Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Pierre Gasly i jego przyszłość w F1. Jak będzie wyglądała?

Kurz i emocje po niedzielnej wygranej Pierre’a Gasly’ego w Grand Prix Wloch nieco już opadły. Triumf młodego Francuza wywołał jednak prawdziwą lawinę spekulacji dotyczących jego przyszłości. Choć powrót do głównej ekipy Red Bulla wydaje się formalnością to na horyzoncie pojawiły się zaskakujące możliwości.

Opublikowano

w dniu

Pierre Gasly Monza 2020
Fot. Red Bull Content Pool

Początki zawsze są trudne

Francuz zadebiutował w GP2 (dawna nazwa Formuły 2) w 2014 roku podczas GP Włoch. Zastąpił on Toma Dillmana w bolidzie Caterham Racing. Niestety z powodu bardzo słabej formy zespołu, Pierre Gasly nie był w stanie nawiązać jakiejkolwiek walki z resztą stawki. Podczas sześciu wyścigów, w których wystartował nie zdobył ani jednego punktu. Mimo to, znalazł się w orbicie zainteresowań mistrzowskiego zespołu DAMS, który zakontraktował go na starty w sezonie 2015.

W lepszym zespole, Gasly był w stanie pokazać pełny wachlarz swoich umiejętności. Francuz imponował szybkością, szczególnie w drugiej części sezonu. Zdobył 3 pole position oraz 4 razy stanął na podium, co przełożyło się na 8. miejsce w klasyfikacji generalnej. To wystarczyło, aby na poczynania będącego juniorem Red Bulla Gasly’ego spojrzał Helmut Marko. We wrześniu 2015 ogłoszono go kierowcą rezerwowym Red Bull Racing. Przyszłość Gasly’ego malowała się w różowych barwach.

“Pierre Gasly nie zasługuje na F1”

Do sezonu 2016 Pierre Gasly przystępował już jako faworyt. Jeżdżąc dla włoskiej Premy nie zawiódł oczekiwań i rozpoczął sezon od trzeciego i drugiego miejsca na torze Catalunya. Potem przyszły trzy gorsze weekendy, po których wywalczył on swoje pierwsze zwycięstwo w serii na torze Silverstone. Jednocześnie został liderem w klasyfikacji kierowców. Następnie przyszły zwycięstwa na Hungaroringu oraz Spa-Francorchamps.

Spadek formy nastąpił w Malezji. Francuz fatalnie wystartował z pole position, co poskutkowało spadkiem na koniec stawki i pogrzebaniem szans na zwycięstwo. Po tym wyścigu, Helmut Marko powiedział, że Pierre Gasly popełnia zbyt wiele błędów i nie zasługuje na angaż w Toro Rosso w sezonie 2017. Mimo to, Francuz nie załamał się i w niedzielnym sprincie popisał się finiszem na trzeciej lokacie, czym uratował swoje szanse na tytuł.

Do ostatniego wyścigu sezonu, na torze w Abu Zabi, Gasly przystępował ze stratą 7 punktów do lidera – swojego kolegi z zespołu, Antonio Giovinazziego. Weekend ten był prawdziwym popisem umiejętności Francuza, który wygrał sobotni wyścig, a dzień później kontrolował sytuację i zdobył mistrzostwo GP2 z przewagą 8 punktów. W ten sposób Pierre Gasly został ostatnim mistrzem GP2 przed przemianowaniem serii na Formułę 2.

U nieba bram

Udowadniając swoją wartość w końcówce sezonu, Pierre Gasly zapukał do drzwi F1. Na swoją szansę musiał jednak poczekać do GP Malezji 2017. Po serii rozczarowujących wyścigów i kompromitujących błędów, Daniił Kvyat stracił swoje miejsce w Toro Rosso. Rok po cierpkich słowach Helmuta Marko, ten zmienił zdanie i w miejsce Rosjanina umieścił francuskiego zawodnika.

W sezonie 2017, Francuz przejechał 5 wyścigów (podczas GP USA, Pierre udał się do Japonii, aby walczyć o mistrzostwo Super Formuły) jednak nie zdobył w nich ani jednego punktu. Trudno jednak wyciągać z tych startów jakichkolwiek wniosków. Nie dość, że Gasly wszedł do zespołu praktycznie pod koniec sezonu to bolidy Toro Rosso nękały notoryczne awarie.

Pierwszym sezonem, w którym można było ocenić realny talent Gasly’ego był 2018 rok. Francuz okazał się w nim bezlitosny dla swojego partnera zespołowego – Brendona Hartleya. W bezpośrednim pojedynku wygrał z Hartleyem 6:4 w wyścigach i 14:7 w kwalifikacjach (w których był średnio 0,9 sek. szybszy od Nowozelandczyka). Francuz zdobył także 4. miejsce w wyścigu o GP Bahrajnu, co w nie spełniających pokładanych oczekiwań bolidzie Toro Rosso było traktowane niemal jak zwycięstwo.

W klasyfikacji generalnej, Gasly pewnie pokonał Hartleya – zdobył 29 punktów przy zaledwie 4 punktach kolegi z zespołu. Wyniki Francuza nie uszły uwadze Red Bullowi, który desperacko potrzebował następcy Daniela Ricciardo na przyszły sezon. Naturalnym wyborem był oczywiście Francuz i jeszcze przed GP Belgii został ogłoszony kierowcą austriackiego zespołu na 2019 rok.

Kiedy niecały rok temu Pierre dołączył do Toro Rosso, od razu udowodnił, że ma niesamowity talent. Jego tegoroczne wyniki, w jego pierwszym pełnym sezonie tylko potwierdzają, że jest jednym z najlepszych kierowców młodego pokolenia. Wiemy, że wniesie do zespołu odpowiednią szybkość, umiejętności, ale też nastawienie do ścigania się – mówił po zakontraktowaniu Gasly’ego szef zespołu Red Bull Racing, Christian Horner.

Pierre Gasly – niekochane dziecko Red Bulla

Sezon w nowym zespole zaczął się katastrofalnie. Francuz dwukrotnie rozbił swój bolid w trakcie zimowych testów co bardzo utrudniło pracę na starcie sezonu. Ale im dalej w las, tym było gorzej – Verstappen zweryfikował Pierre’a Gasly’ego. Holender wygrał z nim 10:0 w wyścigach oraz 10:1 w kwalifikacjach (Verstappen był szybszy średnio o 0,5-0,6 sek.).

Gasly miał ogromne problemy z dopasowaniem się do bolidu, który na początku sezonu nie spełniał oczekiwań Red Bulla. W pierwotnej wersji RB15 miał problemy z pakietem aerodynamicznym, który zaczął działać w sposób właściwy dopiero po wprowadzeniu poprawek. Również zmiana wieloletniego partnera silnikowego z Renault na Hondę przełożyła się na problematyczny start sezonu.

W tym całym bajzlu Max Verstappen odnalazł tempo pozwalające na walkę z kierowcami Ferrari i bezpieczne trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Pierre Gasly za to wyraźnie od niego odstawał i nie zdobywał tylu punktów ile powinien.

Wyścig o GP Kanady mógł okazać się małym przełomem, ponieważ Francuz miał lepsze pole startowe i mógł realnie powalczyć z Verstappenem, jednak na dystansie wyścigu nie tylko stracił do Holendra 30 sekund, ale dodatkowo został pokonany przez kierowców zespołu Renault, którzy dysponowali znacznie słabszym bolidem.

Jeszcze gorzej było na Red Bull Ringu i Hockenheim. W Austrii Gasly został zdublowany przez swojego kolegę z zespołu, a weekend w Niemczech rozpoczął od roztrzaskania bolidu o bandy przy wyjeździe na prostą startową. W wyścigu Francuz doprowadził do kontaktu z Albonem, po którym urwał przednie skrzydło i nie dojechał do mety.

Brak wsparcia

Po fatalnych występach, Pierre Gasly nie otrzymał wsparcia ani od Helmuta Marko, ani Christiana Hornera. Szefostwo Red Bulla nie kryło rozczarowania postawą Francuza, a wręcz krytykowało go. Wprost mówili o tym, że zastanawiają się nad zdegradowaniem go z powrotem do Toro Rosso, co stało się po GP Węgier.

“Pokaż im, że się mylą”

Jeszcze przed pierwszym wyścigiem w nowych-starych barwach Gasly otrzymał kolejny cios. Podczas wyścigu F2 na torze Spa-Francorchamps, w makabrycznym wypadku zginął jego najlepszy przyjaciel – Anthoine Hubert. To właśnie on, tuż po degradacji Gasly’ego wysłał mu słynnego już sms-a o treści: “pokaż im, że się mylą”.

Jadąc w hołdzie dla swojego przyjaciela, dał on popis świetnej jazdy na Spa. Startując z 15. miejsca udało mu się ukończyć rywalizację na 8. pozycji i zgarnąć punkty.

Kolejnym ważnym krokiem w odbudowie pewności siebie było sensacyjne 2. miejsce w GP Brazylii. Gasly wykazał się niezwykłą determinacją ścigając się na ostatnich metrach z Lewisem Hamiltonem. Jak przyznawał później w wywiadach, na ostatniej prostej pochylał głowę w iście kartingowym stylu, aby wyszarpać tysięczne części sekundy. Podium w tak trudnym sezonie nie mogło smakować lepiej.

Odkupienie win

Sezon 2020 upływa pod znakiem życiowej formy Gasly’ego. Francuz od pierwszego wyścigu prezentuje się bardzo dobrze, regularnie punktując. Do tego styl jazdy Pierre’a uległ znaczącym zmianom. Kierowca AlphaTauri praktycznie nie popełnia błędów, wykorzystuje każdą nadarzającą się szansę oraz prezentuje rewelacyjne tempo.

Rozkręcający się z wyścigu na wyścig Pierre Gasly dopiął swego – w szalonym wyścigu o GP Włoch stanął na najwyższym stopniu podium. Zwycięstwo na torze Monza jest mocnym pstryczkiem w nos dla Helmuta Marko i Christiana Hornera. Gasly w słabszym bolidzie szybciej wygrał wyścig, niż Albon zdobył swoje pierwsze podium. Co więcej, Francuz traci do kierowcy Red Bulla tylko 5 punktów w klasyfikacji generalnej.

Od degradacji Gasly pokazuje, że jest błyskotliwym, szybkim i niezwykle silnym psychicznie kierowcą. W bezpośredniej rywalizacji miażdży Kvyata i wyciąga maksimum z tego co daje mu los. Co więcej, triumfem w GP Włoch udowodnił wszystkim swoim krytykom, że należy do czołówki najzdolniejszych młodych kierowców w F1.

“Dobre wyniki powinny być wynagradzane”

Po swoim pierwszym zwycięstwie, francuski zawodnik jasno zasugerował, że to on zasługuje na miejsce w zespole z Milton Keynes.

W Toro Rosso było wielu mocnych kierowców i cieszę się, że jestem jednym z nielicznych, którzy mogli zapewnić temu zespołowi zwycięstwo. Oczywiście uważam, że dobre wyniki powinny być w jakiś sposób nagradzane. Zobaczymy. Teraz nie chcę jeszcze o tym myśleć, wolę cieszyć się chwilą skomentował “na gorąco” swoje zwycięstwo.

Pierre Gasly wydaje się być jedynym rozsądnym kandydatem na drugi fotel w Red Bullu. Alexander Albon zawodzi oczekiwania i regularnie odstaje od Maxa Verstappena. Taj jedynie minimalizuje straty Red Bulla, a nie realnie walczy w czołówce. Dokładnie tak jak Gasly w pierwszej połowie sezonu 2019.

Jednak w przypadku Alexa Albona, retoryka wypowiedzi szefostwa Red Bulla jest zupełnie inna. Helmut Marko wyraża wsparcie dla młodego Taja. Wprost mówią mediom, że jego bolid nie jest równy sprzętowi  Verstappena i z tego wynika strata. Skąd zupełnie inny ton wypowiedzi niż w przypadku Gasly’ego? Otóż udziałowcem Red Bulla jest tajska rodzina Yoovidhya.

Toksyczny układ

Marko jasno daje do zrozumienia, że w tym roku nie zmienią składu kierowców. I wbrew pozorom może to wyjść tylko na dobre Gasly’emu. Red Bull od kilku lat pokazuje, że jest toksycznym środowiskiem dla kierowcy, o ile ten nie ma na nazwisko Verstappen. To dlatego Daniel Ricciardo przeszedł do Renault. Gdy doszło między nim a Holenderem do pamiętnej kraksy w Baku, to szefostwo Red Bulla wzięło w obronę nie jego, a właśnie Verstappena. Następnie, Red Bull zniszczył psychikę Gasly’ego, a teraz nakłada coraz większą presję na Albona.

Realną szansą na powrót Francuza do Red Bulla wydaje się przyszły rok. Choć Marko znany jest z tego, że mówi jedno, a robi drugie to tym razem nie zdecyduje się na zmianę kierowców w trakcie sezonu. Taki ruch oznaczałby katastrofę wizerunkową dla całego zespołu.

Pytanie tylko czy Gasly, zdając sobie sprawę z tego jaki układ panuje w Red Bullu, naprawdę powinien tam wrócić. Być może Francuz powinien pójść drogą Daniela Ricciardo oraz Carlosa Sainza i oderwać się od austriackiej pępowiny.

Pierre Gasly. Czy zaliczy “skok w bok”?

Nie ma co liczyć na zmianę otoczenia w przyszłym roku. Wszystkie kluczowe miejsca w zespołach są już zajęte, dlatego w sezonie 2021, Gasly’ego zobaczymy albo w AlphaTauri, albo w Red Bullu. Dużo ciekawiej natomiast wygląda potencjalna sytuacja w 2022 roku.

Naturalnym wyborem dla Gasly’ego powinno być Renault (od 2021 Alpine). Już kontraktując Ocona, Cyril Abiteboul jasno dawał znać jak ważne dla francuskiego koncernu jest posiadanie w składzie rodaka. Jednak nie jest powiedziane, że sytuacja w Alpine nie będzie przypominała tej z Red Bulla. Wszystko za sprawą Fernando Alonso, który będzie niewątpliwą gwiazdą zespołu i to wokół niego będzie się kręciła cała francuska machina.

Druga możliwość brzmi absurdalnie do momentu kiedy nie przeanalizuje się wszystkich za i przeciw. Mowa o zespole Mercedesa, który być może rozstanie się po przyszłym sezonie z Bottasem. Jak wspominałem w felietonie poświęconym fińskiemu kierowcy, jedyną szansą na mistrzostwo dla Valtteriego jest zmiana przepisów i odejście z ekipy z Brackley. Do tego sam zespół może mieć już dość Bottasa, który choć jest idealnym partnerem dla Lewisa Hamiltona to wyraźnie odstaje od niego, co przekłada się na wizerunek marki.

Do tego brakuje na rynku kierowców, którzy w jakikolwiek sposób pasowaliby do niemieckiej układanki. Jedynymi rywalami Gasly’ego o miejsce w Mercedesie byliby Ocon i Russell. Ten pierwszy nie przekonuje w Renault. Drugi zaś, nie ma możliwości pokazania pełni swojego potencjału, a jego postawa w wyściga budzi pewne wątpliwości.

Niełatwy wybór

Jak potoczy się przyszłość Pierre’a Gasly’ego? Choć sam Francuz w swoich wypowiedziach wydaje się być skoncentrowany na powrocie do Red Bulla to mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Chciałbym, aby jakimś cudem uwolnił się z tego toksycznego układu, w którym jego osiągnięcia są regularnie umniejszane. W końcu zwycięstwem na Monzy potwierdził tylko przypuszczenia, że zasługuje na coś więcej.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama