Nasze profile w mediach społecznościowych

IndyCar

Nowe silniki IndyCar wejdą z opóźnieniem. Hybrydy dopiero od 2023 roku

Seria IndyCar zamierza przejść na silniki hybrydowe. Czy jest się czego obawiać? Czy mistrzostwa przyciągną nowych konstruktorów? Dowiemy się w 2023 roku!

Opublikowano

w dniu

IndyCar 2020 z publicznością silniki IndyCar
Fot. Iowa Speedway / Twitter

Debiut nowych jednostek napędowych został przesunięty na 2023 rok. Opóźnienie podyktowane jest trudnościami, jakie niosą ze sobą pandemia koronawirusa i obowiązujące na całym świecie obostrzenia. Oznacza to, że w 2022 pozostaną obecne, 2,2 litrowe turbodoładowane silniki V6. Nowe silniki IndyCar mają za zadanie nie tylko utrzymać dotychczasowych dostawców, ale przyciągnąć nowych.

Od sezonu 2023 mistrzostwa przejdą na jednostki hybrydowe. Pojemność silników powiększono do 2,4 l. Jednostka spalinowa wyposażona w dwie turbiny będzie dodatkowo wspomagana przez system odzyskiwania energii kinetycznej (MGU-K). Silniki mają osiągać moc 900 KM. Co ważne, punkty mocowania silnika będą identyczne, jak w przypadku obecnie używanej jednostki napędowej. Jeżeli zatem dojdzie do opóźnień w przygotowaniu nowego nadwozia (które także planowane jest na 2023 rok), wówczas nie będzie problemu z użyciem obecnych jednostek.

Honda i Chevrolet zostają w IndyCar

Obydwaj konstruktorzy dostarczający obecnie silniki do serii IndyCar potwierdzili wieloletnie zaangażowanie w tą serię. O ile pozostanie Chevroleta nie powinno specjalnie dziwić, o tyle losy Hondy, która niedawno ogłosiła rozstanie z Formułą 1, budziło pewne wątpliwości. Obecnie Roger Penske może skupić się na poszukiwaniu trzeciego dostawcy silników.

ZOBACZ TAKŻE
Tego nikt się nie spodziewał. Honda zakończy przygodę z F1 po 2021 roku

Swoje zainteresowanie mistrzostwami IndyCar parę miesięcy temu wyraziła ekipa Ferrari. Zespół ze względu na wprowadzane w F1 ograniczenia będzie musiał odsunąć wielu pracowników od projektu samochodu Grand Prix. Uruchomienie programu IndyCar może uratować miejsca prac osobom zaangażowanym obecnie w Formułę 1. 

Włoska ekipa bierze pod uwagę także przygotowanie hypercara do startów w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Póki co trudno stwierdzić, którą z dwóch serii wybierze Ferrari.

ZOBACZ TAKŻE
Właściciel IndyCar potwierdza. Ferrari wciąż zainteresowane serią

Kto jeszcze może zainteresować się serią IndyCar? Raczej nie obecna w serii do 2005 roku Toyota. Japoński koncern prowadzi obecnie już duży program startów w Le Mans oraz WRC. W Stanach Zjednoczonych obecny jest natomiast w serii NASCAR. Obecnie trudno przewidzieć, który z producentów zainteresuje się wyścigami IndyCar. Z pewnością jest to dobra okazja, by zareklamować swoje silniki hybrydowe na ważnym rynku. I co istotne, bez wielkich nakładów finansowych.

Nowe silniki IndyCar. Czyżby skusiły Mercedesa?

Wydaje się, że niemiecka marka ograniczy sporą część wydatków na Formułę 1. I to nie tylko dzięki wejściu limitu budżetowego od 2021 roku, ale i zaangażowaniu się innych podmiotów. W gronie zainteresowanych udziałami Daimlera w stajni z Brackleyj wymienia się m.in. Ineosa. Jeśli chociaż połowa zostanie odsprzedana, wsparcie producenta będzie ograniczone, to Mercedes może szukać czegoś nowego.

Przy okazji tegorocznej edycji Indianapolis 500 Niemcy z sentymentem wspominali 1994 roku, kiedy razem z Penske i Al Unserem Jr. wygrali zawody. Mercedes był obecny w latach 1994-2000. Jednak w sezonach 1995-1996 ich jednostka przeszła rebranding na Ilmor. Dopiero w 1997 r. wrócili i zdobyli mistrzostwo jako producent. Na pewno powrót za ocean byłby okazją do reklamy i dałby szansę na poprawienie wyników sprzedaży w Stanach Zjednoczonych. Sam koszt produkcji mniej skomplikowanej hybrydy także może być kuszący.

Czy hybrydy to dobry pomysł dla amerykańskiej serii?

Czy przejście na hybrydy jest dobrym rozwiązaniem dla IndyCar? W obecnych czasach, gdzie coraz więcej stawia się na ekologię, może być jedynym wyjściem. Większość producentów przeznacza coraz większe fundusze na rozwój pojazdów hybrydowych i elektrycznych. Oczywiste jest, że oczekują zwrotów inwestycji. Do tego jednak potrzebują reklamy, a tą zapewniają wyścigi. Dlatego też amerykańska seria, chcąc utrzymać dostawców silników i przyciągnąć nowe marki, musiała przejść na silniki hybrydowe.

Dzięki standardowemu systemowi MGU-K jednostki hybrydowe wcale nie będą wiele droższe od tradycyjnych, w pełni spalinowych jednostek. Dzięki temu producenci będą mogli reklamować swoją markę przy niewielkich nakładach finansowych.

ZOBACZ TAKŻE
Hybrydowa rewolucja w IndyCar od sezonu 2022. Czy zmiany wyjdą na dobre?

Jednak nawet najbardziej zagorzali tradycjonaliści nie powinni być rozczarowani tą zmianą. Pojemność jednostek napędowych wzrośnie z 2,2 do 2,4 l. Silniki IndyCar rozwiną natomiast moc 900 KM. Osiągi bolidów znacznie się zbliżą do tych prezentowanych przez pojazdy rywalizujące w serii CART w okresie jej największego rozkwitu. Na wielu torach możemy zatem spodziewać się nowych rekordów, a także imponujących rezultatów w punktach pomiaru prędkości.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama