na koniec stawki. Obydwaj zawodnicy otrzymali także kary przejazdu przez aleję serwisową, co wiązało się ze stratą okrążenia do lidera. Mimo to Hunter-Reay zdołał powrócić na kółko lidera i zajął 8. miejsce. Honor ekipy uratował Zach Veach zajmując czwarte miejsce.

Największe rozczarowanie

Największym rozczarowaniem zarówno dla zawodników, jak i kibiców, była nowa nawierzchnia położona w środkowej części zakrętów. Asfalt ułożono z myślą o uatrakcyjnieniu rywalizacji w NASCAR, jednak miał on negatywny wpływ na ściganie w IndyCar. Ciemny asfalt miał bardzo małą przyczepność, a wyjazd na niego najczęściej kończył się utratą przyczepności i wypadkiem.

Już w kwalifikacjach przekonał się o tym wspomniany Takuma Sato, w wyścigu natomiast doświadczyli tego Rinus Veekay (który po poślizgu wyeliminował z rywalizacji Alexa Palou), Felix Roseqvist oraz Charlie Kimball. Ze względu na nowy asfalt prawie nikt nie odważył się wyprzedzania po zewnętrznej stronie łuków.

Sporym problemem było nawet dublowanie, a dużo szybsi zawodnicy podążali często przez wiele okrążeń za wolniejszymi rywalami, nim w końcu zdołali ich wyprzedzić. W tegorocznym wyścigu na owalu w Teksasie było stosunkowo niewiele zaciętych pojedynków, z jakich słyną zmagania w Teksasie.

Alexander Rossi Andretti Autosport IndyCar 2020 Texas

Fot. IndyCar / Jeden z największych pechowców zmagań w Teksasie, czyli Alexander Rossi

Nie można jednak zapominać o innych czynnikach, które także mogły przyczynić się do mało widowiskowego wyścigu w Teksasie. W tym roku bolidy wyposażone zostały w aeroscreen odpowiadający za ochronę głowy kierowcy. Ze względu na nowy element masa bolidów wzrosła o 27 kilogramów.

ZOBACZ TAKŻE
Aeroscreen jako alternatywa dla systemu halo

Co więcej, osłona ta powinna poprawić przepływ powietrza wokół bolidu, dzięki czemu maszyna stawia mniejszy opór aerodynamiczny. Z tego tez powodu jazda w strudze rozrzedzonego powietrza nie daje już tak dużych korzyści. Obecna generacja bolidów nie sprzyja także już tak bliskiej walce jak Dallara DW12.

Należy także pamiętać o nietypowym formacie weekendu. ekipy miały jedynie 80 minut na dostrojenie swoich maszyn do wymagań stawianych przez tor. Z tego też powodu nie wszyscy przygotowali perfekcyjnie swoje maszyny, a różnice między ekipami były większe, niż zazwyczaj.

Klasyfikacja generalna: Scott Dixon na czele

Po inauguracji sezonu w Teksasie prowadzenie objął Scott Dixon z dorobkiem 53 punktów. Trzynaście oczek traci do niego Simon Pagenaud z Penske, a szesnaście aktualny mistrz serii Josef Newgarden. Czołową piątkę uzupełniają Zach Veach i Ed Carpenter. W klasyfikacji debiutantów prowadzi Olivier Askew z dorobkiem 22 punktów. 8 oczek ma Rinus Veekay, 7 ma Alex Palou. Wśród producentów silników prowadzi Honda z przewagą 11 punktów nad Chevroletem.

Najlepszy debiutant

Najwyżej sklasyfikowanym debiutantem w wyścigu był Olivier Askew z Arrow McLaren SP. 23-letni Amerykanin jest zeszłorocznym mistrzem IndyLights. W swoim pierwszym wyścigu IndyCar dojechał na dziewiątym miejscu, pokonując kilku dużo bardziej doświadczonych zawodników. Kierowca zaliczył spokojny wyścig wystrzegał się błędów. Można uznać, że McLaren w pełnoprawnym debiucie także spisał się o wiele lepiej niż w zeszłorocznym Indy 500.

Wyniki kwalifikacji

Wyniki wyścigu

Scott Dixon dał popis: Podsumowanie video rywalizacji na obiekcie Texas Motor Speedway

Następny przystanek

Kolejna runda IndyCar odbędzie się za blisko miesiąc. Kierowcy i zespoły wrócą do rywalizacji na drogowej pętli Indianapolis 4 lipca. Będziecie oglądać?

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama